Cele

Mama Pędzi Dalej – zbiórka na napęd elektr...

dla: Małgorzata Skalska
kategoria: Leczenie

Mam na imię Małgorzata, od urodzenia choruję na mózgowe porażenie dziecięce. W moim przypadku ma ono postać diplegii spastycznej, czyli porażenia dwustronnego – głównie kończyn dolnych.

Mimo niepełnej sprawności staram się żyć aktywnie. Ukończyłam studia w zakresie doradztwa zawodowego z aktywizacją osób niepełnosprawnych na Akademii Pedagogiki Specjalnej. Interesuję się medycyną i muzyką, lubię czytać książki.

Od pięciu lat jestem mamą ślicznego synka, którego - po śmierci partnera - wychowuję samotnie. Uwielbiamy wspólnie spędzać czas poza domem: spotykać się z przyjaciółmi i rodziną, chodzić na spacery do parku, odwiedzać ZOO.

Gdy byliśmy we troje, łatwiej było o tego rodzaju aktywności.

Teraz centrum mojego świata stanowi uroczy, żywiołowy pięciolatek. To dla niego chcę walczyć o niezależność.

Istotną rolę w budowaniu niezależności pełniłby napęd elektryczny do wózka ręcznego. Dzięki niemu mogłabym samodzielnie wyjść z synem na spacer czy zrobić zakupy. Obecnie w tych czynnościach pomagają mi inni.

Napęd kosztuje 25 000 zł, co znacznie przekracza moje możliwości finansowe.

Będę wdzięczna za każdą wpłatę. Każda, nawet najmniejsza, jest ważna, bo zbliża mnie do spełnienia marzenia o byciu samodzielną, niezależną kobietą i mamą.

Z pozdrowieniami

Małgorzata

1620 6% 26000
do końca: 3 miesiące

Operacja malowana Twoją wpłatą

dla: Marta Pokorska-Wiśniewska
kategoria: Leczenie

[ENGLISH VERSION BELOW]

 

Mam na imię Marta, mam 44 lata. Jestem mamą, nauczycielką i ilustratorką książek dla dzieci.

 

Zawsze byłam gotowa pomóc osobom w potrzebie. Ja i mój pies jesteśmy wolontariuszami dogoterapii w Stowarzyszeniu Zwierzęta Ludziom. Wspieramy małych pacjentów z chorobami nowotworowymi i osoby starsze, które w samotności zmagają się ze swoimi schorzeniami.

 

Teraz ja potrzebuję wsparcia.

 

Od lat zmagam się z bólem i różnego rodzaju chorobami - ciągłą dysfunkcją jelit, anemią i migrenami. Przez cały ten czas bezskutecznie szukałam trafnej diagnozy i pomocy medycznej. Wielokrotnie musiałam odwiedzać nocne dyżury i SOR lub wzywać pogotowie, aby medycy ulżyli mi w bólu, bo zwykłe leki nie działały. Ból lub oczekiwanie na ból, który za chwilę nadejdzie były moją codziennością. 

 

W lipcu 2020 roku zdiagnozowano u mnie endometriozę głęboko naciekającą, która zajęła narządy wewnętrzne. Macica zrosła się z jelitami, jajowodami i jajnikami oraz otrzewną i ścianą miednicy; pojawiły się zmiany na przeponie. „Zlepione” narządy mają zaburzone funkcje i zmienioną anatomię. Stąd nasilony ból.

 

Zrosty te w pewnym momencie stały się przyczyną zagrożenia życia – dostałam nagłej niedrożności jelit. Wtedy udało się opanować sytuację, ale do ciągłego bólu doszły nawracające, długotrwałe gorączki i serie antybiotykoterapii. Schudłam 14 kg.

 

Lekarze odkryli w moim płucu zmiany; mam problemy z oddychaniem. Kwestią czasu jest kolejna niedrożność jelit i zajęcie przez chorobę następnych narządów jamy brzusznej.

 

Pilnie potrzebuję rozległej operacji. Chodzi o usunięcie wszystkich nacieków endometrialnych, uwolnienie jelita (istnieje ryzyko, że trzeba będzie usunąć jego część) i wyłonienie stomii. Prawdopodobnie lekarze usuną mi macicę i, fragmentarycznie, jajniki oraz przeprowadzą zabieg na przeponie. Aby dotrwać do zabiegu, muszę brać silne leki hormonalne wprowadzające w menopauzę.

 

Operację musi przeprowadzić jednocześnie kilku specjalistów – ginekologów i chirurgów, gdyż pozostawienie nawet jednego ogniska choroby spowoduje nawrót. By tak rozległy i trudny zabieg został przeprowadzony w wymaganym terminie, muszę wykonać go komercyjnie.

 

Bym mogła wrócić po operacji do zdrowia i normalnego życia, potrzebuję rehabilitacji i dalszej terapii, a także zabiegu zamknięcia stomii.

 

Moim największym marzeniem jest powrót do normalnego funkcjonowania. Chciałabym wrócić do pracy artystycznej w szkole, malowania i tworzenia książek dla najmłodszych i znów mieć siłę, by pomagać innym. Czekam na moment, gdy razem z moim psem wrócimy do dzieci chorych onkologicznie i osamotnionych, starszych pacjentów.

 

W ramach tej kampanii zbieram fundusze na pierwszą operację, 3-miesięczną rehabilitację i konieczne wizyty u specjalistów.

 

Będę wdzięczna za każdą przekazaną złotówkę, która pomoże mi w powrocie do zdrowia.

 

 

 

My name is Marta, I’m 44 years old.

 

I am a mother, teacher and illustrator of children’s books. Throughout my life I was always ready to help those in need (together with my dog I provided dog therapy to hospitalized patients as a volunteer for the Animals for People Association). Today I myself have to ask for Your help.

 

For many years now I have been struggling with a painful illness, with constant intestinal disorders, anemia and migraines. All that time I could not obtain a proper diagnosis and medical help. I kept ending up in emergency rooms or had to call an ambulance because ordinary drugs did not stop the pain. Pain and the constant anticipation of pain became my daily torment.

 

In July 2020 I was diagnosed with Deeply Infiltrating Endometriosis which attacked the inner organs causing the uterus to infiltrate to the colon, the oviducts, the ovaries, the peritoneum and the pelvic wall. The anatomy of all the affected organs is altered and they malfunction. This causes almost constant pain. These infiltrations finally led to a near fatal intestinal obstruction. The doctors were able to control the situation, but I had to stay on antibiotics for a very long time and apart from the pain suffered from prolonged fever and a loss of weight of over 14 kilos. It also turned out that the endometriosis attacked my diaphragm and lungs, and because of this I have difficulty breathing.

 

At this point I urgently need to undergo an extensive surgery which would remove all the endometrial lesions, especially those in the colon. This requires a section of the colon to be removed (making temporary colostomy necessary), as well as the uterus and possibly the ovaries as well. Surgery on the diaphragm is also required. However, before the operation I have to have menopause induced which requires a prolonged and expensive hormonal therapy.

 

The operation itself has to be performed by many specialists at the same time, surgeons and gynecologists, to be sure that all the endometrial lesions are removed. If not, the endometriosis will continue to spread. Unfortunately, such a surgery can only be performed at a private clinic, and later, in order to return to full health and normal life, I will require rehabilitation, further hormonal therapy and another operation closing the colostomy.

 

My biggest dream is to be able to function normally again; to work as an art teacher, to paint, to create books for children and to once again have the strength to bring help to others, working with my dog as a volunteer, bringing joy to sick children and lonely elderly patients.

 

The purpose of this charity is to collect funds for the first operation, a 3-month rehabilitation and the costs of consultations with specialists.

 

I will be grateful for every penny which will help me regain my health.

73288 138% 53000
do końca: około 2 miesiące

Proteza dla miłośnika turystyki

dla: Jacek Kojder
kategoria: Leczenie

Nasz kolega Jacek ma 56 lat, a od ponad roku choruje.

ENGLISH VERSION BELOW

Pierwsze symptomy – ból nogi w okolicach biodra – pojawiły się we wrześniu 2019, jednak zdjęcie rentgenowskie i rozpoznanie lekarskie nie wykazały żadnych zmian chorobowych. Problem bólu miały rozwiązać środki przeciwbólowe.

Dolegliwości zaczęły się nasilać – zmieniono więc lekarstwa i skierowano Jacka na rehabilitację. Wobec braku poprawy wykonano rezonans magnetyczny kręgosłupa na odcinku lędźwiowym i krzyżowym. Wszystko było ok, ale ból narastał.

W styczniu 2020 roku Jacek miał rezonans stawów biodrowych. Jego wynik powalił wszystkich. Okazało się, że nasz kolega ma w okolicy miednicy guza wielkości piłki tenisowej!

Po dodatkowych badaniach i wizytach w Instytucie Onkologii, Jacek w maju przeszedł zabieg amputacji prawej nogi wraz z częścią miednicy.

Zanim zaatakował go nowotwór, Jacek był miłośnikiem turystyki i razem z rodziną aktywnie spędzał czas. Godzinami mógł wędrować po polskich górach, jeździć rowerem i zwiedzać dotąd nieodkryte zakątki Polski i Europy.

Jacek lubi też swoją pracę. Wykonuje ją od ponad 30 lat – wciąż sumiennie i z zaangażowaniem. Dał się poznać jako osoba, na którą zawsze można liczyć. Mógłby być wzorem dla wielu z nas.

Straszna choroba sprawiła, że w życiu naszego kolegi wiele (jeśli nie wszystko) się zmieniło. Jacek jak nigdy potrzebuje teraz naszego wsparcia. Mieszka na 2. piętrze w bloku bez windy, a do pracy dojeżdża samochodem. By móc samodzielnie się przemieszczać i być niezależnym, potrzebuje protezy. Jej koszt to 180 000 zł – ogromna kwota, dlatego serdecznie prosimy Was o pomoc.

Każdy gest ma znaczenie. Razem naprawdę możemy więcej!

A PROSTHESIS FOR TOURISM ENTHUSIAST

Our friend Jacek is 56 years old and has been struck with illness for over a year now.

The first symptom - leg pain around the hip – came up in September 2019, but the x-ray and medical diagnosis did not reveal any lesions. Painkillers were supposed to lessen the pain but it continued to worsen. After changing the medications Jacek began rehabilitation to no avail as the pain still grew.

Due to no visible improvement it was decided to perform an MRI of the lumbar and sacral spine sections but everything seemed to be in order, despite constantly increasing pain. In January 2020, Jacek had an MRI of the hip joints. The result proved shattering for everyone. It turned out our friend had a tumour of comparable size to a tennis ball in the pelvic area!

After additional examinations and visits to the Institute of Oncology, Jack underwent an amputation of his right leg along with a part of the pelvis in May.

Before the malignancy Jacek was an avid tourist and could wander the Polish mountains, ride a bicycle and visit the so far undiscovered corners of Poland and Europe for hours, along his family. Jacek also enjoys his job. He has been doing it for over 30 years with unwavering sense of duty and commitment. He proved to be a person you can always rely on, but more importantly a role model for many of us.

This terrible disease changed a lot (if not everything) in our friend’s life.  Now Jacek needs our support as never before. He lives on the second floor of the two storey block of flats, without a lift and goes to work by a car. To be able to move and function on his own, he needs a prosthesis. Such prosthesis costs a staggering 180.000 PLN.

We kindly ask for your help! Every gesture matters, together we can achieve more!

89550 49% 180000
do końca: około miesiąca

Przybić "piątkę" sprawnymi rączkami - część 2

dla: Hubert Nowik
kategoria: Leczenie

Kontynuujemy naszą wspólną walkę o zdrowie Huberta!

Dzięki Waszej oszałamiającej mobilizacji i hojności osiągnięty został pierwszy etap zbiórki: wpłaciliśmy zaliczkę na zabieg naszego synka 🥳 To wielki sukces za, który jesteśmy Wam ogromnie wdzięczni!

Teraz stoi przed nami zadanie zebrania pozostałej kwoty: po wpłaceniu zaliczki potrzeba jeszcze 529 600 zł.

Dlatego ponownie zwracamy się do Was z wielką prośbą o wsparcie. Dzięki Wam Hubert będzie mógł odzyskać sprawność w rączce i prawidłowo się rozwijać. Nasza zbiórka potrwa do grudnia tego roku - zróbmy razem Hubertowi najpiękniejszy (bo zapewniający zdrowie) prezent pod choinkę.

Wszystkich Was, którzy jeszcze nie znacie Huberta zapraszamy do przeczytania opisu zbiórki.

Nasz synek urodził się w lipcu 2019 roku.

Jego organizm od samego początku był obciążony ciężkimi wadami: przetoką przełykowo-tchawiczą, która została chirurgicznie zamknięta, rozmiękaniem tchawicy, niedokrwistością. Hubert nie ma kości promieniowej w lewej ręce i kciuków u obydwu dłoni. Zmaga się też z trwałym przykurczem dwóch środkowych palców lewej dłoni.

Pierwsze 6 tygodni życia Hubert spędził w szpitalu, gdzie walczył o każdy dzień.

Jest już z nami w domu, jednak walka trwa dalej. Walczymy o sprawność naszego synka.

Hubiś jest wesołym, energicznym dzieckiem, któremu ciężko usiedzieć w jednym miejscu. „Żywe srebro” to określenie, które opisuje go najlepiej. Uśmiech Hubercika jest wręcz zaraźliwy. Do pełni szczęścia brakuje mu jedynie dwóch sprawnych rączek.

Po długich poszukiwaniach i konsultacjach z licznymi specjalistami udało nam się trafić do doktora Paleya. Okazało się, że wystarczą 2 kompleksowe zabiegi, by zagwarantować naszemu dziecku sprawne i prawidłowo ukształtowane dłonie i przedramię. Ręce będą mogły swobodnie rosnąć, ponieważ nie dojdzie do uszkodzenia chrząstki – zostanie zachowana pełna funkcjonalność kończyn.

Koszt tych zabiegów jest, jak nietrudno się domyślić, ogromny. Sami nie jesteśmy w stanie zapewnić Hubertowi leczenia, dlatego zwracamy się do Was z prośbą o pomoc. Każda wpłata przybliży naszego synka do przybicia pełnoprawnej „piątki” – a nawet dwóch jednocześnie 😊🖐

Po kontakcie z Paley European Institute wiemy, że doktor, który mógłby operować Huberta, planuje przylecieć do Polski w grudniu. Aby zabieg mógł się odbyć jeszcze w tym roku, do 15 września musimy wpłacić zaliczkę w wysokości 20% pełnej kwoty. Dzięki Wam na tym etapie już odnieśliśmy sukces! 😊 Całość została wyceniona na 662 000 zł – zaliczka, którą wpłaciliśmy wynosiła 132 400 zł. Do 30 listopada należy uregulować resztę (529 600 zł).

Jeśli to się nie uda, zaliczka co prawda nie przepada i ustalony zostanie kolejny termin, jednak oznacza to kolejne podróże do Warszawy i stresujące sytuacje dla naszego synka. Chcielibyśmy tego uniknąć.

Dlatego spróbujemy zrobić wszystko, aby Hubercik mógł przybić piątkę już w 2021 roku.

Jak wiemy, sytuacja na świecie dynamicznie się zmienia i za tych kilka miesięcy koszt operacji może wzrosnąć. Z tego względu chcielibyśmy zrealizować nasz plan jak najszybciej.

Szczerze i gorąco namawiamy Was do wsparcia naszego celu. Jest to kontynuacja zbiórki na zawrotną kwotę 662 000 zł. We wcześniejszym etapie udało nam się zebrać 132 400 zł, za co bardzo serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przekazali wpłatę na nasz cel.

Mamy wielką nadzieję, że dzięki Waszej pomocy uda się zgromadzić potrzebne pieniądze.

[Tekst zbiórki został zaktualizowany 25.09.2020] 

131357 19% 664335
do końca: około miesiąca

Moja szansa na komunikację

dla: Michał Szablewski
kategoria: Leczenie

Cześć! Mam na imię Michał. Jestem młodym, pełnym wigoru człowiekiem, któremu zdarzyło się podjąć tragiczną w skutkach decyzję. Skoczyłem do wody i w klika sekund całkowicie przekreśliłem swoje życie.

Mam 28 lat i w wyniku urazu rdzenia kręgowego jestem porażony czterokończynowo. Po operacji stabilizacji odcinka szyjnego kręgosłupa mój stan zdrowia uległ pogorszeniu. Doszło do wstrząsu septycznego, pojawiły się głębokie odleżyny i spastyka kończyn górnych. Podłączono mnie do respiratora.

Często zastanawiałem się, gdzie w tym wszystkim jest Bóg, lecz dziś mogę powiedzieć, że jestem na właściwej ścieżce. Nikt nie dawał mi szans, a ja dzięki samozaparciu i intensywnej rehabilitacji siedzę dzisiaj na wózku inwalidzkim i jestem pionizowany!

Okazało się też, że istnieje szansa na pozbycie się respiratora! 🤩

Pomyślałem, że gdybym oddychał sam, mógłbym korzystać z niezwykłego daru, jakim jest mowa i w końcu porozumieć się z innymi. Dzisiaj daję radę utrzymać własny oddech przez 11 godzin i uczę się mówić. Chciałbym skorzystać z terapii logopedycznej. Pozwoli mi ona mówić przez specjalną rurkę fonetyczną - dzięki niej będę mógł wydobywać z siebie dźwięki, normalnie rozmawiać. Taka terapia jest jednak bardzo kosztowna i wymaga dodatkowych zajęć fizjoterapeutycznych usprawniających oddychanie.

Jeśli uda mi się zebrać założoną kwotę, będę mógł przez miesiąc przebywać w ośrodku, w którym neurologopeda będzie codziennie ćwiczył ze mną wypowiadanie liter, słów i zdań. Nie mogę się doczekać momentu, gdy porozmawiam z przyjaciółmi przez telefon czy normalnie poproszę pielęgniarkę o pomoc. Dzisiaj wszyscy czytają z ruchu moich warg i nie jest im łatwo mnie zrozumieć.

Mam wielką nadzieję, że wesprzecie moje marzenie i dorzucicie się do zbiórki. Będę wdzięczny za każdą wpłatę.

 

0 0% 7500
do końca: 3 miesiące

Dojechać na rehabilitację - kontynuacja

dla: Marcel Bejnar
kategoria: Leczenie

Nasz syn Marcel urodził się we wrześniu 2015 roku z niedotlenieniem okołoporodowym. Od samego początku swojego życia zmaga się z obniżonym napięciem mięśniowym. Długo nie podnosił główki, nie przewracał się na brzuszek, nie siadał. Pierwsze kroki zaczął stawiać po około 22 miesiącach od przyjścia na świat.

Roczna fizjoterapia w naszej miejscowości nie przyniosła rezultatów, postanowiliśmy więc szukać pomocy w innym miejscu. Obecnie własnym autem dojeżdżamy na rehabilitację do Nowej Soli.

Mimo wielu przeciwności nasz synek jest pogodny, wesoły i kontaktowy. Ciągle się uśmiecha, choć wiotkie mięśnie utrudniają mu codzienne funkcjonowanie, a problemem są nawet proste czynności jak ubieranie się, higiena osobista czy wchodzenie po schodach.

U Marcela zdiagnozowano również koślawość pięt, przez co musi nosić specjalistyczne obuwie ortopedyczne. Synek wymaga ciągłej rehabilitacji, która całkowicie nas pochłania i wiąże się z kosztownymi dojazdami. Dużym wydatkiem jest opieka specjalistyczna neurologa, logopedy i pedagoga. Marcel uczęszcza też na zajęcia z integracji sensorycznej w szkole specjalnej.

Poprzednia zbiórka powiodła się, za co jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy przekazali wpłatę. Każdemu z osobna ogromnie dziękujemy!

Wasze wsparcie jest nam wciąż potrzebne. Gdyby udało nam się zebrać założoną kwotę, Marcel mógłby przez rok dojeżdżać na regularną rehabilitację.

Każda złotówka jest dla Marcela cenna, bo przekłada się na zajęcia terapeutyczne, które są ważne dla jego rozwoju.

0 0% 3000
do końca: 2 miesiące

We dwójkę raźniej! Wspólny turnus rehabili...

dla: Justyna Doroz
kategoria: Leczenie

Z tej strony Justyna i Mariusz. Jesteśmy małżeństwem, wspólnie wychowujemy wspaniałą córkę. Rodzina jest dla nas wszystkim.

Obydwoje zmagamy się z kłopotami zdrowotnymi i wiemy, co to ciężka praca, jednak próbujemy nie tracić pogody ducha.

Justyna

Choruję w zasadzie od urodzenia. Przeszłam operację kręgosłupa związaną ze skoliozą.  Na co dzień doświadczam dużego bólu. Na ten moment nie jestem w stanie wyprostować nóg w kolanach – wszystko przez przykurcze. Moje ręce też są coraz słabsze. Cierpię również na silne ataki migrenowe, nadczynność tarczycy, nadciśnienie tętnicze oraz padaczkę.

Mogłabym się poddać, ale pracuję, zajmuję się domem i opiekuję córką. Mam swoje pasje: uwielbiam spacery i dobre filmy. Interesuję się muzyką, siatkówką, amatorsko komputerem. Tworzę kolaże i ćwiczę obróbkę zdjęć.

Mariusz

Od 17 lat jestem osobą niepełnosprawną.

Po powrocie z wojska pomagałem rodzinie w pracy na roli. W czasie wykopków doszło do wypadku. W kombajnie zablokował się wałek przekaźnika mocy. Chciałem go poprawić, ale wciągnął mi najpierw nogawkę spodni, a potem nogę. Helikopterem zabrano mnie do szpitala. Niestety, w ranę wdało się zakażenie i lekarze nie byli w stanie uratować okaleczonej nogi.

Nie wyobrażałem sobie życia bez nogi, bałem się bólu związanego z kolejnymi amputacjami. W sumie przeprowadzono trzy.

Poznałem jednak wyjątkową kobietę – Justynę. Zrozumiałem wtedy, że warto myśleć pozytywnie, bo jeszcze wiele dobrego może mnie spotkać. Wzięliśmy ślub.

Mimo niepełnosprawności prowadzę zwyczajne życie. Interesuję się motoryzacją, lubię majsterkować, robię makiety domków, np. z zapałek.

Obydwoje potrzebujemy rehabilitacji. Stąd ta zbiórka. Chcielibyśmy zebrać pieniądze na wspólny turnus rehabilitacyjny, a także dojazd, opłacenie parkingów i, być może, dodatkowych zabiegów.

Praca nad sprawnością jest dla nas ważna.

Będziemy wdzięczni, jeśli pomożecie nam ją zorganizować.

Już teraz dziękujemy za każdą wpłatę.

0 0% 5600
do końca: około 2 miesiące

Leczenie dla Mariusza, co żadnej pracy się...

dla: Mariusz Przybysz
kategoria: Leczenie

Jestem Mariusz – mąż, tata, piekarz, technik logistyk, spedytor, osoba z niepełnosprawnością.

14 lat temu zostałem potrącony przez samochód. Doznałem urazu wielonarządowego, a także (między innymi) wieloodłamowego złamania miednicy i urazu tętnicy udowej, która do dziś jest niedrożna. Mam wszczepioną endoprotezę stawu biodrowego. Przeszedłem 5 operacji ortopedycznych oraz wiele operacji naczyniowych. Byłem też leczony tlenem hiperbarycznym.

W wyniku zakrzepu doszło do niedokrwienia lewej nogi. W efekcie powstała odleżyna palucha. W tym roku pojawiły się dodatkowe owrzodzenia, których nie mogę wyleczyć. Mimo to, dzięki wysiłkowi lekarzy, mój stan zdrowia pozwala mi funkcjonować w społeczeństwie – choć z ograniczeniami.

Jako piekarz pracowałem na wielkim statku pasażerskim w USA. Mogłem dzięki temu spełnić marzenie o podróżach i aktywnej nauce innego języka. Ta praca dawała mi dużo satysfakcji i poczucia spełnienia.

Wypadek zmienił wszystko. Nauczyłem się nowego zawodu, potem kolejnego. Obecnie jestem spedytorem.

Korzystam ze specjalnego buta i opatrunków, które wymieniam tak długo, że nauczyłem się robić to sam. Pozostaję pod opieką lekarzy naczyniowców i ortopedów. Wciąż wisi nade mną widmo amputacji palucha.

Przed wypadkiem staraliśmy się z rodziną dużo podróżować – wyjeżdżać nad morze czy w góry. Dziadkowie, gdy tylko mieli możliwość, zabierali wnuczkę na swoją działkę czy na Mazury. Celem moich wypraw stały się poradnie i gabinety rehabilitacyjne, szpitale i sanatoria. Z żoną jeździliśmy też trochę po Polsce jako kibice córki, która ma już 17 lat i trenuje siatkówkę.

Tak się złożyło, że wybudziłem się ze śpiączki w dniu rocznicy śmierci Jana Pawła II i od tamtej pory moim marzeniem jest odwiedzić grób papieża. Żona i córka też marzą o zagranicznej wycieczce. Z powodów finansowych i moich kłopotów ze zdrowiem nie możemy sobie jednak pozwolić na takie podróże.

Opatrywanie ran jest ciężkim, codziennym zadaniem. Co miesiąc przeznaczam około 500 zł na specjalistyczne opatrunki, gaziki, płyn odkażający i lekarstwa. Kosztowną rehabilitację – mimo że mogłaby mi pomóc – jestem zmuszony odsuwać w czasie.

Celem zbiórki jest więc zakup 2-miesięcznego zapasu środków niezbędnych do zaopatrywania stopy oraz leków. Każda złotówka powyżej 100% to zakupy na kolejne dni.

Chciałbym już nie musieć wybierać między leczeniem i wspólnymi marzeniami mojej rodziny. Dlatego proszę Cię o pomoc.

Będę wdzięczny za każdą wpłatę.

0 0% 1100
do końca: 2 miesiące

Wrócić na prawdziwy rower

dla: Krzysztof Zawadzki
kategoria: Leczenie

[ENGLISH VERSION BELOW]

uu

Mam na imię Krzysztof. Czekam na dzień, gdy znów wsiądę na rower i po prostu pojadę przed siebie. Na razie, w miarę możliwości, trenuję na rowerku stacjonarnym i oddaję się innej pasji, jaką jest czytanie. Czytam książki, na które nie zawsze wystarczyło czasu.

Od trzech lat zmagam się z niepełnosprawnością. Zaczęło się od utraty masy mięśniowej nóg. Zrobiłem prześwietlenie. Diagnoza: „krytyczna stenoza segmentów Th8-Th9-Th10 kręgosłupa”. Jestem po zabiegu operacyjnym. Pozostał mi niedowład od pasa w dół. Poruszam się na wózku.

Każdy dzień to walka z bolesną spastycznością, walka o sprawność i samodzielność. To żmudna praca. Niesprawne nogi też potrafią boleć.

Udało mi się zakwalifikować do programu badawczego w Kamieniu Pomorskim. Odbyłem tam bardzo intensywną rehabilitację. Ćwiczyłem m.in. na Lokomacie, czyli urządzeniu stymulującym naukę chodu i wspomagającym funkcje mięśniowo-nerwowe. Na zakończenie turnusu badania wykazały nieznaczną poprawę. Są postępy. Niewielkie, ale są. Mogę nieznacznie poruszać nogami.

Lekarze i fizjoterapeuci mówią, że tylko stała, systematyczna rehabilitacja może pomóc mi dojść do większej sprawności.

Codziennie ćwiczę przy drabince gimnastycznej i z systemem linek do rozciągania. To za mało.

Dlatego założyłem zbiórkę, której celem jest pozyskanie funduszy na:

- intensywną rehabilitację i masaże w warunkach domowych

- treningi lokomotoryczne w ośrodku rehabilitacyjnym Alto w Gdańsku.

Gdyby udało mi się zebrać pełną kwotę, miałbym zabezpieczony rok kompleksowej fizjoterapii.

Nie czuję się komfortowo, prosząc o pomoc, ale potrzebuję jej.

Pewnie spotykacie się z takimi apelami i przypadkami na co dzień. Może myślicie wtedy „dzięki Opatrzności mnie to nie dotyczy”. Zanim usiadłem na wózek też tak myślałem.

Teraz proszę Was o wsparcie. Wiem, że okazane dobro wraca.

Będę wdzięczny.

u

u

GET BACK ON THE REAL BIKE

My name is Krzysztof. I'm waiting for the day when I get on the bike again and just go ahead. For the time being, if possible, I train on a stationary bike and devote myself to another passion, which is reading. I read books for which there was not always enough time.

I have been struggling with a disability for the last three years. It started with the loss of leg muscle mass. I did an x-ray. Diagnosis: "critical stenosis of the Th8-Th9-Th10 segments of the spine". I had a complicated surgery. I was left with paresis from the waist down. I am in a wheelchair now.

Each day is a struggle with painful spasticity, a struggle for fitness and independence. It's a tedious job. Paralysed legs can also hurt.

I was able to qualify for the research program in Kamien Pomorski, Poland. I went through a very intensive rehabilitation over there. I practiced on the Lokomat (a device that stimulates learning to walk and supports muscular and nervous functions). At the end of the course, the tests showed a slight improvement. There was a little progress. Not much, but still. I can now move my legs a little.

Doctors and physiotherapists say that only constant, systematic rehabilitation can help me get better.

Every day I work with a gymnastic ladder and a system of stretching lines. It is not enough.

That is why I set up a fundraiser to raise funds for:

- intensive rehabilitation and massages at home

- locomotor trainings in the Alto rehabilitation center in Gdansk, Poland

If I could collect the full amount, I would have a year of comprehensive physical therapy secured.

I don't feel comfortable asking for help, but I need it.

You probably meet such appeals and cases every day. Maybe you think, "Thanks God it's not me." Before I sat in the wheelchair, I thought so too.

Now I am asking you for your support. I know that the shown good comes back.

I would be grateful for your help.

4290 14% 30000
do końca: 2 miesiące

Sprzęt do produkcji supermocy

dla: Dominik Kamiński
kategoria: Leczenie

Dominik ma 3 latka i każdego dnia zmaga się z bardzo ciężką chorobą: rdzeniowym zanikiem mięśni.

SMA odebrało Dominikowi możliwość samodzielnego poruszania się, jedzenia, a nawet oddychania.

Mimo choroby Domiś jest pogodnym dzieckiem, które uwielbia się bawić. Huśtawka, basen, gra w piłkę? Dominik jest na tak! Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Od roku leczymy synka Spinrazą i efekty są zdumiewające! Dominik coraz częściej oddycha sam, zaczyna też poruszać rączkami i nóżkami.

Jednak samo leczenie nie wystarczy. Potrzebna jest intensywna, stała rehabilitacja. Bez niej efekty leczenia nie utrzymają się i Domiś znów będzie coraz słabszy.

Dzięki Waszej niewiarygodnej szczodrości w miesiąc udało nam się zebrać fundusze na nowy samochód. Jesteśmy bardzo wdzięczni! Będziemy mogli wozić synka na podania leku, wizyty lekarskie i fizjoterapię.

Ośmieleni Waszym wsparciem, założyliśmy zbiórkę na rehabilitację i niezbędne do niej sprzęty. Z ich pomocą Dominik zdobędzie nowe supermoce i pokaże SMA, gdzie raki zimują!

Chcielibyśmy zebrać fundusze na nowy pionizator (ze starego Domiś już wyrósł), platformę Galileo do wzmacniania mięśni oraz sprzęt do laseroterapii i terapii falami ultradźwiękowymi, które złagodzą przykurcze. Pozostała kwota pozwoli nam opłacić rok rehabilitacji (10 spotkań w miesiącu).

Mamy wielką nadzieję, że i tym razem pomożecie naszemu synkowi.

Dziękujemy za każdą złotówkę.

5327 13% 40000
do końca: 2 miesiące

3 urodzinowa zbiórka na rehabilitację Precla

dla: Szymon Bończak
kategoria: Leczenie

Szymon zwany Preclem jest chory na rdzeniowy zanik mięśni typu 1 (SMA1).

SMA to rzadka choroba genetyczna, która powoduje postępujący zanik mięśni, a typ 1 jest jej najbardziej agresywną postacią.

Kiedy zdiagnozowano Precla, miał zaledwie 4 miesiące. Lekarze dali mu wtedy maksymalnie 2 lata życia. Nie poddaliśmy się i walczyliśmy z SMA ze wszystkich sił.

Walczyliśmy z takim zacięciem, że 30 października 2020 roku Precel skończy 15 lat!!!

Jeśli chcecie zrobić Preclowi prezent na urodziny, dodajcie cegiełkę do jego codziennej rehabilitacji poprzez uczestnictwo w tej zbiórce.

Naszym celem jest zapewnienie mu 3 miesięcy zajęć z naszymi fizjoterapeutami. Każda złotówka się liczy!

Chorzy na SMA1, jeśli nie podda się ich leczeniu, bardzo szybko tracą możliwość poruszania się, samodzielnego oddychania i połykania (do tego też są potrzebne mięśnie!). Dlatego Szymon oddycha przy pomocy respiratora, a większość swojego dnia spędza na leżąco. W SMA kluczowa jest intensywna i codzienna rehabilitacja powstrzymująca zanik mięśni.

Od 3 lat na świecie jest dostępna terapia na SMA. Precel jej doczekał i teraz jest poddawany skutecznemu leczeniu. Mimo to dalej potrzebuje rehabilitacji, aby odzyskać jak najwięcej z tego, co do tej pory zabrała mu choroba.

Ze względu na stan Szymona jego rehabilitacja musi odbywać się u nas w domu, 5 razy w tygodniu, a każda domowa wizyta fizjoterapeuty kosztuje około 100 złotych.

W zeszłym roku, podczas drugiej urodzinowej zbiórki, dzięki Waszej szczodrości, konto Precla w Fundacji Avalon zasiliło 3 609 zł :)

Więcej o Preclu możecie przeczytać na FB: Preclowa Strona

Dziękujemy :) 

Rodzice Precla

1720 47% 3600
do końca: około miesiąca

W ramach naszego serwisu używamy plików COOKIES. Możesz ustawić cookies w swojej przeglądarce. Więcej szczegółów w Polityce prywatności

x