Cele

Dodatkowa para oczu

dla: Maria Kościńska
kategoria: Leczenie

Witajcie, kochani!

Z tej strony Maria, wolontariuszka i podopieczna Fundacji Pomimo Wszystko oraz Fundacji Avalon.

Jestem osobą w znacznym stopniu niepełnosprawną: słabowidzącą i słabosłyszącą. W prawym uchu mam założony implant BAHA na przewodnictwo kostne, a w lewym – aparat słuchowy. Implant był jednym z moich marzeń. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało się je zrealizować, dzięki czemu mogę cieszyć się światem dźwięków.

Kolejne wielkie marzenie związane jest ze wzrokiem. Silna krótkowzroczność, idąca w kilkanaście dioptrii w każdym oku, uniemożliwia mi normalne widzenie. Zawsze chętnie jeździłam rowerem, była to jedna z moich ulubionych aktywności. Od pewnego czasu nie mogę tego robić. Problemem jest nawet wyjście z domu po zmroku. 

Mimo tych trudności uczęszczam na warsztaty terapii zajęciowej w Grucie. Spełniam się tam i mam z tego dużo radości. Źródłem zadowolenia i satysfakcji jest dla mnie również mój wyremontowany dom 💕 Chciałabym móc jak najdłużej się nim cieszyć i swobodnie po nim przemieszczać.

Sprzętem, który niesamowicie ułatwiłby mi życie codzienne jest kamerka OrCam MyEye 2.0. Dzięki nowoczesnej technologii, ten niewielki sprzęt rozpoznaje ludzkie twarze, nominały banknotów i monet, skanuje i odczytuje ceny, składy produktów, rozkłady jazdy… To naprawdę wielka szansa dla osób słabowidzących. Szansa na niezależność i samodzielność, a także ogromna pomoc na co dzień.

Urządzenie jest niezwykłe, jednak technologia kosztuje. W tym przypadku 25 000 zł. Niestety, choć bardzo bym chciała, w pojedynkę nie mam szansy kupić tej kamerki.

Dlatego, jeśli możecie, wesprzyjcie mój cel, jakim jest nabycie OrCam MyEye.

Już dzisiaj dziękuję za każdą wpłaconą kwotę.

Ściskam Was wszystkich mocno! 💖😊

0 PLN 0% 25000 PLN
do końca: 3 miesiące

Kosmiczna rehabilitacja

dla: Klaudia Bartosik
kategoria: Leczenie

Cześć!

Mam na imię Klaudia i jestem 21-letnią studentką pedagogiki na Uniwersytecie Śląskim.

Jeszcze rok temu wiodłam beztroskie życie. Z uśmiechem na twarzy patrzyłam w przyszłość. Czułam, że świat dopiero otwiera przede mną swoje podwoje. Snułam plany i marzenia. Jasne, że zdarzały się problemy – kto z nas nie mierzy się z nimi na co dzień? Teraz wiem, że były to raczej błahostki.

W maju 2019 roku wykryto u mnie nowotwór złośliwy ośrodkowego układu nerwowego. Świat mi się zawalił. Mój stan pogarszał się z dnia na dzień.

Dzięki pomocy i zaangażowaniu innych udało się szybko zorganizować operację, jednak nie cały guz można było wyciąć. Doszło do porażenia nóg i zwieraczy. Znalazłam się na ringu, a stawką w walce było moje życie. Strach towarzyszył mi i mojej rodzinie codziennie przez kilka miesięcy. Wciąż przebywam w szpitalu.

Dzięki radioterapii udało się usunąć pozostałość guza. Nadal biorę chemię. Każdego dnia staram się odzyskać choć część dawnej sprawności. Jestem uparta, ale nie jest mi łatwo. Kilkugodzinna rehabilitacja każdego dnia to prawdziwy test charakteru. Ćwiczę wytrwale i widzę pewne efekty, ale nie wszystko działa: lewa noga wciąż jest niesprawna.

Na końcu ciemnego tunelu, w którym się znalazłam migocze jakaś iskierka, ciepłe światełko. W stronę takiego światełka można iść 😊 Jednak droga jest długa, a do pokonania jej nie wystarczą wytrwałość i motywacja. Prawda jest taka, że potrzebne są pieniądze.

Choć nigdy nie przypuszczałam, że będę musiała prosić o pomoc finansową, dziś to robię.

Wierzę w ludzi i dobroć serca, we współczucie i empatię. Wierzę też w rozwój medycyny. Wiem, że istnieją nowoczesne metody leczenia, które są w stanie pomóc takim osobom jak ja.

Jedną z nich jest neurorehabilitacja z wykorzystaniem jedynego na świecie aktywnego egzoszkieletu HAL®. Terapia cybernetyczna brzmi jak science fiction, ale to dostępna rzeczywistość. Egzoszkielet, zaprojektowany według japońskiej technologii, wzmacnia impuls elektryczny wysyłany przez mózg do mięśni kończyn dolnych i stymuluje je. One z kolei wykonują ruch. To dla mnie ogromna szansa.

Ale sama nie dam rady. Taka terapia jest bardzo kosztowna. Najzwyczajniej w świecie nie stać nas na taki wydatek. Dlatego proszę Was, kochani, o wsparcie.

W walce o życie i zdrowie liczy się naprawdę każda złotówka.

Jeden dzień wywrócił wszystko do góry nogami. By to z powrotem poukładać, potrzebuję wielu tygodni. Nie porzucam jednak młodzieńczych marzeń – chcę żyć pełnią życia, tańczyć, zwiedzać świat, mieć męża i dzieci. Pragnę tego, czego pragnie większość osób zaczynających dorosłe życie. Dziś doceniam to o wiele bardziej. Drobne rzeczy stały się ważne.

Mam ogromną nadzieję na powrót do zdrowia i sprawności, na realizację swoich planów.

Będę niewypowiedzianie wdzięczna, jeśli wesprzesz mój cel, jakim jest 12-tygodniowa, specjalistyczna neurorehabilitacja.

0 PLN 0% 180000 PLN
do końca: 3 miesiące

Terapia komórkami macierzystymi w Bangkoku

dla: Artur Czarnecki
kategoria: Leczenie

Kiedyś byłem aktywnym nastolatkiem, który uwielbiał życie. Od kiedy pamiętam byłem związany ze sportem. Lubiłem angażować się w różne dyscypliny: koszykówkę, siatkówkę, kick boxing. Godzinami ćwiczyłem na siłowni. Ważne było też dla mnie moje życie towarzyskie.

W jednej chwili całe moje dotychczasowe życie legło w gruzach. Mając 18 lat uległem poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu. Wypadek odwrócił całe moje dotychczasowe życie do góry nogami.

Diagnoza była niczym wyrok: złamanie kręgosłupa na odcinku piersiowym oraz uszkodzenie rdzenia kręgowego. Przeszedłem dwie operacje i od tamtego czasu nieustannie się rehabilituję. Niestety mam niedowład kończyn dolnych i poruszam się na wózku inwalidzkim. Mimo, że ćwiczę po kilka godzin dziennie, daje to powolne postępy, które i tak nie skutkują powrotem do pełnej sprawności.

Rozpocząłem studia informatyczne w Warszawie i mimo wielu dodatkowych obowiązków nie poddałem się. Moje życie od czasu wypadku to ciągła rehabilitacja. Naprawdę wierzę, że jeszcze wrócę do pełnej sprawności.

Teraz, mając 22 lata, pojawiła się w moim życiu nowa perspektywa: terapia komórkami macierzystymi w klinice w Bangkoku. Terapia urazu rdzenia kręgowego zawiera 8 pakietów komórek macierzystych, w których łącznie znajdować się będzie do 340 milionów komórek macierzystych. Terapia obejmuje całościowe leczenie pacjenta, toteż oprócz terapii komórek macierzystych pacjent ma zapewnioną rehabilitację i inne terapie wspomagające: terapie zajęciowe, fizjoterapię, terapię aqua, akupunkturę, tlenoterapie hiperbaryczne, przezczaszkowe stymulacje magnetyczne, czynniki wzrostu nerwów, tradycyjną chińską terapię pod kątem żywienia i medycyny (https://leczeniekomorkamimacierzystymi.com).

Ta terapia to dla mnie ogromna szansa. Szansa na powrót do sprawności.

Mam mnóstwo marzeń o tym co mógłbym robić po powrocie do zdrowia. Marzę o założeniu rodziny i normalnym życiu. Chciałbym spełniać się zawodowo i znowu uprawiać sport, tak jak przed wypadkiem. To wszystko może się spełnić jeśli poddam się leczeniu w Bangkoku. Niestety jest to bardzo kosztowna terapia dlatego proszę Państwa o pomoc w spełnieniu mojego największego marzenia. Kwota zbiórki pokryje koszt terapii oraz loty w obie strony.

Bez Was to się nie uda!

17331 PLN 11% 150000 PLN
do końca: około 2 miesiące

Przywrócić Szymkowi utracone dzieciństwo

dla: Szymon Tarasiewicz-Aksamitowski
kategoria: Leczenie

Oto mój synek Szymon – wesoły chłopiec, któremu przyszło się zmierzyć z nierównym przeciwnikiem pod nazwą padaczka lekooporna. Choroba nawet na chwilę nie daje o sobie zapomnieć. Każdego dnia radosne dzieciństwo mojego dziewięcioletniego dziecka przerywają wyczerpujące ataki.

Kiedy Szymonek miał dwa lata, zdiagnozowano u niego autyzm wczesnodziecięcy, niedługo potem do listy problemów dołączyła padaczka. Nasze życie wywróciło się wówczas do góry nogami, a ja zaczęłam szukać pomocy u wielu specjalistów.

W 2017 okazało się, że przyczyną dolegliwości Szymonka jest guz mózgu. Niestety, usunięcie go nie spowodowało, że ataki ustąpiły. Nasze dni wypełniały omdlenia i drgawkowe napady, którym musieliśmy podporządkować całe nasze życie. Leczenie nie przynosiło efektów, a jakiekolwiek zmiany powodowały, że ataki były coraz gorsze. W tym czasie Szymonkowi pomogła suplementacja olejkiem z konopi. Dzięki niemu ataki zmalały, nie poprawiło się jednak samopoczucie Szymonka. Nie mógł żyć aktywnie i bawić się beztrosko jak inne dzieci. Czuł się ospały i zmęczony, ciągle brakowało mu sił. Lato – czas normalnie przewidziany na dziecięcą regenarcję ­– dla Szymonka było najgorsze. Każdy zbyt długi pobyt na słońcu kończył się stanem padaczkowym.

Dopiero kilka miesięcy temu mój synek rozpoczął terapię mitochondrialną, a ta w połączeniu z olejkiem dała świetny efekt! Przywróciła Szymkowi utracone dzieciństwo. Zaczął biegać i się bawić! Widziałam, jak zaczyna coraz więcej rozumieć i nabierać chęci, by robić różne rzeczy. Po raz pierwszy mogliśmy ze spokojem odwiedzić wspólnie rozmaite sale zabaw. Na podwórku synek spędzał po 2 godziny dziennie, nawet latem! Ataki i omdlenia ustąpiły. Trwało to sześć miesięcy. Sześć najlepszych miesięcy w naszym życiu 😃❤

Niestety, w grudniu Szymonek miał zabieg leczenia zębów pod narkozą i od tamtej pory wszystko zaczęło się od nowa. Ataki wróciły jak boomerang z podwójną siłą! Jego pierwsze omdlenie skończyło się na SOR-ze, ponieważ podczas upadku rozciął brodę i wargę. Potem kolejne omdlenia i nagły atak padaczki, znów kilka dni w szpitalu. Załamałam się… Musiałam na nowo nauczyć się żyć z omdleniami i atakami syna. Ponownie stałam się jego cieniem.

Nie mogę patrzeć, jak mój synek z energicznego chłopca znów zmienia się w bezsilne dziecko, a po większym wysiłku nie może ustać na nogach. Mieszkam z nim zupełnie sama, więc nawet codzienne czynności, takie jak ugotowanie obiadu, chwilami sprawiają mi trudności. Staram się na różne sposoby radzić z tym wszystkim. Na szczęście w obowiązkach domowych mogę liczyć na wsparcie rodziców.

Widzę, jak moje dziecko cierpi i płacze ze strachu, ale jak mogę mu pomóc? Często w takich sytuacjach czuję bezradność, a przecież wiem, że nie mogę się poddać. Nie ja! Ten mały człowiek mnie potrzebuje.

Teraz z Waszą pomocą muszę wszystko, puzel po puzelku, poskładać. Potrzebuję znaleźć przyczynę jego obecnego stanu. Nie możemy zawieść Szymonka!

Udało się raz i wiem, że teraz też mi się uda. Proszę Was o pomoc, bo wiem, że bez Was nie dam rady. Zebrana kwota umożliwiłaby przeprowadzenie specjalistycznych badań diagnostycznych (1720 zł) oraz opłacenie leczenia i koniecznej suplementacji. Miesięczny koszt terapii mitochondrialnej to 500 zł. Trzy tysiące złotych zapewniłyby Szymkowi pół roku normalniejszego, spokojniejszego i bardziej radosnego dzieciństwa.

Z góry dziękuję za udostępnienia i wszelkie wpłaty. Nawet najmniejsza kwota to dla mnie wiele... Pamiętajmy: dobro wraca ❤ Niech wróci i do Was ze zdwojoną mocą.

Irena – mama Szymonka

100 PLN 2% 5000 PLN
do końca: 23 dni

Natalka i gigantyczny, pluszowy miś

dla: Natalia Kochanowska
kategoria: Marzenie

Natalka jest córką Marzeny, naszej koleżanki ze studiów.

To urocza i pełna charakteru dziewczynka, bardzo pogodna mimo wielu wyzwań, z którymi zmaga się od urodzenia.

Natalia przyszła na świat z zespołem Downa i wadą serca. Miała zaledwie miesiąc, gdy była operowana po raz pierwszy. Teraz czeka na drugą operację. Dziewczynka ma tylko 15 miesięcy, a przeszła już tak wiele. Potrzebuje stałej rehabilitacji i terapii zajęciowej.

Bardzo poruszyła nas wiadomość, że córka naszej koleżanki miała tak trudny start i wciąż walczy z problemami. Wielu znajomych Marzeny z różnych powodów nie jest w stanie przekazać Natalce 1% podatku, chcieliby jednak mieć możliwość wsparcia swojej koleżanki i jej maleństwa. Jak zawsze skromna Marzena poprosiła tylko o ten 1%, cały czas podkreśla też, że na razie radzi sobie z kosztami leczenia i rehabilitacji. Niemniej część z nasz czuje, że chciałaby coś jej dać.

Tą zbiórką chcemy przekazać Marzenie wiadomość, że nie jest sama, a Natalce odrobinę osłodzić dzieciństwo.

Do wielkiego pluszaka będą mogły przytulić się obydwie 😉🧸

Cokolwiek miłego mama Natalii uzna za odpowiednie dla swojego maleństwa, będzie dla nas OK.

Pomysł wyjściowy to gigantyczny miś – do tej przytulanki dorzuć się już dziś!

300 PLN 60% 500 PLN
do końca: 3 miesiące

Walka o życie - immunoterapia w Niemczech

dla: Artur Barcikowski
kategoria: Leczenie

Artur - mąż Ani i tata 3-letniego Kacperka.

Ci z Was, którzy często zaglądają na stronę helpuj.pl z pewnością go kojarzą. Artur od dłuższego czasu zbiera fundusze na kosztowną, zagraniczną terapię nowotworu złośliwego. Jeśli jeszcze nie poznaliście jego historii, zatrzymajcie się na chwilę i przeczytajcie opowieść Ani, żony Artura.

Kiedy nasz synek miał 11 miesięcy, u Artura zdiagnozowano guza mózgu – glejaka wielopostaciowego o najwyższym stopniu złośliwości (IV). Gdy po operacji usłyszeliśmy wyrok: pół roku do dwóch lat życia, to całkowicie wywróciło nasz świat do góry nogami. Minęły już ponad dwa lata od diagnozy. Mamy za sobą operację usunięcia guza, standardowe leczenie, czyli radio- i chemioterapię, operację wznowy po ponad półtora roku i zabieg Gamma Knife.

Obecnie Artur przechodzi kolejną chemioterapię. W Polsce możemy liczyć tylko na naświetlanie i chemię, które pustoszą organizm, chociaż i te metody powoli się wyczerpują. Lekarze każą jedynie czekać i obserwować… Nie zamierzamy!

Zbieramy fundusze na dalsze leczenie za granicą. Leczenie, które może przedłużyć życie mojego męża o wiele lat. Immunoterapia to nowoczesna metoda leczenia nowotworów, której potencjał jest imponujący do tego stopnia, że określa się ją jako nowy oręż do walki z rakiem.

Terapia glejaka, z którym walczy Artur, nie jest w Polsce refundowana. Koszt immunoterapii w Niemczech jest bardzo, bardzo wysoki. To kwoty poza naszym zasięgiem.

Dzięki niewyobrażalnej mobilizacji udało nam się opłacić pierwszą fazę leczenia w klinice w Kolonii. Kosztowała około 300 000 zł. Teraz rozpoczęliśmy kolejny cykl immunoterapii i czekamy na zakończenie chemii, żeby Artur mógł przyjąć właściwe szczepionki z modyfikowanych komórek dendrytycznych. Cały obecny cykl leczenia to kolejne 300 000 zł.

Prosimy, walczcie z nami dalej. Pomóżcie Arturowi wygrać tę nierówną walkę, byśmy mogli patrzeć, jak rośnie nasz synek i cieszyć się każdą chwilą spędzoną razem.

Dziękujemy z całego serca za wszelką pomoc

Ania z rodziną

200 PLN 1% 20000 PLN
do końca: 3 miesiące

Cel numer 1: opanować cukrzycę

dla: Marta Grynkiewicz
kategoria: Leczenie

Na imię mi Marta.

Mam 25 lat. Ostatnie 2 spędziłam w pułapce śmiertelnej choroby: anoreksji. Wciąż w niej tkwię.

Towarzyszą mi cukrzyca typu 1 (od 5 roku życia), padaczka lekoodporna i niedoczynność tarczycy.

Anoreksja ma destrukcyjny wpływ na moją pamięć. Przy cukrzycy insulinozależnej może to być bardzo niebezpieczne, bo zapominam o mierzeniu cukru i podawaniu insuliny. Na razie we wszystkim pilnuje mnie mama. Przypomina o robieniu pomiarów, kilka razy dziennie (a jeśli trzeba, to nawet w nocy) wstrzykuje insulinę. Jednak mama nie będzie przy mnie zawsze. Już teraz przy zmianowym trybie pracy, ma ograniczone możliwości „zarządzania” moją cukrzycą.

Właśnie z tą chorobą wiąże się jedno z moich najtrudniejszych wspomnień.

Po raz pierwszy zasłabłam na lekcji z powodu niedocukrzenia. Gdy odzyskałam przytomność, zobaczyłam nad sobą tłum uczniów i pielęgniarkę, która powiedziała: „Odejdźcie, dzieci, bo się zarazicie”. To zdanie mam w głowie do dziś.

W 3 klasie technikum po raz pierwszy trafiłam do szpitala psychiatrycznego z powodu depresji. Leki, które przyjmowałam w trakcie kilkuletniej farmakoterapii, spowodowały, że przytyłam ponad 20 kilogramów. Nie znosiłam siebie. Widoczna nadwaga i choroba prowokowały drwiny i szykany. Do tego dochodziły problemy osobiste.

Nie chciałam tak dłużej. Postanowiłam sobie, że schudnę. Na początku tylko kilka kilogramów. Ale zaczęło mi się to podobać. Ograniczyłam jedzenie i ćwiczyłam coraz więcej… Kiedyś kochałam biegać i tańczyć, ale z czasem miałam coraz mniej siły i przestałam. Ostatnio w stanie zagrożenia życia trafiłam do szpitala. W stosunku do swojego wzrostu ważę zdecydowanie za mało.

Pragnę mieć cukrzycę pod kontrolą, aby zacząć skutecznie walczyć z anoreksją. Gdy opanuję pierwszą chorobę, chciałabym pojechać na turnus terapeutyczny dla osób z zaburzeniami odżywiania.

By tak się stało, potrzebuję pompy insulinowej z systemem całodobowego monitorowania glikemii.

Kiedy już będę zdrowa, pragnę wydać książkę o mojej walce z anoreksją oraz pójść na studia z psychodietetyki, a potem otworzyć własny gabinet i pomagać ludziom.

Proszę Was o wsparcie.

Obecnie utrzymuję się z renty i zasiłku pielęgnacyjnego. Łącznie jest to nieco ponad 1100 zł. 400 zł wynoszą miesięczne wydatki na lekarstwa, insulinę i nutridrinki, które pomagają mi odbudować wyniszczony organizm.

Będę wdzięczna za pomoc finansową oraz udostępnianie mojej zbiórki.

5 PLN 0% 17000 PLN
do końca: 18 dni

Turnus rehabilitacyjny dla pasjonata kolei

dla: Andrzej Olejnik
kategoria: Leczenie

Mam na imię Andrzej. Jestem miłośnikiem kolei (mam to po tacie) i Honorowym Dawcą Krwi.

Każdego dnia od 36 lat towarzyszą mi świszczący oddech, duszności i kaszel. Ich przyczyną jest astma oskrzelowa, na którą choruję od urodzenia. Każdy większy wysiłek sprawia, że od razu się męczę. Astma oraz schorzenia współistniejące, m.in. zaburzenia wzroku i mikrozaburzenia centralnego układu nerwowego przekładają się na niepełnosprawność w stopniu znacznym.

Choroba odebrała mi możliwość pracy, przez nią jestem bardzo ograniczony. Ciągle muszę się oszczędzać. Na stałe przyjmuję leki, lekarze rekomendują też korzystanie z turnusów. Efekty leczenia wzmacniają zwłaszcza nadmorski klimat i powietrze bogate w jod.

W ramach turnusów zawsze korzystam z zabiegów i – w miarę możliwości – biorę udział w wycieczkach organizowanych przez ośrodek.

Za pomocą zbiórki chciałbym zebrać fundusze na opłacenie turnusu wraz z pobytem opiekuna oraz przejazdy w obie strony dla dwóch osób.

Będę wdzięczny za Wasze wsparcie dla mojego celu 😊

0 PLN 0% 4000 PLN
do końca: 3 miesiące

Akcje

W ramach naszego serwisu używamy plików COOKIES. Możesz ustawić cookies w swojej przeglądarce. Więcej szczegółów w Polityce prywatności

x