Cele

Kocia terapia z otwarciem na świat

dla: Sebastian Wojewódka
kategoria: Leczenie

Sebuś to cudowny, wesoły 4-latek. Uwielbia bawić się klockami oraz wszelkimi dużymi pojazdami, najlepiej grającymi. Ogromną radość sprawia mu spotkanie na ulicy ambulansu czy straży pożarnej.

 

Sebastianek jest autystą. Do niedawna był zamknięty w swoim świecie. Nie dostrzegał innych osób, innych istot. Aż w końcu zaczął zwracać szczególną uwagę na zwierzęta! Staje przy nich, przygląda się, czasem nawet próbuje dotknąć ❤

Myślę, że bardzo dużo dla jego rozwoju zrobiłaby felinoterapia z kotem rasy ragdoll, szczególnie polecanym dla osób z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Jestem przekonana, że pojawienie się w domu kota będzie miało na Sebastianka świetny wpływ, że staną się przyjaciółmi. Wierzę, że ta więź pozwoli synkowi wyjść ze swojego świata i wkroczyć w nasz. Sebuś zacznie zauważać innych i bawić się z rówieśnikami.

Pokładamy duże nadzieje w potencjale felinoterapii, ponieważ niweluje ona różne zahamowania, ułatwia komunikację i pomaga wyrażać emocje. To rodzaj terapii mający szerokie zastosowanie w przypadku licznych schorzeń – zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Zaobserwowano, że kot potrafi w pewien sposób wniknąć do świata dziecka z autyzmem, dzięki czemu dzieci uspokajają się, rozluźniają i stają bardziej otwarte. Kontakt z kotem pomaga radzić sobie z lękiem i stresem, a także zdobywać ufność w stosunku do otaczającego świata. Kot staje się w pewnym sensie pomostem między światem dziecka, a światem rodzica, terapeuty czy każdej innej osoby. Głaskanie, drapanie czy przytulanie kota stymuluje z kolei organizm do wytwarzania endorfin, czyli hormonów szczęścia.

Fundusze ze zbiórki zostaną przeznaczone na zakup kotka z hodowli oraz wyprawki dla niego. Na dziś kwota jest dla nas zbyt wysoka, byśmy mogli samodzielnie za wszystko zapłacić, a czas ma w przypadku Sebusia duże znaczenie.

Już teraz dziękujemy za każdą, najmniejszą nawet pomoc! ❤❤❤

181 5% 3500
do końca: 19 dni

Nowy aparat dla pasjonata fotografii

dla: Łukasz Kulej
kategoria: Marzenie

Cześć wszystkim – moim przyjaciołom, znajomym i nieznajomym!

Mam na imię Łukasz i jestem miłośnikiem fotografii cyfrowej. Jestem też osobą od urodzenia niepełnosprawną. Choruję na mózgowe porażenie dziecięce. Przeszedłem bardzo ciężki uraz kręgosłupa. Nie kwalifikuję się jednak do operacji, ponieważ ryzyko jest zbyt duże. W 2015 roku przez jakiś czas musiałem korzystać z wózka.

Jestem w nie najlepszej sytuacji finansowej, ponieważ dużo pieniędzy przeznaczam na leki, bez których nie mogę funkcjonować. Mój stan zdrowia, niestety, wciąż się pogarsza. Czasem nie daję rady chodzić.

Jak już wspomniałem, robię dużo zdjęć. Dostałem od kolegi aparat Sony A300 wraz z obiektywem, jednak jego spora waga sprawia, że nie zawsze jestem w stanie z niego korzystać. Marzę o tym, by zmienić aparat na lżejszy model z lepszym zoomem. Trafiłem na Nikona Coolpix P900 z optyczną stabilizacją obrazu i 83-krotnym zoomem. Cena samego aparatu to 2 400 zł, a zestawu ze statywem, dodatkowymi akumulatorkami itp. – 2 999 zł.

Lubię robić zdjęcia z tzw. ręki. Fotografia to moja największa pasja, interesuję się tym od dziecka. Pierwsze zdjęcia robiłem Zenitem. Obecnie fotografuję głównie naturę i próbuję swoich sił w astrofotografii. Gdy robię profesjonalne zdjęcie Księżyca czy planet, czuję satysfakcję, bo potem mogę obejrzeć na zbliżeniu więcej szczegółów.

Choruję, ale staram się być miłą i dobrą osobą, która pomaga, jeśli tylko może. Są momenty kiedy ja sam też potrzebuję pomocy.

Teraz proszę o wsparcie mojej zbiórki i pomoc w uzbieraniu funduszy na wymarzony aparat.

Będę wdzięczny za wpłaty i udostępnienia.

Pozdrawiam wszystkich

Łukasz

810 26% 3100
do końca: 14 dni

Na koniec schodów i jeszcze dalej - zakup ...

dla: Piotr Ślązak
kategoria: Marzenie

Drodzy Darczyńcy!

Mam na imię Piotr, w tym roku skończę 45 lat. Choruję na mózgowe porażenie dziecięce, mam porażone wszystkie kończyny. Silna spastyczność oraz mocno zaburzone funkcje lokomotoryczne to trudności, z którymi mierzę się na co dzień.

Jestem niepełnosprawny od urodzenia, ale staram się być pełnoprawnym obywatelem tego świata. Z uporem walczę o swoją samodzielność. Wszystko, co mam zdobyłem dzięki determinacji, ogromnej pracy, bardzo silnej woli oraz pomocy rodziny i przyjaciół. Ukończyłem Zawodowe Studium Informatyczne UW. W standardowych warunkach, aby utrzymać i dalej rozwijać swoją sprawność ruchową 3 razy w tygodniu mam rehabilitację oraz raz w tygodniu basen.

W dotarciu na zajęcia potrzebuję pomocy wolontariuszy i asystentów. Ze względu na bariery architektoniczne w budynku, w którym mieszkam, asytenci - z obawy o nasze wspólne bezpieczeństwo w czasie pokonywania schodów - często nie decydują się  mi pomóc.

To tylko kilka stopni i aż kilka stopni. Gdy jestem na wózku, mogę się przewrócić, "normalne" schodzenie wymaga ode mnie ogromnego wysiłku i dużego wsparcia dwóch asystentów. Wolontariusze nie zawsze mogą mi pomóc. Często z tego powodu jestem zmuszony odwoływać tak ważne dla mojego zdrowia i rozwoju zajęcia.

Brak schodołaza sprawia, że jestem praktycznie zamknięty w czterech ścianach i nie mam możliwości swobodnego wychodzenia z domu (na co dzień, nie tylko w czasie społecznej izolacji).

Marzę, bo to ważna rzecz w życiu. Będę wdzięczny za każdą złotówkę, która przybliży mnie do spełnienia marzenia o zakupie i zamontowaniu schodołaza. Nie użalam się nad sobą, przeciwnie – jestem szczęśliwy, że tyle osiągnąłem.

Wiem, że z Waszą pomocą mogę zrealizować kolejne cele i poprawić jakość swojego codziennego funkcjonowania.

Dziękuję Wam już teraz i serdecznie Was pozdrawiam.

16500 103% 16000
do końca: 2 miesiące

Terapia komórkami macierzystymi w Bangkoku

dla: Artur Czarnecki
kategoria: Leczenie

To kontynuacja zbiórki, dzięki której udało się zgromadzić aż 31 991 zł! Bardzo dziękuję Wam za dotychczasowe wsparcie. Walczymy dalej! 😊💪

Gdy miałem 18 lat, uległem poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu. Wypadek odwrócił całe moje życie do góry nogami. Diagnoza była niczym wyrok: złamanie kręgosłupa na odcinku piersiowym oraz uszkodzenie rdzenia kręgowego.

Przeszedłem już dwie operacje i od tamtego czasu nieustannie się rehabilituję. Niestety, mam niedowład kończyn dolnych i poruszam się na wózku inwalidzkim. Mimo że ćwiczę po kilka godzin dziennie, postępy przychodzą powoli i nie skutkują powrotem do pełnej sprawności.

Rozpocząłem studia informatyczne w Warszawie, które kontynuuję mimo wielu dodatkowych obowiązków. Nie poddałem się, bo wierzę, że odzyskam sprawność.

Teraz mam 22 lata i w moim życiu pojawiła się nowa perspektywa: terapia komórkami macierzystymi w klinice w Bangkoku. Mój rdzeń kręgowy zasiliłoby do 340 milionów komórek macierzystych podanych w 8 pakietach! W ramach programu miałbym zapewnioną rehabilitację i terapie wspomagające: terapię zajęciową, aquaterapię, akupunkturę, tlenoterapię hiperbaryczną, przezczaszkowe stymulacje magnetyczne oraz szkolenie oparte o tradycyjną, chińską wiedzę z zakresu żywienia i medycyny.

Ta terapia to dla mnie ogromna szansa! Mam mnóstwo marzeń i pomysłów na to, co mógłbym robić po powrocie do zdrowia. Marzę o założeniu rodziny i normalnym życiu. Chciałbym spełniać się zawodowo i znów uprawiać sport – jak przed wypadkiem.

To wszystko może się wydarzyć, jeśli poddam się leczeniu w Bangkoku.

Terapia jest bardzo kosztowna, dlatego proszę Was o pomoc. Kwota, którą chciałbym zebrać pozwoliłaby na opłacenie samej terapii oraz lotów w obie strony.

Bez Was to się nie uda!

860 0% 118009
do końca: około 2 miesiące

Odzyskać piersi, odzyskać siebie

dla: Sylwia Bednarska
kategoria: Leczenie

Żona: Słysząc diagnozę „rak”, wyobrażasz sobie wiele. Jednak pierwsze, co przychodzi ci do głowy, to cierpienie, walka, a nawet śmierć.

Można powiedzieć, że ja już z tego wyszłam, choć leczenie nadal trwa. Wizyty u specjalistów, leki, badania – to zostanie ze mną już na zawsze. Człowiek ratuje się wszystkim. Po pewnym czasie na twarzy pojawia się uśmiech, a inni mówią „twarda z Ciebie babka”.

Ale nikt nie widzi, że pod tym uśmiechem kryją się gorycz i brak akceptacji dla samej siebie. Kiedy staję przed lustrem, widzę zniekształconą zniszczoną przez narkozy, chemię i ból kobietę. Łzy są na porządku dziennym. Atuty kobiecości zostały mi odebrane przez chorobę. Lecz muszę z tym walczyć, bo tylko silni wygrywają.

Mąż: Sylwia ma 38 lat i dwóch nastoletnich synów. Jest serdeczna i otwarta, kocha życie. W 2016 roku zdiagnozowano u niej nowotwór złośliwy naciekowy piersi lewej. Lekarze przeprowadzili mastektomię. Sylwia przeszła cykl chemioterapii, a obecnie jest leczona hormonami (jej nowotwór jest hormonozależny). W sierpniu 2019 roku żona miała zabieg wycięcia macicy i jajników, a w styczniu tego roku usunięto jej prawą pierś.

Bardzo chcielibyśmy zebrać fundusze na obustronną rekonstrukcję piersi. Pomoże to Sylwii odzyskać utraconą kobiecość, poprawi jej stan fizyczny i psychiczny.

Mimo wszystkiego, co ją spotkało, stara się być przez cały czas aktywna zawodowo. Jest wspaniałą kucharką i cukiernikiem. Przed diagnozą pracowała jako animatorka czasu wolnego w turystyce dla dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że od 4 lat żyje w ciągłym bólu i strachu.

Sylwia czeka na operację neurochirurgiczną w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku.

Wszyscy pragniemy, by na jej twarzy znów zagościł piękny uśmiech, by mogła korzystać z profesjonalnej pomocy, by znów czuła się stuprocentową kobietą.

Pomóżmy jej to osiągnąć! Pokażmy, że z nią jesteśmy!

Będziemy wdzięczni, jeśli się do nas przyłączycie.

0 0% 40000
do końca: około miesiąca

Elektroniczne oczy dla mamy i edukatorki

dla: Anna Elwicka
kategoria: Leczenie

Cześć!

Nazywam się Anna Elwicka, mam 42 lata. Jestem samotną matką, wychowującą trójkę wspaniałych dzieci, które są dla mnie całym światem. Do mojej rodziny należą także, przygarnięte ze schroniska, kot Tony i pies Mania.

Uwielbiam chodzić po górach i spędzać czas w pięknych, zielonych miejscach.

Pracuję w fundacji, która opiekuje się osobami z dysfunkcją wzroku. Staram się oswoić naszych Podopiecznych z niełatwą codziennością, próbuję rozwijać w nich poczucie własnej wartości i samoakceptację. Praca daje mi dużo satysfakcji, czuję się potrzebna, co jest to dla mnie bardzo ważne. Cieszy mnie też, że zajęcia i spotkania dają uczestnikom tyle radości. To dla mnie bezcenne.

Los sprawił, że wyjątkowo dobrze rozumiem lęki i frustracje osób, z którymi pracuję, ponieważ wykryto u mnie postępujące i nieodwracalne uszkodzenie nerwu wzrokowego. Zmiany zachodzą w galopującym tempie, jednak – jakkolwiek by nie było – nie chciałabym rezygnować z dotychczasowego życia.

Jestem pełnoetatową mamą, a nie mogę nawet przeczytać swoim dzieciom bajki czy pomóc im w odrabianiu lekcji. Pracując z niewidomymi oraz niedowidzącymi, potrzebuję stałego i niezakłóconego dostępu do informacji, przepisów prawnych, wiadomości o ciekawych wydarzeniach czy nowoczesnych metodach rehabilitacji. Do tego niezbędne są mi sprawne oczy. Na moje, niestety, nie mogę liczyć.

Istnieje jednak technologia, która mogłaby mi pomóc. Nazywa się OrCam MyEye, a dowiedziałam się o niej całkiem niedawno.

OrCam to malutka, udźwiękowiona kamera, która ułatwia życie ludziom słabowidzącym i niewidomym na całym świecie. Sprzęt rejestruje obraz i wychwytuje tekst, a następnie odczytuje go głośno. Rozpoznaje również twarze, kolory, kody kreskowe, produkty i nominały banknotów.

To naprawdę niezwykłe urządzenie, przykład techniki wspierającej człowieka. Cena tej inteligentnej kamery wynosi 25 000 zł, co umiejscawia ją daleko poza zasięgiem moich możliwości finansowych.

Wierzę jednak, że ktoś ze zrozumieniem pochyli się nad moim problemem i pomoże mi odzyskać niezależność i samodzielność. Mój wzrok jest potrzebny nie tylko mnie, ale i ludziom, z którymi i dla których pracuję w fundacji.

Kochani! Nie trzeba wiele, ale wielu. Do celu zbliża każda złotówka. Będę szczęśliwa i wdzięczna, nawet jeśli uda nam się zebrać chociaż część tej kwoty 😊

50 0% 25000
do końca: 12 dni

Odłączamy respirator, włączamy nowe możliw...

dla: Michał Szablewski
kategoria: Leczenie

Michał jest młodym, pełnym wigoru człowiekiem, któremu zdarzyło się podjąć tragiczną w skutkach decyzję. Skoczył do wody i w klika sekund przekreślił swoje życie.

Aktualnie ma 27 lat i w wyniku urazu rdzenia kręgowego jest porażony czterokończynowo. Po operacji stabilizacji odcinka szyjnego kręgosłupa stan zdrowia Michała uległ pogorszeniu. Doszło do wstrząsu septycznego, pojawiły się głębokie odleżyny i spastyka kończyn górnych. Michał został podłączony do respiratora.

Właśnie w takich okolicznościach poznaliśmy się rok temu. Nasze drogi – Michała jako pacjenta i moja jako pielęgniarza – przecięły się w szpitalu. Codzienna opieka nad Michałem, zaopatrywanie jego ran po odleżynach, pomaganie w leczeniu licznych infekcji i powikłań pooperacyjnych – generalnie ciężkie sprawy, ale też radosne momenty – zbliżyły nas do siebie.

Teraz jesteśmy przyjaciółmi, którzy nie potrafią spędzić bez siebie ani jednego dnia. Ja – opiekun, pielęgniarz, czasem psycholog i on – wytrwale walczący koleś, który nie poddaje się mimo braku sił.

Przyznam, że często zastanawiałem się, gdzie w tym wszystkim jest Bóg. Dziś mogę powiedzieć, że jesteśmy na właściwej ścieżce. Michał intensywnie się rehabilituje. Nikt nie dawał mu szans, a on siedzi na wózku inwalidzkim i jest pionizowany.

Okazało się, że istnieje szansa na pozbycie się respiratora! Mój przyjaciel mógłby oddychać sam! Wszystko dzięki neurologicznemu programowi odłączania od respiratora, prowadzonemu w podbydgoskim ośrodku rehabilitacyjnym. W przypadku Michała założono, że trwałby 2 miesiące. Opłacenie udziału w tym programie to cel naszej zbiórki.

Mój kumpel ma wiele marzeń, których nie może spełnić ze względu na bycie podłączonym do respiratora. Część z nich jest skromna, dla niektórych może błaha: wyjazd nad polskie morze, wyjście na koncert ulubionego piosenkarza. Stopy Michała tęsknią za pewnym i stabilnym kontaktem z ziemią.

Sprawne i zwinne przemieszczanie się to jedna z podstaw profesji, jaką Michał wykonywał przed wypadkiem: był profesjonalnym kelnerem w prestiżowym hotelu. Dla niego był to nie tylko zawód, ale i pasja. Nie potrafi bez tego żyć – w ramach „rekompensaty” ogląda programy kulinarne.

Zrobiłbym wszystko, by Michał mógł znów wykonywać swoją pracę. Jest tego wart. To skromny, prostolinijny i niezwykle wrażliwy chłopak o wielkim sercu, wytrwale i uparcie dążący do celu. Wspaniały przyjaciel, któremu chciałbym pomóc.

Mam wielką nadzieję, że mnie w tym wesprzecie.

530 3% 14100
do końca: 11 dni

Przybić "piątkę" sprawnymi rączkami

dla: Hubert Nowik
kategoria: Leczenie

Nasz synek Hubert urodził się w lipcu 2019 roku.

Jego organizm od samego początku był obciążony ciężkimi wadami: przetoką przełykowo-tchawiczą, która została chirurgicznie zamknięta, rozmiękaniem tchawicy, niedokrwistością, brakiem kości promieniowej w lewej ręce, brakiem kciuków u obydwu dłoni oraz trwałym przykurczem dwóch środkowych palców lewej dłoni.

Pierwsze 6 tygodni życia Hubert spędził w szpitalu, gdzie walczył o każdy dzień. Jest już z nami w domu, jednak walka trwa dalej. Walczymy o sprawność naszego synka.

Hubiś jest wesołym, energicznym dzieckiem, któremu ciężko usiedzieć w jednym miejscu. „Żywe srebro” to określenie, które opisuje go najlepiej. Uśmiech Hubercika jest wręcz zaraźliwy. Do pełni szczęścia brakuje mu jedynie dwóch sprawnych rączek.

Po długich poszukiwaniach i konsultacjach z licznymi specjalistami udało nam się trafić do doktora Paleya. Okazało się, że wystarczą 2 kompleksowe zabiegi, by zagwarantować naszemu dziecku sprawne i prawidłowo ukształtowane dłonie i przedramię. Ręce będą mogły swobodnie rosnąć, ponieważ nie dojdzie do uszkodzenia chrząstki – zostanie zachowana pełna funkcjonalność kończyn.

Kosz tych zabiegów jest, jak nietrudno się domyślić, ogromny. Sami nie jesteśmy w stanie zapewnić Hubertowi leczenia, dlatego zwracamy się do Was z prośbą o pomoc.

Każda wpłata przybliży naszego synka do przybicia pełnoprawnej „piątki” – a nawet dwóch jednocześnie 😊🖐

Szczerze i gorąco namawiamy Was do wsparcia naszego celu. Jest to pierwszy etap zbiórki na zawrotną kwotę prawie 662 000 zł. Mamy wielką nadzieję, że dzięki Waszemu wsparciu uda się zgromadzić potrzebne pieniądze.

12870 8% 150000
do końca: 9 dni

Wygrać z rakiem, przebiec maraton

dla: Agnieszka Bednarska
kategoria: Leczenie

Na imię mi Agnieszka, mam 37 lat. Mieszkam w małej miejscowości koło Olsztyna.

Od 9 lat samotnie wychowuję dwóch wspaniałych synów: 12-letniego Kubusia i 10-letniego Dawidka. Obaj chłopcy w związku ze swoimi schorzeniami wymagają stałej opieki specjalistów i systematycznego leczenia.

Nie mogę powiedzieć, by los nas oszczędzał. Przyszedł jednak moment, w którym pomyśleliśmy, że jesteśmy na nowo szczęśliwi, spokojni i zaczynamy dość poukładane życie. Miałam dobrą pracę, dającą upragnioną stabilizację materialną. I nagle: BUM!

Lekarze zdiagnozowali u mnie mięsaka – nowotwór złośliwy tętnic płucnych. Ryczałam jak bóbr – tyle pamiętam. Wszystko znów stanęło na głowie. Całe szczęście, że zawsze mogłam i mogę liczyć na moją rodzinę.

Trzy miesiące leżałam pod tlenem na OIOM-ie. Konieczna okazała się operacja na otwartym sercu z uruchomieniem krążenia pozaustrojowego. Po zabiegu dostałam krwotoku wewnętrznego i po raz drugi trzeba było mnie operować. W trakcie tej operacji lekarze musieli podjąć reanimację. Czytasz mój apel, bo udało im się wygrać walkę o moje życie [em]. Dzięki temu moje dzieciaki wciąż mają ukochaną mamę, bez której nie wyobrażają sobie życia.

Od tamtych dramatycznych chwil minęły już 2 lata albo dopiero 2 lata 😉 Niestety, nie udało się wyciąć guza w całości. Nastąpiły też przerzuty do prawego płuca. Mam jednak to szczęście w nieszczęściu, że prowadzę leczenie w najlepszym instytucie onkologicznym: Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Tu mają największe doświadczenie w leczeniu tego typu nowotworu. Zastosowano u mnie chemioterapię i radioterapię.

Przyjeżdżam na wlewy chemii raz w tygodniu. Do tego dochodzą dojazdy na dodatkowe badania, które wykonuję w Instytucie (echo, tomografie) oraz dwutygodniowa radioterapia raz na jakiś czas . Kupuję również niezbędne leki. Gdy odbywam radioterapię, mieszkam w hotelu i we własnym zakresie zapewniam sobie wyżywienie. Koszty leczenia składają się na naprawdę duże sumy.

Ja i chłopcy utrzymujemy się obecnie z mojej renty, która nie wystarczy na zbyt wiele. Staramy się radzić sobie, jak tylko możemy. Jednak teraz jestem zmuszona prosić o pomoc. Przede mną kolejne naświetlania i kontynuacja leczenia.

Wciąż wierzę w to, że wyzdrowieję i jeszcze kiedyś przebiegnę maraton.

Będę niezwykle wdzięczna, jeśli troszkę mi w tym pomożesz i dorzucisz maleńką cegiełkę do mojego leczenia. Fundusze zgromadzone w ramach zbiórki wystarczyłyby na około 9 miesięcy. Zebraną kwotę planuję przeznaczyć na pokrycie kosztów związanych bezpośrednio z leczeniem, a także wydatków związanych z przejazdami, zakwaterowaniem i wyżywieniem w trakcie terapii. Z góry bardzo Ci dziękuję za okazane serce.

I proszę: trzymaj za mnie kciuki!

Aga

8981 59% 15000
do końca: 6 dni

Przeciąć nić łączącą z chorobą

dla: Anna Bębenek
kategoria: Leczenie

Ania to młoda dziewczyna, która od kilku lat zmaga się z ciężkimi dolegliwościami, bólem oraz niezwykle obciążającymi i inwazyjnymi badaniami. Diagnostyka, często błędnie prowadzona, dodatkowo osłabiła organizm Ani.

Anna, jak każda osoba dopiero wchodząca w dorosłe życie, ma mnóstwo marzeń. Niektóre są zupełnie zwyczajne, można powiedzieć „oczywiste”: to założenie rodziny, stała praca i powód do szczerego uśmiechu. To powrót do tych rzeczy, które kiedyś dawały jej wiele radości, choć nie były czymś wielkim: do jazdy na rowerze, podróżowania, zwiedzania i spędzania czasu z przyjaciółmi.

Twarz Ani – zawsze radosna, uśmiechnięta, pełna życia – teraz przepełniona jest smutkiem i cierpieniem. Przyczyna bólu i uciążliwych zawrotów głowy, coraz bardziej utrudniających samodzielne poruszanie się i normalne funkcjonowanie, została odkryta dopiero po 6 latach badań. Niedawno otrzymaliśmy diagnozę wskazującą na zespół Arnolda-Chiariego. To rzadka, postępująca choroba, która może prowadzić do całkowitej utraty władzy w kończynach, a w konsekwencji – do kalectwa.

Towarzyszący chorobie ogromny ból kończyn i głowy, a także zaburzenia równowagi i inne dochodzące do tego zaburzenia neurologiczne sprawiają, że Ania od roku nie jest w stanie normalnie żyć. Cierpi, nie mogąc poruszać się o własnych siłach, nie mogąc podjąć pracy.

Dzięki pomocy jednego z polskich neurochirurgów udało się Ani odbyć konsultację w hiszpańskim instytucie, który jako jedyny w Europie specjalizuje się w diagnostyce i leczeniu zespołu Arnolda-Chiariego. Choroba Ani została potwierdzona, a zespół tamtejszych specjalistów zgodził się przeprowadzić operację w oparciu o innowacyjną, bezpieczną dla pacjenta metodę.

Wieloletnia diagnostyka pochłonęła nasze oszczędności, a zabieg zaproponowany przez lekarzy z Barcelony jest bardzo drogi.

Postanowiliśmy jednak zawalczyć.

W Polsce jedyną uznawaną metodą leczenia jest operacja głowy polegająca na odbarczeniu. To bardzo inwazyjny i niebezpieczny zabieg, który nie zawsze przynosi poprawę stanu zdrowia, a może wręcz prowadzić do nieodwracalnych zmian natury neurologicznej.

Na obecną chwilę jedyną szansą dla Ani jest operacja i rekonwalescencja pod opieką specjalistów w Barcelonie.

Operacja, na którą zbieramy fundusze, pomoże wyeliminować większość objawów, a – co najważniejsze – zatrzyma postępowanie choroby.

Zabieg polega na przecięciu nici końcowej rdzenia kręgowego, która znajduje się w dolnej części kręgosłupa. To właśnie zakotwiczenie rdzenia, wynikające z napięcia nici końcowej, jest uznawane za przyczynę zespołu Arnolda-Chiariego. W porównaniu z tradycyjną metodą stosowaną w Polsce, metoda hiszpańska jest zdecydowanie mniej inwazyjna i nie zagraża życiu.

Mamy ogromną nadzieję, że zbiórka się powiedzie i uda nam się zgromadzić pieniądze na opłacenie zabiegu, a także transportu w obie strony, zakwaterowania i dodatkowych wydatków związanych z pobytem Ani w Instytucie.

To dla Ani szansa na powrót do życia bez bólu i źródło nadziei, że kiedyś spełnią się jej młodzieńcze marzenia.

Za każdą wpłatę i za każde udostępnienie naszego apelu będziemy z całego serca wdzięczni!

510 0% 100000
do końca: 3 dni

W ramach naszego serwisu używamy plików COOKIES. Możesz ustawić cookies w swojej przeglądarce. Więcej szczegółów w Polityce prywatności

x