Cele

Odyseja rehabilitacyjna

dla: Arkadiusz Dorosz
kategoria: Leczenie

Pomóż mi znów stanąć na nogi!

Cześć wszystkim! Mam na imię Arek. Zawsze byłem aktywny, wszędzie było mnie pełno. Uwielbiałem podróże z plecakiem po Azji. W czerwcu 2019 straciłem dotychczasowe życie. Skoczyłem do wody, aby pomóc koledze, któremu zablokował się silnik w łódce. Złamałem kręgosłup i uszkodziłem rdzeń kręgowy. Konsekwencją jest porażenie czterokończynowe spastyczne, co oznacza całkowitą zależność od innych ludzi.

Mam problemy z termoregulacją i wydalaniem, przykurcze i duże skoki ciśnienia, które uszkadzają mój wzrok i mogą spowodować udar. Pojawiła się zakrzepica żył głębokich kończyn dolnych, często zapadam na różne infekcje.

Nie mogę się pogodzić z tym, co się stało, nie potrafię tak żyć...

Moim jedynym marzeniem jest powrót do samodzielności. W domu czekają na mnie żona i córka Weronika, której chciałem pokazać świat i tak wiele ją nauczyć.

Moją szansą jest nowoczesna terapia z wykorzystaniem japońskiej, innowacyjnej technologii HAL® 

Rehabilitacja polega na intensywnych ćwiczeniach w jedynym na świecie aktywnym egzoszkielecie. Urządzenie to jest aktywowane i sterowane bezpośrednio przez układ nerwowy. Powstające w mózgu polecenie ruchu przekazywane jest do mięśni w postaci impulsu nerwowego, przesyłanego rdzeniem kręgowym i nerwami obwodowymi. Po otrzymaniu takiego impulsu mięsień napręża się, wywołując ruch.

W moim przypadku wywołanie takiego sygnału i jego przepływ są znacząco ograniczone. Dzięki egzoszkieletowi istniejące szczątkowe sygnały nerwowe są odbierane przez czujniki, a następnie wzmacniane i przekazywane do robota. System rozpoznaje je i dostarcza niezbędne wsparcie siłowe, umożliwiając wykonanie żądanego, celowego ruchu. Wpływa to na maksymalną stymulację zjawiska zwanego neuroplastycznością.

Powstają nowe połączenia pomiędzy neuronami, polepsza się przepływ sygnału nerwowo-mięśniowego, co jeszcze efektywniej pobudza centralny układ nerwowy.

Koszt tej terapii przekracza moje możliwości finansowe. Proszę Was więc o wsparcie. Z zebranych środków mógłbym opłacić 1 miesiąc z 3 zalecanych w tej terapii.

Wiem, że nie wszystko jest stracone, że jeszcze mogę odzyskać dawne życie.

Będę bardzo, bardzo wdzięczny, jeśli mi w tym pomożecie.

3259 PLN 5% 60000 PLN
zakończono: 15.11.2019

Specjalistyczne leczenie i intensywna reha...

dla: Kinga Kierzkowska
kategoria: Leczenie

Witajcie!

Mam na imię Kinga. Zmagam się z postępującym, głębokim niedowładem kończyn dolnych. Nie znam przyczyny tego zaburzenia, ale na pewno mogę powiedzieć, że wiąże się z ogromnymi problemami w zakresie poruszania się.

Pomimo swojej znacznej niepełnosprawności staram się żyć aktywnie i dążyć do realizacji marzeń, potrzeb i celów. Jednym z moich marzeń jest podróż do stolicy Włoch. Jak to mówią: „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” – być może jedna z nich zaprowadzi do wiecznego miasta również mnie…?

Cele, jakie sobie wyznaczam (a jest ich wiele!) są pośrednio lub bezpośrednio związane z pomocą innym. Zawodowo zajmuję się, między innymi, przekazywaniem obywatelom informacji o przysługujących im w Polsce świadczeniach krótkoterminowych. Działam także w wolontariacie.

Jestem wolontariuszką Fundacji DKMS, gdzie zajmuję się rejestracją potencjalnych dawców szpiku. Choć sama nie mogę nim być, wierzę, że swoim działaniem przyczyniam się (choćby w najmniejszym stopniu) do odnalezienia „genetycznego bliźniaka” dla osoby potrzebującej przeszczepu i tym samym podarowania jej szansy na życie.

Jednakże, abym mogła dalej spełniać się, działając dla innych, potrzebuję specjalistycznego leczenia ortopedycznego i neurologicznego oraz codziennej, intensywnej rehabilitacji, która jak najdłużej pomoże mi zachować sprawność.

Serdecznie proszę o zasilenie mojej zbiórki i tym samym wsparcie mnie w codziennych zmaganiach z chorobą i walce o lepsze jutro – nie tylko dla siebie. Wasze wpłaty umożliwią mi nie tylko radzenie sobie z niedowładem, ale i dalsze angażowanie się na rzecz innych, co jest dla mnie przyjemnością i zaszczytem.

160 PLN 3% 5000 PLN
zakończono: 11.11.2019

Przyszły zoolog zbiera na rehabilitację

dla: Hubert Borowski
kategoria: Leczenie

Maluch ze zdjęcia to nasz synek Hubert.

Hubercik urodził się w czerwcu 2010 roku. Przyszedł na świat z poważnymi wadami kończyn górnych i dolnych, stopami końsko-szpotawymi, a także przepuklino oponowo-rdzeniową i wodogłowiem. Ma wrodzony brak kości śródręcza prawej rączki – jeden paluszek jest złożony tylko z chrząstek.

Chodzenie, chwytanie, poruszanie się – to nie jedyne obszary, które szwankują u Huberta. Nasz synek cierpi również z powodu refluksu pęcherzowo-moczowodowego, połączonego z pęcherzem neurogennym. Najprościej mówiąc, wydalany przez Huberta mocz samoistnie powraca do jego nerek, co jest bardzo niebezpieczne. Co 3-4 godziny, także w nocy, cewnikujemy Hubercika.

Mimo tych wszystkich problemów, nasz chłopczyk próbuje żyć jak jego rówieśnicy. Uwielbia czytać książki, pochłania je wręcz. Bardzo interesuje go przyroda, zwierzęta 🌿🐞🐻🐙🦅🌳 W przyszłości chciałby zostać zoologiem 🔍

By to marzenie miało szansę się spełnić, Hubert musi być w miarę sprawny. W tym celu odbywa bardzo intensywną i specjalistyczną rehabilitację oraz jest objęty wielospecjalistyczną opieką lekarską. Korzystamy też z dodatkowego sprzętu rehabilitacyjnego i ortopedycznego, środków pielęgnacyjnych i leków. Przy takim rodzaju niepełnosprawności, z jakim zmaga się Hubert, lista potrzeb praktycznie się nie kończy.

Jednak obecnie najważniejsza jest dla nas rehabilitacja i systematyczna praca nad sprawnością Hubercika. Nasz chłopczyk ćwiczy m.in. samoobsługę, samodzielność, grafomotorykę i chód, korzysta z kinesiotapingu, zajęć z integracji odruchów dynamicznych oraz zajęć z logopedą. 10 godzin tygodniowo to sama fizjoterapia. Każda jej godzina kosztuje 70 zł. Razem z dodatkowymi zajęciami rehabilitacja Huberta to wydatek rzędu 3080 zł miesięcznie, 36 960 zł rocznie.

Gdyby udało nam się zebrać 100% kwoty, którą założyliśmy jako cel finansowy, moglibyśmy odetchnąć na ponad trzy miesiące…

Zwracamy się z apelem do wszystkich ludzi wielkiego serca: wesprzyjcie tę zbiórkę. Systematyczna rehabilitacja ma znaczący wpływ na jakość życia naszego dziecka. Każda wpłata, nawet ta najdrobniejsza, będzie ogromnie cenna.

Prosimy o pomoc, aby na twarzy Hubercika w końcu zagościł uśmiech 🙆‍♂

20 PLN 0% 10500 PLN
zakończono: 09.11.2019

Nasze miejsce na ziemi

dla: Emilia Studnicka
kategoria: Marzenie

Mam na imię Emilia.

Stworzyłam tę zbiórkę, aby dać moim najbliższym szansę na lepsze jutro.

Opowiem Wam o sobie.

Ukończyłam studia prawnicze. Pracuję zgodnie z wykształceniem. Marzę o zrobieniu doktoratu. Od 13 lat choruję na stwardnienie rozsiane, a 4 lata temu usłyszałam diagnozę nowotworu złośliwego jajnika. Rokowania były bardzo złe, lekarze nie dawali mi szans.

Dzięki wielkiej determinacji mojej i moich najbliższych, udało się znaleźć skuteczne leczenie. Daje obiecujące efekty, jednak koszty lekarstw, badań i rehabilitacji przekraczają najśmielsze wyobrażenia.

Nie raz zastanawiałam się, jak jest cena ludzkiego życia i czy warto o nie walczyć. Były momenty, gdy chciałam odpuścić i postawić kropkę. Patrzyłam wtedy na moje dziecko i czułam, że nie mogę się poddać.

Na każdym kroku wspierała mnie moja rodzina, chociaż im samym nie jest łatwo. Moja mama choruje na SM i fibromialgię. Mimo to pozostała cudowną osobą, której życie polega na niesieniu pomocy innym – szczególnie dzieciom. Bardzo kocha swoją wnuczkę, a moją córkę.

Moja córeczka ma 6 lat. Jest bardzo ruchliwym dzieckiem. Nikt nie powiedziałby, że musiała być rehabilitowana. Mówi, choć kiedy miała 2 latka sugerowano, że nigdy nie będzie. Jak każde dziecko chce mieć mamę cały czas dla siebie, pojechać razem na wakacje. Pomaga mi jak umie.

Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jest moim motorem do działania, moim największym cudem. Kiedy tylko mogę, trenujemy razem karate albo jeździmy na gokartach. Obydwie kochamy zwierzaki.

Prawie 10 lat temu w naszym domu wybuchł pożar. Straciłyśmy wtedy coś bardzo ważnego: spokojną przystań, w której nabierałyśmy sił i energii do codziennych wyzwań.

Nie da się opisać uczucia, które pojawia się, gdy po powrocie do domu zastajesz zgliszcza. Świat rozpada się wtedy na kawałki… Od tamtego momentu szukamy swojego miejsca na ziemi. Przeprowadzki są stałym elementem naszego życia. Jesteśmy już zmęczone. Staram się nie myśleć o tym, co przyniesie jutro – boję się odpowiedzi.

Jednak codziennie rano wstaję z nadzieją, że będę mogła dać moim najbliższym nowe miejsce, gdzie będą czuć się bezpiecznie i u siebie. DOM.

Fundusze uzyskane ze zbiórki przeznaczę na malutkie mieszkanko. Wiem, że to astronomiczna kwota, ale wierzę, że wspólnym wysiłkiem uda się ją zebrać. Będę ogromnie wdzięczna za Wasze wsparcie. Już teraz dziękuję, że poświęciliście czas, by poznać moją historię.

Emilia

325 PLN 0% 110000 PLN
zakończono: 06.11.2019

Kudłaty przyjaciel

dla: Paweł Pawlak
kategoria: Marzenie

Mam na imię Paweł, mam 34 lata.

Jeszcze niedawno byłem zwyczajnym facetem – pracowałem, żyłem aktywnie, realizowałem swoje pasje. W marcu 2018 roku plany i marzenia, które miałem legły w gruzach. Spowodowała to diagnoza złośliwego guza mózgu.

Obecnie jestem rencistą o znacznym stopniu niepełnosprawności. Za mną są już dwie operacje, a aktualnie zmagam się ze wznową nowotworu. Choruję też na cukrzycę typu 2.

Mój organizm jest bardzo osłabiony, przez co coraz więcej czasu spędzam w domu – przeważnie sam, ponieważ moja partnerka pracuje. Pojawiła się potrzeba towarzystwa, a po niej myśl o kudłatym przyjacielu – psie. Psycholog poradził mi, by był to mały piesek o łagodnym charakterze. Ponieważ jestem alergikiem, musiałem szukać rasy z włosem zamiast sierści. Zasugerowano mi, bym – ze względów zdrowotnych – wziął psa z hodowli. I tak padło na maltańczyka 😊 Udało nam się znaleźć certyfikowaną hodowlę, która spełnia wszystkie standardy w zakresie opieki nad zwierzętami i w dodatku jest blisko naszego miejsca zamieszkania.

Ponoć to właśnie marzenia motywują nas do podejmowania codziennych zmagań i pomagają choć na chwilę zapomnieć o trudnościach. Towarzystwo zwierząt pozytywnie wpływa na jakość życia osób chorych: zmniejsza uczucie niepokoju, zwiększa natomiast aktywność społeczną. I o to właśnie chodzi: o poprawienie jakości życia i zmniejszenie poczucia zagubienia. Dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc w spełnieniu mojego marzenia.

Już teraz dziękuję bardzo za każde wsparcie.

Pozdrawiam

Paweł

620 PLN 24% 2500 PLN
zakończono: 05.11.2019

Wirtualne okno na świat

dla: Marek Łyskawiński
kategoria: Marzenie

Pozwólcie, że się przedstawię.

Mam na imię Marek. Pochodzę ze stolicy Kaszub – Wejherowa. W styczniu skończyłem 42 lata. Życie, jak to mówią, nigdy mnie nie rozpieszczało.

Wychowałem się w niepełnej rodzinie; mieszkaliśmy w kiepskich warunkach.

W szkole również nie było łatwo. Z powodu dysleksji miałem problemy z nauką języków obcych; niemieckiego nie uczyłem się w ramach protestu (mój dziadek został zastrzelony przez Niemców w czasie II wojny światowej). Za to od 4 roku życia chętnie rysowałem.

Gdy byłem w IV klasie technikum elektrycznego, urodziła się moja córeczka.

Los rzucał mnie kolejno do Bolszewa, Gdyni i Irlandii, skąd wróciłem w 2006 roku. Pracowałem, miedzy innymi, na ORP „Piorun”, w markecie OBI i firmie kamieniarskiej. Lata dużego wysiłku fizycznego pogłębiły problemy z kręgosłupem, które mam od dziecka. Mimo to samodzielnie przeprowadziłem kapitalny remont mieszkania, gdzie mieszkam z moją 94-letnią babcią.

Tata zmarł w 2001 roku. Moja córka jest już dorosła, a z żoną nie jesteśmy razem. Nie mam przyjaciół. Powiem wprost: dokucza mi samotność. Żyję w skromnych warunkach, utrzymując się z renty przyznanej przez MOPS – niecałe 800 zł.

Ze względu na poważne zwyrodnienie kręgosłupa oraz zdiagnozowaną schizofrenię trudno jest mi znaleźć pracę.

Jednak, jak każdy w Was, mam swoje zainteresowania i chciałbym pozostawać w kontakcie z innymi. Jestem pasjonatem fotografii, a wolny czas spędzam, eksplorując Internet. Od jakiegoś czasu prawie nie wychodzę z domu i komputer jest w zasadzie moim jedynym oknem na świat. Niestety, ten, z którego korzystam jest już stary i odmawia współpracy.

Moim marzeniem jest nowy komputer, który będzie mi służył przez kilka lat. Chciałbym swobodnie korzystać z możliwości, jakie daje sprawny sprzęt.

Proszę, wesprzyj tę zbiórkę i moje marzenie. Serdecznie dziękuję za każdą pomoc.

2 PLN 0% 4200 PLN
zakończono: 04.11.2019

Koniec z gipsem! Operacja w Wiedniu

dla: Karolina Wójtowicz
kategoria: Leczenie

Drodzy Przyjaciele!

Nasza córeczka – mądra, pracowita i kochająca życie 5,5-letnia Karolcia od urodzenia walczy z wadą stóp w postaci stóp końsko-szpotawych twardo-miękkich. Pierwsze 11 tygodni życia spędziła z zagipsowanymi nóżkami, w których podskórnie wydłużano ścięgna Achillesa. Korzystała z butów i szyny Mitchella, potem z szyny Dobbsa. Leczenie zakończyło się, gdy Karolinka miała 3,5 roku.

Na 5. urodziny, w „prezencie” od losu nasza dziewczynka dostała nawrót dolegliwości. Jej stópki się odkręciły, a ścięgna skróciły.

Od kwietnia tego roku Karolina była przygotowywana do operacji. Przez 7 tygodni nosiła gipsowe opatrunki. 7 długich, wiosennych tygodni, gdy inne dzieci jeździły na rowerach i biegały, Karolcia spędziła na wózku.

Gipsy miały na celu korekcję odwiedzenia stóp oraz rozciągnięcie ścięgien. Przyniosły jednak odwrotny efekt: ścięgno Karolinki skróciło się tak bardzo, że nie mogła nawet stać, nie mówiąc o chodzeniu. Miesiąc ciężkiej pracy, bólu, łez, wiele godzin rehabilitacji i zajęć na basenie – wszystko po to, by Karolcia znów mogła chodzić. I zrobiła to! Dała radę! Po 2 miesiącach była w stanie samodzielnie przejść 1 km. Miała swój cel: chciała nauczyć się jeździć na dwukołowym rowerze. Jesienią jej sprawność była już na takim poziomie, że Karola zaczęła jeździć na dwóch kółkach.

Nie zmieniło to jednak faktu, że jej nóżki nadal potrzebują interwencji chirurgicznej. W tej chwili stopy Karolinki zakręcają do środka, a ona sama chodzi na ich zewnętrznych krawędziach. Niestety, w Polsce nie wykonuje się takiego typu zabiegów, jakiego potrzebuje nasza córka. Robione są podobne operacje, ale – jak wiadomo – diabeł tkwi w szczegółach, a te akurat szczegóły są tak istotne, że nie możemy ich „odpuścić”.

W czerwcu trafiliśmy do wiedeńskiej kliniki medycyny sportowej, gdzie zaproponowano nam dokładnie takie leczenie, jakiego potrzebują nóżki Karolci. Zaczynamy lada moment! Na leczenie składają się kolejno założenie i zdjęcie trzech gipsów, operacja oraz ponowne kilkukrotne gipsowanie – wszystko w Wiedniu. Sama operacja odbędzie się w szpitalu ortopedycznym i będzie polegała na potrójnym, naprzemiennym nacięciu ścięgien Achillesa oraz przeniesieniu ścięgien z mięśni piszczelowych na trzecią kość klinowatą. Po zakończonym leczeniu Karolka będzie musiała „wskoczyć” w specjalistyczne buty z mechanizmem ADM, których teraz nie posiada.

Nie ukrywamy, że nawrót wady stóp Karolinki pojawił się w słabym dla nas okresie. To rok, w którym akurat nie mamy oszczędności, a naprawa błędów lekarskich pochłonęła naprawdę dużo pieniędzy. Terapia w Wiedniu będzie nas kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych, a nie możemy liczyć na refundację z NFZ. Część środków udało nam się zebrać, mimo ograniczonych możliwości, wynikających z konieczności opieki nad Karolcią.

Wiemy, że czasu jest niewiele, a kwota może przyprawić o zawrót głowy. Wierzymy jednak, że przy Waszym wsparciu uda się nam zebrać pieniądze na operację Karoliny.

Prosimy o pomoc w imieniu naszej wspaniałej i dzielnej córeczki 👧☀🚲

31660 PLN 126% 25000 PLN
zakończono: 30.10.2019

Cz. 3 zbiórki na leczenie metodą immunoter...

dla: Krzysztof Żurek
kategoria: Leczenie

Kochani! Dzięki Waszemu ogromnemu zaangażowaniu w kolejną, trzymiesięczną zbiórkę, którą prowadziliśmy na Helpuj.pl, udało nam się zebrać ponad 8 000 zł. Jesteście cudowni!!!

Bardzo, bardzo Wam dziękujemy. To ogromna kwota, która zbliża nas do osiągnięcia celu.

Meta tego wyścigu wciąż znajduje się jednak daleko przed nami – całkowity koszt terapii Krzyśka to kilkaset tysięcy złotych. Dlatego zbieramy dalej, wierząc, że się uda i Krzyś dostanie swoją szansę na powrót do zdrowia.

Poznajcie naszą historię.

Krzysiek jest moim starszym bratem. Połowę życia spędził na koszykarskim parkiecie, a ja zawsze byłam jego wiernym kibicem. Aktywny facet, żyjący w ciągłym biegu. Rzeczywistość, którą znaliśmy, przewróciła się do góry nogami, gdy u Krzysia stwierdzono guza mózgu. Szybka operacja, a potem diagnoza - glejak wielopostaciowy IV stopnia złośliwości i wyrok: do 12 miesięcy życia.

Krzysztof w sierpniu otrzyma ostatnią chemię i to niestety koniec możliwości leczenia w Polsce. Nie możemy bezczynnie czekać na kolejną wznowę nowotworu, która bez jakichkolwiek działań jest nieunikniona. Znaleźliśmy w Niemczech klinikę leczącą metodą immunoterapii. Pozytywne wyniki leczenia innych pacjentów dały nam nadzieję na "nowe życie " dla Krzyśka. Koszt terapii przekracza wielokrotnie możliwości naszej rodziny i znajomych. Dlatego bardzo proszę o wsparcie. Pomóżcie nam wspólnie pokonać glejaka.

Z góry serdecznie dziękuję - siostra najlepszego brata

6470 PLN 12% 50000 PLN
zakończono: 27.10.2019

Akcje

W ramach naszego serwisu używamy plików COOKIES. Możesz ustawić cookies w swojej przeglądarce. Więcej szczegółów w Polityce prywatności

x