Cele

Komputer do zadań bardzo specjalnych

dla: Mateusz Mackiewicz
kategoria: Leczenie

Mati ma 11 lat. Jest uczniem 3 klasy specjalnej szkoły podstawowej z oddziałami integracyjnymi. Świetnie się tam odnajduje, bo to niesamowicie pogodny chłopak. Od początku miał różne problemy i nie rozwijał się prawidłowo, jednak dzięki ciężkiej pracy osiąga małe sukcesy.

Mateusz bardzo lubi zegary i wszystko, co wiąże się z liczeniem. Oprócz tego uwielbia sport - ruch to jego pasja. Chętnie gra w piłkę nożną ze starszym bratem, który pokazuje mu świat.

Synek codziennie walczy o swoją sprawność. Zmaga się z MPD, umiarkowanym upośledzeniem umysłowym i wrodzonym obniżonym napięciem mięśniowym. Ma wadę wzroku, a jego mowa rozwija się z opóźnieniem. Lekarze stwierdzili również cechy dysmorfii.

Grafomotoryka jest u Mateuszka na bardzo niskim poziomie. Nasz chłopiec nie rysuje samodzielnie po śladzie, nie odwzorowuje kształtów. Potrafi kolorować spore powierzchnie, ale robi to zamaszyście, więc pisanie to na razie nieokreślona przyszłość. W związku z tym wszystkim Mati chodzi na zajęcia z terapii ręki. Mateusz coraz lepiej i pewniej trzyma narzędzia pisarskie. Widać, że wzrasta u niego motywacja do tego typu zajęć.

Syn zna wszystkie litery i zaczyna powoli składać wyrazy. Nie wypowiada zdań, tylko pojedyncze słowa, które gdzieś już się pojawiają. A ma ogromną potrzebę komunikacji - wykorzystuje gesty, mimikę oraz komunikację alternatywną, w tym tablet i oprogramowanie „Mówik”. To bardzo mu pomaga.

Chcielibyśmy kupić Mateuszowi komputer, specjalistyczną klawiaturę z nakładką i oprogramowanie, aby w domu mógł uczyć się pisać. Byłaby to dla niego dodatkowa rehabilitacja względem nauki w szkole i zajęć poza nią. W ten sposób będziemy go również zachęcać do mówienia i komunikowania się. Zależy nam na tym, by się otwierał.

Dziękujemy za każdą wpłatę i udostępnienie zbiórki 😊

2415 39% 6100
zakończono: 23.10.2020

Nowy wózek dla miłośnika spacerów

dla: Szymon Saczko
kategoria: Marzenie

Szymon ma 20 lat.

Jest bardzo pogodnym, towarzyskim człowiekiem, który od urodzenia zmaga się z wieloma przeciwnościami, wynikającymi z chorób. Ma czterokończynowe MPD, cierpi na ślepotę korową i padaczkę. Nie chodzi, mimo wcześnie podjętej rehabilitacji.

Ataki epilepsji zagrażają jego życiu. Gdy był młodszy, ćwiczyłam z nim w domu, jednak teraz brakuje mi sił. Z powodu padaczki Szymon musiał zrezygnować z hipoterapii. Obecnie uczęszcza do ośrodka rehabilitacyjno-wychowawczego w Rumi. Bardzo lubi swoje zajęcia, chociaż te związane z pisaniem czy pracami manualnymi w jego przypadku odpadają. Na rehabilitację jeździ do Centralnego Ośrodka Sportu we Władysławowie.

Mój syn uwielbia spacery po łąkach i lasach. Tak naprawdę to jego jedyna radość. Lubi też chodzić do szkoły. By móc z tego wszystkiego korzystać, Szymon potrzebuje wózka inwalidzkiego. Dotychczasowy sprzęt nie służy mu należycie, ponieważ jest już za mały. Używanie go powoduje u syna powstawanie kolejnych wad postawy.

Wózek, który wybraliśmy kosztuje 8 000 zł. NFZ przyznał nam 3 000 zł dofinansowania. CPR, na które liczyłam, ze względu na brak środków musiało odmówić wsparcia finansowego.

Jestem samotną matką, której całe życie kręci się wokół dziecka ze znaczną niepełnosprawnością. Dla Szymona muszę być dyspozycyjna w zasadzie 24 godziny na dobę. To mocno ogranicza pole manewru. 5 000 zł, których potrzebujemy, by kupić nowy wózek, okazuje się kwotą przekraczającą moje możliwości finansowe.

Mój syn Szymon zasługuje na godne życie.

Zwracam się więc o pomoc do Was wszystkich: przekażcie wpłatę, udostępnijcie zbiórkę.

Z całego serca dziękujemy

Szymon i Katarzyna

6225 119% 5200
zakończono: 20.10.2020

Dojechać na rehabilitację

dla: Marcel Bejnar
kategoria: Leczenie

Nasz syn Marcel urodził się we wrześniu 2015 roku z niedotlenieniem okołoporodowym. Od samego początku swojego życia zmaga się z obniżonym napięciem mięśniowym. Długo nie podnosił główki, nie przewracał się na brzuszek, nie siadał. Pierwsze kroki zaczął stawiać po około 22 miesiącach od przyjścia na świat.

Roczna fizjoterapia w naszej miejscowości (Żary) nie przyniosła rezultatów, postanowiliśmy więc szukać pomocy w innym miejscu. Obecnie własnym autem dojeżdżamy na rehabilitację do Nowej Soli.

Marcel był też na 2-tygodniowym turnusie rehabilitacyjnym w Rabce Zdroju, gdzie ćwiczył codziennie pod okiem specjalistów, co przyniosło dobre efekty.

Mimo wielu przeciwności nasz synek jest pogodny, wesoły i kontaktowy. Ciągle się uśmiecha, choć wiotkie mięśnie utrudniają mu codzienne funkcjonowanie, a problemem są nawet proste czynności jak ubieranie się, higiena osobista czy wchodzenie po schodach.

U Marcela zdiagnozowano również koślawość pięt, przez co musi nosić specjalistyczne obuwie ortopedyczne. Synek wymaga ciągłej rehabilitacji, która całkowicie nas pochłania i wiąże się z kosztownymi dojazdami. Dużym wydatkiem jest opieka specjalistyczna neurologa, logopedy i pedagoga. Marcel uczęszcza też na zajęcia z integracji sensorycznej w szkole specjalnej.

Założyliśmy tę zbiórkę, ponieważ pragniemy zebrać fundusze na dojazdy na rehabilitację. Będziemy bardzo wdzięczni za Państwa dobrą wolę, okazanie serca i pomoc. Każda złotówka jest dla Marcela cenna i bardzo istotna w perspektywie jego przyszłego leczenia i rehabilitacji.

500 100% 500
zakończono: 18.10.2020

Diagnoza dla muzykującej socjolożki

dla: Anna Żur
kategoria: Leczenie

Witajcie!

Mam na imię Anna. Za parę lat skończę 40-tkę. Zawsze bardzo lubiłam muzykę – szczególnie poważną. W wieku 21 lat rozpoczęłam naukę gry na pianinie.

Mimo chronicznego osłabienia udało mi się uzyskać tytuł licencjata socjologii. Dokończenie nauki w ognisku muzycznym nie było już jednak możliwe.

Od 2009 roku, ograniczana przez szybką męczliwość oraz ostre bóle rąk i nóg, nie wychodzę samodzielnie z domu. Już od 10 lat moi rodzice przeznaczają część swoich funduszy na drogie badania oraz prywatny transport sanitarny do lekarzy i szpitali.

W 2014 roku otrzymałam diagnozę ciężkiej miastenii rzekomoporaźnej. Choroba okazała się lekooporna. Choruję też na autoimmunologiczne zapalenie tarczycy i niedoczynność gruczołów przytarczycowych. Leczenie farmakologiczne nie dało, jak dotąd, spodziewanej poprawy. Nieustalone pozostają przyczyny spadków glukozy i zaników mięśni. Czasem mam kłopoty z mówieniem, jednak bardziej niepokoją mnie problemy z przełykaniem. Niemal każdy posiłek spożywam w czyjejś obecności. Miałam już kilka dramatycznych incydentów.

Jak się okazało, obecne u mnie przeciwciała MuSK są spotykane tylko u 10-15% wszystkich miasteników.

Wszystko wskazuje na to, że miastenia nie jest jedyną chorobą mięśni, która u mnie występuje. Kilka miesięcy temu badanie wykazało istnienie w moim organizmie przeciwciał przeciwko mięśniom gładkim (ASMA).

Czuję w przełyku, klatce piersiowej i brzuchu, jakby to opisać... pewną sztywność, brak rozciągłości, co powoduje stan ciągłego dyskomfortu i cierpienie.

Osłabienie, zwłaszcza latem, czasem jest tak duże, że ciężko mi poruszać się nawet w łóżku.

Dlatego też – po raz pierwszy – bardzo proszę o wsparcie finansowe na pokrycie kosztów kompleksowej, zagranicznej diagnostyki.

Wierzę, że dzięki niej rozpocznę zadowalające leczenie, a mój stan zdrowia poprawi się na tyle, że będę mogła rozwijać swoje zainteresowania i stanę się choć w niewielkim stopniu niezależna. Chciałabym móc zająć swój czas tym, co najbardziej kocham. Kiedyś grałam na pianinie, latem często przebywałam w zielonym ogrodzie, otoczona domowymi zwierzętami, i marzyłam o ukończeniu studiów magisterskich.

Cierpliwie czekam na dzień, w którym na żywo posłucham jednego z moich ulubionych wykonawców: Piotra Anderszewskiego.

Będę wdzięczna za każdą złotówkę.

1707 24% 7000
zakończono: 12.10.2020

Pomóż mi zapobiec odleżynom

dla: Andrzej Babiszewski
kategoria: Leczenie

Nazywam się Andrzej Babiszewski.

Lata temu, wracając z pracy, uległem wypadkowi samochodowemu. Doznałem urazu kręgosłupa szyjnego, czego skutkiem był paraliż czterokończynowy.

Długotrwała rehabilitacja w kilku procentach przywróciła mi sprawność rąk. Dzięki temu mogę w ograniczony sposób poruszać się na wózku ręcznym.

Uraz sprzed lat spowodował całkowitą niezdolność do samodzielnej egzystencji. Potrzebuję pomocy przy wszystkich czynnościach życiowych – każdego dnia. Niezbędna jest stała rehabilitacja i korzystanie ze sprzętu pomocniczego. Wszystko to wiąże się z ogromnymi kosztami.

Mieszkam w Domu Pomocy Społecznej. Placówka nie jest w stanie zapewnić mi wsparcia w takim zakresie. Nie otrzymuję pomocy finansowej od rodziny.

Mam duże problemy krążeniowo-oddechowe. Powoduje to bardzo niskie ciśnienie, z którym muszę zmagać się całymi dniami, i trudności z oddychaniem. By było mi lżej oddychać, kupuję medykamenty rozkurczowe i wykrztuśne sugerowane przez lekarza. Bez nich byłoby mi bardzo trudno funkcjonować. Muszę też systematycznie przyjmować nierefundowane leki na podwyższenie ciśnienia oraz inne leki ziołowe, które kupuję bez recepty.

Oferowana przez Dom Pomocy dieta lekkostrawna nie ma, niestety, prawie nic wspólnego z dietą dla niskociśnieniowców. W miarę swoich możliwości finansowych dokupuję więc odpowiednie artykuły spożywcze. Oprócz tego muszę we własnym zakresie wykupywać dodatkowe leki, kremy przeciwodleżynowe, artykuły higieniczne czy ubrania. Po odjęciu opłaty za pobyt w DPS-ie na wszystko pozostaje mi 439,17 zł.

Powiem wprost: kłopoty ze zdrowiem i słaba sytuacja finansowa czynią moje życie bardzo trudnym do zniesienia.

W ramach tej zbiórki chciałbym pozyskać fundusze na zakup przeciwodleżynowej poduszki zmiennociśnieniowej typu OLA. Taka poduszka daje mi 100% pewności, że podczas siedzenia na wózku nie powstaną rany lub odleżyny. Jest to sprawdzony i niezawodny sprzęt. Moja stara i wysłużona poduszka zaczyna zawodzić. Obecna cena spowodowała, że nie jestem w stanie pokryć kosztów dopłaty.

Mam szczerą nadzieję, że odniosą się Państwo ze zrozumieniem do mojej trudnej sytuacji.

1585 132% 1200
zakończono: 08.10.2020

By mieszkanie stało się domem

dla: Danuta Sinożeńska
kategoria: Marzenie

Nazywam się Danusia. Mam 59 lat. Od 18 lat zmagam się z różnymi chorobami.

Najpoważniejszym z moich schorzeń jest martwica kości. Wiele lat spędziłam w szpitalach, przez co niewiele udało mi się zobaczyć. Tylko raz byłam nad morzem.

Jestem po amputacji nogi wraz z biodrem. Druga noga jest niesprawna, w związku z czym muszę poruszać się na wózku inwalidzkim. W lipcu przeszłam operację prawego barku. Choroby wciąż postępują i atakują organy wewnętrzne. Leczenie jest kosztowne, wymaga dojazdów, a ja utrzymuję się z bardzo niskiej renty.

Ze względu na trudną sytuację rodzinną musiałam wyprowadzić się z domu. Miałam ze sobą jedną torbę ubrań. Pomogła mi wtedy siostra zakonna, która dostarczała mi żywność i odzież.

Jakiś czas temu moje życie się odmieniło. Przyznano mi dwupokojowe mieszkanie. Wierzę, że to nowy start. Zaczynam od zera, ale za to z marzeniem, by umeblować i wyposażyć otrzymane mieszkanie. Jest to jednocześnie cel mojej zbiórki.

Mam szczerą nadzieję, że są wokół mnie ludzie, którzy pomogą mi go osiągnąć. Mam też nadzieję, że ciągły strach, że coś się stanie, jest już za mną, że już się nie powtórzy.

Lubię oglądać seriale i filmy dokumentalne – szczególnie wojenne i przyrodnicze, czytać książki i kolorowe magazyny opisujące życie gwiazd.

Byłabym szczęśliwa, gdybym mogła tak spędzać czas w miejscu, które będzie bezpieczne, komfortowe, przytulne i moje – w domu.

Będę wdzięczna za każde wsparcie.

260 5% 5000
zakończono: 04.10.2020

Przez nowy wózek do większej samodzielności

dla: Eryk Czarnota
kategoria: Marzenie

Na imię mam Eryk, mam 27 lat i od urodzenia choruję na rdzeniowy zanik mięśni (SMA).

Życie niesie ze sobą sporo wyzwań, moim jest choroba, która stopniowo odbiera mi samodzielność. Jedną z moich pasji jest programowanie i tworzenie stron internetowych - w tym kierunku się też szkolę, ponieważ wiążę z tym swoją przyszłość.

Wiele radości i zarazem odpoczynku dają mi wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne. Rehabilitacja sprawia, że choroba wolniej postępuje. Zazwyczaj podróżuję nad Bałtyk. Mam wielki sentyment do polskiego morza. Chętnie tam wracam, kiedy tylko mogę.

Poruszam się na wózku inwalidzkim, więc nawet wyjście z domu jest dla mnie sporym wyzwaniem. Niemniej, dzięki temu sprzętowi jestem choć trochę samodzielny.

Trudno mi prosić o pomoc, szczególnie finansową, ponieważ każdy ma swoje problemy i wydatki. Teraz jednak nie mam wyjścia. Wózek, z którego korzystam, jest dla mnie za mały, ledwo się w nim mieszczę. Często bolą mnie biodra i kręgosłup, zwłaszcza gdy muszę spędzić w wózku cały dzień. Sprzęt był już kilka razy naprawiany, jest niestabilny i zdarzają mi się upadki, gdy próbuję po coś sięgnąć lub pod coś podjechać.

Znalazłem wózek, który spełniałby moje potrzeby. Model nazywa się Quickie Helium i można go dostosować pod konkretną osobę. Jest wykonany z mocnych, a zarazem lekkich materiałów. Można go łatwo złożyć i zabrać ze sobą, wyjeżdżając chociażby na turnus. Jego koszt to 7 800 zł, z dofinansowaniem NFZ kosztuje 6 100 zł. Na subkoncie w Fundacji mam 400 zł. Podsumowując, kwota, którą chciałbym zebrać to 5 700 zł. Utrzymuję się z renty socjalnej, która czasem nie wystarczy na większość opłat, więc tak naprawdę nie mam z czego odłożyć na nowy sprzęt.

Z góry bardzo dziękuję każdej osobie, która zdecyduje się mi pomóc. Każda wpłacona złotówka zbliża mnie do wymarzonej samodzielności.

0 0% 5700
zakończono: 04.10.2020

Dwumiesięczna rehabilitacja - czary, by mi...

dla: Julia Mikołajczak
kategoria: Leczenie

Julka to prawie 12-letnia wojowniczka uwielbiająca podróże ✈⛵🚌

Jest dziewczynką ciekawą świata. Interesuje się kosmosem, kocha konie, dużo czyta, a w jej głowie jest wiele planów i marzeń do zrealizowania. Jednak jej życie znacząco rożni się od życia dzieci w podobnym wieku. Julia zmaga się na co dzień z bardzo trudnym i podstępnym przeciwnikiem: rdzeniowym zanikiem mięśni typu 1. To rzadka, uwarunkowana genetycznie choroba nerwowo-mięśniowa, przez którą Julka traci neurony ruchowe. Jej mięśnie są coraz słabsze, a ostatecznie zanikają.

Nasza dziewczynka nie chodzi, od 6. miesiąca życia oddycha dzięki respiratorowi, nie może mówić ani samodzielnie jeść. By mieć z nią kontakt, wykorzystujemy komunikację alternatywną. SMA zabrało Julii możliwość poruszania się i uczyniło jej życie zależnym od specjalistycznej aparatury medycznej. Mimo to Julka się nie poddaje i każdego dnia podejmuje nierówną walkę z chorobą.

Prowadzone jest leczenie, które daje efekty. Po każdym przyjęciu leku u Julki widać postępy. Wierzymy, że uda się przywrócić naszej małej bohaterce funkcje ruchowe, a przede wszystkim uratować jej życie. Terapia wspierana jest intensywną rehabilitacją, której miesięczny koszt wynosi ok. 3 000 zł.

Jeśli możesz przekazać wpłatę na ten wyjątkowy cel, nieważne w jakiej wysokości, prosimy: zrób to. Jeżeli nie masz możliwości wsparcia finansowego, powiedz komuś o tej zbiórce. Każda pomoc jest ważna i za każdą serdecznie dziękujemy.

2218 36% 6000
zakończono: 17.09.2020

Wyposażenie upragnionego mieszkania

dla: Marzena Urbaniak
kategoria: Marzenie

Dzień dobry wszystkim!

Mam na imię Marzena i od kilku lat jestem podopieczną Fundacji Avalon. Choruję na nowotwór piersi. Jestem po chemio- i radioterapii, mastektomii oraz rekonstrukcji piersi.

W związku z chorobą utrzymuję się z renty. Wolny czas, którego mam całkiem sporo, wykorzystuję na wspieranie osób walczących o zdrowie i życie. Razem z koleżankami ze stowarzyszenia amazonek odwiedzamy oddziały onkologiczne, szyjemy poduszki, doradzamy, organizujemy spotkania i wycieczki.

Sama również otrzymałam dużo wsparcia od klubowiczek, a także od osób, które przekazały mi 1% procent.

Dziś chciałabym podzielić się z Wami dobrą wiadomością: udało mi się uzyskać od miasta mieszkanie socjalne! 😊 Starałam się o nie od dłuższego czasu. Do tej pory mieszkałam z mamą i bratem na 32m2.

Mieszkanie przyznane przez miasto było upragnione i wyczekane. To mój azyl i całe królestwo, choć ma status lokalu socjalnego.

Do pełni szczęścia brakuje mi wyposażenia. To podstawowe rzeczy: pralka, lodówka, telewizor czy najważniejsze meble. Odświeżenia będą wymagały ściany.

I tutaj chciałabym prosić o wsparcie, ponieważ wyposażenie mieszkania przekracza moje możliwości finansowe.

Będę wdzięczna za każdą pomoc okazaną mi w tej materii, za każdą złotówkę i udostępnienie zbiórki.

Ja z kolei postaram się nikogo nie zawieść.

Z pozdrowieniami

Marzena

0 0% 5000
zakończono: 14.09.2020

6 miesięcy walki o sprawność

dla: Łukasz Tomala
kategoria: Leczenie

16 lutego 2019 roku – tego dnia zmieniło się… wszystko.

Mój brat Łukasz, wracając do domu, uległ wypadkowi komunikacyjnemu. Z wieloma obrażeniami trafił do szpitala. Miał wstrząśnienie mózgu, złamany nos, połamane żebra i mostek, stłuczone płuca, liczne krwiaki. Uszkodzeniu uległ kręgosłup i rdzeń kręgowy. Łukasz połamał kręgi i wyrostki kolczyste. Stracił czucie od klatki piersiowej w dół, jego nogi były sparaliżowane.

Pierwszych 6 miesięcy po wypadku brat spędził w szpitalach, później przeniósł się do ośrodka rehabilitacyjnego.

Niestety, najświeższe wyniki badań nie napawają optymizmem. Medycyna na obecnym etapie swojego rozwoju nie zna sposobu na zregenerowanie rdzenia kręgowego. Pozostaje leczenie usprawniające.

Wiem, że Łukasz nie jest jedyną osobą, której przydarzyło się coś złego. Wiem, że wielu ludzi potrzebuje pilnej pomocy. Jednak to mój brat, więc razem z resztą rodziny zrobimy co w naszej mocy, by umożliwić mu powrót do jak największej sprawności.

Przed wypadkiem Łukasz był czynnym miłośnikiem motoryzacji – godzinami mógł dłubać przy swoim samochodzie. Był też bardzo aktywny: pływał, chodził na siłownię i grał w siatkówkę. Lubił swoją pracę. Wykonywał ją sumiennie i dokładnie. Dał się poznać jako osoba, na którą zawsze można liczyć. Spotykał się z przyjaciółmi, miał w sobie dużo chęci do życia i energii, by spełniać marzenia. Ten straszny wypadek sprawił, że wszystko prysło z dnia na dzień.

Od ponad roku Łukasz intensywnie się rehabilituje. Ten etap pewnie jeszcze potrwa. Dzięki Waszej otwartości i chęci pomocy mój brat mógł wziąć udział w programie badawczym w Uzdrowisku Kamień Pomorski. Bez Waszego zaangażowania nie byłoby to możliwe, dlatego z całego serca dziękuję każdemu, kto wsparł poprzednią zbiórkę Łukasza.

Pieniądze, które zgromadziliśmy dzięki Wam, zostały w 100% wykorzystane na rehabilitację. Łukasz ćwiczył w zrobotyzowanym egzoszkielecie, który wspomagał i stymulował jego utracone funkcje nerwowo-mięśniowe. Mój brat mógł znów stanąć na własnych nogach. Odtworzył w swoim ciele prawidłowe wzorce chodu, wstawania i siadania; nauczył się odpowiednio stawiać stopy na ziemi.

Praca z tym urządzeniem bardzo motywuje Łukasza. Dlatego warto go w tym wspierać. Nie poddaje się i dużo od siebie wymaga. Fizjoterapeuci są pozytywnie zaskoczeni podejściem mojego brata do życia, jego zaangażowaniem w ćwiczenia i wielką chęcią powrotu do zdrowia, jego naturą wojownika.

Widać już zmiany. Małymi „krokami” Łukasz dochodzi do upragnionego celu: sprawności, samodzielności i niezależności. Potrafi bez pomocy opiekuna przesiąść się z wózka na łóżko czy do samochodu. Na nowo nauczył się pływać w basenie i podnosić na drążku.

Chce pracować, realizować swoje pasje, decydować o sobie, być szczęśliwy. Chce być na tyle sprawny, by w przyszłości nikogo nie obciążać swoją niepełnosprawnością. Żeby mieć na to szansę, musi kontynuować bardzo drogą terapię.

Celem tej zbiórki  jest zabezpieczenie 10 turnusów rehabilitacyjnych w ośrodku NEURON w Bydgoszczy wraz z dojazdami. To około pół roku leczenia, dzięki któremu Łukasz będzie mógł zacząć wszystko od nowa.

Odzyskiwanie samodzielności fizycznej przez mojego brata wiąże się z ogromnym zaangażowaniem bliskich, a także specjalistów z renomowanych ośrodków neurologicznych. Obciążenie finansowe jest bardzo duże, dlatego każda złotówka jest na wagę złota. Prosimy Was o wsparcie.

Każdy gest, nawet najdrobniejszy, może zmienić czyjś świat 😊

A dobro powraca.

Patrycja, siostra Łukasza

19265 22% 86000
zakończono: 14.09.2020

Elektroniczne oczy dla mamy i edukatorki -...

dla: Anna Elwicka
kategoria: Leczenie

Nazywam się Anna Elwicka, mam 42 lata.

Jestem samotną matką, wychowującą trójkę wspaniałych dzieci, które są dla mnie całym światem. Do mojej rodziny należą także, przygarnięte ze schroniska, kot Tony i pies Mania. Pracuję w fundacji, która opiekuje się osobami z dysfunkcją wzroku.

Staram się oswoić naszych Podopiecznych z niełatwą codziennością, próbuję rozwijać w nich poczucie własnej wartości i samoakceptację. Praca daje mi dużo satysfakcji, czuję się potrzebna, co jest to dla mnie bardzo ważne. Cieszy mnie też, że zajęcia i spotkania dają uczestnikom tyle radości. To dla mnie bezcenne.

Los sprawił, że wyjątkowo dobrze rozumiem lęki i frustracje osób, z którymi pracuję, ponieważ wykryto u mnie postępujące i nieodwracalne uszkodzenie nerwu wzrokowego. Zmiany zachodzą w galopującym tempie, jednak – jakkolwiek by nie było – nie chciałabym rezygnować z dotychczasowego życia.

Istnieje technologia, która mogłaby mi pomóc. Nazywa się OrCam MyEye, a dowiedziałam się o niej całkiem niedawno. OrCam to malutka, udźwiękowiona kamera, która ułatwia życie ludziom słabowidzącym i niewidomym na całym świecie. Sprzęt rejestruje obraz i wychwytuje tekst, a następnie odczytuje go głośno. Rozpoznaje również twarze, kolory, kody kreskowe, produkty i nominały banknotów.

To naprawdę niezwykłe urządzenie, przykład techniki wspierającej człowieka. Cena tej inteligentnej kamery wynosi 25 000 zł, co umiejscawia ją daleko poza zasięgiem moich możliwości finansowych. W poprzedniej zbiórce zebraliśmy sporą część kwoty, za co jestem ogromnie wdzięczna! Kontynuuję zbiórkę z nadzieją, że uda się zgromadzić potrzebne pieniądze i kupić to urządzenie, a ja pozostanę w pełni samodzielną osobą, mamą i edukatorką.

3341 18% 17609
zakończono: 13.09.2020

Nowa pompa insulinowa dla mamy i artystki

dla: Kamila Gmiter
kategoria: Leczenie

Kamila to wspaniała kobieta, mama piątki dzieci (jej szósty potomek przyjdzie na świat we wrześniu) i… diabetyczka.

Od wielu lat zmaga się z cukrzycą typu 1, co oznacza, że jej trzustka nie produkuje insuliny i Kamila musi ją „wspomagać”. Wykorzystywała do tego pompę insulinową.

Ukradziono ją Kamili wraz z plecakiem, gdy razem z rodziną wypoczywała nad wodą. Pompa bardzo pomagała jej w codziennym funkcjonowaniu: sprzęt monitorował poziom glikemii (glukozy), co znacząco zmniejszało ryzyko wystąpienia zagrażających życiu hipo- i hiperglikemii. Z powodu hipoglikemii Kamila była już hospitalizowana. Dzięki pompie nie trzeba było wykonywać tylu nieprzyjemnych wkłuć. Urządzenie było szczególnie przydatne w okresie ciąży – zapewniało bezpieczeństwo i mamie, i dziecku.

Dlaczego warto pomóc?

Kamila to serdeczna i pomocna osoba, oddania wychowaniu swoich dzieci. Angażuje się w działania MAL Włochy. Pomimo wielu swoich problemów i trosk dnia codziennego znajduje czas na organizowanie aktywności dla dzieci z lokalnej społeczności.

Kama ma artystyczną duszę – obrazy, które maluje, zachwyciły już niejedną osobę. Dziewczyna rysuje, robi piniaty, ozdoby na imprezy, przebrania dla dużych i małych. Do tworzenia inspirują ją dzieci. To osoba o ogromnym sercu, cicha, spokojna i skromna. Potrafi wysłuchać i wesprzeć.

Gorąco zachęcamy Was do wsparcia jej celu. Pomoc w zebraniu funduszy na nową pompę byłaby nie tylko pięknym gestem dobrej woli, ale i wyrazem szacunku dla poświęcenia, trudu i ciężkiej pracy Kamili.

Dziękujemy za każdą wpłatę.

5751 50% 11500
zakończono: 06.09.2020

Moja opowieść o anoreksji – wydanie książki

dla: Marta Grynkiewicz
kategoria: Marzenie

Cześć, z tej strony Marta.

Niektórzy z Was być może mnie kojarzą. Prowadziłam w Helpuj zbiórkę na pompę insulinową z systemem całodobowego monitorowania glikemii.

Mam 26 lat. Od dziecka choruję na cukrzycę typu 1 i padaczkę lekoodporną. Towarzyszą im niedoczynność tarczycy i, od trzech lat, anoreksja.

Bardzo Was zachęcam, byście przypomnieli sobie moją historię.

Gdy byłam w fazie anoreksji restrykcyjnej, wynajdowałam różne sposoby na schudnięcie i redukcję wagi. Za wszelką cenę chciałam zmienić wygląd nieidealnego według mnie, grubego ciała - zwłaszcza brzucha i ud. Z czasem stało się to moją „pasją”.

Poszłam w stronę tańca, konkretnie baletu. Kiedy tańczyłam, byłam w swoim świecie, czułam, że wszystkie złe rzeczy odchodzą na dalszy plan. Z czasem miałam coraz mniej siły. Bardzo szybko się męczyłam i problemem stał się krótki spacer czy dojście z pokoju do łazienki. Byłam za słaba, wręcz wycieńczona. Przestałam tańczyć.

Mam za sobą wiele pobytów w szpitalu i różnych terapii.

Jedną z form radzenia sobie stało się pisanie. Postanowiłam opisać wszystkie doświadczenia, jakie przyniosła mi choroba. Napisałam książkę, a wydawnictwo Novea Res zgodziło się ją wydać.

Zaczęło się dość banalnie: od napisania wiersza, potem piosenki na temat anoreksji i depresji. Tak zaczęłam tworzyć swój debiut. W laptopie zawsze miałam otwartego Worda,  więc jak coś przyszło mi do głowy, to to zapisywałam. I tak, kawałek po kawałku, udało się…

Bardzo chciałabym wydać swoją książkę, aby ostrzec innych przed piekłem, jakie niesie za sobą anoreksja. Dlatego potrzebuję Państwa pomocy. Subsydiacja autorska (czyli mój wkład finansowy w wydanie tytułu) została wyceniona na kwotę 8 400 zł. Składają się na to m.in. koszty przygotowania wersji papierowej i elektronicznej oraz stworzenie książce należytych szans na zaistnienie.

Wydanie drukowane „Depresji anorektycznej” liczyłoby około 120 stron. Zaplanowany jest również e-book.

Proszę Was o wsparcie w realizacji tego ważnego dla mnie marzenia.

Będę wdzięczna za pomoc finansową oraz udostępnianie zbiórki.

270 3% 9000
zakończono: 01.09.2020

Miesięczne leczenie dla studentki psycholo...

dla: Paulina Mikita
kategoria: Leczenie

Mam na imię Paulina i jestem 29-letnią studentką psychologii klinicznej.

Wybrałam ten kierunek, by w przyszłości móc pomagać innych i dzielić się dobrem. To taka moja mała misja. Kończę właśnie III rok. Ukończyłam też szkołę wizażu. Kiedy zdrowie mi pozwala, maluję ludzi. Lubię brać udział w ich metamorfozach i rozdawać im uśmiechy. W wolnych chwilach dużo czytam. Uwielbiam pisać.

Brzmi jak zupełnie zwyczajna dziewczyna, prawda?

Tymczasem każdy dzień jest dla mnie walką: o przetrwanie do następnego dnia, o życie, o samodzielność. Po 14 miesiącach hospitalizacji i terapii jestem na początku nowej drogi. Bardzo walczyłam, by znaleźć się w tym miejscu. Gdy byłam w szpitalu, inaczej wyobrażałam sobie start. Rzeczywistość okazała się trudniejsza, a moje plany pokrzyżowała pandemia.

Lęki, które mam sprawiają, że nie jestem w stanie wychodzić codziennie z domu i pracować poza nim.

Problem jest bardzo złożony. Nakłada się na siebie kilka chorób, które utrudniają mi funkcjonowanie. To depresja, bulimia i mózgowe porażenie dziecięce.

Ponieważ nadal mam problemy z odżywianiem i stany depresyjne, potrzebuję intensywnej opieki specjalistów i konsultacji – częstszych, niż początkowo zakładaliśmy. Psychiatra, dietetyk i psychoterapeuta to osoby, których wsparcie jest dla mnie niezbędne. Współpracuję z nimi od kilku miesięcy. Poznali mnie już, dzięki czemu mogą na bieżąco oceniać mój stan i skutecznie pomagać w walce z chorobami.

W ramach tej zbiórki chciałabym zebrać fundusze na miesięczne leczenie: opiekę lekarską, psychoterapeutyczną oraz leki.

Ze względu na brak pracy nie mogę opłacić wizyt samodzielnie, choć bardzo bym chciała nie musieć prosić o pomoc. Jest to jednak moja szansa, dlatego proszę o Twoje wsparcie.

Bez Twojej pomocy zostanę bez profesjonalnej opieki, przez co mój stan znacząco się pogorszy.

Miało być inaczej, ale wierzę, że jeszcze będzie dobrze. Że dzięki pracy specjalistów i zaangażowaniu moich bliskich będę mogła samodzielnie funkcjonować, spełniać swoje marzenia i realizować plany.

750 30% 2500
zakończono: 25.08.2020

Terapia komórkami macierzystymi w Bangkoku

dla: Artur Czarnecki
kategoria: Leczenie

To kontynuacja zbiórki, dzięki której udało się zgromadzić aż 31 991 zł! Bardzo dziękuję Wam za dotychczasowe wsparcie. Walczymy dalej! 😊💪

Gdy miałem 18 lat, uległem poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu. Wypadek odwrócił całe moje życie do góry nogami. Diagnoza była niczym wyrok: złamanie kręgosłupa na odcinku piersiowym oraz uszkodzenie rdzenia kręgowego.

Przeszedłem już dwie operacje i od tamtego czasu nieustannie się rehabilituję. Niestety, mam niedowład kończyn dolnych i poruszam się na wózku inwalidzkim. Mimo że ćwiczę po kilka godzin dziennie, postępy przychodzą powoli i nie skutkują powrotem do pełnej sprawności.

Rozpocząłem studia informatyczne w Warszawie, które kontynuuję mimo wielu dodatkowych obowiązków. Nie poddałem się, bo wierzę, że odzyskam sprawność.

Teraz mam 22 lata i w moim życiu pojawiła się nowa perspektywa: terapia komórkami macierzystymi w klinice w Bangkoku. Mój rdzeń kręgowy zasiliłoby do 340 milionów komórek macierzystych podanych w 8 pakietach! W ramach programu miałbym zapewnioną rehabilitację i terapie wspomagające: terapię zajęciową, aquaterapię, akupunkturę, tlenoterapię hiperbaryczną, przezczaszkowe stymulacje magnetyczne oraz szkolenie oparte o tradycyjną, chińską wiedzę z zakresu żywienia i medycyny.

Ta terapia to dla mnie ogromna szansa! Mam mnóstwo marzeń i pomysłów na to, co mógłbym robić po powrocie do zdrowia. Marzę o założeniu rodziny i normalnym życiu. Chciałbym spełniać się zawodowo i znów uprawiać sport – jak przed wypadkiem.

To wszystko może się wydarzyć, jeśli poddam się leczeniu w Bangkoku.

Terapia jest bardzo kosztowna, dlatego proszę Was o pomoc. Kwota, którą chciałbym zebrać pozwoliłaby na opłacenie samej terapii oraz lotów w obie strony.

Bez Was to się nie uda!

1470 1% 118009
zakończono: 23.07.2020

Odzyskać piersi, odzyskać siebie

dla: Sylwia Bednarska
kategoria: Leczenie

Żona: Słysząc diagnozę „rak”, wyobrażasz sobie wiele. Jednak pierwsze, co przychodzi ci do głowy, to cierpienie, walka, a nawet śmierć.

Można powiedzieć, że ja już z tego wyszłam, choć leczenie nadal trwa. Wizyty u specjalistów, leki, badania – to zostanie ze mną już na zawsze. Człowiek ratuje się wszystkim. Po pewnym czasie na twarzy pojawia się uśmiech, a inni mówią „twarda z Ciebie babka”.

Ale nikt nie widzi, że pod tym uśmiechem kryją się gorycz i brak akceptacji dla samej siebie. Kiedy staję przed lustrem, widzę zniekształconą zniszczoną przez narkozy, chemię i ból kobietę. Łzy są na porządku dziennym. Atuty kobiecości zostały mi odebrane przez chorobę. Lecz muszę z tym walczyć, bo tylko silni wygrywają.

Mąż: Sylwia ma 38 lat i dwóch nastoletnich synów. Jest serdeczna i otwarta, kocha życie. W 2016 roku zdiagnozowano u niej nowotwór złośliwy naciekowy piersi lewej. Lekarze przeprowadzili mastektomię. Sylwia przeszła cykl chemioterapii, a obecnie jest leczona hormonami (jej nowotwór jest hormonozależny). W sierpniu 2019 roku żona miała zabieg wycięcia macicy i jajników, a w styczniu tego roku usunięto jej prawą pierś.

Bardzo chcielibyśmy zebrać fundusze na obustronną rekonstrukcję piersi. Pomoże to Sylwii odzyskać utraconą kobiecość, poprawi jej stan fizyczny i psychiczny.

Mimo wszystkiego, co ją spotkało, stara się być przez cały czas aktywna zawodowo. Jest wspaniałą kucharką i cukiernikiem. Przed diagnozą pracowała jako animatorka czasu wolnego w turystyce dla dzieci. Nie zmienia to jednak faktu, że od 4 lat żyje w ciągłym bólu i strachu.

Sylwia czeka na operację neurochirurgiczną w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku.

Wszyscy pragniemy, by na jej twarzy znów zagościł piękny uśmiech, by mogła korzystać z profesjonalnej pomocy, by znów czuła się stuprocentową kobietą.

Pomóżmy jej to osiągnąć! Pokażmy, że z nią jesteśmy!

Będziemy wdzięczni, jeśli się do nas przyłączycie.

0 0% 40000
zakończono: 02.07.2020

Chwycić raka za szczypce – terapia onkolog...

dla: Urszula Basiak
kategoria: Leczenie

Nazywam się Ula, mam 40 lat i napiszę wprost: proszę Was o wsparcie.

 

W sierpniu 2017 roku zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy jelita grubego z przerzutami do wątroby. Leczyłam się na NFZ: najpierw operacja i wycięcie guza pierwotnego z jelita, następnie chemioterapia. Pierwsza linia leczenia działała prawie dwa lata. W międzyczasie miałam również robioną chemoembolizację, to znaczy podawano mi lek bezpośrednio do wątroby. Wyglądało na to, że pokonuję chorobę, niestety nowotwór zmutował i uodpornił się na tę chemię, pojawiła się też nowa zmiana w wątrobie. Druga linia leczenia nie zadziałała zupełnie. Stanęłam pod ścianą, ponieważ NFZ nie miał już nic do zaoferowania.

 

Przybiło to mnie i moją rodzinę, szczególnie dzieci, które z tej trudnej sytuacji rozumieją tyle, że mogą mnie stracić. Jestem mamą trójki dzieci: dwóch dziewczynek w wieku 7 i 12 lat oraz 9-letniego chłopca. Bardzo chciałabym patrzeć, jak dorastają. Chciałabym wygrać walkę z rakiem i zestarzeć się z moim mężem – mężczyzną mojego życia. Oni są moim szczęściem i motorem do działania.

 

Nie poddaję się. Aktualnie prowadzę leczenie terapiami alternatywnymi na własny koszt. Obecne wyniki wskazują na stabilizację choroby, tzn. brak przerzutów do innych organów. Wygląda na to, że złapałam raka za szczypce i trzymam go w ryzach, ale żeby mieć szansę na pełne wyzdrowienie, muszę kontynuować bardzo drogie leczenie.

 

Celem tej zbiórki jest zabezpieczenie 6 miesięcy terapii konopiami, uzupełnionej odpowiednio dobranymi suplementami. Terapię prowadzi Medicure IIG LTD London Lab Hemp EOS. Zebranie funduszy przynajmniej na półroczne leczenie dałoby mi nadzieję, której tak bardzo potrzebuję.

 

Będę wdzięczna za każdą przekazaną złotówkę, która może pomóc mi w powrocie do zdrowia.

65005 103% 63000
zakończono: 02.07.2020

Rehabilitacja w pięknych okolicznościach p...

dla: Joanna Woźniak
kategoria: Leczenie

Na imię mi Joanna.

 

Jestem absolwentką ASP w Poznaniu i Glasgow School of Art w Szkocji oraz… pacjentką Wielkopolskiego Centrum Onkologii, osobą z najwyższym stopniem niepełnosprawności.

 

Na początku 2019 roku otrzymałam diagnozę nowotworu jelita grubego. Guza usunięto w marcu, a od maja do listopada przechodziłam chemioterapię. W maju tego roku usunięto mi tarczycę. Po drodze było wiele badań i konsultacji.

 

Pochodzę z Poznania, gdzie od 3 lat znów mieszkam. Wcześniej sporo się przemieszczałam, mieszkałam kilka lat w Wielkiej Brytanii (między innymi). Zawodowo zajmuję się promocją, marketingiem i public relations, ale też kulturą i edukacją. Przed chorobą pracowałam w galerii sztuki współczesnej, gdzie odpowiadałam za organizację wydarzeń artystycznych i edukacyjnych. Pracowałam także jako arteterapeutka, instruktorka warsztatów i nauczycielka. Lubię być w ruchu.

 

Choroba na dłuższy czas odebrała mi zarówno zwiększoną aktywność fizyczną, jak i możliwość podróżowania, ale liczę na to, że wrócę do swojej pasji. Diagnoza nowotworu sprawiła, że musiałam radykalnie zmienić swój styl życia i przewartościować priorytety.

 

Rzeczą bardzo ważną w procesie mojego zdrowienia i odbudowywania sprawności jest rehabilitacja. Potrzebuję jej, by łagodzić neuropatię spowodowaną chemioterapią, poradzić sobie z problemami z prawą ręką i barkiem oraz podnieść ogólną wydolność organizmu po długotrwałym leczeniu.

 

W związku z pandemią moja rehabilitacja została przerwana. Teraz, kiedy obostrzenia są łagodzone, chcę wrócić do zabiegów, zorganizowanych ćwiczeń oraz wybrać się na turnus rehabilitacyjny.

 

Turnus, który wybrałam, zacząłby się w drugiej połowie lipca i trwał 13 dni. W hotelu Leśna Knieja w Supraślu, gdzie byłabym zakwaterowana, znajduje się basen oraz sprzęt do ćwiczeń. Ważne jest dla mnie otoczenie, możliwość spacerowania, „wycieczkowania”. Obiekt jest blisko lasu, miejscowość jest niewielka i spokojna. Znajduje się tam pijalnia ziół, a w tamtejszym Domu Ludowym organizowane są różne wydarzenia.

 

Na Podlasiu byłam dotąd raz, na krótkich wakacjach (przed chorobą) i moim dużym marzeniem jest, żeby znów tam pojechać. Podoba mi się, że jest tam czyste powietrze. Seria zabiegów i ćwiczeń usprawniających pomogłaby mi wrócić do formy po intensywnym leczeniu.

 

Zmiana otoczenia również byłaby bardzo ożywcza. Ostatnie półtora roku spędziłam głównie w domu i szpitalu, a marzec i kwiecień upłynęły mi pod znakiem izolacji, gdy czekałam na kolejną operację.

 

Będę Wam wdzięczna za pomoc i wsparcie mnie w realizacji tego planu!

4540 156% 2900
zakończono: 01.07.2020

Kocia terapia z otwarciem na świat

dla: Sebastian Wojewódka
kategoria: Leczenie

Sebuś to cudowny, wesoły 4-latek. Uwielbia bawić się klockami oraz wszelkimi dużymi pojazdami, najlepiej grającymi. Ogromną radość sprawia mu spotkanie na ulicy ambulansu czy straży pożarnej.

 

Sebastianek jest autystą. Do niedawna był zamknięty w swoim świecie. Nie dostrzegał innych osób, innych istot. Aż w końcu zaczął zwracać szczególną uwagę na zwierzęta! Staje przy nich, przygląda się, czasem nawet próbuje dotknąć ❤

Myślę, że bardzo dużo dla jego rozwoju zrobiłaby felinoterapia z kotem rasy ragdoll, szczególnie polecanym dla osób z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Jestem przekonana, że pojawienie się w domu kota będzie miało na Sebastianka świetny wpływ, że staną się przyjaciółmi. Wierzę, że ta więź pozwoli synkowi wyjść ze swojego świata i wkroczyć w nasz. Sebuś zacznie zauważać innych i bawić się z rówieśnikami.

Pokładamy duże nadzieje w potencjale felinoterapii, ponieważ niweluje ona różne zahamowania, ułatwia komunikację i pomaga wyrażać emocje. To rodzaj terapii mający szerokie zastosowanie w przypadku licznych schorzeń – zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Zaobserwowano, że kot potrafi w pewien sposób wniknąć do świata dziecka z autyzmem, dzięki czemu dzieci uspokajają się, rozluźniają i stają bardziej otwarte. Kontakt z kotem pomaga radzić sobie z lękiem i stresem, a także zdobywać ufność w stosunku do otaczającego świata. Kot staje się w pewnym sensie pomostem między światem dziecka, a światem rodzica, terapeuty czy każdej innej osoby. Głaskanie, drapanie czy przytulanie kota stymuluje z kolei organizm do wytwarzania endorfin, czyli hormonów szczęścia.

Fundusze ze zbiórki zostaną przeznaczone na zakup kotka z hodowli oraz wyprawki dla niego. Na dziś kwota jest dla nas zbyt wysoka, byśmy mogli samodzielnie za wszystko zapłacić, a czas ma w przypadku Sebusia duże znaczenie.

Już teraz dziękujemy za każdą, najmniejszą nawet pomoc! ❤❤❤

541 15% 3500
zakończono: 17.06.2020

Nowy aparat dla pasjonata fotografii

dla: Łukasz Kulej
kategoria: Marzenie

Cześć wszystkim – moim przyjaciołom, znajomym i nieznajomym!

Mam na imię Łukasz i jestem miłośnikiem fotografii cyfrowej. Jestem też osobą od urodzenia niepełnosprawną. Choruję na mózgowe porażenie dziecięce. Przeszedłem bardzo ciężki uraz kręgosłupa. Nie kwalifikuję się jednak do operacji, ponieważ ryzyko jest zbyt duże. W 2015 roku przez jakiś czas musiałem korzystać z wózka.

Jestem w nie najlepszej sytuacji finansowej, ponieważ dużo pieniędzy przeznaczam na leki, bez których nie mogę funkcjonować. Mój stan zdrowia, niestety, wciąż się pogarsza. Czasem nie daję rady chodzić.

Jak już wspomniałem, robię dużo zdjęć. Dostałem od kolegi aparat Sony A300 wraz z obiektywem, jednak jego spora waga sprawia, że nie zawsze jestem w stanie z niego korzystać. Marzę o tym, by zmienić aparat na lżejszy model z lepszym zoomem. Trafiłem na Nikona Coolpix P900 z optyczną stabilizacją obrazu i 83-krotnym zoomem. Cena samego aparatu to 2 400 zł, a zestawu ze statywem, dodatkowymi akumulatorkami itp. – 2 999 zł.

Lubię robić zdjęcia z tzw. ręki. Fotografia to moja największa pasja, interesuję się tym od dziecka. Pierwsze zdjęcia robiłem Zenitem. Obecnie fotografuję głównie naturę i próbuję swoich sił w astrofotografii. Gdy robię profesjonalne zdjęcie Księżyca czy planet, czuję satysfakcję, bo potem mogę obejrzeć na zbliżeniu więcej szczegółów.

Choruję, ale staram się być miłą i dobrą osobą, która pomaga, jeśli tylko może. Są momenty kiedy ja sam też potrzebuję pomocy.

Teraz proszę o wsparcie mojej zbiórki i pomoc w uzbieraniu funduszy na wymarzony aparat.

Będę wdzięczny za wpłaty i udostępnienia.

Pozdrawiam wszystkich

Łukasz

1170 37% 3100
zakończono: 12.06.2020

Elektroniczne oczy dla mamy i edukatorki

dla: Anna Elwicka
kategoria: Leczenie

Cześć!

Nazywam się Anna Elwicka, mam 42 lata. Jestem samotną matką, wychowującą trójkę wspaniałych dzieci, które są dla mnie całym światem. Do mojej rodziny należą także, przygarnięte ze schroniska, kot Tony i pies Mania.

Uwielbiam chodzić po górach i spędzać czas w pięknych, zielonych miejscach.

Pracuję w fundacji, która opiekuje się osobami z dysfunkcją wzroku. Staram się oswoić naszych Podopiecznych z niełatwą codziennością, próbuję rozwijać w nich poczucie własnej wartości i samoakceptację. Praca daje mi dużo satysfakcji, czuję się potrzebna, co jest to dla mnie bardzo ważne. Cieszy mnie też, że zajęcia i spotkania dają uczestnikom tyle radości. To dla mnie bezcenne.

Los sprawił, że wyjątkowo dobrze rozumiem lęki i frustracje osób, z którymi pracuję, ponieważ wykryto u mnie postępujące i nieodwracalne uszkodzenie nerwu wzrokowego. Zmiany zachodzą w galopującym tempie, jednak – jakkolwiek by nie było – nie chciałabym rezygnować z dotychczasowego życia.

Jestem pełnoetatową mamą, a nie mogę nawet przeczytać swoim dzieciom bajki czy pomóc im w odrabianiu lekcji. Pracując z niewidomymi oraz niedowidzącymi, potrzebuję stałego i niezakłóconego dostępu do informacji, przepisów prawnych, wiadomości o ciekawych wydarzeniach czy nowoczesnych metodach rehabilitacji. Do tego niezbędne są mi sprawne oczy. Na moje, niestety, nie mogę liczyć.

Istnieje jednak technologia, która mogłaby mi pomóc. Nazywa się OrCam MyEye, a dowiedziałam się o niej całkiem niedawno.

OrCam to malutka, udźwiękowiona kamera, która ułatwia życie ludziom słabowidzącym i niewidomym na całym świecie. Sprzęt rejestruje obraz i wychwytuje tekst, a następnie odczytuje go głośno. Rozpoznaje również twarze, kolory, kody kreskowe, produkty i nominały banknotów.

To naprawdę niezwykłe urządzenie, przykład techniki wspierającej człowieka. Cena tej inteligentnej kamery wynosi 25 000 zł, co umiejscawia ją daleko poza zasięgiem moich możliwości finansowych.

Wierzę jednak, że ktoś ze zrozumieniem pochyli się nad moim problemem i pomoże mi odzyskać niezależność i samodzielność. Mój wzrok jest potrzebny nie tylko mnie, ale i ludziom, z którymi i dla których pracuję w fundacji.

Kochani! Nie trzeba wiele, ale wielu. Do celu zbliża każda złotówka. Będę szczęśliwa i wdzięczna, nawet jeśli uda nam się zebrać chociaż część tej kwoty 😊

7391 29% 25000
zakończono: 10.06.2020

Odłączamy respirator, włączamy nowe możliw...

dla: Michał Szablewski
kategoria: Leczenie

Michał jest młodym, pełnym wigoru człowiekiem, któremu zdarzyło się podjąć tragiczną w skutkach decyzję. Skoczył do wody i w klika sekund przekreślił swoje życie.

Aktualnie ma 27 lat i w wyniku urazu rdzenia kręgowego jest porażony czterokończynowo. Po operacji stabilizacji odcinka szyjnego kręgosłupa stan zdrowia Michała uległ pogorszeniu. Doszło do wstrząsu septycznego, pojawiły się głębokie odleżyny i spastyka kończyn górnych. Michał został podłączony do respiratora.

Właśnie w takich okolicznościach poznaliśmy się rok temu. Nasze drogi – Michała jako pacjenta i moja jako pielęgniarza – przecięły się w szpitalu. Codzienna opieka nad Michałem, zaopatrywanie jego ran po odleżynach, pomaganie w leczeniu licznych infekcji i powikłań pooperacyjnych – generalnie ciężkie sprawy, ale też radosne momenty – zbliżyły nas do siebie.

Teraz jesteśmy przyjaciółmi, którzy nie potrafią spędzić bez siebie ani jednego dnia. Ja – opiekun, pielęgniarz, czasem psycholog i on – wytrwale walczący koleś, który nie poddaje się mimo braku sił.

Przyznam, że często zastanawiałem się, gdzie w tym wszystkim jest Bóg. Dziś mogę powiedzieć, że jesteśmy na właściwej ścieżce. Michał intensywnie się rehabilituje. Nikt nie dawał mu szans, a on siedzi na wózku inwalidzkim i jest pionizowany.

Okazało się, że istnieje szansa na pozbycie się respiratora! Mój przyjaciel mógłby oddychać sam! Wszystko dzięki neurologicznemu programowi odłączania od respiratora, prowadzonemu w podbydgoskim ośrodku rehabilitacyjnym. W przypadku Michała założono, że trwałby 2 miesiące. Opłacenie udziału w tym programie to cel naszej zbiórki.

Mój kumpel ma wiele marzeń, których nie może spełnić ze względu na bycie podłączonym do respiratora. Część z nich jest skromna, dla niektórych może błaha: wyjazd nad polskie morze, wyjście na koncert ulubionego piosenkarza. Stopy Michała tęsknią za pewnym i stabilnym kontaktem z ziemią.

Sprawne i zwinne przemieszczanie się to jedna z podstaw profesji, jaką Michał wykonywał przed wypadkiem: był profesjonalnym kelnerem w prestiżowym hotelu. Dla niego był to nie tylko zawód, ale i pasja. Nie potrafi bez tego żyć – w ramach „rekompensaty” ogląda programy kulinarne.

Zrobiłbym wszystko, by Michał mógł znów wykonywać swoją pracę. Jest tego wart. To skromny, prostolinijny i niezwykle wrażliwy chłopak o wielkim sercu, wytrwale i uparcie dążący do celu. Wspaniały przyjaciel, któremu chciałbym pomóc.

Mam wielką nadzieję, że mnie w tym wesprzecie.

530 3% 14100
zakończono: 09.06.2020

Przybić "piątkę" sprawnymi rączkami

dla: Hubert Nowik
kategoria: Leczenie

Nasz synek Hubert urodził się w lipcu 2019 roku.

Jego organizm od samego początku był obciążony ciężkimi wadami: przetoką przełykowo-tchawiczą, która została chirurgicznie zamknięta, rozmiękaniem tchawicy, niedokrwistością, brakiem kości promieniowej w lewej ręce, brakiem kciuków u obydwu dłoni oraz trwałym przykurczem dwóch środkowych palców lewej dłoni.

Pierwsze 6 tygodni życia Hubert spędził w szpitalu, gdzie walczył o każdy dzień. Jest już z nami w domu, jednak walka trwa dalej. Walczymy o sprawność naszego synka.

Hubiś jest wesołym, energicznym dzieckiem, któremu ciężko usiedzieć w jednym miejscu. „Żywe srebro” to określenie, które opisuje go najlepiej. Uśmiech Hubercika jest wręcz zaraźliwy. Do pełni szczęścia brakuje mu jedynie dwóch sprawnych rączek.

Po długich poszukiwaniach i konsultacjach z licznymi specjalistami udało nam się trafić do doktora Paleya. Okazało się, że wystarczą 2 kompleksowe zabiegi, by zagwarantować naszemu dziecku sprawne i prawidłowo ukształtowane dłonie i przedramię. Ręce będą mogły swobodnie rosnąć, ponieważ nie dojdzie do uszkodzenia chrząstki – zostanie zachowana pełna funkcjonalność kończyn.

Kosz tych zabiegów jest, jak nietrudno się domyślić, ogromny. Sami nie jesteśmy w stanie zapewnić Hubertowi leczenia, dlatego zwracamy się do Was z prośbą o pomoc.

Każda wpłata przybliży naszego synka do przybicia pełnoprawnej „piątki” – a nawet dwóch jednocześnie 😊🖐

Szczerze i gorąco namawiamy Was do wsparcia naszego celu. Jest to pierwszy etap zbiórki na zawrotną kwotę prawie 662 000 zł. Mamy wielką nadzieję, że dzięki Waszemu wsparciu uda się zgromadzić potrzebne pieniądze.

13765 9% 150000
zakończono: 07.06.2020

Wygrać z rakiem, przebiec maraton

dla: Agnieszka Bednarska
kategoria: Leczenie

Na imię mi Agnieszka, mam 37 lat. Mieszkam w małej miejscowości koło Olsztyna.

Od 9 lat samotnie wychowuję dwóch wspaniałych synów: 12-letniego Kubusia i 10-letniego Dawidka. Obaj chłopcy w związku ze swoimi schorzeniami wymagają stałej opieki specjalistów i systematycznego leczenia.

Nie mogę powiedzieć, by los nas oszczędzał. Przyszedł jednak moment, w którym pomyśleliśmy, że jesteśmy na nowo szczęśliwi, spokojni i zaczynamy dość poukładane życie. Miałam dobrą pracę, dającą upragnioną stabilizację materialną. I nagle: BUM!

Lekarze zdiagnozowali u mnie mięsaka – nowotwór złośliwy tętnic płucnych. Ryczałam jak bóbr – tyle pamiętam. Wszystko znów stanęło na głowie. Całe szczęście, że zawsze mogłam i mogę liczyć na moją rodzinę.

Trzy miesiące leżałam pod tlenem na OIOM-ie. Konieczna okazała się operacja na otwartym sercu z uruchomieniem krążenia pozaustrojowego. Po zabiegu dostałam krwotoku wewnętrznego i po raz drugi trzeba było mnie operować. W trakcie tej operacji lekarze musieli podjąć reanimację. Czytasz mój apel, bo udało im się wygrać walkę o moje życie [em]. Dzięki temu moje dzieciaki wciąż mają ukochaną mamę, bez której nie wyobrażają sobie życia.

Od tamtych dramatycznych chwil minęły już 2 lata albo dopiero 2 lata 😉 Niestety, nie udało się wyciąć guza w całości. Nastąpiły też przerzuty do prawego płuca. Mam jednak to szczęście w nieszczęściu, że prowadzę leczenie w najlepszym instytucie onkologicznym: Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie. Tu mają największe doświadczenie w leczeniu tego typu nowotworu. Zastosowano u mnie chemioterapię i radioterapię.

Przyjeżdżam na wlewy chemii raz w tygodniu. Do tego dochodzą dojazdy na dodatkowe badania, które wykonuję w Instytucie (echo, tomografie) oraz dwutygodniowa radioterapia raz na jakiś czas . Kupuję również niezbędne leki. Gdy odbywam radioterapię, mieszkam w hotelu i we własnym zakresie zapewniam sobie wyżywienie. Koszty leczenia składają się na naprawdę duże sumy.

Ja i chłopcy utrzymujemy się obecnie z mojej renty, która nie wystarczy na zbyt wiele. Staramy się radzić sobie, jak tylko możemy. Jednak teraz jestem zmuszona prosić o pomoc. Przede mną kolejne naświetlania i kontynuacja leczenia.

Wciąż wierzę w to, że wyzdrowieję i jeszcze kiedyś przebiegnę maraton.

Będę niezwykle wdzięczna, jeśli troszkę mi w tym pomożesz i dorzucisz maleńką cegiełkę do mojego leczenia. Fundusze zgromadzone w ramach zbiórki wystarczyłyby na około 9 miesięcy. Zebraną kwotę planuję przeznaczyć na pokrycie kosztów związanych bezpośrednio z leczeniem, a także wydatków związanych z przejazdami, zakwaterowaniem i wyżywieniem w trakcie terapii. Z góry bardzo Ci dziękuję za okazane serce.

I proszę: trzymaj za mnie kciuki!

Aga

10441 69% 15000
zakończono: 04.06.2020

Na koniec schodów i jeszcze dalej - zakup ...

dla: Piotr Ślązak
kategoria: Marzenie

Drodzy Darczyńcy!

Mam na imię Piotr, w tym roku skończę 45 lat. Choruję na mózgowe porażenie dziecięce, mam porażone wszystkie kończyny. Silna spastyczność oraz mocno zaburzone funkcje lokomotoryczne to trudności, z którymi mierzę się na co dzień.

Jestem niepełnosprawny od urodzenia, ale staram się być pełnoprawnym obywatelem tego świata. Z uporem walczę o swoją samodzielność. Wszystko, co mam zdobyłem dzięki determinacji, ogromnej pracy, bardzo silnej woli oraz pomocy rodziny i przyjaciół. Ukończyłem Zawodowe Studium Informatyczne UW. W standardowych warunkach, aby utrzymać i dalej rozwijać swoją sprawność ruchową 3 razy w tygodniu mam rehabilitację oraz raz w tygodniu basen.

W dotarciu na zajęcia potrzebuję pomocy wolontariuszy i asystentów. Ze względu na bariery architektoniczne w budynku, w którym mieszkam, asytenci - z obawy o nasze wspólne bezpieczeństwo w czasie pokonywania schodów - często nie decydują się  mi pomóc.

To tylko kilka stopni i aż kilka stopni. Gdy jestem na wózku, mogę się przewrócić, "normalne" schodzenie wymaga ode mnie ogromnego wysiłku i dużego wsparcia dwóch asystentów. Wolontariusze nie zawsze mogą mi pomóc. Często z tego powodu jestem zmuszony odwoływać tak ważne dla mojego zdrowia i rozwoju zajęcia.

Brak schodołaza sprawia, że jestem praktycznie zamknięty w czterech ścianach i nie mam możliwości swobodnego wychodzenia z domu (na co dzień, nie tylko w czasie społecznej izolacji).

Marzę, bo to ważna rzecz w życiu. Będę wdzięczny za każdą złotówkę, która przybliży mnie do spełnienia marzenia o zakupie i zamontowaniu schodołaza. Nie użalam się nad sobą, przeciwnie – jestem szczęśliwy, że tyle osiągnąłem.

Wiem, że z Waszą pomocą mogę zrealizować kolejne cele i poprawić jakość swojego codziennego funkcjonowania.

Dziękuję Wam już teraz i serdecznie Was pozdrawiam.

16550 103% 16000
zakończono: 04.06.2020

Przeciąć nić łączącą z chorobą

dla: Anna Bębenek
kategoria: Leczenie

Ania to młoda dziewczyna, która od kilku lat zmaga się z ciężkimi dolegliwościami, bólem oraz niezwykle obciążającymi i inwazyjnymi badaniami. Diagnostyka, często błędnie prowadzona, dodatkowo osłabiła organizm Ani.

Anna, jak każda osoba dopiero wchodząca w dorosłe życie, ma mnóstwo marzeń. Niektóre są zupełnie zwyczajne, można powiedzieć „oczywiste”: to założenie rodziny, stała praca i powód do szczerego uśmiechu. To powrót do tych rzeczy, które kiedyś dawały jej wiele radości, choć nie były czymś wielkim: do jazdy na rowerze, podróżowania, zwiedzania i spędzania czasu z przyjaciółmi.

Twarz Ani – zawsze radosna, uśmiechnięta, pełna życia – teraz przepełniona jest smutkiem i cierpieniem. Przyczyna bólu i uciążliwych zawrotów głowy, coraz bardziej utrudniających samodzielne poruszanie się i normalne funkcjonowanie, została odkryta dopiero po 6 latach badań. Niedawno otrzymaliśmy diagnozę wskazującą na zespół Arnolda-Chiariego. To rzadka, postępująca choroba, która może prowadzić do całkowitej utraty władzy w kończynach, a w konsekwencji – do kalectwa.

Towarzyszący chorobie ogromny ból kończyn i głowy, a także zaburzenia równowagi i inne dochodzące do tego zaburzenia neurologiczne sprawiają, że Ania od roku nie jest w stanie normalnie żyć. Cierpi, nie mogąc poruszać się o własnych siłach, nie mogąc podjąć pracy.

Dzięki pomocy jednego z polskich neurochirurgów udało się Ani odbyć konsultację w hiszpańskim instytucie, który jako jedyny w Europie specjalizuje się w diagnostyce i leczeniu zespołu Arnolda-Chiariego. Choroba Ani została potwierdzona, a zespół tamtejszych specjalistów zgodził się przeprowadzić operację w oparciu o innowacyjną, bezpieczną dla pacjenta metodę.

Wieloletnia diagnostyka pochłonęła nasze oszczędności, a zabieg zaproponowany przez lekarzy z Barcelony jest bardzo drogi.

Postanowiliśmy jednak zawalczyć.

W Polsce jedyną uznawaną metodą leczenia jest operacja głowy polegająca na odbarczeniu. To bardzo inwazyjny i niebezpieczny zabieg, który nie zawsze przynosi poprawę stanu zdrowia, a może wręcz prowadzić do nieodwracalnych zmian natury neurologicznej.

Na obecną chwilę jedyną szansą dla Ani jest operacja i rekonwalescencja pod opieką specjalistów w Barcelonie.

Operacja, na którą zbieramy fundusze, pomoże wyeliminować większość objawów, a – co najważniejsze – zatrzyma postępowanie choroby.

Zabieg polega na przecięciu nici końcowej rdzenia kręgowego, która znajduje się w dolnej części kręgosłupa. To właśnie zakotwiczenie rdzenia, wynikające z napięcia nici końcowej, jest uznawane za przyczynę zespołu Arnolda-Chiariego. W porównaniu z tradycyjną metodą stosowaną w Polsce, metoda hiszpańska jest zdecydowanie mniej inwazyjna i nie zagraża życiu.

Mamy ogromną nadzieję, że zbiórka się powiedzie i uda nam się zgromadzić pieniądze na opłacenie zabiegu, a także transportu w obie strony, zakwaterowania i dodatkowych wydatków związanych z pobytem Ani w Instytucie.

To dla Ani szansa na powrót do życia bez bólu i źródło nadziei, że kiedyś spełnią się jej młodzieńcze marzenia.

Za każdą wpłatę i za każde udostępnienie naszego apelu będziemy z całego serca wdzięczni!

510 0% 100000
zakończono: 01.06.2020

Dodatkowa para oczu

dla: Maria Kościńska
kategoria: Leczenie

Witajcie, kochani!

Z tej strony Maria, wolontariuszka i podopieczna Fundacji Pomimo Wszystko oraz Fundacji Avalon.

Jestem osobą w znacznym stopniu niepełnosprawną: słabowidzącą i słabosłyszącą. W prawym uchu mam założony implant BAHA na przewodnictwo kostne, a w lewym – aparat słuchowy. Implant był jednym z moich marzeń. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało się je zrealizować, dzięki czemu mogę cieszyć się światem dźwięków.

Kolejne wielkie marzenie związane jest ze wzrokiem. Silna krótkowzroczność, idąca w kilkanaście dioptrii w każdym oku, uniemożliwia mi normalne widzenie. Zawsze chętnie jeździłam rowerem, była to jedna z moich ulubionych aktywności. Od pewnego czasu nie mogę tego robić. Problemem jest nawet wyjście z domu po zmroku. 

Mimo tych trudności uczęszczam na warsztaty terapii zajęciowej w Grucie. Spełniam się tam i mam z tego dużo radości. Źródłem zadowolenia i satysfakcji jest dla mnie również mój wyremontowany dom 💕 Chciałabym móc jak najdłużej się nim cieszyć i swobodnie po nim przemieszczać.

Sprzętem, który niesamowicie ułatwiłby mi życie codzienne jest kamerka OrCam MyEye 2.0. Dzięki nowoczesnej technologii, ten niewielki sprzęt rozpoznaje ludzkie twarze, nominały banknotów i monet, skanuje i odczytuje ceny, składy produktów, rozkłady jazdy… To naprawdę wielka szansa dla osób słabowidzących. Szansa na niezależność i samodzielność, a także ogromna pomoc na co dzień.

Urządzenie jest niezwykłe, jednak technologia kosztuje. W tym przypadku 25 000 zł. Niestety, choć bardzo bym chciała, w pojedynkę nie mam szansy kupić tej kamerki.

Dlatego, jeśli możecie, wesprzyjcie mój cel, jakim jest nabycie OrCam MyEye.

Już dzisiaj dziękuję za każdą wpłaconą kwotę.

Ściskam Was wszystkich mocno! 💖😊

210 0% 25000
zakończono: 26.05.2020

Kosmiczna rehabilitacja

dla: Klaudia Bartosik
kategoria: Leczenie

Cześć!

Mam na imię Klaudia i jestem 21-letnią studentką pedagogiki na Uniwersytecie Śląskim.

Jeszcze rok temu wiodłam beztroskie życie. Z uśmiechem na twarzy patrzyłam w przyszłość. Czułam, że świat dopiero otwiera przede mną swoje podwoje. Snułam plany i marzenia. Jasne, że zdarzały się problemy – kto z nas nie mierzy się z nimi na co dzień? Teraz wiem, że były to raczej błahostki.

W maju 2019 roku wykryto u mnie nowotwór złośliwy ośrodkowego układu nerwowego. Świat mi się zawalił. Mój stan pogarszał się z dnia na dzień.

Dzięki pomocy i zaangażowaniu innych udało się szybko zorganizować operację, jednak nie cały guz można było wyciąć. Doszło do porażenia nóg i zwieraczy. Znalazłam się na ringu, a stawką w walce było moje życie. Strach towarzyszył mi i mojej rodzinie codziennie przez kilka miesięcy. Wciąż przebywam w szpitalu.

Dzięki radioterapii udało się usunąć pozostałość guza. Nadal biorę chemię. Każdego dnia staram się odzyskać choć część dawnej sprawności. Jestem uparta, ale nie jest mi łatwo. Kilkugodzinna rehabilitacja każdego dnia to prawdziwy test charakteru. Ćwiczę wytrwale i widzę pewne efekty, ale nie wszystko działa: lewa noga wciąż jest niesprawna.

Na końcu ciemnego tunelu, w którym się znalazłam migocze jakaś iskierka, ciepłe światełko. W stronę takiego światełka można iść 😊 Jednak droga jest długa, a do pokonania jej nie wystarczą wytrwałość i motywacja. Prawda jest taka, że potrzebne są pieniądze.

Choć nigdy nie przypuszczałam, że będę musiała prosić o pomoc finansową, dziś to robię.

Wierzę w ludzi i dobroć serca, we współczucie i empatię. Wierzę też w rozwój medycyny. Wiem, że istnieją nowoczesne metody leczenia, które są w stanie pomóc takim osobom jak ja.

Jedną z nich jest neurorehabilitacja z wykorzystaniem jedynego na świecie aktywnego egzoszkieletu HAL®. Terapia cybernetyczna brzmi jak science fiction, ale to dostępna rzeczywistość. Egzoszkielet, zaprojektowany według japońskiej technologii, wzmacnia impuls elektryczny wysyłany przez mózg do mięśni kończyn dolnych i stymuluje je. One z kolei wykonują ruch. To dla mnie ogromna szansa.

Ale sama nie dam rady. Taka terapia jest bardzo kosztowna. Najzwyczajniej w świecie nie stać nas na taki wydatek. Dlatego proszę Was, kochani, o wsparcie.

W walce o życie i zdrowie liczy się naprawdę każda złotówka.

Jeden dzień wywrócił wszystko do góry nogami. By to z powrotem poukładać, potrzebuję wielu tygodni. Nie porzucam jednak młodzieńczych marzeń – chcę żyć pełnią życia, tańczyć, zwiedzać świat, mieć męża i dzieci. Pragnę tego, czego pragnie większość osób zaczynających dorosłe życie. Dziś doceniam to o wiele bardziej. Drobne rzeczy stały się ważne.

Mam ogromną nadzieję na powrót do zdrowia i sprawności, na realizację swoich planów.

Będę niewypowiedzianie wdzięczna, jeśli wesprzesz mój cel, jakim jest 12-tygodniowa, specjalistyczna neurorehabilitacja.

0 0% 100000
zakończono: 24.05.2020

Walka o życie - immunoterapia w Niemczech

dla: Artur Barcikowski
kategoria: Leczenie

Artur - mąż Ani i tata 3-letniego Kacperka.

Ci z Was, którzy często zaglądają na stronę helpuj.pl z pewnością go kojarzą. Artur od dłuższego czasu zbiera fundusze na kosztowną, zagraniczną terapię nowotworu złośliwego. Jeśli jeszcze nie poznaliście jego historii, zatrzymajcie się na chwilę i przeczytajcie opowieść Ani, żony Artura.

Kiedy nasz synek miał 11 miesięcy, u Artura zdiagnozowano guza mózgu – glejaka wielopostaciowego o najwyższym stopniu złośliwości (IV). Gdy po operacji usłyszeliśmy wyrok: pół roku do dwóch lat życia, to całkowicie wywróciło nasz świat do góry nogami. Minęły już ponad dwa lata od diagnozy. Mamy za sobą operację usunięcia guza, standardowe leczenie, czyli radio- i chemioterapię, operację wznowy po ponad półtora roku i zabieg Gamma Knife.

Obecnie Artur przechodzi kolejną chemioterapię. W Polsce możemy liczyć tylko na naświetlanie i chemię, które pustoszą organizm, chociaż i te metody powoli się wyczerpują. Lekarze każą jedynie czekać i obserwować… Nie zamierzamy!

Zbieramy fundusze na dalsze leczenie za granicą. Leczenie, które może przedłużyć życie mojego męża o wiele lat. Immunoterapia to nowoczesna metoda leczenia nowotworów, której potencjał jest imponujący do tego stopnia, że określa się ją jako nowy oręż do walki z rakiem.

Terapia glejaka, z którym walczy Artur, nie jest w Polsce refundowana. Koszt immunoterapii w Niemczech jest bardzo, bardzo wysoki. To kwoty poza naszym zasięgiem.

Dzięki niewyobrażalnej mobilizacji udało nam się opłacić pierwszą fazę leczenia w klinice w Kolonii. Kosztowała około 300 000 zł. Teraz rozpoczęliśmy kolejny cykl immunoterapii i czekamy na zakończenie chemii, żeby Artur mógł przyjąć właściwe szczepionki z modyfikowanych komórek dendrytycznych. Cały obecny cykl leczenia to kolejne 300 000 zł.

Prosimy, walczcie z nami dalej. Pomóżcie Arturowi wygrać tę nierówną walkę, byśmy mogli patrzeć, jak rośnie nasz synek i cieszyć się każdą chwilą spędzoną razem.

Dziękujemy z całego serca za wszelką pomoc

Ania z rodziną

650 3% 20000
zakończono: 14.05.2020

Badania genetyczne - kluczyk do organizmu ...

dla: Karol Bieniek
kategoria: Leczenie

To Karolek – nasze wyczekane szczęście i jedyny skarb.

Komplikacje pojawiły się bardzo wcześnie. Synek nie rozwijał się jak jego rówieśnicy. Teraz ma prawie 4 latka i uczęszcza do przedszkola przy Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych w Wołowie. Jest pod stałą opieką pedagoga, logopedy, psychologa, rehabilitanta, alergologa, neurologa oraz genetyka. Często choruje.

Karolek długo był dzieckiem wyłącznie leżącym. Dzięki wspaniałym specjalistkom zaczął chodzić – miał wtedy 2,5 roku. Pojawiły się pierwsze słowa: „mama”, „tata”, „baba”. To była dla nas wielka radość.

Synek nie jest samodzielny, nie potrafi sam jeść, ale stara się komunikować z nami za pomocą drobnych gestów. Lubi bawić się samochodzikami, drewnianymi układankami i klockami. Uwielbia chodzić na spacery i spędzać czas na świeżym powietrzu, kocha zwierzaki 🌳🐹

Ciężko pracuje w czasie rehabilitacji i zajęć terapeutycznych, ale zawsze wraca do domu uśmiechnięty.

Diagnoza, jaką obecnie dysponujemy to niepełnosprawność sprzężona z autyzmem wczesnodziecięcym. Chcemy wykonać badania genetyczne, by ją poszerzyć i mieć więcej szczegółów. Pomoże nam to lepiej dostosować indywidualne zajęcia i terapię, by Karolek mógł jak najwięcej z nich korzystać. Da mu to szansę na rozwój i bardziej komfortowe funkcjonowanie na co dzień.

Zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie zbiórki na badania genetyczne dla naszego synka. Liczy się każda złotówka.

Dziękujemy za pomoc w imieniu swoim i Karola ❤❤❤

210 3% 6000
zakończono: 12.05.2020

Proteza dla motomaniaka

dla: Bartłomiej Gałązka
kategoria: Leczenie

Wszystko zaczęło się, gdy miałem 16 lat.

Początki wyglądały niewinnie. Grałem w piłkę, poczułem ból w stawie skokowym. Lekarze ortopedzi stwierdzili, że skręciłem kostkę. Na miesiąc wsadzili mi nogę w szynę.

Ból nie przechodził. Pojechałem do Centrum Zdrowia Matki Polki, gdzie zostałem dokładniej zbadany i poddany zabiegowi wyczyszczenia stawu. Nie pomogło.

Koniec końców trafiłem do szpitala onkologicznego w Warszawie. Po otrzymaniu wyników badań, lekarz prowadzący stwierdził krótko: „amputacja prawego podudzia i ostra chemia”. Okazało się, że mam guza na piszczeli.

Po operacji walczyłem z bólem różnego rodzaju. „Na prostą” pomogli mi wyjść kumple ze szkoły. Wróciłem do (prawie) normalnego życia. Mam świetną rodzinę. Pracuję. Poza pracą ważne są dla mnie moje zainteresowania, czyli motoryzacja i jazda na rowerze. Pozostaje bardzo aktywną osobą.

Samochodowe hobby często wiąże się ze spędzaniem wielu godzin w podróży, za kierownicą auta, by dojechać na miejsce zlotu czy wydarzenia środowiskowego. Jestem zaangażowany w życie polskiego klubu MazdaSpeed. Licząc od 2008 roku, wziąłem udział w kilkuset spotkaniach – zarówno lokalnych, jak i ogólnopolskich.

Kolarstwo z kolei to pasja dość wymagająca fizycznie, ale pozwalająca utrzymać względnie dobrą sprawność.

By móc realizować się zawodowo i prywatnie, żyć jak każdy z Was, potrzebuję lepszej protezy. Dobry sprzęt odciąży nie tylko mnie, ale również moją żonę, umożliwi mi też podejmowanie kolejnych aktywności i swobodną zabawę z ukochanym synkiem.

Proteza, z której obecnie korzystam pozwala na bardzo podstawowe czynności. Nowy model będzie bazował na zawieszeniu z regulowanym poziomem podciśnienia. Na ten moment to najskuteczniejszy sposób protezowania, dający wrażenie posiadania prawdziwej nogi. Dzięki tej protezie będę mógł spełniać swoje pasje, aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym i cieszyć się codziennością bez ciągłego myślenia o niepełnosprawności.

Zwracam się do Was z prośbą o wsparcie tej zbiórki. Pragnę normalnie funkcjonować wśród Was i pracować.

Koleżanki i koledzy, pomóżcie uzbierać na nogę! 😉

Z góry dzięki. Wielkie dzięki 😊

2295 3% 70000
zakończono: 10.05.2020

Pani doktor w potrzebie leczenia

dla: Bogumiła Fiołek-Lubczyńska
kategoria: Leczenie

Poznajcie Bogusię.

To osoba niezwykle życzliwa, pełna ciepła, życiowej mądrości i pasji do wykonywanego zawodu. Spełnia się jako wykładowczyni akademicka (ma ogromną wiedzę!), jest również poetką.

My, czyli organizatorzy tej zbiórki, jesteśmy studentami Uniwersytetu Łódzkiego. Każdy z nas zawdzięcza coś doktor Fiołek-Lubczyńskiej. Postrzegamy ją jako osobę, którą trudno „przebić” pod względem czystości serca i otwartości umysłu - zwłaszcza, gdy w grę wchodzi pomoc drugiemu człowiekowi.

Choć pani doktor naucza od długiego czasu, wciąż sprawia jej to wielką radość – podobnie jak wieloletni wolontariat w polskich organizacjach charytatywnych.

Bogusia od dziecka choruje. Zmaga się m.in. z cukrzycą insulinozależną, astmą, która od trzech lat pozostaje w stadium nasilenia z powodu osłabienia organizmu, niezróżnicowaną chorobą tkanki łącznej oraz zakrzepicą żylną wymagającą leczenia chirurgicznego. Poważne problemy neurologiczne sprawiły, że słuch Bogusi jest w dużym stopniu upośledzony. Liczne schorzenia wiążą się z trudnym do opanowania bólem i wyczerpaniem fizycznym.

Specjalistyczne leczenie wymaga dużego nakładu środków finansowych. Bogusi – jako osobie żyjącej w pojedynkę – ciężko samodzielnie je zgromadzić.

Chcemy więc pomóc jej w zakupie leków na dwa lata oraz opłaceniu turnusu rehabilitacyjnego, który odbyłby się w tym roku.

Dzięki temu Bogusia pozostałaby aktywna zawodowo, co jest dla niej szczególnie ważne. Mogłaby jeszcze długo dzielić się z nami swoją wiedzą i serdecznością.

❤ Gorąco namawiamy do wsparcia zbiórki, a za każdą pomoc już teraz dziękujemy! ❤

2065 7% 28000
zakończono: 06.05.2020

Terapia komórkami macierzystymi w Bangkoku

dla: Artur Czarnecki
kategoria: Leczenie

Kiedyś byłem aktywnym nastolatkiem, który uwielbiał życie. Od kiedy pamiętam byłem związany ze sportem. Lubiłem angażować się w różne dyscypliny: koszykówkę, siatkówkę, kick boxing. Godzinami ćwiczyłem na siłowni. Ważne było też dla mnie moje życie towarzyskie.

W jednej chwili całe moje dotychczasowe życie legło w gruzach. Mając 18 lat uległem poważnemu wypadkowi komunikacyjnemu. Wypadek odwrócił całe moje dotychczasowe życie do góry nogami.

Diagnoza była niczym wyrok: złamanie kręgosłupa na odcinku piersiowym oraz uszkodzenie rdzenia kręgowego. Przeszedłem dwie operacje i od tamtego czasu nieustannie się rehabilituję. Niestety mam niedowład kończyn dolnych i poruszam się na wózku inwalidzkim. Mimo, że ćwiczę po kilka godzin dziennie, daje to powolne postępy, które i tak nie skutkują powrotem do pełnej sprawności.

Rozpocząłem studia informatyczne w Warszawie i mimo wielu dodatkowych obowiązków nie poddałem się. Moje życie od czasu wypadku to ciągła rehabilitacja. Naprawdę wierzę, że jeszcze wrócę do pełnej sprawności.

Teraz, mając 22 lata, pojawiła się w moim życiu nowa perspektywa: terapia komórkami macierzystymi w klinice w Bangkoku. Terapia urazu rdzenia kręgowego zawiera 8 pakietów komórek macierzystych, w których łącznie znajdować się będzie do 340 milionów komórek macierzystych. Terapia obejmuje całościowe leczenie pacjenta, toteż oprócz terapii komórek macierzystych pacjent ma zapewnioną rehabilitację i inne terapie wspomagające: terapie zajęciowe, fizjoterapię, terapię aqua, akupunkturę, tlenoterapie hiperbaryczne, przezczaszkowe stymulacje magnetyczne, czynniki wzrostu nerwów, tradycyjną chińską terapię pod kątem żywienia i medycyny (https://leczeniekomorkamimacierzystymi.com).

Ta terapia to dla mnie ogromna szansa. Szansa na powrót do sprawności.

Mam mnóstwo marzeń o tym co mógłbym robić po powrocie do zdrowia. Marzę o założeniu rodziny i normalnym życiu. Chciałbym spełniać się zawodowo i znowu uprawiać sport, tak jak przed wypadkiem. To wszystko może się spełnić jeśli poddam się leczeniu w Bangkoku. Niestety jest to bardzo kosztowna terapia dlatego proszę Państwa o pomoc w spełnieniu mojego największego marzenia. Kwota zbiórki pokryje koszt terapii oraz loty w obie strony.

Bez Was to się nie uda!

31991 21% 150000
zakończono: 21.04.2020

Wspólne dojazdy na chemioterapię

dla: Rozalia Łyżwińska
kategoria: Leczenie

Cześć!

Nazywam się Rozalka. Mam niespełna 3 latka i nieprzyjemnego lokatora w środku mojego pęcherza. Nawet jego imię jest takie dziwne i nieprzyjemne: rhabdomyosarcoma. Ale można je skrócić do RMS.

RMS jest bardzo rzadkim nowotworem złośliwym. Razem z lekarzami z Centrum Zdrowia Dziecka próbujemy zorganizować mu wyprowadzkę. Trwa to już dość długo, bo od września. Tylko że RMS nie poddaje się łatwo. Do mojego organizmu dwa razy przyprowadził sepsę 😔😣

Podjęliśmy zdecydowane działania. W styczniu, w placówce we Wrocławiu, wycięliśmy tego złośliwego guza. Niestety, nie w całości. Teraz czeka mnie radioterapia, która przesuwa się troszkę z powodu innego dziwacznego potworka: koronawirusa. Ale za to przyjmuję chemię, na którą dojeżdżam do Warszawy.

Chociaż jest mi bardzo ciężko, nadal jestem wesołą dziewczynką, która kocha swoich rodziców, uwielbia mówić „Kocham tatusia”, „Kocham mamusię” i przytulać się do nich. Bardzo lubię bawić się z innymi dziećmi. Na razie bawię się z największymi wojownikami na świecie, czyli koleżankami i kolegami z onkologii.

Chciałabym pomóc jakoś rodzicom, bo im też jest trudno. Postanowiłam wystawić tu skarbonkę na pieniążki. To, co zbiorę, przeznaczymy na dojazdy do Warszawy (na chemioterapię) i Wrocławia (na cystoskopię) oraz na pobyt taty w hotelu w tym czasie. Spędzam czas głównie z mamą, rzadko bywam w domu. Chciałabym widywać częściej tatę, aby móc się z nim trochę powygłupiać 😊 Gdyby i mama, i tata byli ze mną, chodzilibyśmy na spacery, a ja zobaczyłabym więcej niż tylko szpitalne korytarze.

Jeśli zbiorę całą kwotę, to będziemy mogli zapłacić za 4 lub 5 takich wyjazdów.

Wiem, że można na Was liczyć, bo macie serca jak pluszowe misie. Już teraz dziękuję Wam za każdą złotówkę wrzuconą do mojej skarbonki.

100 6% 1500
zakończono: 16.04.2020

Schody do nieba

dla: Anita Banasiak
kategoria: Marzenie

Anita ma 13 lat i dwoje rodzeństwa: starszego brata i młodszą siostrę.

W listopadzie ubiegłego roku zdiagnozowano u niej rzadki, złośliwy nowotwór jajnika w III stadium zaawansowania. Dużych rozmiarów guz został usunięty na początku lutego tego roku.

Diagnoza zwaliła z nóg całą rodzinę. Leczenie włączono jeszcze w listopadzie. Obecnie Anita jest po 3 cyklach chemioterapii. Czekają ją kolejne.

Do niedawna córka działała jako wolontariuszka w szkole. Zawsze była gotowa do bezinteresownej pomocy. Teraz sama potrzebuje wsparcia.

Z uwagi na częste przyjmowanie chemii jej organizm jest bardzo słaby, co zwiększa ryzyko różnego rodzaju infekcji. Zalecane są częste izolacje – nawet od domowników. Poza tym, wracając z chemioterapii, Anita potrzebuje nie tylko bezpiecznych warunków, ale także ciszy i spokoju. Do tej pory dzieliła pokój z rodzeństwem, które często choruje.

Chcielibyśmy wygospodarować dla Anity osobny pokój i dostosować go do jej potrzeb. Trudno nam odłożyć na to fundusze – przy trójce dzieci lista wydatków praktycznie się nie kończy.

Anita jest bardzo dojrzałą dziewczyną, zdaje sobie sprawę z ceny różnych rzeczy. Dlatego nie wymaga luksusów – potrzebuje jedynie podstawowych sprzętów i przedmiotów niezbędnych do codziennego funkcjonowania.

Za pieniądze ze zbiórki kupilibyśmy materiały i zrobili schody na poddasze, gdzie planujemy przygotować pokój dla córki.

Anita potrzebuje własnej przestrzeni – teraz tym bardziej. Z całego serca chcielibyśmy to marzenie spełnić.

Przyłączcie się do zbiórki – Wasze wpłaty to nasze narzędzie do realizacji ważnego celu.

Z góry serdecznie dziękujemy za każdą formę wsparcia!

2887 57% 5000
zakończono: 13.04.2020

Nowy rok, nowy dom - remont i dostosowanie...

dla: Katarzyna Barszczewska-Duda
kategoria: Marzenie

Na imię mi Katarzyna, w tym roku skończę 52 lata.

Od dzieciństwa choruję na MPD, co wiąże się m.in. z niedowładem nóg i niewyraźną mową. Poruszam się na wózku ręcznym oraz elektrycznym.

Mimo przeszkód związanych z chorobą pozostaję osobą otwartą i szybko nawiązuję kontakty. Ukończyłam dwuletnie studium ekonomiczne o profilu przetwarzania danych.

Mieszkam z mężem, który również jest osobą niepełnosprawną. Nasz dom mieści się w bloku z lat 60. Budynek nie jest w żadnym stopniu przystosowany do potrzeb i możliwości osób niepełnosprawnych. Niestety, nie da się w nim wprowadzić potrzebnych rozwiązań architektonicznych.

Za każdym razem, gdy chcę wyjść na spacer z moimi psami Iskierką i Hektorem, muszę prosić męża, by sprowadził mnie wózkiem po stopniach. Integracja z osobami pełnosprawnymi staje się więc jeszcze trudniejsza.

Mam problemy nie tylko z wydostaniem się z klatki. Również w mieszkaniu potrzebuję pomocy drugiej osoby – przede wszystkim w kuchni, WC i w łazience.

Marzę o remoncie i dostosowaniu naszego mieszkania do moich ograniczeń. Chciałabym czuć się w nim bezpiecznie, swobodnie i komfortowo. Chciałabym mieć odrobinę prywatności i miejsce, do którego miło będzie wracać.

Gorąco proszę o wsparcie mojego celu. Będę bardzo wdzięczna wszystkim, którzy w odruchu serca zasilą moją zbiórkę dowolną kwotą oraz opowiedzą o niej innym.

Pozdrawiam Was serdecznie i z góry dziękuję za pomoc.

Tutaj możecie zobaczyć, jak wygląda moje codzienne życie: https://www.facebook.com/andrzej.duda.908/videos/2875224192553350/

0 0% 30000
zakończono: 13.04.2020

Patchworkowa mama - zakup protez

dla: Sylwia Mehring
kategoria: Leczenie

Witam Was w tym nietypowym dla mnie miejscu.

Do niedawna wierzyłam (i twierdziłam), że ze wszystkim dam sobie radę sama. Życie postawiło przede mną wyzwanie, któremu jednak nie sprostam bez pomocy innych, choć ciężko mi o tę pomoc prosić.

W czerwcu 2018 roku obroniłam pracę magisterską i skończyłam studia. Wychowywałam rocznego wtedy synka, pracowałam, byłam żoną i matką. Jak większość z nas cierpiałam na brak czasu. Pewnego dnia zaczęłam się trochę gorzej czuć. Bolało mnie gardło, miałam objawy przeziębienia. Poszłam do lekarza, który poradził wziąć leki i zostać w domu. Tak zrobiłam.

Jednak moja choroba nie była zwykłym przeziębieniem. Ostatecznie – z rozpoznaniem wstrząsu septycznego – pojechałam na sygnale do szpitala. Zespół Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku walczył o moje życie, wprowadzając mnie w stan śpiączki farmakologicznej, w której pozostawałam prawie przez miesiąc. Mój organizm, choć młody i dotychczas sprawny, nie dawał sobie rady z bakterią Streptococcus pyogenes, która go zaatakowała. Pierwsza próba wybudzenia mnie ze śpiączki nie powiodła się. Nerki nie podjęły pracy, doszło do ich poważnego uszkodzenia.

Balansowałam na granicy życia i śmierci. Wygrałam dzięki personelowi UCK, miłości męża i synka oraz woli walki. Pojedynek, który stoczyłam, by zostać po stronie żywych, zostawił trwałe ślady w moim organizmie i moim ciele.

W wyniku niedokrwienia wywiązała się martwica. Konieczna była amputacja prawego przodostopia, lewej stopy oraz palców obydwu dłoni.

I wiecie co? Nie załamałam się!

Mam przekorny charakter i ogromną wolę walki z przeciwnościami. Zwykle nie patrzę wstecz, lecz do przodu. Krótko po wyjściu ze szpitala (leżałam w nim 45 dni) wyznaczyłam sobie cel szybkiego powrotu do normalności. Pielęgnacja ran, rehabilitacja w szpitalu, ćwiczenia w domu, nauka wszystkich najprostszych czynności od nowa – tak prezentowała się moja codzienność.

Ogromne wsparcie w tamtym czasie dawała mi rodzina i przyjaciele. To między innymi dla nich chciałabym jak najszybciej odzyskać dawną niezależność, przestać być ciężarem. Chcę znów być mamą na 100%. Myślałam, że będzie łatwiej, ale okazało się, że przede mną długa droga. Rany po amputacjach nie chciały się goić, ręce i nogi bolały. Lekarze kazali cierpliwie czekać.

Determinacja i dociekliwość zaprowadziły mnie do kolejnych specjalistów, którzy pomogli mi zakończyć ten trudny etap leczenia. Po ponad roku od pierwszej amputacji przeszłam kolejną, tym razem płatną. Po tym zabiegu moje nogi w końcu przestały być otwartymi ranami, zagoiły się, a ja mogłam ruszyć dalej drogą do niezależności.

Przede mną protezowanie. Po spotkaniu z producentem protez już wiem, co mogą dać mi współczesna medycyna i technika. Wiem, że dzięki nowoczesnym protezom będę mogła wrócić do mojego życia: pracować zawodowo, wychowywać syna, zajmować się domem – być samodzielną mamą, żoną i przyjaciółką. Protezy poprawią jakość mojego codziennego życia, motorykę, szybkość i sprawność. Będę nadążać za moim ruchliwym synkiem i bezpiecznie się poruszać.

Zawsze radziliśmy sobie finansowo, ale teraz pracuje tylko mój mąż. Koszt protez przewyższa nasze możliwości finansowe. Potrzebuję wsparcia, by stanąć pewnie na własnych nogach i znów ruszyć do przodu.

Wierzę, że wszystko przede mną – naprawdę. Jestem zadaniowcem, szukam rozwiązań. Nie pytam „Dlaczego ja?” albo „Dlaczego właśnie teraz?”. Chcę żyć normalnie, cieszyć się swoją rodziną i mieć codzienne, zwyczajne troski.

Proszę Was o pomoc – z całego serca. Ciebie, Ciebie i Ciebie.

Będę wdzięczna za każdą, najmniejszą nawet kwotę, która przybliży mnie do ambitnego celu, jaki sobie postawiłam. Dziękuję za każde udostępnienie zbiórki. Prawdopodobnie nie będzie nam dane się spotkać. Być może nie podziękuję Ci osobiście. Wiedz jednak, że zrobiłeś/zrobiłaś dla mnie coś niesamowitego i nigdy tego nie zapomnę.

Bo dobro to niezwykła rzecz – „jedyna, która się mnoży, gdy się ją dzieli”.

Dziękuję!

PS Zgłoszona kwota to minimalny koszt protez. Jestem w trakcie rehabilitacji i konsultacji, może więc okazać się, że finalnie pieniędzy do zebrania będzie znacznie więcej. Przygotuję wtedy aktualność do zbiórki, abyście wiedzieli, jaka jest sytuacja i co się zmieniło.

17643 29% 60000
zakończono: 12.04.2020

Run, Łukasz, run! Wielki finał

dla: Łukasz Gała
kategoria: Leczenie

Cześć wszystkim Helpującym!

Oto finał (mam nadzieję 😉) mojej zbiórki na ortezy. W pierwszej odsłonie, dzięki wsparciu wspaniałych ludzi i świetnym akcjom, które dla mnie zorganizowali, udało się zgromadzić większość potrzebnej kwoty. Z serducha Wam dziękuję! Została „wykończeniówka”.

Dla osób, które mnie nie kojarzą, przypomnienie mojej historii.

Na imię mam Łukasz, tak w ogóle 😉

Urodziłem się z przepukliną oponowo-rdzeniową, która spowodowała niedowład kończyn dolnych. Od małego poruszam się w specjalistycznym obuwiu ortopedycznym. Powoduje ono różnego rodzaju niedogodności, np. trudno gojące się rany. Chodzenie w ciężkich aparatach wymaga również zwiększonego wysiłku.

Marzę o tym, by zamienić je na ortezy GRAFO – lekkie, dające większą swobodę i szansę na bycie bardziej aktywnym. Mógłbym wtedy biec przed siebie niczym Tom Hanks w jednej z najsłynniejszych scen filmu „Forrest Gump”. Łatwiej by mi było spełniać swoje marzenia.

Bardzo chciałbym nauczyć się profesjonalnego filmowania i fotografowania. Na razie, metodą małych kroków, nagrywam unboxingi gadżetów dla graczy. Muszę przyznać, że robiąc to, czuję się jak ryba w wodzie 😉

Moim mottem jest zdanie „Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia”. Czasami angażuję się w akcje charytatywne na terenie mojego miasteczka – takie działania dodają mi energii.

Tak, niepełnosprawność niesie za sobą pewne ograniczenia, ale nie uniemożliwia bycia dobrym dla siebie i drugiego człowieka. Uwielbiam kontakt z ludźmi. Rok temu odbyłem staż redakcyjny, a dziś okazjonalnie piszę teksty do lokalnej gazety. W przeszłości recenzowałem również smartfony dla magazynu technologicznego. Wychodzę z założenia, że warto poznawać nowe rzeczy 🧐

Jestem w takim momencie, że mam realną szansę na zmianę. Ortezy, o których Wam wspomniałem bardzo pomogłyby mi ją wykorzystać. Można powiedzieć, że właśnie otworzyłem pudełko czekoladek, do którego Winston Groom, autor „Forresta Gumpa”, porównał życie. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyciągnę z niego czekoladkę o fantastycznym smaku samodzielności i rozwoju.

Szczerze wierzę, że wszystko jest możliwe – zwłaszcza gdy ma się wsparcie. Proszę Was o nie gorąco. Każda wpłata, każde udostępnienie zbiórki to dla mnie krok bliżej biegu.

Dziękuję za pomoc i pozdrawiam serdecznie 🖖

 

2450 102% 2400
zakończono: 10.04.2020

Bezpieczne i ekologiczne ogrzewanie

dla: Karol Sztylc
kategoria: Marzenie

Drodzy Darczyńcy!

Postanowiłam utworzyć zbiórkę dla mojego kochanego męża, który – mimo młodego wieku – jest bardzo chorym człowiekiem.

Nowotwór złośliwy (rakowiak typowy oskrzela – usunięty chirurgicznie), wrodzona wada serca i padaczka oraz schorzenia współistniejące – dolegliwości jest wiele, ale Karol stara się żyć normalnie. Dba o dom i naszego niepełnosprawnego synka Oskara, który też jest Podopiecznym Fundacji Avalon.

Mieszkamy w starej kamienicy. Samodzielnie ogrzewamy mieszkanie węglem i drzewem. Mąż próbuje mnie odciążyć, codziennie przynosi opał i pali nim w naszym starym piecu. Piec intensywnie kopci, przez co Karol strasznie kaszle. Widzę, ile to wszystko sprawia mu trudności, a czeka go kolejna operacja serca: wymiana zastawki.

Starałam się podjąć pracę, żeby dorobić i poprawić naszą sytuację materialną, ale zdarzało się, że karetka zabierała męża do szpitala z powodu migotania przedsionków. Synek nie może zostawać bez opieki – również dla Karola będzie lepiej stale mieć kogoś w domu. Takie okoliczności bardzo ograniczają możliwość znalezienia pracy.

Serdecznie proszę o pomoc w zebraniu środków na zakup i montaż nowoczesnego, bardziej ekologicznego pieca grzewczego. Ewentualną nadwyżkę przeznaczylibyśmy na zakup opału.

Za każde wsparcie dziękujemy z całego serca.

692 8% 7800
zakończono: 08.04.2020

Mieć szansę w wyścigu z Parkinsonem

dla: Elżbieta Wrzesińska
kategoria: Marzenie

Witajcie, mili Helpujący!

Na imię mi Elżbieta. Od 20 lat zmagam się ze zdiagnozowaną chorobą Parkinsona.

Zaczęło się od drżenia rąk i prawej nogi. Z początku leczono mnie na nerwicę. Nikt nie pomyślał, że mogą to być pierwsze objawy choroby Parkinsona – byłam na nią „za młoda”. Parkinsona potwierdziła pani neurolog około 15 lat po wystąpieniu pierwszych symptomów.

Wdrożono leczenie farmakologiczne. Przeszłam też dwie operacje: 5 lat temu lewostronną palidotomię mózgu, a 2 lata po niej – palidotomię prawostronną. Początki były dość obiecujące. Niestety, wszystko się posypało – od roku nie chodzę samodzielnie i nie mówię. Parkinson to podstępna i postępująca choroba. Wytrwale z nią walczę: próbuję chodzić, wywracam się, mąż pomaga mi wstać, a ja płaczę i próbuję ponownie. Samodzielne przejście do łazienki byłoby dla mnie prawdziwym wydarzeniem.

Moim marzeniem jest motorek z akumulatorem – taki jak na zdjęciu z magazynu. Mogłabym na nim pojechać do miasta i odwiedzić znajomych czy zrobić zakupy. W ten sposób odciążyłabym też swojego męża, który nigdy nie odmówił mi pomocy, ale nie zawsze ma możliwość, by gdzieś mnie zawieźć. 

Bardzo lubię spędzać czas z przyjaciółmi, czytać książki. Gdy byłam sprawniejsza, chętnie jeździłam na rowerze.

Proszę Was o pomoc w odzyskaniu samodzielności.

Głęboko wierzę, że są wśród Was osoby, które mogą stać się moimi Darczyńcami. Wierzę, że dzięki Waszemu wsparciu już na wiosnę wsiądę na swój wymarzony motorek i ruszę przed siebie.

Z góry bardzo Wam dziękuję.

470 3% 13400
zakończono: 01.04.2020

Sprawne nóżki łobuziaka

dla: Jan Zieliński
kategoria: Leczenie

Słodziak na zdjęciu to Jaś.

Jaś ma 3 latka i autyzm.

Nie mówi, ale świetnie komunikuje się pozawerbalnie. Jest pogodny i pełen energii. Od 1,5 roku korzysta z terapii i – dzięki cudownym „ciociom” – robi ogromne postępy. Co tydzień ma zajęcia z pedagogiem, psychologiem i neurologopedą.

Jaś to pilny „uczeń”, na wszystkie zajęcia pędzi z uśmiechem na twarzy. Wciąż zaskakuje swoją wiedzą. Uwielbia książeczki, zna już cały alfabet. Jest z siebie dumny, gdy poprawnie wskaże wyraz na daną literkę – czeka wtedy na brawa 😊 Liczenie z kolei bardzo go uspokaja. W trudnych sytuacjach pokazuje na paluszkach liczby i przytula się.

Gdyby autyzm był jedynym problemem Janka, dalibyśmy sobie radę. Nauczyliśmy się go już. Jest jednak coś jeszcze.

W okolicach swoich 2. urodzin Jasiek zaczął dziwnie chodzić, potykać się. Ruszyliśmy w podróż po specjalistach. Część z nich łączyła wszystko z zaburzeniami wynikającymi z autyzmu, inni wysnuwali rozmaite, coraz dziwniejsze podejrzenia i diagnozy.

Potrzebowaliśmy roku, by ustalić, czemu mały potyka się o powietrze, dlaczego nie potrafi wejść po schodach, podskakiwać i wspinać się jak jego rówieśnicy. W główce Jasia odkryto zmiany, które powstały prawdopodobnie w pierwszych dniach jego życia. Prawdopodobnie…

Tak naprawdę nie do końca wiadomo, co to jest – zmiany są niecharakterystyczne. Czekają nas kolejne badania. Obecnie, poza standardową terapią logopedyczno-psychologiczną, Jaś potrzebuje rehabilitacji – bardzo dużo rehabilitacji. Dzięki niej ma szansę chociaż ruchowo dorównywać rówieśnikom.

Kwota, którą chcemy zebrać, pozwoli nam opłacić około 6 miesięcy rehabilitacji oraz dojazdy na nią.

Pomysły na to, jak sobie radzić, powoli nam się wyczerpują. Przekazując wpłatę na ten cel, potężnie nas wesprzesz.

Za każdą, nawet najmniejszą pomoc serdecznie dziękujemy.

mama i tata Jasia

6805 68% 10000
zakończono: 30.03.2020

Zabawa i rehabilitacja - dla urwisów to at...

dla: Miłosz Chudycz
kategoria: Marzenie

Miłosz to radosny, 2,5-letni miłośnik zwierząt i… maszyn rolniczych (szczególnie traktorów) 🐻🐮🐹🚜

Jak większość jego rówieśników, najchętniej spędzałby całe dnie na dworze: bawił się i jeździł na rowerze.

Miłosz urodził się jako wcześniak ważący niecałe 2 kg. Zmaga się z nieszczelnością zastawki oraz mózgowym porażeniem dziecięcym i związanym z nim połowicznym porażeniem kończyn prawych.

Mój synek bardzo ciężko pracuje na zajęciach z terapeutą i rehabilitantem, jednak 5 godzin, które przysługują mu miesięcznie w ramach rządowego programu wczesnego wspierania rozwoju, nie wyczerpuje jego energii. To zdecydowanie za mało dla tak ruchliwego łobuza 🤸‍♂

Miłosz dzieli swój skromny pokoik z 4-letnim bratem Tymonem, który marzy o zostaniu strażakiem, choć również wymaga stałej rehabilitacji – ze względu na opóźniony rozwój psychoruchowy i autyzm wczesnodziecięcy.

Dwaj temperamentni i dość głośni chłopcy systematycznie przysparzają sąsiadom siwych włosów 😉

Chciałabym stworzyć w ich pokoju mały plac zabaw, gdzie dzieciaki rozładują swoją energię, a jednocześnie odbędą trochę aktywnej rehabilitacji.

Wszyscy będą szczęśliwi: bracia – bo będą mieli miejsce do beztroskiej zabawy, a mama i „zdesperowani” sąsiedzi – bo zyskają okazję do wytchnienia 😉

Jedno pohelpowanie, a tyle radości 😊

Proszę, wesprzyjcie ten cel!

0 0% 3000
zakończono: 29.03.2020

Wkład własny na skuter i wózek elektryczny...

dla: Teresa Łusiakowska
kategoria: Marzenie

Nazywam się Teresa i mam 58 lat. Od ponad 20 lat zmagam się z chorobą nowotworową – leczę raka obydwu piersi. Skutkiem ubocznym terapii onkologicznej było rozwinięcie się miażdżycy tętnic kończyn dolnych, która ostatecznie doprowadziła do amputacji lewej nogi. Obecnie noszę protezę.

Mój stan zdrowia pogarszają dodatkowe schorzenia, m.in. astma i niedokrwistość.

Mieszkam na pierwszym piętrze. Uczę się chodzenia po schodach, ale jest to dla mnie bardzo trudne. Moim marzeniem jest powrót do normalnego życia.

Chciałabym samodzielnie poruszać się po mieście, móc odwiedzać rodziców, uczestniczyć w spotkaniach amazonek. Gdy będę miała pełną swobodę przemieszczania się, rozpocznę kurs komputerowy oraz systematyczną naukę języka angielskiego.

Dużo czytam, najchętniej książki przyrodnicze i obyczajowe, robię też piękne kartki – ale to nadal nie to samo co wyjście z domu i przebywanie wśród ludzi.

W osiągnięciu celów oraz spełnieniu marzeń pomógłby mi pojazd przypominający połączenie elektrycznego wózka inwalidzkiego ze skuterem. Możecie zobaczyć go na zdjęciu. Taki sprzęt kosztuje około 11 000 zł. Samej nie stać mnie na taki wydatek.

Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie pozytywnie rozpatrzyło mój wniosek o dofinansowanie. Maksymalna kwota dopłaty to 5 000 zł. Ile ostatecznie otrzymam – okaże się w przyszłym roku, gdy Centrum rozpatrzy budżet. Warunkiem otrzymania świadczenia jest posiadanie wkładu własnego.

Właśnie na tę część kwoty chciałabym zebrać fundusze. Wierzę, że dzięki wsparciu Waszych dobrych serc się uda.

Będę wdzięczna za pomoc.

Z góry bardzo dziękuję.

1875 26% 7000
zakończono: 29.03.2020

Entuzjazm Daje Siłę - kontynuujemy walkę o...

dla: Kacper Kisielewski
kategoria: Leczenie
4754 44% 10800
zakończono: 28.03.2020

Pokój na miarę

dla: Wojciech Landowski
kategoria: Marzenie

Jestem Wojtek. Licznik mojego życia wskazuje obecnie 47 lat.

Cyferki „nabijam” na jeszcze jeden: licznik kilometrów, które pokonałem na swoim wózku inwalidzkim. Nie mam pojęcia, jaką wartość by teraz wskazywał, ale biorąc pod uwagę, że staram się żyć w miarę aktywnie, mogłoby być ich całkiem sporo.

Na wózku poruszam się od 40 lat. Jest to spowodowane zanikiem mięśni typu III, na który choruję od urodzenia. Mieszkam z 82-letnią mamą, która się mną opiekuje. Nasze miejsce to Wysoka – wioska położona malowniczo w centrum Borów Tucholskich.

W 2019 roku rozpocząłem leczenie Spinrazą. Preparat ten może nie tylko uratować moje zdrowie, ale i życie. A życie jest moją największą i najprawdziwszą pasją.  

Od zawsze interesowałem się muzyką. Grałem jako DJ na wielu imprezach, organizowałem różne inicjatywy. Muzyka towarzyszy mi w codziennym życiu od rana do wieczora. Fascynuje mnie też fotografia i jej obróbka komputerowa.

Moim aktualnym marzeniem jest generalny remont pokoju, w którym mieszkam. Chciałbym, by wyglądał tak, jak go sobie zaplanowałem „w głowie”. Głównym kolorem będzie biały – uniwersalna barwa symbolizująca pokój i czystość. Kojarzy się z prawdomównością, prostotą, dobrem i jasnością. Widzę ten kolor na ścianach i suficie. Także meble byłyby białe: rozkładany stół o regulowanej wysokości, regał z szufladami i półkami, szafka pod telewizor – wszystkie byłyby dostosowane do moich potrzeb i wysokości, do której mogę swobodnie sięgnąć. Chciałbym również zamontować w pokoju oświetlenie sufitowe LED, sterowane z poziomu pilota, żebym sam mógł je włączać.

Nie są to wielkie rzeczy, ale dla mnie znaczą wiele. Przestrzeń ma na nas duży wpływ, warto sprawić, by był dobry. Ja sam sprawniej bym się poruszał, mojej mamie też byłoby dzięki temu łatwiej.

Będę wdzięczny za wsparcie realizacji mojego marzenia.

Pozdrawiam serdecznie!

40 0% 5000
zakończono: 26.03.2020

By telefon nie był głuchy

dla: Kinga Denoch
kategoria: Marzenie

Mam na imię Kinga.

Choruję na ciężką postać zespołu Ehlersa-Danlosa (EDS). Jest to genetyczna choroba tkanki łącznej – nieuleczalna i postępująca. Objawia się nadmierną wiotkością stawów, wielonarządowymi dolegliwościami i znacznym ograniczeniem sprawności.

W moim przypadku „idzie” dość szybko. Schorzenie stawia przede mną coraz trudniejsze wyzwania, odbierając mi kolejne marzenia i plany. Najgorszy jest ból. Ból, ból i jeszcze raz ból – kręgosłupa, stawów, żuchwy, mięśni, ścięgien, a nawet skóry. Zupełnie nie potrafię poradzić sobie ze zmęczeniem organizmu, jest ogromne.

Gdy nie mogę odpoczywać co 2,5-3 godziny, zaczynam wymiotować, a ból się wzmaga. Jeżeli okoliczności zmuszają mnie do nieprzerwanej aktywności powyżej 6 godzin (np. w związku z wyjazdem do lekarza) i nie mogę się w tym czasie położyć, wszystkie przykre doznania stają się intensywniejsze, dostaję gorączki, a ból jest tak silny, że nie dają mu rady nawet opioidowe środki przeciwbólowe; często też wtedy mdleję.

Niestety, to nie wyczerpuje przeciwności, z jakimi konfrontuje mnie mój organizm. Z EDS współistnieją u mnie m.in. niedoczynność tarczycy i kory nadnerczy oraz wielopoziomowa dyskopatia. Dużo problemów sprawia mi układ pokarmowy. Dolegliwości z jego strony łagodzi specjalna dieta, wykluczająca wiele produktów.

Niekończąca się walka z bólem i wynikające z tego ograniczenia przyczyniły się do depresji. Leczę ją intensywnie od 17 lat. 

Kochani! Zbliżają się Walentynki i pomyślałam, że może w Waszych sercach znalazłoby się trochę miejsca na dobroczynność.

W grudniu planowałam spełnić swoje drobne marzenie: kupić nowy telefon i robota kuchennego, który ułatwiłby mi pracę w kuchni. W zasadzie zaczęłam się już za tymi sprzętami rozglądać.

Nieprzewidziane wydatki związane ze zdrowiem pozbawiły mnie jednak wszelkich zaskórniaków. Mówią, że nieszczęścia chodzą parami. W tym samym czasie, gdy żegnałam się z myślą o wyczekanych zakupach, moja archaiczna, ale ukochana Nokia zaczęła odmawiać współpracy. Nowy telefon stał się potrzebą, której nie mogłam dłużej ignorować.

Jako osobie chorej, sprawny telefon jest mi szczególnie potrzebny, chociażby do wezwania pomocy czy umówienia wizyty lekarskiej w innym mieście.

Gdyby Wasze datki okazały się hojne, zainwestowałabym w smartfon – miałabym wtedy trochę większe okno na świat – zwłaszcza gdy jestem „uwięziona” w szpitalu.

Ponieważ przestrzeń powoli zaczyna mi się kurczyć do bezpośrednich okolic mojego łóżka, Internet na urządzeniu mobilnym staje się jedyną opcją na bycie „w kontakcie” z otoczeniem.

Kłopoty zdrowotne i te związane z finansami mocno mnie przytłaczają.

Wiem, że bez Waszej pomocy sobie nie poradzę. Wyrazem tej świadomości, ale też mojej wiary w Waszą otwartość i dobre serca jest ta zbiórka.

Za każdą wpłaconą złotówkę, wsparcie, ciepłą myśl i udostępnienie mojej prośby – serdecznie dziękuję!

Jeśli chcecie bliżej mnie poznać, prowadzę blog: Hipermobilna. Ja kontra EDS (https://denochkinga.blogspot.com/) – zapraszam 😊

1040 69% 1500
zakończono: 22.03.2020

Przywrócić Szymkowi utracone dzieciństwo

dla: Szymon Tarasiewicz-Aksamitowski
kategoria: Leczenie

Oto mój synek Szymon – wesoły chłopiec, któremu przyszło się zmierzyć z nierównym przeciwnikiem pod nazwą padaczka lekooporna. Choroba nawet na chwilę nie daje o sobie zapomnieć. Każdego dnia radosne dzieciństwo mojego dziewięcioletniego dziecka przerywają wyczerpujące ataki.

Kiedy Szymonek miał dwa lata, zdiagnozowano u niego autyzm wczesnodziecięcy, niedługo potem do listy problemów dołączyła padaczka. Nasze życie wywróciło się wówczas do góry nogami, a ja zaczęłam szukać pomocy u wielu specjalistów.

W 2017 okazało się, że przyczyną dolegliwości Szymonka jest guz mózgu. Niestety, usunięcie go nie spowodowało, że ataki ustąpiły. Nasze dni wypełniały omdlenia i drgawkowe napady, którym musieliśmy podporządkować całe nasze życie. Leczenie nie przynosiło efektów, a jakiekolwiek zmiany powodowały, że ataki były coraz gorsze. W tym czasie Szymonkowi pomogła suplementacja olejkiem z konopi. Dzięki niemu ataki zmalały, nie poprawiło się jednak samopoczucie Szymonka. Nie mógł żyć aktywnie i bawić się beztrosko jak inne dzieci. Czuł się ospały i zmęczony, ciągle brakowało mu sił. Lato – czas normalnie przewidziany na dziecięcą regenarcję ­– dla Szymonka było najgorsze. Każdy zbyt długi pobyt na słońcu kończył się stanem padaczkowym.

Dopiero kilka miesięcy temu mój synek rozpoczął terapię mitochondrialną, a ta w połączeniu z olejkiem dała świetny efekt! Przywróciła Szymkowi utracone dzieciństwo. Zaczął biegać i się bawić! Widziałam, jak zaczyna coraz więcej rozumieć i nabierać chęci, by robić różne rzeczy. Po raz pierwszy mogliśmy ze spokojem odwiedzić wspólnie rozmaite sale zabaw. Na podwórku synek spędzał po 2 godziny dziennie, nawet latem! Ataki i omdlenia ustąpiły. Trwało to sześć miesięcy. Sześć najlepszych miesięcy w naszym życiu 😃❤

Niestety, w grudniu Szymonek miał zabieg leczenia zębów pod narkozą i od tamtej pory wszystko zaczęło się od nowa. Ataki wróciły jak boomerang z podwójną siłą! Jego pierwsze omdlenie skończyło się na SOR-ze, ponieważ podczas upadku rozciął brodę i wargę. Potem kolejne omdlenia i nagły atak padaczki, znów kilka dni w szpitalu. Załamałam się… Musiałam na nowo nauczyć się żyć z omdleniami i atakami syna. Ponownie stałam się jego cieniem.

Nie mogę patrzeć, jak mój synek z energicznego chłopca znów zmienia się w bezsilne dziecko, a po większym wysiłku nie może ustać na nogach. Mieszkam z nim zupełnie sama, więc nawet codzienne czynności, takie jak ugotowanie obiadu, chwilami sprawiają mi trudności. Staram się na różne sposoby radzić z tym wszystkim. Na szczęście w obowiązkach domowych mogę liczyć na wsparcie rodziców.

Widzę, jak moje dziecko cierpi i płacze ze strachu, ale jak mogę mu pomóc? Często w takich sytuacjach czuję bezradność, a przecież wiem, że nie mogę się poddać. Nie ja! Ten mały człowiek mnie potrzebuje.

Teraz z Waszą pomocą muszę wszystko, puzel po puzelku, poskładać. Potrzebuję znaleźć przyczynę jego obecnego stanu. Nie możemy zawieść Szymonka!

Udało się raz i wiem, że teraz też mi się uda. Proszę Was o pomoc, bo wiem, że bez Was nie dam rady. Zebrana kwota umożliwiłaby przeprowadzenie specjalistycznych badań diagnostycznych (1720 zł) oraz opłacenie leczenia i koniecznej suplementacji. Miesięczny koszt terapii mitochondrialnej to 500 zł. Trzy tysiące złotych zapewniłyby Szymkowi pół roku normalniejszego, spokojniejszego i bardziej radosnego dzieciństwa.

Z góry dziękuję za udostępnienia i wszelkie wpłaty. Nawet najmniejsza kwota to dla mnie wiele... Pamiętajmy: dobro wraca ❤ Niech wróci i do Was ze zdwojoną mocą.

Irena – mama Szymonka

920 18% 5000
zakończono: 20.03.2020

Turnus rehabilitacyjny - nowe możliwości d...

dla: Damian Jabłoński
kategoria: Leczenie

Cześć, witajcie!

Nazywam się Damian, mam 25 lat. Jestem licencjonowanym digital marketerem. Mieszkam w Iławie, w województwie warmińsko-mazurskim – piękne miejsce, świetne na urlop 🙂🌳🚣‍♂🚴‍♀

Interesuje mnie wiele rzeczy. Wypadek, któremu uległem skierował moją uwagę na temat… szczęścia. Studiując pod tym kątem filozofię Wschodu, dokonałem naprawdę ciekawych odkryć. Ostatnio wiele czasu pochłaniają mi przygotowania do ponownego napisania matury. Chciałbym podejść do rozszerzonego egzaminu z matematyki, angielskiego i informatyki, by dostać się na Informatykę i Systemy Informacyjne na Politechnice Warszawskiej.

Wszystkie pieniądze, jakie uda mi się zarobić na stażach czy uzyskać z miasta, przeznaczam na korepetycje. Rodzice również pomagają mi, jak tylko mogą, za co bardzo im dziękuję. Każdemu życzę takich „staruszków” 👩‍❤‍👨

Robię dużo zdjęć. Chodziłem na kółko fotograficzne, jednak zrezygnowałem z uwagi na maturę. W wolnych chwilach czytam, głównie poradniki, czasem jakąś powieść, no i dużo z filozofii Wschodu, bo to w dużej mierze dzięki niej mam siłę, by walczyć z przeciwnościami losu.

Dwa lata temu uległem ciężkiemu wypadkowi komunikacyjnemu. W prowadzone przeze mnie auto wjechał z dużą prędkością inny samochód. Uderzył od strony kierowcy. Odniosłem bardzo poważne i rozległe obrażenia. Miałem naprawdę masę szczęścia, że przeżyłem. Innym go zabrakło, ale to rzeczy, o których nie jestem jeszcze gotów opowiadać.

Uszkodzeniu uległ, między innymi, mój mózg, a dokładnie jego prawa półkula, przez co mam połowiczny niedowład lewostronny. Spędziłem w szpitalu sześć miesięcy. Mam problemy z chodzeniem i lewą ręką – jest słabiutka, a jej ruchy są mocno ograniczone. No i jeszcze ta bolesna spastyka, z którą – póki co – muszę się zaprzyjaźnić, chociaż kosztuje mnie to wiele wysiłku. W ogóle wypadek przyniósł mi dużo trudnych emocji – również względem siebie.

Za pomocą tej zbiórki chciałbym zgromadzić pieniądze na już zarezerwowany turnus rehabilitacyjny w Bydgoszczy. Słyszałem bardzo wiele dobrego o Centrum Kinesis, które jest jego organizatorem. Widziałem nawet kogoś, kto po turnusie stanął na własnych nogach. Orientacyjny koszt dwutygodniowego pobytu połączonego z intensywną fizjoterapią to 6 000 zł.

Wiążę z tym wyjazdem ogromną nadzieję na zmniejszenie spastyczności ręki, ograniczenie bólu i poprawę zakresu ruchów.

Jest mi bardzo ciężko prosić Was o pomoc, bo do wypadku to ja byłem jednym z tych, którzy pomagali. Działałem jako wolontariusz w Polskim Czerwonym Krzyżu, wyprowadzałem na spacery psiaki ze schroniska, brałem udział w zbiórkach WOŚP.

Chciałbym w jakiś sposób odwdzięczyć się tym, którzy mnie wesprą. Jeśli masz jakieś pytanie dotyczące digital marketingu, komputerów, wschodnich technik wypracowywania szczęścia czy… urlopu na Mazurach – odezwij się w komentarzu.

Jeszcze raz prosząc o Wasze wsparcie, życzę Wam wszystkim dużo szczęścia i zdrowia oraz by los zawsze był dla Was łaskawy.

0 0% 6000
zakończono: 19.03.2020

Specjalistyczny schodołaz dla wspaniałego ...

dla: Piotr Czubaszewski
kategoria: Leczenie

Poznajcie Piotra 😊

To kochający dziadek, mąż i tata. W kwietniu 2019 roku dowiedzieliśmy się, że choruje na stwardnienie zanikowe boczne (SLA).

Ciężko nam było pogodzić się z tą diagnozą, ale tato czuł się dość dobrze, więc staraliśmy się normalnie spędzać każdy dzień. Tata regularnie chodził na ryby (jest zapalonym wędkarzem), bawił się z małymi wnukami i cieszył każdą chwilą.

Jednak choroba postępuje błyskawicznie

U taty zanika mowa i obecnie komunikacja z nim jest niemal niemożliwa. Posłuszeństwa odmawiają również kolejne mięśnie. Tato potrzebuje pomocy przy wykonywaniu codziennych czynności, nie może samodzielnie ułożyć się na łóżku ani z niego wstać.

W minione Święta Bożego Narodzenia odbył swój debiutancki spacer na wózku inwalidzkim – pierwszy od dawna, długi spacer z rodziną.

Na ten moment tata jeszcze daje radę zejść z czyjąś pomocą z 2. piętra, ale nogi są coraz słabsze. Wiemy, że niedługo będzie mu potrzebny schodołaz. Bez niego tata nie wydostanie się z mieszkania, nie dotrze do lekarza i na zabiegi, nie wybierze się na spacer.

Codzienna rehabilitacja, masaże i leki przeciwbólowe nie przynoszą, niestety, spodziewanych efektów. SLA pozostaje chorobą nieuleczalną – można jedynie spowolnić jej postęp i łagodzić objawy.

Nie mamy wpływu na rozwój medycyny, ale możemy poprawić komfort życia taty. Prosimy Was o wsparcie tego celu.

Podzielcie się z naszym ukochanym Piotrem odrobiną dobra 💕

5934 28% 20650
zakończono: 18.03.2020

Nowy rok - nowy etap rehabilitacji

dla: Adrian Sęp
kategoria: Leczenie

Witajcie!

Chciałabym przedstawić Wam mojego brata Adriana. To pełen entuzjazmu, zawsze uśmiechnięty 27-latek.

Urodził się z mózgowym porażeniem dziecięcym, wynikiem którego są spastyczność i niedowład czterokończynowy. Mimo ciągłej walki i ciężkiej pracy, Adrianowi nigdy nie udało się stanąć na nogach o własnych siłach.

Większość swojego życia spędził w pozycji leżącej, co przyczyniło się do powstania postępującej skoliozy w odcinku piersiowo-lędźwiowym kręgosłupa. Brak specjalistycznej rehabilitacji przyspiesza pogłębianie się skrzywienia, co w przyszłości może skutkować niewydolnością narządów wewnętrznych.

Systematyczna i stała opieka specjalistów jest więc dla Adriana wyjątkowo ważna. Dzięki fizjoterapii poprawiłaby się jego sprawność fizyczna, zwiększyłby się również komfort jego życia codziennego. Adrian mógłby częściej wychodzić na spacery i spotykać się z przyjaciółmi. Siedzenie i ubieranie się byłyby dla niego mniej bolesne.

Niestety, koszty profesjonalnej rehabilitacji przekraczają możliwości finansowe naszej rodziny. Tygodniowy pobyt na oddziale rehabilitacyjnym w specjalistycznym szpitalu kosztuje 3 000 zł. Adrian potrzebuje wielu takich tygodni.

To życzliwy facet, kochający zwierzęta i kontakt z ludźmi  - wesprzyjcie go w walce o lepszą przyszłość.

Dziękuję za każdą, najmniejszą nawet wpłatę.

800 11% 7000
zakończono: 17.03.2020

Cel numer 1: opanować cukrzycę

dla: Marta Grynkiewicz
kategoria: Leczenie

Na imię mi Marta.

Mam 25 lat. Ostatnie 2 spędziłam w pułapce śmiertelnej choroby: anoreksji. Wciąż w niej tkwię.

Towarzyszą mi cukrzyca typu 1 (od 5 roku życia), padaczka lekoodporna i niedoczynność tarczycy.

Anoreksja ma destrukcyjny wpływ na moją pamięć. Przy cukrzycy insulinozależnej może to być bardzo niebezpieczne, bo zapominam o mierzeniu cukru i podawaniu insuliny. Na razie we wszystkim pilnuje mnie mama. Przypomina o robieniu pomiarów, kilka razy dziennie (a jeśli trzeba, to nawet w nocy) wstrzykuje insulinę. Jednak mama nie będzie przy mnie zawsze. Już teraz przy zmianowym trybie pracy, ma ograniczone możliwości „zarządzania” moją cukrzycą.

Właśnie z tą chorobą wiąże się jedno z moich najtrudniejszych wspomnień.

Po raz pierwszy zasłabłam na lekcji z powodu niedocukrzenia. Gdy odzyskałam przytomność, zobaczyłam nad sobą tłum uczniów i pielęgniarkę, która powiedziała: „Odejdźcie, dzieci, bo się zarazicie”. To zdanie mam w głowie do dziś.

W 3 klasie technikum po raz pierwszy trafiłam do szpitala psychiatrycznego z powodu depresji. Leki, które przyjmowałam w trakcie kilkuletniej farmakoterapii, spowodowały, że przytyłam ponad 20 kilogramów. Nie znosiłam siebie. Widoczna nadwaga i choroba prowokowały drwiny i szykany. Do tego dochodziły problemy osobiste.

Nie chciałam tak dłużej. Postanowiłam sobie, że schudnę. Na początku tylko kilka kilogramów. Ale zaczęło mi się to podobać. Ograniczyłam jedzenie i ćwiczyłam coraz więcej… Kiedyś kochałam biegać i tańczyć, ale z czasem miałam coraz mniej siły i przestałam. Ostatnio w stanie zagrożenia życia trafiłam do szpitala. W stosunku do swojego wzrostu ważę zdecydowanie za mało.

Pragnę mieć cukrzycę pod kontrolą, aby zacząć skutecznie walczyć z anoreksją. Gdy opanuję pierwszą chorobę, chciałabym pojechać na turnus terapeutyczny dla osób z zaburzeniami odżywiania.

By tak się stało, potrzebuję pompy insulinowej z systemem całodobowego monitorowania glikemii.

Kiedy już będę zdrowa, pragnę wydać książkę o mojej walce z anoreksją oraz pójść na studia z psychodietetyki, a potem otworzyć własny gabinet i pomagać ludziom.

Proszę Was o wsparcie.

Obecnie utrzymuję się z renty i zasiłku pielęgnacyjnego. Łącznie jest to nieco ponad 1100 zł. 400 zł wynoszą miesięczne wydatki na lekarstwa, insulinę i nutridrinki, które pomagają mi odbudować wyniszczony organizm.

Będę wdzięczna za pomoc finansową oraz udostępnianie mojej zbiórki.

27 0% 17000
zakończono: 15.03.2020

Run, Łukasz, run!

dla: Łukasz Gała
kategoria: Leczenie

Cześć wszystkim Helpującym!

Mam na imię Łukasz. Urodziłem się z przepukliną oponowo-rdzeniową, która spowodowała niedowład kończyn dolnych. Od małego poruszam się w specjalistycznym obuwiu ortopedycznym. Powoduje ono różnego rodzaju niedogodności, np. trudno gojące się rany. Chodzenie w ciężkich aparatach wymaga również zwiększonego wysiłku.

Marzę o tym, by zamienić je na ortezy GRAFO – lekkie, dające większą swobodę i szansę na bycie bardziej aktywnym. Mógłbym wtedy biec przed siebie niczym Tom Hanks w jednej z najsłynniejszych scen filmu „Forrest Gump”. Łatwiej by mi było spełniać swoje marzenia.

Bardzo chciałbym nauczyć się profesjonalnego filmowania i fotografowania. Na razie, metodą małych kroków, nagrywam unboxingi gadżetów dla graczy. Muszę przyznać, że robiąc to, czuję się jak ryba w wodzie 😉

Moim mottem jest zdanie „Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia”. Czasami angażuję się w akcje charytatywne na terenie mojego miasteczka – takie działania dodają mi energii.

Tak, niepełnosprawność niesie za sobą pewne ograniczenia, ale nie uniemożliwia bycia dobrym dla siebie i drugiego człowieka. Uwielbiam kontakt z ludźmi. Rok temu odbyłem staż redakcyjny, a dziś okazjonalnie piszę teksty do lokalnej gazety. W przeszłości recenzowałem również smartfony dla magazynu technologicznego. Wychodzę z założenia, że warto poznawać nowe rzeczy 🧐

Jestem w takim momencie, że mam realną szansę na zmianę. Ortezy, o których Wam wspomniałem bardzo pomogłyby mi ją wykorzystać. Można powiedzieć, że właśnie otworzyłem pudełko czekoladek, do którego Winston Groom, autor „Forresta Gumpa”, porównał życie. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wyciągnę z niego czekoladkę o fantastycznym smaku samodzielności i rozwoju.

Szczerze wierzę, że wszystko jest możliwe – zwłaszcza gdy ma się wsparcie. Proszę Was o nie gorąco. Każda wpłata, każde udostępnienie zbiórki to dla mnie krok bliżej biegu.

Dziękuję za pomoc i pozdrawiam serdecznie 🖖

7030 74% 9500
zakończono: 15.03.2020

Wielka gra pasjonata sportu - operacja ort...

dla: Witold Serwacki
kategoria: Leczenie

Witek przyszedł na świat 19 lat temu.

Od urodzenia zmaga się z rozszczepem kręgosłupa i wieloma wynikającymi z tego powikłaniami. Diagnoza lekarska postawiona w Centrum Zdrowia Dziecka była krótka i nie napawała optymizmem. „Może będzie siedział” – powiedzieli nam lekarze.

Siedem operacji i niezliczonych godzin codziennej rehabilitacji później Witek nie tylko chodzi przy pomocy trójnogów, ale – mimo uciążliwej krzywizny nóg i nieprawidłowej budowy stóp – trenuje piłkę nożną.

Sport od najmłodszych lat był jego odskocznią od uciążliwości związanych ze słabym zdrowiem, przynosił mu ulgę. Zaczęło się od oglądania skoków narciarskich w telewizji, potem pasja objęła wszystkie pozostałe dyscypliny, w szczególności piłkę nożną.

Syn jest zagorzałym kibicem Legii Warszawa i polskiej reprezentacji. Piłkarze tych drużyn znają go i lubią. Dla sportowców jest przykładem potwierdzającym, że niemożliwe może być możliwe, wzorem wytrwałości i cierpliwości w pokonywaniu życiowych przeciwności. Jeden z zawodników wita go nawet hasłem „Siema, Byku!” 💪😉

Witek stracił sporo czasu przez operacje. Nie ustają konsultacje z lekarzami sześciu specjalizacji. Mimo to syn skończył liceum i dostał się na wymarzone studia: dziennikarstwo sportowe. Co tydzień chodzi na basen i ćwiczy z rehabilitantem, a od przyszłego roku zamierza uczęszczać na siłownię. Jest też stałym bywalcem Międzynarodowych Targów FIWE Fitness. Gdy miał siedem lat, reprezentował swoją szkołę w konkursie recytatorskim Warszawska Syrenka, dochodząc do finału. Zdobywał wyróżnienia i nagrody, w tym te od publiczności. To dzielny i zdolny chłopak.

Syn lubi żartować, nie lubi natomiast, kiedy tata chce mu pomagać – mówi wtedy: „Poradzę sobie”.

Obecnie Witek stoi przed swoją największą chyba szansą. Jest nią operacyjna korekta obu nóg, którą wykonaliby lekarze z Paley European Institute.

Suma, którą chcielibyśmy zebrać, pomogłaby nam opłacić sam zabieg, badania diagnostyczne oraz rehabilitację po operacji.

Będziemy niewypowiedzianie wdzięczni za wsparcie naszego celu!

7962 12% 65900
zakończono: 05.03.2020

Auto dla dużej rodziny

dla: Dariusz Grzyb
kategoria: Marzenie

Witajcie!

Mam na imię Dariusz. Jestem ojcem trójki dzieci: Bartosza, Dominika i Amelki.

W 2007 roku miałem wypadek komunikacyjny, w czasie którego doznałem urazu głowy ze wstrząśnieniem mózgu oraz stłuczenia okolicy lędźwiowej. Od tamtego czasu zmagam się z przewlekłym bólem głowy i kręgosłupa.

Konsekwencją obrażeń, których doznałem jest obniżenie zdolności do wykonywania pracy w porównaniu do osób całkowicie sprawnych i o podobnych kwalifikacjach. Przed wypadkiem studiowałem hotelarstwo i turystykę. Znaczny spadek ogólnej sprawności uniemożliwił mi ukończenie studiów.

W 2015 roku wózek widłowy najechał mi podczas pracy na prawą stopę, uszkadzając ją. Wykonany w 2017 roku rezonans wykazał istnienie torbieli pajęczynówki tylnego dołu czaszki. Wszystkie moje schorzenia i dolegliwości powodują ograniczenie funkcjonowania organizmu. W związku z nimi odbywałem rehabilitację.

W wyniku komplikacji związanych ze spadkiem po tacie jesteśmy zmuszeni wynajmować mieszkanie, co wiąże się z dużymi wydatkami. Sytuację utrudnia fakt, że mam bardzo ograniczone możliwości podjęcia pracy. Od dłuższego czasu jestem zarejestrowany w Urzędzie Pracy jako osoba bez prawa do zasiłku.

Moim marzeniem jest ciepło rodzinnego domu i stała praca, do której mógłbym dojeżdżać samochodem. Auto jest nam pilnie potrzebne, ponieważ nie mamy jak dostać się na większe zakupy czy kontrole lekarskie młodszego syna. Będziemy się cieszyć nawet z używanego samochodu we względnie dobrym stanie – bardzo podniósłby komfort naszego życia codziennego.

Proszę, pomóż nam zebrać fundusze na auto. Będziemy wdzięczni za każde wsparcie.

25 1% 2500
zakończono: 02.03.2020

Specjalistyczna rehabilitacja z efektem WOW

dla: Łukasz Tomala
kategoria: Leczenie

Cześć 😃

Nazywam się Łukasz, mam 29 lat. Mieszkam pod Kutnem.

W lutym 2019 roku uległem wypadkowi komunikacyjnemu, w którym odniosłem poważne obrażenia. Tak naprawdę miałem masę szczęścia, że przeżyłem. Ktoś musiał nade mną czuwać. Podczas wypadku uszkodziłem rdzeń kręgowy, połamałem też kręgi i wyrostki kolczyste w odcinku piersiowym kręgosłupa. Wynikiem tego było uszkodzenie dróg ruchowych, co spowodowało z kolei niedowład obu kończyn dolnych, brak czucia od klatki piersiowej w dół, brak kontroli pęcherza moczowego i zwieraczy.

Nagle z osoby samodzielnej, niezależnej i aktywnej stałem się osobą niepełnosprawną, zależną od innych. Spędziłem w szpitalu sześć miesięcy. Nie odzyskałem jeszcze możliwości swobodnego poruszania się i muszę korzystać z wózka inwalidzkiego.

Od powrotu do domu rozpoczęła się walka o sprawność, o możliwość normalnego życia. Wizyty u specjalistów, leczenie farmakologiczne, badania, sprzęt medyczny, pobyty w ośrodkach rehabilitacyjnych… Koszty tej walki są ogromne i przekraczają możliwości mojej rodziny - nawet przy wsparciu z NFZ czy PCPR.

Rodzice pomagają mi jak tylko mogą. Moja Mama stała się moim osobistym opiekunem - poświęca mi swoje siły i czas. Tacie zawdzięczam wsparcie i przystosowanie domu do moich ograniczeń. Każdemu życzę takich Rodziców. Mam wspaniałą Dziewczynę, wspaniałych Dziadków, Ciocie, Wujków, Rodzeństwo i Przyjaciół, którzy są dla mnie ogromną podporą i motywacją.

Pomimo doświadczenia, które stało się moim udziałem, nie straciłem pogody ducha, optymizmu i wiary. Na mojej drodze pojawili się fantastyczni ludzie, od których otrzymałem pomoc. Były też osoby niekiedy bardziej dotknięte niepełnosprawnością, którym i ja miałem zaszczyt pomóc przez wspólne spędzenie czasu, rozmowę czy wykonanie prostej czynności, jak chociażby podanie kubka z wodą.

Przed wypadkiem pracowałem w firmie paszowej na stanowisku magazyniera. Bardzo lubiłem moją pracę. W wolnym czasie spotykałem się z przyjaciółmi oraz jeździłem z moim psem na treningi. Dużo czasu poświęcałem na "dłubanie" przy samochodach. Bez używania specjalistycznych narzędzi samodzielnie wykonywałem podstawowe naprawy. Do dziś z zamiłowaniem oglądam programy motoryzacyjne i czytam prasę branżową.

Obecnie skupiam się na tym by wrócić do zdrowia. Bardzo chciałbym stanąć na nogi. To moje wyzwanie. Nie uznam porażki. Zrobię wszystko, potrzebuję jednak Twojej pomocy.

Jedyna droga, która prowadzi do normalnego funkcjonowania, to intensywna rehabilitacja. Domyślasz się zapewne, że jest kosztowna. Dla przykładu, dwutygodniowy turnus w ośrodku NEURON w Bydgoszczy to wydatek rzędu około 8 000 zł.

Przede mną szansa, by na przełomie stycznia i lutego wziąć udział w programie terapeutycznym Instytutu Badawczego Innowacyjnych Metod Rehabilitacji w Kamieniu Pomorskim. Jego cena to około 12 000 zł. IBIMR to specjalistyczna placówka badawcza i rehabilitacyjna, która wykorzystuje innowacyjne metody rehabilitacji pacjentów po urazie rdzenia kręgowego. Wysokie koszty obejmują cały program, w którym będę uczestniczyć, m.in. terapię z wykorzystaniem egzoszkieletu, lokomatu, ale też tradycyjnych metod rehabilitacji, a także wielodyscyplinarne badania i diagnostykę.

Dlatego z całego serca proszę o pomoc. Będę wdzięczny za każdą, nawet najmniejszą kwotę, która przybliży mnie do zdrowia, za każde udostępnienie mojej zbiórki. Ze swojej strony obiecuję Ci, że się nie poddam i będę dawał z siebie 100%, będę ćwiczył do utraty tchu, dopóki nie odzyskam sprawności. Mam nadzieję, że kiedyś znów stanę na nogi. Samodzielnie i pewnie.

Może nigdy nie poznam Cię osobiście, nawet Twojego imienia. Może nie będę miał szansy, by osobiście Ci podziękować. Ale wiedz, że na pewno nigdy o Tobie nie zapomnę. Dobro powraca NIESPODZIEWANIE. Z różnych stron, od różnych ludzi, ale zawsze wraca...

Dziękuję

Łukasz

17900 149% 12000
zakończono: 29.02.2020

Być z rodziną w czasie leczenia onkologicz...

dla: Izabela Beus
kategoria: Leczenie

Kochani!

Mam na imię Iza. Kilka lat temu zachorowałam na bardzo rzadki nowotwór złośliwy: struniaka. Guz rozwinął się u podstawy czaszki, w okolicach stoku.

W Stanach Zjednoczonych struniak pojawia się u 1 na 1 000 000 osób.

W 2015 roku miałam pierwszą operację. Niedługo czeka mnie kolejna, ponieważ stwierdzono wznowę guza. Skomplikowany zabieg zostanie przeprowadzony w Warszawie. Później, jeśli wszystko się uda, będę miała terapię protonową w Krakowie.

Obecnie guz uciska lewy nerw odwodzący, utrudniając normalne widzenie. Zmagam się przy tym z silnymi bólami i zawrotami głowy.

Mam męża i 6-letnią córkę, z którą jestem mocno związana. Czeka nas długa rozłąka. Bardzo chciałabym mieć ich przy sobie podczas leczenia, chociaż na weekendy. Miasto, w którym mieszkam dzieli od Warszawy ponad 500 km, od Krakowa – ponad 800.

Konsultacje ze specjalistami, dojazdy i zakwaterowanie dużo mnie kosztują: jeden wyjazd z opiekunem (mężem) to wydatek ok. 1 000 zł.

Z pieniędzy zebranych w Helpuj chciałabym opłacić przejazdy na konsultacje i terapię, noclegi oraz wyżywienie dla mnie i mojej rodziny oraz wizyty lekarskie, które zazwyczaj odbywam prywatnie. Czas oczekiwania na wizytę z NFZ to kilka miesięcy – jako pacjentka onkologiczna nie mam go tyle.

Jeżeli możecie, proszę – pomóżcie i wesprzyjcie mój cel. Każda złotówka jest ważna.

Dziękuję!

22 0% 10000
zakończono: 26.02.2020

Przeszczep komórek macierzystych dla Calin...

dla: Maja Napora
kategoria: Leczenie

Maja to prawie 4-letnia, drobniutka i leciutka dziewczynka, która urodziła z rzadkim zespołem wad genetycznych, zwanym zespołem Cornelii de Lange (CDLS). Jest on znany również jako zespół karłowatości amsterdamskiej de Lange.

Wiąże się on z licznymi dysfunkcjami, zależnymi od stopnia rozwoju choroby. Maja, na szczęście, ma zdrowe serduszko (wady serca są przy jej schorzeniu bardzo częste). Ma małe, ale za to sprawne rączki, jest wesoła i często się uśmiecha.

Nasza córeczka ma znacznie opóźniony rozwój psychoruchowy. Do ukończenia 1. roku życia nie potrafiła się przemieszczać. Zaczęła się czołgać dopiero jako niespełna dwulatka. Obecnie chodzi, trzymając kogoś za rękę, ale są momenty, gdy na chwilę ją puszcza i samodzielnie robi kilka kroków.

Maja zmaga się ze wzmożonym napięciem mięśniowym – ma przykurcze w łokciach i lekkie w kolankach. Majka intensywnie ćwiczy na zajęciach rehabilitacyjnych, jeździ na turnusy, które znacząco przyczyniają się do poprawy jej sprawności ruchowej. Choroba naszej córeczki ma wpływ także na jej słuch i aparat mowy. Majeczka od 10. miesiąca życia nosi aparaty słuchowe. Od dwóch lat objęta jest regularną opieką logopedyczną. Mimo to nie używa jeszcze świadomie żadnych dźwięków – są to raczej przypadkowe i pozbawione znaczenia zbitki sylab typu „nana”, „dada”, nene”, „baba”, „mama”. Walczymy o to, by rozumiała komunikaty i reagowała na polecenia. Ostatnio zaczęliśmy wprowadzać komunikację alternatywną, opartą na obrazkach. Pracujemy również nad samodzielnym jedzeniem, którego Majka jeszcze nie opanowała w zakresie gryzienia i przeżuwania twardych rzeczy.

Maja, mimo swoich licznych ograniczeń i trudności, z którymi mierzy się każdego dnia, jest pogodna i chętnie nawiązuje kontakt wzrokowy. Bardzo lubi chodzić do przedszkola specjalnego. Gdy, wychodząc z samochodu, zobaczy jego budynek, śmieje się od ucha do ucha. Czasem nawet nie zdążymy rozebrać jej w szatni, a Majka już pędzi do swojej grupy i zabawek.

Postępy, jakie ostatnio robi Maja, zachęcają nas do dalszego działania, pracy nad usamodzielnianiem i usprawnianiem jej.

Wielką nadzieją jest dla Majeczki eksperymentalna terapia, bazująca na przeszczepie komórek macierzystych ze sznura pępowinowego. W wielu przypadkach jest to metoda bardzo skuteczna. Stosuje się ją u dzieci z porażeniem mózgowym oraz innymi chorobami neurologicznymi. Przynosi poprawę w zakresie motoryki małej i dużej. Dzieci, które nie mówiły zaczynają wypowiadać pierwsze słowa, stwierdza się u nich lepszą koncentrację, lepsze zdolności komunikacyjne.

Dalibyśmy wszystko za poprawę stanu Mai. Za jej samodzielność i swobodne funkcjonowanie. Gdyby Majka zaczęła mówić, byłabym najszczęśliwszą mamą pod słońcem.

Taką nadzieję daje nam terapia komórkami macierzystymi. Konsultująca naszą córeczkę pani neurolog podkreśliła, że ta metoda daje najlepsze efekty, gdy stosuje się ją u dzieci poniżej 6. roku życia. Drugie podanie komórek może nastąpić pół roku po skończeniu pierwszej serii.

Koszt jednej serii składającej się z pięciu podań, to, w przypadku Mai, około 40 000 zł. Chcielibyśmy mieć możliwość podania Majce dwóch takich serii. 80 000 zł to kwota kosmiczna, biorąc pod uwagę koszty związane z bieżącą rehabilitacją i terapią Majeczki oraz utrzymaniem dwójki młodszych dzieci.

Wierzymy jednak w siłę Internetu i nieskończone pokłady dobroci u innych ludzi, dlatego zwracamy się do Was z prośbą o najmniejsze nawet wsparcie. Liczy się każda złotówka.

Maja mogłaby mieć pierwsze podanie komórek już za 3-4 miesiące. Mamy nadzieję, że zbierzemy sumę potrzebną chociaż na pierwszą serię.

To, co wydaje się niemożliwe dla kilku osób, przy najmniejszym nawet wsparciu wielu innych ludzi staje się realne.

Prosimy Was o takie wsparcie, jakim możecie się teraz podzielić. Ważne są wpłaty, udostępnienia, a nawet przekazanie informacji o zbiórce dalej.

Za wszystko dziękujemy 🙂

 

Zapraszamy serdecznie na stronę internetową Majki oraz jej profil na Facebooku.

29000 70% 41000
zakończono: 25.02.2020

Odyseja rehabilitacyjna: znów stanąć na nogi

dla: Arkadiusz Dorosz
kategoria: Leczenie

Pomóż mi znów stanąć na nogi!

Cześć wszystkim! Mam na imię Arek. Zawsze byłem aktywny, wszędzie było mnie pełno. Uwielbiałem podróże z plecakiem po Azji. W czerwcu 2019 straciłem dotychczasowe życie. Skoczyłem do wody, aby pomóc koledze, któremu zablokował się silnik w łódce. Złamałem kręgosłup i uszkodziłem rdzeń kręgowy. Konsekwencją jest porażenie czterokończynowe spastyczne, co oznacza całkowitą zależność od innych ludzi.

Mam problemy z termoregulacją i wydalaniem, przykurcze i duże skoki ciśnienia, które uszkadzają mój wzrok i mogą spowodować udar. Pojawiła się zakrzepica żył głębokich kończyn dolnych, często zapadam na różne infekcje.

Nie mogę się pogodzić z tym, co się stało, nie potrafię tak żyć...

Moim jedynym marzeniem jest powrót do samodzielności. W domu czekają na mnie żona i córka Weronika, której chciałem pokazać świat i tak wiele ją nauczyć.

Moją szansą jest nowoczesna terapia z wykorzystaniem japońskiej, innowacyjnej technologii HAL® 

Rehabilitacja polega na intensywnych ćwiczeniach w jedynym na świecie aktywnym egzoszkielecie.Urządzenie to jest aktywowane i sterowane bezpośrednio przez układ nerwowy. Powstające w mózgu polecenie ruchu przekazywane jest do mięśni w postaci impulsu nerwowego, przesyłanego rdzeniem kręgowym i nerwami obwodowymi. Po otrzymaniu takiego impulsu mięsień napręża się, wywołując ruch.

W moim przypadku wywołanie takiego sygnału i jego przepływ są znacząco ograniczone. Dzięki egzoszkieletowi istniejące szczątkowe sygnały nerwowe są odbierane przez czujniki, a następnie wzmacniane i przekazywane do robota. System rozpoznaje je i dostarcza niezbędne wsparcie siłowe, umożliwiając wykonanie żądanego, celowego ruchu. Wpływa to na maksymalną stymulację zjawiska zwanego neuroplastycznością.

Powstają nowe połączenia pomiędzy neuronami, polepsza się przepływ sygnału nerwowo-mięśniowego, co jeszcze efektywniej pobudza centralny układ nerwowy.

Koszt tej terapii przekracza moje możliwości finansowe. Proszę Was więc o wsparcie. Z zebranych środków mógłbym opłacić 1 miesiąc z 3 zalecanych w tej terapii. Do tej pory udało mi się zebrać na Helpuj.pl około 3 000 zł. Dziękuję! Przede mną jeszcze długa droga i ogromna kwota do zgromadzenia.

Wiem, że nie wszystko jest stracone, że jeszcze mogę odzyskać dawne życie.

Będę bardzo, bardzo wdzięczny, jeśli mi w tym pomożecie.

1380 2% 57000
zakończono: 23.02.2020

Słyszę, więc mówię - aparat słuchowy do re...

dla: Nikola Wnukowska
kategoria: Leczenie

 Cześć!

Nazywam się Nikola, mam 3 lata. Jestem wesołą dziewczynką, często się uśmiecham.

Bardzo lubię malować i rysować, bawić się klockami i lalkami. Ale najbardziej malować – mogłabym to robić cały dzień! Od małego chodzę na kółko plastyczne. Podobno mam duże zdolności w tym kierunku. Chętnie układam puzzle. Uczę się też angielskiego – znam więcej słów angielskich niż polskich. To dlatego, że lepiej go przyswajam. Jest bardziej melodyjny i łatwiejszy niż polski.

Polskiego trudno mi się uczyć przez wrodzoną, genetyczną wadę słuchu. Mam nie do końca rozwiniętą małżowinę uszną i nie słyszę na prawe ucho 😔

Od urodzenia jestem pod opieką specjalistów w dziedzinie logopedii. Ciężko mi nauczyć się poprawnej wymowy. Chodzę do przedszkola i brak możliwości wypowiadania słów bardzo utrudnia mi kontakty z rówieśnikami 😢

Moim marzeniem jest uzbierać pieniądze na aparat słuchowy do rehabilitacji mowy. To cyfrowy model typu junior, który został zaprojektowany specjalnie dla dzieci dotkniętych utratą słuchu. Działa tak, że dźwięki są przenoszone za pomocą mechanicznych drgań do kości czaszki i bezpośrednio do ucha środkowego.

Jest lekki i ma dużo różnych funkcji. To jedna mała obudowa z mini słuchawką, przez co nie jest bardzo widoczny. Dzięki temu aparatowi będę mogła uczyć się w przedszkolu wierszyków i piosenek, a w domu powiedzieć mamie i tacie, jak bardzo ich kocham.

Będę bardzo szczęśliwa i wdzięczna, jeśli mi pomożecie 💕

1747 33% 5200
zakończono: 15.02.2020

Zakup ortez kolanowych

dla: Piotr Pawlak
kategoria: Leczenie

Nazywam się Piotrek, mam 41 lat.

Do 2011 roku byłem zwykłym facetem. Rodzina i praca organizowały moje życie codzienne. Wszystko zmieniło się w ciągu jednego dnia. Szedłem do sklepu i… moje nogi zastrajkowały. Ni z tego, ni z owego odmówiły mi posłuszeństwa. Dlaczego? Tego nikt nie wie.

Jak się okazało, nie była to chwilowa niedyspozycja, a początek końca mojego dotychczasowego życia. Przez lata byłem wielokrotnie hospitalizowany, wykonywano mnóstwo badań, jednak ich wyniki nie wskazywały jasnej przyczyny tego nagłego paraliżu. Z czasem nawet najlepsi lekarze zaczęli bezradnie rozkładać ręce.

Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie „Dlaczego moje nogi nie chcą mnie nosić?”. W szpitalnych kartach w miejscu na rozpoznanie pojawia się tylko zapis „inne zespoły porażenne” i „niedowład spastyczny kończyn dolnych”. W ogólnej dokumentacji medycznej przewija się dodatkowo podejrzenie paraplegii dziedzicznej. Nie mam postawionej żadnej konkretnej diagnozy. Jej brak pozostawił mnie właściwie samemu sobie. Poruszałem się nawet nie tyle przy pomocy kul, co na kulach, ciągnąc bezwładne nogi za sobą.

W 2016 roku, kiedy zima jeszcze wyglądała jak zima, kule rozjechały mi się na lodzie i złamałem rzepkę w kolanie. Po zdjęciu gipsu ortopeda zalecił mi stosowanie ortezy. Faktycznie, trochę ustabilizowała przeprosty w kolanach, co dało mi nadzieję na samodzielne chodzenie. Wybrałem opcję, na którą było mnie wtedy stać. Długotrwałe stosowanie tego modelu powodowało obtarcia i krwawienia. Czułem, jak kolana przesuwają mi się pod ortezami, więc powróciłem do kul, których, mówiąc szczerze, nie znoszę.

Nieustannie się rehabilituję, próbuję dogadać z moimi nogami, co – nie ukrywam, nie jest łatwe, bo nogi są dwie, a ja jeden 😉 Chciałbym coś dla tych nóg zrobić, coś poza ćwiczeniami – wesprzeć je i przekonać, żeby znów zaczęły mnie dźwigać.

Jest sprzęt, który może dać im stabilne oparcie, a mnie swobodę i bezpieczeństwo przemieszczania się. Jednak – jak wszystkie sprzęty rehabilitacyjne – jest bardzo drogi. Mowa o wykonywanych na zamówienie ortezach stawu kolanowego DonJoy Defiance. Jest to najbardziej zaawansowany stabilizator stawu kolanowego na świecie.

Miałem już dość okropnego uczucia bezradności w związku z wiedzą, że jest coś, co może pomóc mi wrócić do normalnego życia, a mnie na to nie stać.

Założyłem tę zbiórkę i mam szczerą nadzieję, że wesprzecie jej cel.

Będę bardzo wdzięczny!

7285 107% 6760
zakończono: 12.02.2020

Sprzęt rehabilitacyjny dla rodzinnego wędk...

dla: Grzegorz Gackowski
kategoria: Leczenie

Jeszcze kilka miesięcy temu nasz przyjaciel Grzegorz, jego żona Joasia i dwójka kilkuletnich dzieci prowadzili zwykłe życie wypełnione pracą, obowiązkami domowymi oraz spotkaniami z rodziną i przyjaciółmi.

Sytuacja zmieniła się diametralnie po wykryciu u Grzesia szybko postępującego stwardnienia zanikowego bocznego (SLA).

Przed zdiagnozowaniem u niego choroby, Grzegorz przez 18 lat pracował w branży meblarskiej: przygotowywał projekty kuchni, doradzał w wyborze sprzętów i montował meble. Ostatnie 2 lata to praca przy produkcji kartonu.

W wolnych chwilach Grześ głównie majsterkował. Złożenie mebli ogrodowych? Remont mieszkania? Dla Grześka, „złotej rączki”, nie były to skomplikowane zadania.

Grzegorz lubi wypoczywać z rodziną na działce. Letnie miesiące dotychczas upływały mu pod znakiem wypadów nad polskie morze i wędrówek po lasach.

Nasz przyjaciel jest osobą rodzinną, spokojną, cierpliwą i wrażliwą (czasem nawet zanadto). Chętnie oferuje pomoc i zawsze służy radą, stara się unikać konfliktów. Jego hobby i pasja to wędkarstwo oraz… taniec. Z przyjemnością przygotowywał różne przysmaki dla dzieci i żony.

Od czasu diagnozy wszystko wygląda zupełnie inaczej. Joasia musiała zrezygnować z pracy, by móc opiekować się mężem, którego stan zdrowia wciąż się pogarsza. Grześ porusza się obecnie na wózku inwalidzkim, ma problemy z mową i nie funkcjonuje samodzielnie.

Bardzo chcielibyśmy wesprzeć naszego przyjaciela i zebrać fundusze na potrzebny sprzęt rehabilitacyjny: rotor elektryczny utrzymujący sprawność rąk i nóg oraz podnośnik elektryczny do łóżka. Łączna wartość tych urządzeń to ponad 23 000 zł.

Wierzymy, że z Waszą pomocą uda się nam osiągnąć ten cel.

Z całego serducha dziękujemy za każde wsparcie ❤🙂

18973 82% 23000
zakończono: 10.02.2020

Poziomy rower do rehabilitacji i ćwiczeń

dla: Mariusz Tulejko
kategoria: Marzenie

Mam na imię Mariusz. Pod koniec tego roku skończę 46 lat.

Choruję na obwodową polineuropatię aksonalno-demielinizacyjną. Zmagam się też ze zmianami zwyrodnieniowo-wytwórczymi i dyskopatycznymi w kręgosłupie. Od wielu lat mam kłopot ze stawem kolanowym – za mną już dwie operacje. W związku z zaburzeniami lipidowymi stosuję specjalną dietę – dla mnie niestety dość kosztowną.

Wszystkie te problemy wiążą się z przewlekłym bólem i oznaczają dla mnie długotrwałą rehabilitację i leczenie. Brak ruchu i codziennych, prawidłowo dobranych ćwiczeń powoduje ubytek siły mięśniowej i stopniowo prowadzi do zaniku mięśni. Zdarza się, że mam trudności z pisaniem i poruszaniem się. Mam 1,74 m wzrostu i obecnie ważę 63 kg… Czekam na rehabilitację.

Otrzymuję zasiłek rehabilitacyjny, nie wystarczy on jednak na pełne pokrycie kosztów lekarstw, badań i wizyt u lekarzy specjalistów.

Bardzo potrzebuję sprzętu do ćwiczeń w domu, m.in. roweru poziomego.

Za pomocą tej zbiórki chciałbym zgromadzić fundusze na zakup sprzętu, który widzicie na zdjęciu, przetransportowanie go, wniesienie do mojego mieszkania i zmontowanie. Na początku będę pewnie potrzebował pomocy rehabilitanta, by ustalić program ćwiczeń i poprawny sposób ich wykonywania. 

Mam trzy cudowne córki, dla których chciałbym być sprawnym tatą, w każdej chwili gotowym, by je wesprzeć.

Proszę, pomóż mi zrealizować to marzenie.

Serdecznie dziękuję za każde wsparcie.

100 2% 4000
zakończono: 09.02.2020

Wrócić do formy po dużym przeszczepie

dla: Michał Stanisławiak
kategoria: Leczenie

Cześć!

Mam na imię Michał, w tym roku skończę 27 lat.

Od urodzenia choruję na warunkowaną genetycznie hiperoksalurię typu 1. Skutkiem tego jest wiele powikłań, przede wszystkim przewlekła, ostra niewydolność nerek.

W 2014 roku miałem przeszczepioną nerkę, jednak organizm odrzucił obcy narząd.

Postępujące uszkodzenie nerwów obwodowych poważnie utrudnia mi chodzenie i wywołuje długotrwały ból.

„Pocisnąłem” jednak i obroniłem licencjat na studiach. Starałem się pozostawać aktywny.

Teraz mało się przemieszczam, bo od października 2019 roku przebywam na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej szpitala wojewódzkiego w Szczecinie. Ogólnie poruszam się na wózku. Na OIOM-ie leżę w związku z przeszczepem nerki i wątroby. Wątroba już działa, ale nerka wciąż nie podjęła pracy. Z powodu choroby mam też niesprawne ręce.

Moim największym marzeniem jest życie bez bólu. Chcę znów chodzić, być niezależny. Kilka lat wcześniej podróżowałem – lubiłem to. Czytałem też dużo książek o tematyce kryminalnej.

Po wyjściu ze szpitala czeka mnie intensywna rehabilitacja.

Fizjoterapia to jeden z celów tej zbiórki. Drugim są lekarstwa, które trzeba przyjmować po transplantacjach.

Proszę, wesprzyj mnie finansowo i/lub udostępnij tę zbiórkę.

Z góry serdecznie dziękuję wszystkim Darczyńcom 😃👋

Pozdrawiam

Michał

1090 27% 4000
zakończono: 06.02.2020

Pani od fizyki chce wygrać z nowotworem

dla: Magdalena Malinowska
kategoria: Leczenie

Cześć!

Chciałbym przedstawić Wam moją kochaną żonę.

Magda ma 39 lat, jest pełną energii i miłości mamą trójki wspaniałych dzieciaków. Jej największą pasją jest praca z młodzieżą.

Magda uczy fizyki w liceum ogólnokształcącym. To trudny przedmiot, którego wiele osób nie rozumie i nie lubi. Wielką zaletą mojej żony jest to, że potrafi dotrzeć do uczniów, wytłumaczyć skomplikowane zagadnienia, a nawet zainteresować młodych „niewdzięcznym” przedmiotem, który wykłada i zachęcić do nauki najbardziej opornych. Dla niej wakacje mogłyby trwać maksymalnie miesiąc. W pracy daje z siebie 110%. Szkoła to po prostu jej drugi dom.

Od ponad dwóch lat Magda walczy z nowotworem jelita grubego z przerzutami do płuc i nadnercza. Ma już za sobą jedną operację oraz dwie linie chemioterapii. Na nich zakończył się refundowany etap leczenia, nie przyniosły też na dłuższą metę pozytywnych rezultatów. Teraz lekarze mogą zaproponować nam jedynie mało skuteczną farmakoterapię tanimi środkami.

Magda się nie poddaje – wróciła do ukochanej pracy. Jest waleczna, dzielna i wytrwała. Ze wszystkich sił pragnę zwiększyć jej szanse na powrót do zdrowia. Zwracam się więc do Was z prośbą o pomoc w zebraniu funduszy na dalsze leczenie mojej żony.

Magda potrzebuje 30 000 zł. Te pieniądze to dla niej 3-miesięczna terapia preparatem Lonsurf. Mamy nadzieję, że ten lek, pozytywnie zaopiniowany do terapii opornego na leczenie, przerzutowego raka jelita grubego, zatrzyma postęp choroby.

Proszę, wesprzyjcie Magdę w walce z nowotworem.

Dziękuję za każdą pomoc.

Dominik

35486 118% 30000
zakończono: 04.02.2020

Poznawać świat i wypowiadać myśli - z tech...

dla: Paweł Barczuk
kategoria: Leczenie

Hej, jestem Pawcio! 🙋‍♂

Mam 4 lata. Rodzice mówią, że jestem cudownym chłopcem.

Na samym początku zabrakło mi szczęścia i podróż przez życie zacząłem w bardzo trudnych warunkach. Urodziłem się w zamartwicy, głęboko niedotleniony. Rezultaty tego to czterokończynowe mózgowe porażenie dziecięce, ubytki w strukturze mózgu i zrośnięte szwy czaszkowe.

Czuję, że to nie w porządku, że spotkał mnie taki los. Poza chorobą jestem przecież jak inne dzieci: lubię się bawić, zajadać smakołyki, oglądać bajki. Mam swoje radości i smutki, gusta muzyczne i sportowe. Ciekawi mnie świat, który - z różnych powodów – stał się dla mnie daleki i niedostępny, choć przecież jest tak blisko.

To prawda, że potrzeba trochę więcej cierpliwości – mojej i innych – bym otworzył się na otoczenie. Potrzebuję nieco więcej zrozumienia i empatii.

Poznaj mnie i przekonaj się, że można się ze mną zaprzyjaźnić.

Rwę się do tego, co widzę, ale moje rączki nie potrafią sięgnąć i chwycić. Chciałbym podbiec i dokładnie to obejrzeć, ale moim nóżkom brakuje mocy. Gdy dzieci w moim wieku same wchodzą we wszystkie zakamarki, sprawdzają, poznają świat różnymi zmysłami – ja potrzebuję kogoś, kto mi w tym pomoże.

Rodzice z utęsknieniem czekają na każdy mój sukces – nawet ten najmniejszy. Postępy przychodzą jednak powoli i są okupione ciężką pracą. Moi rówieśnicy bawią się i chodzą do przedszkola, a ja ćwiczę wytrwale na różnych zajęciach, choć wiem, że nie będę tak sprawny jak inni.

Jestem bardzo wrażliwy na świat. Czasami niektóre dźwięki, zapachy i smaki są dla mnie trudnym wyzwaniem. Nie potrafię wyrazić radości i aprobaty słowami, choć wiem, co chciałbym powiedzieć. Śmieję się więc do Ciebie. Nie potrafię powiedzieć, co mnie boli i co mi dolega, więc płaczę lub krzyczę. Kiedy chcę się przytulić, często wychodzi mi zbyt mocny uścisk albo uszczypnięcie.

Nie jestem typowym chłopcem, ale chciałbym, byś traktował mnie jak swojego znajomego, uśmiechnął się do mnie, przywitał się, pomógł mi pokonać różne bariery. Wiem, że na to zasługuję, bo też mogę dać wiele od siebie. Jestem, czuję, marzę i kocham jak każdy człowiek, choć jest mi trochę trudniej to okazać.

Możesz mnie wesprzeć i ułatwić mi codzienne funkcjonowanie. Zasil moją zbiórkę na urządzenie PCEye Mini i program Mówik Pro 1.4a. PCEye pozwala na obsługę komputera za pomocą wzroku. To wielka pomoc dla osób z MPD (czyli takich jak ja), chorujących na zanik mięśni i stwardnienie zanikowe boczne, mających uszkodzony rdzeń kręgowy lub schorzenia neurologiczne. Mam niesprawne ręce, ale sprawne oczy. Dzięki nim, przy wsparciu PCEye, mógłbym komunikować się ze światem, korzystać z różnych programów, a później z Internetu. Mówik pozwoli mi przekazywać swoje myśli i emocje. Za pomocą tablic i syntezatora mowy będę mógł „powiedzieć” rodzicom, o co mi chodzi.

Proszę, byś pomógł mi spełnić marzenie o swobodnej komunikacji i poznawaniu świata.

Razem damy radę! 😊

770 12% 6000
zakończono: 03.02.2020

Ortezy - wymarzony prezent na Święta (i po...

dla: Seweryn Nerć
kategoria: Leczenie

Dla świata Sewerynek jest dzieckiem jednym z wielu.

Dla nas jest całym światem!

Nasz synek urodził się 2,5 roku temu w specjalistycznym szpitalu w Bytomiu. Jeszcze gdy był w gronie mamy, przeszedł operację zamknięcia przepukliny oponowo-rdzeniowej w odcinku lędźwiowo-krzyżowym (znana powszechnie jako rozszczep kręgosłupa). Seweryn zmaga się również z wodogłowiem oraz pęcherzem neurogennym. Jest cewnikowany co 3 godziny. Jego stopy są zniekształcone (tzw. stopy końsko-szpotawe), w prawej nie ma czucia. Każdego dnia jest rehabilitowany w trzech sesjach metodą Wojty.

Sewerynek to niezwykły, szczęśliwy chłopiec, który wzbudza dużą sympatię w otoczeniu. Jest bardzo wrażliwy – uwielbia się tulić. Po swojemu próbuje grać w piłkę: na razie tylko rzuca ją rączkami, ale wierzymy, że przyjdzie też czas na wersję kopaną 😃⚽ Synek codziennie ćwiczy kroki przy ścianie lub meblach.

Do tej pory osiągnął już wiele i jest psychicznie gotowy do chodzenia, ale nieprawidłowa budowa stóp przeszkadza mu w tym.

Pomogłyby mu ortezy AFO z ruchomym stawem. Seweryn mógłby w końcu samodzielnie chodzić, funkcjonować niemalże tak samo jak zdrowe dzieci. Nasz chłopak naprawdę chciałby biegać i grać w piłkę z rówieśnikami.

Ortezy nie tylko by mu to umożliwiły, ale także zapobiegły dalszym deformacjom stóp i kolan. Jego kości mogłyby prawidłowo rosnąć, a Seweryn w przyszłości uniknąłby operacji. Ten sprzęt jest dla naszego synka niezwykle ważny, nie jesteśmy jednak w stanie opłacić jego zakupu – kosztuje bowiem ponad 13 000 zł.

Chcielibyśmy prosić Was o pomoc, by brak funduszy nie zdecydował o tym, jak będzie wyglądało życie Seweryna.

Serdecznie dziękujemy wszystkim życzliwym osobom, które zdecydują się wesprzeć nasz cel.

3345 22% 15000
zakończono: 02.02.2020

Turnus rehabilitacyjny na zielonej Ukrainie

dla: Jakub Turek
kategoria: Leczenie

Poznajcie Kubę – wiecznie uśmiechniętego i bardzo uczuciowego 4-latka.

To jeszcze mały chłopiec, ale ma już za sobą kilka pobytów w szpitalu oraz wiele godzin intensywnej i żmudnej rehabilitacji, a także zajęć towarzyszących wspieraniu jego rozwoju.

Kubuś urodził się przedwcześnie. Na świecie pojawił się dzięki cesarskiemu cięciu. Został zakwalifikowany do grupy noworodków hipotroficznych, czyli mających zbyt małą urodzeniową masę ciała w stosunku do wieku ciąży. Jeszcze będąc w szpitalu, otrzymaliśmy zalecenie konsultacji z neurologiem – ale „bez pożaru”, jak wtedy usłyszeliśmy…

Obecnie Kuba ma postawioną diagnozę niepełnosprawności sprzężonej: opóźnienia psychoruchowego i afazji. Otarł się o porażenie mózgowe, co zostawiło w jego organizmie trwały ślad. To, co najbardziej przeszkadza mu w normalnym funkcjonowaniu na co dzień, to wzmożone napięcie mięśniowe, problemy z koncentracją, napady autoagresji (np. gryzienie rąk, wynikające z potrzeby ciągłej stymulacji), tiki nerwowe i brak mowy.

Kubuś jest w terapii właściwie od pierwszych miesięcy swojego życia. Lekarze w Polsce rozkładają ręce. Nie mają pomysłu na to co dalej…

W najbliższym otoczeniu nasz synek jest postrzegany jako śmieszek. Lubi układać puzzle i bawić się różnego rodzaju autami. Uwielbia, kiedy czytamy mu książki – szczególnie te o zwierzętach. Jego ulubionymi bajkowymi postaciami są pieski z „Psiego Patrolu”.

Kuba to chłopiec z dużym potencjałem rozwojowym, który, jak się okazało, można „odblokować”!

W Kijowie prowadzona jest rehabilitacja dająca bardzo obiecujące efekty. Kubuś może być w pełni sprawny i funkcjonować jak jego rówieśnicy – potrzebuje tylko odpowiedniego wsparcia. Metoda, jaką pracują specjaliści z Kijowa polega na przywróceniu krążenia krwi w pniu mózgu, móżdżku i innych częściach mózgu, do których krew dopływa z tętnic kręgowych i tętnicy podstawnej.

Jest to niezwykle istotne, ponieważ nieprawidłowy przepływ krwi w tych tętnicach może doprowadzić do zaburzeń rozwoju umysłowego, zaburzeń mowy, wzroku, słuchu, funkcji ruchowych, zaburzeń koordynacji i motoryki mniejszej, a także do powstania złogów w zatokach czołowych i przynosowych. Lista możliwych komplikacji jest w rzeczywistości dużo dłuższa.

Rehabilitacja, na którą bardzo chcielibyśmy zebrać fundusze, jest bezbolesna i może minimalizować objawy MPD, autyzmu czy nieprawidłowości poznawczych. Efekt regenerujący opiera się w niej na usunięciu patologii w odcinku szyjnym kręgosłupa, co przywraca przewodnictwo impulsów nerwowych, niweluje niedobór tlenu w mózgu i rdzeniu kręgowym oraz usuwa skutki schorzeń organicznych układu nerwowego.

Turnusy rehabilitacyjne w Kijowie dają nam ogromną nadzieję. Być może, dzięki nim, synek powie nam, dlaczego tak bardzo lubi „Psi Patrol”…? Te wyjazdy są jednak kosztowne. Bez Twojego wsparcia nie damy rady ich opłacić.

Na swój pierwszy turnus Kuba mógłby pojechać już w lutym przyszłego roku.

Wierzymy, że z Twoją pomocą uda się nam zebrać potrzebne środki.

Daj szansę naszemu śmieszkowi, dorzuć się do Kubusiowej skarbonki!

 

 

11000 104% 10500
zakończono: 31.01.2020

Entuzjazm Daje Siłę - walka o sprawność

dla: Kacper Kisielewski
kategoria: Leczenie

Cześć!

Poznajcie mojego syna. Kacper jest 20-letnim studentem pierwszego roku Uniwersytetu Morskiego w Gdyni, gdzie uczy się projektowania, mechaniki, budowy i eksploatacji różnego typu maszyn. Urodził się i mieszka w Gdyni.

To pełen życia i entuzjazmu młody człowiek z wieloma planami na przyszłość. Od urodzenia dzielnie walczy o zdrowie i sprawność. Jego przeciwnik jest podstępny i wiemy, że już nie odpuści. To zespół Ehlersa-Danlosa – schorzenie genetyczne dotykające tkankę łączną, a więc główną tkankę budującą organizm.

Choroba rok po roku zabiera Kacprowi coraz więcej, powodując samoistne urazy stawowo-kostne oraz silne stany bólowe. W związku z nią mój syn potrzebuje stałej, specjalistycznej rehabilitacji dedykowanej osobom z EDS.

Dwa lata temu Kacper przeszedł operację rekonstrukcji kolana. Wytrwale ćwiczył w ramach wielomiesięcznej, intensywnej i bolesnej rehabilitacji. To naprawdę waleczny chłopak 💪 Zobaczyliśmy światełko w tunelu. Wyglądało na to, że wszystko wraca do normy: Kacper mógł samodzielnie chodzić – bez kul, ortez, stabilizatorów. Bardzo się cieszyliśmy 😊

Niestety, sytuacja nieoczekiwanie się pogorszyła – i to znacznie. Zakres uszkodzeń kolana jest teraz jeszcze szerszy niż przed operacją. Powstały nowe, duże zwyrodnienia w stawie, naruszona jest łąkotka, zerwane więzadło krzyżowe, zniszczona została chrząstka stawowa. Znów powrót do kul, które pomagają się poruszać, ale też bardzo obciążają Kacprowi stawy łokciowe i barki, co powoduje kolejne problemy. Tak działa EDS: zabiera sprawność krok po kroku, staw po stawie. My się jednak nie poddamy!

Kacper potrzebuje niezwłocznej operacji, a po niej kilkunastomiesięcznej fizjoterapii. Bez nich grozi mu wózek inwalidzki. Choroba Kacpra jest nieuleczalna. Opcję refundacji już wyczerpaliśmy. Całkowity koszt operacji, rehabilitacji po zabiegu, leczenia ogólnego i badań kontrolnych to w przybliżeniu 35 000 zł. Mamy odłożone 8 000 zł. Do pełnej kwoty brakuje nam 27 000 zł…

Dla kilku czy nawet kilkunastu osób to suma trudna do zebrania. Jeśli jednak będzie nas więcej i każdy przekaże niewielką kwotę, nasza „misja” może zakończyć się sukcesem.

Pomóżcie spełnić Kacprowi marzenia, skończyć studia, żyć i poruszać się w pełni samodzielnie. 20 lat to nie czas na kule i wózek inwalidzki.

Nawet najmniejsze wsparcie przybliży mojego syna do osiągnięcia celu.

Za każde serdecznie dziękujemy.

12020 44% 27000
zakończono: 27.01.2020

Wrócić do sportu, znów wejść na szlak - le...

dla: Piotr Budzyna
kategoria: Leczenie

Pomóżmy Piotrowi znów cieszyć się życiem!

20 września tego roku nasz przyjaciel Piotr w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala w Gliwicach. Tam stwierdzono udar pnia mózgu.

Piotra przejął OIOM Szpitala Klinicznego w Zabrzu, gdzie przez kilka tygodni lekarze walczyli o jego życie. Rokowania były niepewne, ale personel szpitala robił wszystko i jeszcze więcej, by dać nam szansę ponownego obcowania z tak nietuzinkowym i wrażliwym człowiekiem, jakim jest Piotrek.

Udało się ustabilizować parametry życiowe i rozpocząć rehabilitację. Obecnie Piotr jest odżywiany dojelitowo i wymaga 24-godzinnego monitoringu opiekuna. Sprawia to, że lista ośrodków rehabilitacyjnych, które mogą go przyjąć jest bardzo krótka, a walka o powrót do zdrowia – bardzo kosztowna.

Piotrek to „fighter”, wojownik jakich mało. Postępy, które zrobił w ciągu miesiąca intensywnej rehabilitacji, nie tylko powodują wzruszenie, ale również dają realną nadzieję na powrót Piotra do samodzielności. Wymaga to jednak – obok jego ciężkiej pracy – nieustannej, profesjonalnej opieki doświadczonego zespołu fizjoterapeutów, neurologopedów i neuropsychologów, którzy bazują na uznanych międzynarodowo metodach diagnostyczno- terapeutycznych. Dodatkowo Piotr musi stale korzystać z wiedzy i pomocy lekarzy specjalistów oraz pielęgniarek.

Startujemy ze zbiórką, która pozwoliłaby opłacić kolejne dwa miesiące pobytu Piotrka w placówce, w której jest obecnie.

Całym życiem Piotra były podróże i góry. Kochał sport. Nieprawdopodobnie aktywny, skakał ze spadochronem, ćwiczył karate, biegał, latał paralotnią, uprawiał żeglarstwo i windsurfing, jeździł na nartach, grał w badmintona… Sprawnością zawstydziłby niejednego „młodzika”. Ostatnio chciał się nauczyć kitesurfingu. Nie zdążył zrealizować tego marzenia, ale wierzymy, że wszystko przed nim.

Największa pasja Piotrka? Postawilibyśmy jednak na góry. Piotr, oprócz bycia wytrwałym wędrowcem, prowadził też własną stronę internetową o Tatrach. Na http://tatry.zbliska.eu można zobaczyć zdjęcia i filmy z kamer internetowych, zapoznać się z opisami tras wycieczkowych i aktualnościami z regionu czy poczytać ciekawostki.

Piotrek to naprawdę niezwykły facet, który zasługuje na to, by jeszcze trochę z życia wycisnąć.

Prosimy Was o wsparcie tej zbiórki, o wsparcie naszego przyjaciela.

Dzięki, trzymajcie się!

11396 24% 46000
zakończono: 26.01.2020

Wygrać walkę o mięśnie

dla: Julia Mikołajczak
kategoria: Leczenie

Julka to 11-letnia wojowniczka uwielbiająca podróże.

Jest dziewczynką ciekawą świata. Interesuje się kosmosem, kocha konie, dużo czyta, a w jej głowie jest wiele planów i marzeń do zrealizowania. Jednak jej życie znacząco rożni się od życia dzieci w podobnym wieku.

Julia zmaga się na co dzień z bardzo trudnym i podstępnym przeciwnikiem: rdzeniowym zanikiem mięśni typu 1. To rzadka, uwarunkowana genetycznie choroba nerwowo-mięśniowa, przez którą Julka traci neurony ruchowe. Jej mięśnie są coraz słabsze, a ostatecznie zanikają.

Na chwilę obecną nasza dziewczynka nie chodzi, oddycha dzięki respiratorowi, nie może mówić ani samodzielnie jeść. SMA zabrało Julii możliwość poruszania się i uczyniło jej życie zależnym od specjalistycznej aparatury medycznej. Mimo to Julka się nie poddaje i każdego dnia podejmuje nierówną walkę z chorobą.

Udało się rozpocząć leczenie, które być może przywróci naszej małej bohaterce funkcje ruchowe, a przede wszystkim uratuje jej życie. Terapia wspierana jest intensywną rehabilitacją, której miesięczny koszt wynosi ok. 3 500 zł.

Jeśli możesz przekazać wpłatę na ten wyjątkowy cel, nieważne w jakiej wysokości, prosimy: zrób to. Jeżeli nie masz możliwości wsparcia finansowego, powiedz komuś o tej zbiórce.

Każda pomoc jest ważna i za każdą serdecznie dziękujemy.

1380 39% 3500
zakończono: 25.01.2020

Walcz ze mną o życie - immunoterapia w Nie...

dla: Artur Barcikowski
kategoria: Leczenie

Artur - mąż Ani i tata 3-letniego Kacperka.

Ci z Was, którzy często zaglądają na stronę helpuj.pl z pewnością go kojarzą. Artur od dłuższego czasu zbiera fundusze na kosztowną, zagraniczną terapię nowotworu złośliwego.

Jeśli jeszcze nie poznaliście jego historii, zatrzymajcie się na chwilę i przeczytajcie opowieść Ani, żony Artura.

Kiedy nasz synek miał 11 miesięcy, u Artura zdiagnozowano guza mózgu – glejaka wielopostaciowego o najwyższym stopniu złośliwości. Gdy po operacji usłyszeliśmy wyrok: pół roku do dwóch lat życia, to całkowicie wywróciło nasz świat do góry nogami.

Minęły już ponad dwa lata od diagnozy. Mamy za sobą operację usunięcia guza, standardowe leczenie, czyli radio- i chemioterapię, operację wznowy po ponad półtora roku i zabieg Gamma Knife. Obecnie Artur przechodzi kolejną chemioterapię. W Polsce możemy liczyć tylko na naświetlanie i chemię, które pustoszą organizm, chociaż i te metody powoli się wyczerpują. Lekarze każą jedynie czekać i obserwować…

Nie zamierzamy! Zbieramy fundusze na dalsze leczenie za granicą. Leczenie, które może przedłużyć życie mojego męża o wiele lat. Immunoterapia to nowoczesna metoda leczenia nowotworów, której potencjał jest imponujący do tego stopnia, że określa się ją jako nowy oręż do walki z rakiem. Terapia glejaka, z którym walczy Artur nie jest w Polsce refundowana. Koszt immunoterapii w Niemczech jest bardzo, bardzo wysoki. To kwoty poza naszym zasięgiem.

Dzięki niewyobrażalnej mobilizacji udało nam się opłacić pierwszą fazę leczenia w klinice w Kolonii. Kosztowała około 300 000 zł. Teraz zbieramy siły i środki na kontynuację terapii w Niemczech. Będzie ona możliwa po zakończeniu przyjmowania chemii przez Artura.

Dostarczyliśmy już do kliniki tkanki pobrane z guza w czasie operacji. Na ich bazie opracowano specjalną szczepionkę. Cena podań to kolejne 300 000 zł. Mamy nadzieję, że ta metoda będzie skuteczniejsza niż poprzednie szczepionki pozyskiwane z krwi.

By się o tym przekonać, znów będziemy potrzebowali Waszej pomocy. Dzięki Waszemu dotychczasowemu, wspaniałemu wsparciu (jesteśmy za nie bardzo wdzięczni!) udało się zgromadzić już 38 046 zł.

Prosimy, walczcie z nami dalej. Pomóżcie Arturowi wygrać tę nierówną walkę, byśmy mogli patrzeć, jak rośnie nasz synek i cieszyć się każdą chwilą spędzoną razem.

Dziękujemy z całego serca za wszelką pomoc

Ania z rodziną

14308 71% 20000
zakończono: 19.01.2020

Dostosowany wózek - by samodzielnie trwać

dla: Sonia Tybora
kategoria: Leczenie

Mam na imię Sonia i sądzę, że życie to prawdziwy dar.

Gdy jest trudniej, możemy przynajmniej starać się przekazywać dobro dalej.

Życie z SMA (rdzeniowym zanikiem mięśni) to droga jednokierunkowa. Nie mogę zmienić trasy, ale mogę zmienić perspektywę, z jakiej na nią patrzę. Cieszę się każdą chwilą życia, wypełniając codzienność swoją pasją, jaką jest rysunek ołówkiem i węglem.

Wózek jest częścią mnie odkąd pamiętam. Jest to namiastka mojej niezależności. Sprzęt, który posiadam ma już 16 lat. Pewnie sam się dziwi, że jeszcze działa 🤔😉 Ja działam o wiele gorzej. Pojawiła się wielka potrzeba, by dostosować wózek i otoczenie do moich możliwości. Czekam na rozpatrzenie wniosku o dofinansowanie zakupu nowego wózka. Nawet jeśli uda się je uzyskać, potrzebne będzie jeszcze drugie tyle.

W trakcie poszukiwań odpowiedniego modelu okazało się, że już nie starczy mi sił, by obsługiwać standardowe urządzenia sterujące wózkiem elektrycznym. Doposażenie w specjalny joystick, automatyczną regulację siedziska oraz inne niezbędne elementy znacząco podnosi cenę.

To najpilniejsza z moich potrzeb. Z niej wynika ta prośba o Waszą pomoc. Z Waszym wsparciem codzienne życie będzie mnie mniej uwierało. Wciąż będzie przygodą, zbiorem pozytywów, podróżą z walizką pełną dobrych wspomnień, ciepłych uczuć i pragnienia samodzielnego, wartościowego trwania.

17220 107% 16000
zakończono: 19.01.2020

Zagrać na kodzie CCSVI

dla: Anna Klimek
kategoria: Leczenie

Cześć!

Mam na imię Anna. Jestem 27-latką z masą pomysłów na życie. Część moich planów wstrzymała, a część przekreśliła ciężka, nieuleczalna i postępująca choroba, z którą się zmagam: stwardnienie rozsiane.

SM bardzo ograniczyło moją sprawność. Byłam aktywną osobą, teraz potrzebuję stałej pomocy innych. Są dni naprawdę bardzo ciężkie, ale nie poddaję się, tylko walczę, by jak najdłużej być samodzielną. W tej walce próbowałam już wszystkiego.

Ostatnio dowiedziałam się o nowej metodzie leczenia, jaką jest zabieg CCSVI. Za pomocą angioplastyki naczyniowej usuwa się deformacje żylne. Ma to umożliwić prawidłowy odpływ krwi z mózgu i rdzenia kręgowego. Wiele osób chorych na stwardnienie rozsiane, stosujących tę metodę, obserwuje u siebie zarówno przejściową, jak i trwałą poprawę stanu zdrowia. Operacja oraz profesjonalna opieka pozabiegowa to wydatek wysokości 60 000 zł. Wcześniej trzeba wykonać rezonans kwalifikujący, który kosztuje 3 700 zł. W moim przypadku dochodzą również wydatki związane z dojazdami (ok. 600 km w jedną stronę).

Metoda CCSVI jest jeszcze w fazie testów klinicznych, ale jej rezultaty są więcej niż obiecujące. Ja sama wiążę z nią ogromne nadzieje.

Moim marzeniem jest powrócić do kondycji sprzed ostatniego rzutu choroby, być znów niezależną i w pełni samodzielną. Chcę jak dawniej chodzić po górach i zdobywać szczyty, pracować. Ukończyłam technikum żywienia i gospodarstwa domowego z najwyższą średnią w klasie, zdałam maturę. Interesuję się sportem. Lubię czytać książki i rozwiązywać krzyżówki.

Codziennie w domu ćwiczę na specjalnych przyrządach, jeżdżę również na rehabilitację ambulatoryjną i prywatną. Pomaga mi to utrzymać umiarkowaną sprawność, ale nie spowoduje cofnięcia się choroby. Taką szansę dałby mi dopiero nierefundowany zabieg CCSVI.

Pragnę żyć jak moi rówieśnicy, ale koszty leczenia przekraczają możliwości mojej rodziny.

Gorąco proszę Was o pomoc w zebraniu potrzebnych funduszy i już teraz serdecznie dziękuję za wsparcie.

10 0% 65000
zakończono: 12.01.2020

Leczymy i rehabilitujemy dzielnego maluszka

dla: Filip Kurowski
kategoria: Leczenie

Filipek urodził się w lutym tego roku. Na świat przyszedł z wadą układu nerwowego, która przejawia się przepukliną oponowo-rdzeniową, rozszczepem kręgosłupa i wodogłowiem. Filip nie ma nawet roczku, a już przeszedł trzy operacje. Synek choruje również na zespół Arnolda-Chiariego typu II. Czekamy na rezonans, który rozstrzygnie kwestię kolejnej operacji.

Ponieważ u Filipa występuje niedowład wiotki kończyn dolnych, nie wiemy, czy nasz chłopczyk będzie chodził. Na razie nie może samodzielnie usiąść i utrzymać tej pozycji, ale wierzymy, że to się zmieni. Nie tracimy nadziei. Codziennie ćwiczymy w domu, a dwa razy w tygodniu jeździmy do ośrodka rehabilitacyjnego.

Filipek ma również pęcherz neurogenny, w związku z czym musimy go cewnikować co trzy godziny. Oprócz jednorazowych cewników potrzebne są m.in. żele, środki do dezynfekcji, rękawiczki gumowe. Nasz skarb przyjmuje różne leki (również w związku z zaburzoną motoryką jelit) – żaden z nich nie jest refundowany.

Ułamek kosztów pokrywa NFZ, jest to jednak kropla w morzu potrzeb związanych ze specjalistyczną opieką lekarską, dojazdami na wizyty itd. Dzięki systematycznej i ciężkiej rehabilitacji Filip jest silnym i wesołym dzieckiem, które dzielnie walczy. 

Każda złotówka przekazana na leczenie i rehabilitację Filipka zbliży go do sprawności i zwiększy jego szansę na spokojne, radosne dzieciństwo.

Dziękujemy!

213 3% 6000
zakończono: 09.01.2020

Czyste powietrze dla bezbronnych płuc

dla: Julia Wieczorek
kategoria: Leczenie

Cześć!

Jestem Julia. Urodziłam się osiem lat temu z rzadką, nieuleczalną chorobą genetyczną, która ma ogromny wpływ na całe moje życie.

Ta choroba to pierwotna dyskineza rzęsek, zwana też zespołem nieruchomych rzęsek. Powoduje ona, że mój układ oddechowy nie oczyszcza się sam. Z tego powodu zapadam na różne infekcje i ciężko je przechodzę. Wtedy, zamiast chodzić do szkoły, uczyć się i bawić jak inne dzieci w moim wieku, spędzam czas w domu i wytrwale się leczę.

Poza takimi „interwencjami” jest jeszcze stała praktyka, która polega na codziennym oczyszczaniu płuc i zatok za pomocą leków, płukania, inhalacji oraz fizjoterapii, przy której pomagają mi rodzice. Bardzo nie lubię tych zabiegów. Wiem, że są konieczne, ale niezwykle mnie męczą.

Pomijając chorobę, jestem zupełnie zwyczajną dziewczynką. Mam starszą siostrę i brata, których bardzo kocham. Uwielbiam koty 💕 W domu mam kotkę Stefę i całą kolekcję pluszowych kociąt. Chętnie układam budowle z klocków i spędzam czas z koleżankami z klasy. I lubię się uczyć 😉

Bardzo chciałabym móc swobodnie się bawić i spędzać beztrosko dni. Wszędobylskie zanieczyszczenia i zarazki przynoszone przez domowników oraz gości skutecznie mi to utrudniają, w znacznym stopniu odpowiadając za zaostrzenia mojej choroby.

Jest jednak sposób, by choć częściowo temu zaradzić: systematyczne oczyszczanie powietrza z groźnych drobnoustrojów.

Znaleźliśmy z rodzicami profesjonalny sprzęt, który by mi to zapewnił: oczyszczacz powietrza firmy Sharp. Wybrany przez nas model ma 5-stopniowy wskaźnik oczyszczania, funkcję umożliwiającą dezynfekcję pomieszczeń przed snem czy po chorobie, tryb antyalergiczny i wbudowaną nowoczesną technologię, która jonizuje oraz oczyszcza powietrze, sprawiając, że jest zdrowe i rześkie jak nad morzem czy w lesie.

Bardzo chciałabym mniej chorować, dlatego razem z rodzicami zwracam się z prośbą o pomoc w zebraniu funduszy na zakup tego urządzenia.

Bardzo dziękuję za każde wsparcie.

Julka 😊

2276 103% 2200
zakończono: 07.01.2020

Nowy materac szansą na spokojny sen

dla: Mariusz Stępień
kategoria: Leczenie

Cześć!

To znowu ja 😉

Jak może pamiętacie, mam na imię Mariusz i mieszkam z rodzicami w Łodzi. Mam 29 lat i wiem, że nigdy nie doświadczę samodzielnego życia. Od ponad 20 lat choruję na dystrofię Duchenne’a, czyli postępujący zanik mięśni.

Choroba sprawiła, że jestem osobą całkowicie zależną od pomocy innych. Nie mogę wykonać samodzielnie żadnej czynności, przeważającą część dnia spędzam w pozycji leżącej i praktycznie całą dobę oddycham za pomocą respiratora.

Jestem jednak osobą pełną woli walki. Mam ogromną potrzebę samorealizacji, podążania za swoimi pasjami i podejmowania nowych wyzwań. Wszystko to sprawiło, że ukończyłem z wyróżnieniem dzienne studia prawnicze na Uniwersytecie Łódzkim, potocznie zwanym „Paragrafem”; otrzymałem nawet Medal „Za chlubne studia” 🙂

W naszej rodzinie pracuje tylko tata. Mama opiekuje się mną od początków choroby, w związku z czym musiała zrezygnować z rozwoju zawodowego.

Moi Drodzy, powoli zbliżają się Święta. Problemem nie jest dla mnie jednak długa lista osób do obdarowania i brak pomysłów na prezenty, lecz… materac, na którym śpię. Żywot obecnego dobiega kresu, a nie był to zwykły materac. Zapewniał optymalne podparcie kręgosłupa, a materiał, z którego był wykonany (wysokoelastyczna pianka z nacięciami 3D) gwarantował odpowiednią wentylację i termoregulację.

Materac pełnił więc funkcję przeciwodleżynową. Jest to niezmiernie istotne, ponieważ odleżyny to poważny, bardzo bolesny, ale (niestety!) powszechny problem wśród osób leżących. Dodatkowym argumentem na korzyść materaca specjalistycznego jest fakt, że – ze względu na moją drobną posturę – na zwykłych materacach jest mi, najzwyczajniej mówiąc, niewygodnie.

Z uwagi na to, że materace, które oferuje NFZ są dla mnie nieodpowiednie, jeśli chodzi o materiał i technologię ich wykonania, proszę Was o pomoc w realizacji mojego celu, jakim jest zakup wysokiej jakości materaca do łóżka rehabilitacyjnego.

Dzięki Wam będę mógł spać w komfortowych warunkach, bez obaw o powstanie odleżyn.

Dziękuję za każdą wpłatę, która przybliży mnie do spokojnego (znów) snu.

2570 102% 2500
zakończono: 07.01.2020

Uciec przed ciszą

dla: Karolina Mihułka
kategoria: Leczenie

Wielu z Was zna lub przynajmniej kojarzy piosenkę Budki Suflera „Cisza jak ta”. Opowiada ona o ciszy, która – we współczesnym świecie, wypełnionym zgiełkiem i hukiem rozrastających się miast – jest czymś upragnionym i wyczekiwanym. Czymś, co daje wytchnienie, zanim rzucimy się ponownie w wir dźwięków tętniących na ulicach, w pracy, w słuchawce telefonu.

Gdy mamy ich dość, wystarczy wrócić do domu i zamknąć się w cichym pokoju; zakończyć rozmowę i odłożyć telefon; wyłączyć telewizor lub radio; w tłumie ludzi założyć słuchawki; wyjść do lasu lub wyjechać - nawet na bezludną wyspę ;)

Wyobraźcie sobie jednak, że to nie dźwięki Was gonią, a cisza. Jednak nie ta spokojna, która „prawdziwy ma smak” i niesie ukojenie. Goni Was cisza brudna, pełna cichych pisków, głośniejszych, nieprzewidzianych zgrzytów. Cisza tłumiąca i zniekształcająca dźwięki. Wszystkie, bez wyjątku. Cisza, która nie pozwala zrozumieć drugiej osoby, choć ta stoi tuż obok. Cisza, w której telefon jest już na najwyższej głośności, a i tak coraz mocniej przyciska się słuchawkę do ucha - bo może będzie choć trochę lepiej słychać. Cisza zabierająca największą miłość, jaką jest słuchanie muzyki. Cisza wywołująca wstyd każdym kolejnym „Możesz powtórzyć?”.

Mam na imię Karolina. Urodziłam się z obustronnym niedosłuchem postępującym, spowodowanym przez rzadką chorobę, znaną jako zespół Klippla-Feila. Zmagam się również z wieloma dodatkowymi schorzeniami. Aparaty słuchowe noszę od 12 roku życia. Z powodów zdrowotnych musiałam zrezygnować z aparatu w prawym uchu.

W maju tego roku, mając 32 lata, zostałam w końcu kompleksowo zdiagnozowana przez specjalistów z Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach. Potwierdzili oni wrodzony niedosłuch, stwierdzili także zniekształcenie kostek słuchowych, pogrubienie i perforację błony bębenkowej (mówiąc wprost, jest ona po prostu dziurawa jak sito) oraz złe wykształcenie i zdegenerowanie kości, która znajduje się za małżowiną uszną. Ostatnia z tych rzeczy uniemożliwia zarówno wszczepienie implantu kostnego, jak i założenie tradycyjnego aparatu zausznego.

Najgorszą informacją była dla mnie jednak wiadomość o istnieniu w moim prawym uchu, a konkretnie w uchu środkowym, narośli zwanej perlakiem. Jest to zmiana o silnych właściwościach destrukcyjnych. Nieusunięta, niszczy kostki słuchowe, podstawę czaszki i nerwy. Może spowodować całkowitą utratę słuchu.

Zespół z kajetańskiego Instytutu zakwalifikował mnie do operacji, która zostanie przeprowadzona pod koniec tego roku. Operacja jest finansowana przez NFZ, jednak przygotowania do niej już nie. Otrzymałam długą listę badań do wykonania; muszę zaszczepić się na WZW typu B, wyleczyć wszystkie ubytki w zębach oraz zebrać opinie specjalistów: ortopedy, neurologa, kardiologa i dentysty. Część badań mogę zrobić na koszt NFZ, jednak opłacenie szczepienia, leczenia stomatologicznego i wizyt lekarskich pozostaje po mojej stronie.

Sfinansowanie takiej ilości świadczeń w krótkim czasie przekracza moje możliwości finansowe. Do tych wydatków dochodzą koszty przejazdów na trasie Wrocław – Kajetany, zarówno na samą operację, jak i późniejsze wizyty kontrolne (częste w pierwszej fazie po zabiegu).

Zwracam się do Was z prośbą o wsparcie. Pomóżcie mi zebrać fundusze na wykonanie zleconych badań, odbycie wizyt kontrolnych oraz przejazdy związane z operacją.

Będę Wam ogromnie wdzięczna.

„Tak Cię uczyli od lat,

Tylko krzykiem zdobywa się świat,

A to nie tak, nie tak!”

 

Zgadzam się z Krzysztofem Cugowskim. Dla mnie świat zdobywa się dźwiękiem. Muzyką rozmów, śpiewem ptaków i szumem wiatru. Usłyszanym dzwonkiem do drzwi, rozumieniem filmu bez czytania napisów, odpowiedzią na „Dzień dobry” od znajomego mijanego na ulicy.

Dzięki Waszej pomocy, cisza, przed którą teraz uciekam, może ze śmiertelnego wroga zmienić się w wyczekiwanego przyjaciela, do którego się udam, gdy będę chciała po prostu przez chwilę odpocząć.   

2050 102% 2000
zakończono: 25.12.2019

Spowolnić chorobę i zrobić lemoniadę 🍋🍋

dla: Ewa Gadzalska
kategoria: Leczenie

Mówią, że gdy życie daje Ci cytryny — zrób z nich lemoniadę. Tylko nam zabrakło cukru… 😉 W marcu tego roku, po 8 latach stopniowego pogarszania się stanu zdrowia, zdiagnozowano u Mojej Mamy stwardnienie rozsiane (SM) pierwotnie postępujące. Choroba uszkadza układ nerwowy. Mama odczuwa osłabienie, ból, drżenie i wzmożone napięcie mięśniowe kończyn. Ma zawroty głowy, traci równowagę. Coraz trudniej jest Jej się poruszać.

W Polsce zarejestrowano lek zawierający ocrelizumab — jedyny, który spowolni postęp choroby i da Mamie szansę uniknąć całkowitej niepełnosprawności. Nie jest refundowany. Jedna dawka kosztuje 26 082 zł. Kolejną trzeba podać po 6 miesiącach i tak do końca życia. 85 tysięcy zł zapewniłoby Mamie 1,5 roku leczenia.

Żeby nie zwariować staramy się podchodzić do choroby z poczuciem humoru, którego Mamie nie brakuje. Jaka jest Moja Mama? ZWYCZAJNIE NIEZWYCZAJNA. Jako emerytowana nauczycielka języka polskiego zachwyca się nowym słowem, stworzonym przez 5- letnią wnuczkę, która nie potrafiła wymówić inwalida i nazwała Babcię „inwatrolem”. Lubi zasypiać w fotelu podczas oglądania seriali, a przyłapana twierdzi, że nie śpi. Robi najlepsze pierogi ruskie pod Słońcem. Jako wyjątek potwierdzający regułę zapomniała, jak się jeździ na rowerze 😂! Uwielbia rozpieszczać Wnuki i dziwnym trafem wiecznie przegrywa w Grzybobraniu, Chińczyku czy warcabach. I choć pewnie to przeczyta... zawsze ma rację 😊 A kiedy przytula wszystkie troski znikają.

Chcielibyśmy, żeby mogła być z nami i cieszyć się życiem jak najdłużej w jak najlepszym zdrowiu. Dlatego prosimy Państwa o wsparcie finansowe. Bez Waszej pomocy nie uda nam się osłodzić tej lemoniady!

7123 8% 85000
zakończono: 23.12.2019

Złóżmy szafę dla Boguszka

dla: Bogumił Dębkowski
kategoria: Marzenie

Mój mąż Bogumił, a właściwie Boguszek, bo tak do niego zawsze mówię, choruje od wielu lat. W dokumentacji medycznej, dla której wydzieliliśmy już osobną szufladę, bo żadna teczka tego nie pomieści, powtarzają się nieustannie trzy słowa: dystrofia mięśniowa Beckera.

Trzy słowa, które opisują naszą codzienność: ból, ciągłe wyzwania i walkę. Trzy słowa, które kiedyś nas rozłączą, ale dziś łączą nas najmocniej na świecie.

Boguszek dowiedział się o swojej chorobie, gdy miał 15 lat. Podczas gdy jego rówieśnicy wybierali, do jakiej szkoły średniej pójdą, spędzali czas ze znajomymi, bawili się i korzystali z bycia nastolatkami, mój mąż oswajał się z perspektywą życia na wózku, zależności od innych ludzi i aparatury medycznej.

Problemy były coraz poważniejsze. Początkowe drobne trudności z wchodzeniem i bieganiem nieustannie się nasilały. W końcu Boguszek przestał chodzić. Od tego czasu wymaga ciągłej opieki. Ciągłego towarzyszenia i bycia obok. Jego mięśnie zanikają, a ja nie mogę tego zatrzymać. Gdybym tylko mogła, zrobiłabym wszystko.

Jest jednak coś, co nie zanika – nasza miłość. Miłość, którą czuję do mojego męża, przyjaciela i ojca naszego dziecka codziennie pcha mnie do walki, a teraz do tego, by poprosić o Twoją pomoc.

Choroba to ciągłe koszty: lekarstwa, wizyty u specjalistów, sprzęty do rehabilitacji. Do tego dochodzą wydatki związane z życiem codziennym. Trudno znaleźć nam na to wszystko środki, ponieważ – ze względu na całodobową opiekę nad mężem – nie mogę podjąć stałej pracy.

Obecnie stoimy przed dużą trudnością. Jest nią zakup szafy dostosowanej do potrzeb i ograniczeń Boguszka. Mebel obecny w każdym domu, standard wyposażenia, coś oczywistego – dla nas cel i wyzwanie. Pojemna szafa pozwoli Bogumiłowi na większą samodzielność. W szafie przechowa swoje ubrania, buty, sprzęt medyczny, leki, dokumenty i przedmioty codziennego użytku. Dzięki temu z podłogi znikną wypełnione po brzegi worki, które zajmują znaczną przestrzeń naszego mieszkania, utrudniając mężowi przemieszczanie się.

W obecnej chwili szafę zastępuje nam suszarka na ubrania, na której wieszamy rzeczy. Po wciąż niezakończonym remoncie pozostały nam jeszcze faktury do opłacenia. Na specjalnie zaprojektowaną szafę z pewnością zabraknie środków w naszym skromnym budżecie.

Dlatego proszę Cię o wsparcie i przekazanie darowizny na ten cel. Proszę Cię o wsparcie w mojej małej, codziennej walce i w naszej wielkiej walce z chorobą, by miłość Boguszków mogła trwać jak najdłużej.

Poznaj lepiej historię Bogumiła: http://pomocdlaboguszka.xlx.pl/historia-boguszka-2/

215 5% 3950
zakończono: 22.12.2019

Neurorehabilitacja dla Supermamy z SM

dla: Marzena Sosnowska
kategoria: Leczenie

Cześć!

Mam na imię Marzena i jestem 28-letnią mamą dwóch wspaniałych chłopaków: 9-letniego Kacpra i 2-letniego Gabrysia.

Kacper był już na świecie, gdy otrzymałam diagnozę stwardnienia rozsianego. Choroba ta jest nieuleczalna, ale nawet ona nie zmieni tego, że jestem MAMĄ. Każdego dnia walczę dla moich synków, choć 6 lat temu skazano mnie na wózek, a 5 lat temu mój organizm zaatakowała borelioza.

Ale nie poddałam się i, dzięki rehabilitacji, trwałam z kulą ortopedyczną u boku. Niestety, przyszedł czas nagłego pogorszenia stanu zdrowia, tzw. rzut, i teraz na dłuższe spacery potrzebuję wózka.

Dziś, z dwiema kulami, powolnym krokiem – ale jestem w stanie wyjść z domu na własnych nogach. Nie mogę i nie chcę się poddać – mimo bólu i łez będę codziennie stawać w szranki z SM – dla moich chłopców.

Wierzę, że wezmę ich za ręce i pójdziemy przed siebie bez pomocy osób trzecich czy wózka czekającego obok.

Zawsze marzyłam o podróżach z rodziną i wspólnych wspinaczkach po górach, które uwielbiam. Na razie mogę tylko na nie popatrzeć, ale mocno trzymam kciuki za to, że zdobędziemy razem niejeden szczyt.

Byśmy mieli na to szansę, potrzebuję systematycznej, profesjonalnej neurorehabilitacji. Pomaga mi ona stopować chorobę.

Rehabilitacja w specjalistycznym ośrodku to koszt ponad 9 000 zł miesięcznie. Program obejmuje indywidualne zajęcia z fizjoterapeutą, konsultacje, badania, terapię, nocleg i transport.

Dla nas to ogromny wydatek. Proszę więc o Twoją pomoc, bym, mimo choroby, mogła być samodzielną Supermamą.

Chcesz dowiedzieć się o mnie czegoś więcej? Odwiedź mój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/SMpomozmlodejmamie/

20 0% 10000
zakończono: 17.12.2019

Wyjście z labiryntu autyzmu – konsultacje ...

dla: Mariusz Kosiński
kategoria: Leczenie

Cześć!

Nazywam się Mariusz i właśnie skończyłem 5 lat.

Gdy tylko się urodziłem, trzeba było mnie ratować, bym został na świecie. Udało się! To było najważniejsze. Od tamtego czasu zmagałem się jednak z poważną chorobą jelit i alergiami. Miałem 3 latka, kiedy rodzice poprosili o pomoc dobrych ludzi – takich jak Wy. Wspólnie zebraliśmy fundusze na badania za granicą, które ujawniły przyczynę moich problemów i pomogły mi wyzdrowieć. Chciałem jeszcze raz serdecznie wszystkim podziękować za tę szansę.

Nie zobaczycie tego na zdjęciach, ale jestem chłopcem autystycznym, mam też opóźnienie rozwojowe. Potrzebuję wieloletniej, specjalistycznej terapii. Od niespełna roku rodzice pracują ze mną metodą sformułowaną przez amerykańską organizację Doman International, wspierającą dzieci z autyzmem i uszkodzeniami mózgu. I wiecie co? Zrobiłem już olbrzymie postępy! Wcześniej nie było ze mną kontaktu, a teraz jestem wesołym, fajnym chłopakiem 👦🙋‍♂

Zaczynam wychodzić ze świata autyzmu i cieszyć się tym prawdziwym. Nie mówię tak jak moi rówieśnicy, ale potrafię czytać – nawet w drugim języku. Bezbłędnie rozpoznaję gatunki drzew, owadów i zwierząt. Jestem ogromnie spostrzegawczy.

Mam szansę dogonić dzieci w moim wieku i być takim zwykłym, najzwyklejszym chłopcem. Potrzebuję jednak czasu, a ten ucieka. Gdy będę miał 6 lat, pewne obszary rozwoju zamkną się już dla mnie na zawsze.

Szansą na wykorzystanie tego roku, który mi został do 6. urodzin, są konsultacje z gronem specjalistów oraz kilkutygodniowy kurs, na którym moi rodzice dowiedzą się, jak mnie uczyć i rehabilitować w domu. Jest to narzędzie oferowane przez organizację, o której Wam wspominałem.

Niestety, koszt uczestnictwa w tych spotkaniach jest dla moich rodziców za wysoki.

Uśmiecham się więc do Was o drobną pomoc i kolejną szansę.

Już teraz dziękuję za wsparcie! 🌴🐞🦉

1500 53% 2800
zakończono: 16.12.2019

Rok terapii psychologicznej

dla: Kamil Jagodziński
kategoria: Leczenie

Drodzy!

Mam na imię Kamil i należę do grona osób zmagających się z chorobą afektywną dwubiegunową.

CHAD to - w uproszczeniu - zaburzenia nastroju, polegające na naprzemiennym występowaniu epizodów manii (lub hipomanii) i depresji. Jest to schorzenie nieuleczalne i (przy braku odpowiedniej terapii) bardzo utrudniające zarówno normalne funkcjonowanie w życiu społecznym, jak i codzienne bycie ze sobą samym.

W moim przypadku do częstych wahań nastroju doszły próby samookaleczenia, w związku z którymi byłem raz hospitalizowany. W 2014 roku przeszedłem zabieg operacyjnego usunięcia nowotworowego guza zstępnicy. W 2016 roku zdiagnozowano u mnie mikroskopowe zapalenie jelita grubego, które znacznie obniża mój komfort życia.

Okresowo potrzebuję więc wsparcia lekarzy dwóch specjalności: psychiatry i gastrologa. Prywatne konsultacje to każdorazowy wydatek na ponad 100 zł. Najbardziej zależy mi na wznowieniu psychoterapii indywidualnej, którą przerwałem ze względów finansowych.

W okresach względnej równowagi psychofizycznej staram się realizować cel "powrotu do normalnego życia". Obecnie uczęszczam na kurs języka angielskiego, w domu uczę się obsługi Excela. Ukończyłem rozmaite szkolenia podnoszące kwalifikacje.

Plan na przyszłość to studia podyplomowe o specjalizacji integracja społeczna i aktywizacja zawodowa osób niepełnosprawnych, a następnie powrót do rozwoju zawodowego i na rynek pracy (celuję w III sektor).

Kiedyś sporo szkicowałem – głównie portrety i architekturę, ale mam wrażenie, że przez swoją niepełnosprawność utraciłem zdolności w tym zakresie. Najwięcej radości i ogromną dawkę pozytywnej energii przynosi mi obecnie spędzanie czasu z Olą i Kacperkiem, dla których jestem ojcem chrzestnym.

Jestem głęboko zdeterminowany, by przez pracę z psychologiem zbudować się na nowo i stworzyć sobie warunki do rozwoju oraz spokojnego, ustabilizowanego życia.

Bez Waszego wsparcia trudno mi będzie zrealizować to marzenie, dlatego proszę o pomoc i dołożenie przysłowiowej cegiełki do mojego celu. Będę wdzięczny.

PS Dobro wraca :-)

321 6% 5000
zakończono: 15.12.2019

Komputerowiec z MPD zbiera na nowy sprzęt

dla: Piotr Ślązak
kategoria: Marzenie

Drodzy Darczyńcy!

Mam na imię Piotr, w tym roku skończyłem 44 lata. Choruję na mózgowe porażenie dziecięce, mam porażone wszystkie kończyny. Silna spastyczność oraz mocno zaburzone funkcje lokomotoryczne to trudności, z którymi mierzę się na co dzień.

Jestem niepełnosprawny od urodzenia, ale staram się być pełnoprawnym obywatelem tego świata. Z uporem walczę o swoją samodzielność. Wszystko, co mam zdobyłem dzięki determinacji, ogromnej pracy, bardzo silnej woli oraz pomocy rodziny i przyjaciół. Ukończyłem Zawodowe Studium Informatyczne UW.

Zdobyta wiedza pozwoliła mi na zajmowanie się obróbką zdjęć i tworzeniem stron internetowych. Komputer jest więc dla mnie nie tylko oknem na świat i głównym narzędziem do komunikowania się z nim – to sprzęt, na którym pracuję zawodowo. Obsługuję go jednym palcem lewej – sprawniejszej – stopy. Do komputera podłączona jest komórka. Dzięki specjalnej aplikacji widzę ekran telefonu, otrzymywane wiadomości oraz panel klawiatury, na której mogę pisać palcem u stopy.

Obecnie poszukuję pracy, sprawny komputer jest mi niezbędny. Sprzęt, z którego korzystam ma już 8 lat i ostatnio odmawia posłuszeństwa. Chciałbym postawić go na nogi i usprawnić poprzez zamontowanie odpowiednich części.

Marzę, bo to ważna rzecz w życiu. Nie użalam się nad sobą, przeciwnie – jestem szczęśliwy, że tyle osiągnąłem. Z Waszą pomocą mogę zrealizować kolejne cele i poprawić jakość swojego codziennego funkcjonowania. Będę wdzięczny za każdą złotówkę, która przybliży mnie do spełnienia marzenia o nowych częściach do komputera.

Pozdrawiam

Piotrek

5315 118% 4500
zakończono: 12.12.2019

Nowa łazienka dla wspaniałej seniorki

dla: Krystyna Bil
kategoria: Marzenie

Witajcie!

Mam na imię Asia. Jestem córką cudownej kobiety, która zawsze była dla wszystkich podporą. Teraz jestem również jej głosem. Poznajcie historię Krysi, mojej ukochanej mamy.

Mam śpiewała w chórze kościelnym. Dawało jej to wiele radości. W 2016 roku zauważyła, że z jej głosem dzieje się coś złego. Zaczęło się od chrypki, potem nastąpiło spowolnienie mowy, głos stał się nosowy. Mama trafiła do szpitala, gdzie stwierdzono chorobę Wilsona. Wykluczono ją jednak niedługo później. Problemy z mową były coraz większe. Mama mówiła niewyraźnie, pojawiły się kłopoty z przełykaniem jedzenia i picia.

Laryngolodzy nie znaleźli przyczyn pogarszającego się stanu zdrowia „po swojej stronie”. Również foniatra stwierdził, że struny głosowe są zdrowe. Dopiero zlecone przez neurologa badanie EMG naprowadziło nas na właściwą ścieżkę. W październiku 2017 roku, w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym u mamy zdiagnozowano SLA – stwardnienie zanikowe boczne. Ta nieuleczalna choroba charakteryzuje się stopniową degeneracją włókien nerwowych, co przekłada się między innymi na pracę mięśni.

Odmiana SLA, na którą choruje mama jest określana jako opuszkowa i wyróżnia się tym, że atakuje najpierw mięśnie twarzy, języka i przełyku – stąd właśnie wzięły się problemy z mową i przełykaniem. W chwili obecnej mama nie mówi i nie przyjmuje normalnie pokarmów. Porozumiewa się ze światem, pisząc na karteczkach, a karmiona jest przez sondę umieszczoną w żołądku.

We wrześniu zeszłego roku pojawiły również problemy z oddychaniem – szczególnie w nocy. Do marca tego roku, kiedy udało się mamie dostać miejsce na oddziale pneumonologicznym, niedotlenienie spowodowało duże zmiany w jej mózgu. Ciężko jest się z tym pogodzić - zarówno samej mamie, jak i nam. W szpitalu mama została zakwalifikowana do programu domowej wentylacji nieinwazyjnej. Okazało się bowiem, że podczas snu mózg mamy nie przesyła impulsów do płuc i przestają one pracować. Od tamtej pory śpi podłączona do respiratora.

Mimo swojej ciężkiej sytuacji zdrowotnej, mama stara się nie poddawać. Biorąc pod uwagę okoliczności i to, że cały czas słabnie, jest bardzo samodzielna i naprawdę świetnie sobie radzi.

Z całego serca chciałabym ułatwić jej codzienną pielęgnację, by czuła się pewnie i bezpiecznie we własnym domu. Marzeniem mamy jest odpowiednio zabezpieczony prysznic, ale to wiąże się z przebudową i modernizacją całej łazienki, łącznie z wymianą instalacji elektrycznej, która teraz nie działa.

To spory wydatek, dlatego proszę Was o wsparcie zbiórki.

Z góry dziękuję wszystkim, którzy pomogą spełnić marzenie mojej mamy.

Pozdrawiam serdecznie

Asia

740 10% 7000
zakończono: 11.12.2019

Oddychać czystym powietrzem

dla: Maksymilian Tylus
kategoria: Leczenie

Cześć wszystkim!

Nazywam się Maksymilian, mam 15 lat. Choruję na dziecięce porażenie mózgowe. Zmagam się też z niedowładem czterokończynowym i epilepsją. „Oprzyrządowanie”, które widzicie na mojej szyi, służy do wprowadzania rurki tracheotomijnej i montowania wymienników regulujących właściwości powietrza.

Wszystkie moje dolegliwości wymagają powtarzanych kilka razy dziennie, starannych zabiegów pielęgnacyjnych. Trud ten podjęli mój brat ze swoją żoną. Zajmują się mną, odkąd w zeszłym roku straciłem mamę, ostatniego z rodziców. Jestem im bardzo wdzięczny, co staram się okazywać codzienną radością z życia.

Bardzo lubię słuchać muzyki i spacerować z moimi opiekunami. Uwielbiam przebywać w gronie najbliższych. Super się wtedy czuję, mam dobry humor i uśmiecham się od ucha do ucha.

Moje obecne marzenie to zabieg usunięcia na stałe rurki tracheotomijnej. Są na to szanse, jednak przede mną jeszcze kilka miesięcy pracy. Pracę taką wykonuję w czasie rehabilitacji. Obowiązek szkolny realizuję w formie zajęć rewalidacyjno-wychowawczych. Obecnie w placówce, do której uczęszczam, prowadzony jest remont. Wymienniki ciepła i wilgoci w rurce tracheotomijnej są mi więc tym bardziej potrzebne. Na co dzień chronią mnie przed infekcjami górnych dróg oddechowych i wdychaniem szkodliwych pyłów. Przy pracach budowlanych, przeprowadzanych aktualnie w moim bezpośrednim otoczeniu, takie wymienniki stają się wręcz niezbędne. Nie są, niestety, refundowane.

Proszę Was o pomoc w zebraniu funduszy na 300 wymienników. Taki zapas wystarczyłby mi na 1,5-2 miesiące.

Będę Wam bardzo wdzięczny za wszelką pomoc.

Dziękuję już teraz.

1415 141% 1000
zakończono: 05.12.2019

Leczenie boreliozy

dla: Małgorzata Janiak
kategoria: Leczenie

Witajcie.

Mam na imię Małgorzata. Choruję poważnie od kilkunastu lat. Przez większość tego czasu nie wiedziałam, co tak naprawdę mi dolega. 3 lata temu otrzymałam diagnozę boreliozy. Teraz przynajmniej wiem, z czym walczę i jak mam to robić.

Borelioza to przewlekła, podstępna, wieloukładowa choroba zakaźna, która ma poważny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu. Nieleczona prowadzi do poważnych powikłań, których nie można cofnąć.

W moim przypadku borelioza uaktywniła się po zabiegach operacyjnych. Wróciła po okresie bez objawów. Wcześniej byłam wesołą, aktywną i rezolutną osobą, prowadziłam intensywne życie towarzyskie. Uwielbiałam spacery z moimi psami, Dejsi i Dasti.

Teraz jednak mam problemy z przemieszczaniem się i wykonywaniem rękoma podstawowych czynności, ciągle bolą mnie stawy i mięśnie, drętwieją mi kończyny. Wychodzę z domu tylko wtedy, kiedy naprawdę muszę. W głowie co jakiś czas pojawia się myśl o reszcie życia spędzonej na wózku inwalidzkim. Borelioza oznacza dla mnie również depresję, zaniki pamięci, zaburzenia snu, tzw. mgłę umysłową, a w rezultacie utratę wiary w siebie i trudności rodzinne.

Dodatkowo zmagam się z – wynikającą z insulinoodporności – hipoglikemią reaktywną, dną moczanową oraz nadciśnieniem. Wszystko to bardzo zmieniło moje życie i pozbawiło je radości. A ja chcę żyć pełną piersią i cieszyć się życiem.

Ponieważ (w związku z utratą pracy) jest mi trudno samej sfinansować leczenie, zwracam się do Was z prośbą o wsparcie. Miesięczne wydatki na antybiotyki, suplementy i rehabilitację wynoszą około 2 000 zł. Tą zbiórką chciałabym zabezpieczyć sobie farmako- i fizjoterapię na 3 miesiące.

Będę bardzo wdzięczna za każdą złotówkę przekazaną na mój cel.

Pozdrawiam Was serdecznie 🌻

Małgosia

0 0% 6000
zakończono: 04.12.2019

2 urodzinowa zbiórka Precla na rehabilitację

dla: Szymon Bończak
kategoria: Leczenie

2 urodzinowa zbiórka Precla na rehabilitację

 

Szymon zwany Preclem, jest chory na rdzeniowy zanik mięśni typu 1 (SMA1). SMA to wredna choroba genetyczna, która powoduje postępujący zanik mięśni, a typ 1 jest jej najbardziej agresywną postacią.
Chorzy na SMA typ 1, również Szymon, bardzo szybko tracą możliwość całkowitego poruszania się, samodzielnego oddychania i połykania (do tego też są potrzebne mięśnie!)


Kiedy diagnozowano Precla, miał zaledwie 4 miesiące. Lekarze dali mu maksymalnie dwa lata życia. Nie poddaliśmy się. Nie poddał się też Precel i walczył z potworem, jakim jest SMA, całą swoją radosną mocą.

Tą walką zawsze była i jest intensywna i codzienna rehabilitacja powstrzymująca zanik mięśni. Od 2,5 roku Precel w swojej walce ma wielkiego sprzymierzeńca, czyli pierwszą na świecie terapię na SMA, w której ma niebywałe szczęście uczestniczyć. Szymon dalej potrzebuje rehabilitacji, aby jak najwięcej odzyskać z tego, co do tej pory zabrała mu choroba.
Ze względu na swój stan (Szymon oddycha przy pomocy respiratora) taka rehabilitacja musi odbywać się u nas w domu, a każda domowa wizyta fizjoterapeuty kosztuje około 100 złotych. 

W zeszłym roku, podczas pierwszej, urodzinowej zbiórki, dzięki Waszej szczodrości konto Precla w Fundacji Avalon zasiliło 6 311 PLN.


30 Października 2019 roku Precel skończy 14 lat! Jeśli chcecie zrobić Preclowi prezent na urodziny, dodajcie cegiełkę do jego codziennej rehabilitacji poprzez uczestnictwo w tej zbiórce. Bardzo byśmy chcieli zebrać na jego urodziny tyle, aby zapewnić mu 3 miesiące frajdy i jednocześnie walki o mięśnie z naszymi nieocenionymi fizjoterapeutami. Każda złotówka się liczy!


Więcej o Preclu na: www.facebook.com/PreclowaStrona
Dziękujemy

Rodzice Precla

3609 65% 5500
zakończono: 29.11.2019

Zdrowe serce, spokojna głowa

dla: Gabor Pająk
kategoria: Marzenie

Dzień dobry Państwu.

Nazywam się Gabor Pająk. Mam 34 lata. Przyszedłem na świat z wadą serca o nazwie Tetralogia Fallota.

Oznacza to, że niepełnosprawność towarzyszy mi od urodzenia. Po pierwszej operacji serca, którą przeszedłem w 1985 r., pozostał mi niedowład całej prawej ręki. W 1990 r. lekarze przeprowadzili zabieg całkowitej korekty wady, a w 2012, podczas operacji na otwartym sercu, wszczepiono mi zastawkę biologiczną.

Obecnie mam sztuczną zastawkę, która (co wykazały ostatnie badania) jest nieszczelna. Czekam na termin implantacji nowej. Mam nadzieję, że uda się uniknąć kolejnej operacji na otwartym sercu.

Pracowałem jako nocny portier na basenie, jednak z powodu komplikacji zdrowotnych zrezygnowałem z tego stanowiska. Poszukuję zatrudnienia w miejscu, gdzie nie będę musiał pracować fizycznie, ponieważ jest to zbyt duże obciążenie dla mojego organizmu. Jako osoba niepełnosprawna w stopniu umiarkowanym, mam ograniczone możliwości, jeśli chodzi o miejsce wykonywania pracy.

Mieszkam z mamą, jednak staram się, by nie ponosiła z tego względu wysokich kosztów. Renta i zasiłek pielęgnacyjny, które otrzymuję są symboliczne, staram się jednak dokładać do domowego budżetu. Podsumowałem miesięczne wydatki i wiem, że nie mam szansy opłacić ich z przyznanych świadczeń. Bardzo chciałbym również wyjechać do Kołobrzegu na turnus z profesjonalną rehabilitacją kardiologiczną.

Uruchomiłem zbiórkę na miesięczne koszty utrzymania wraz z zakupem 15 m3 drewna opałowego na zimę oraz na turnus rehabilitacyjny.

Miesięczne wydatki obejmują:

  • leki + witaminy - 200 zł;
  • wyjazdy na kontrole lekarskie (paliwo) - 400 zł;
  • rehabilitacja + zabiegi – 800 zł;
  • artykuły chemiczne – 150 zł;
  • rachunki związane z mieszkaniem – 500 zł.

Opał na zimę to wydatek rzędu 2500 zł, koszt wyjazdu na turnus to z kolei 3500 zł.

Chciałbym prosić Was o pomoc w zebraniu funduszy na moje cele. Będę bardzo wdzięczny za wsparcie.

Z wyrazami szacunku

Gabor

5 0% 8000
zakończono: 25.11.2019

By Madzi ciało się nie poddało

dla: Magdalena Kilarska
kategoria: Leczenie

Dzień dobry wszystkim ludziom dobrego serca!

Jestem mamą dwóch wyjątkowych dziewczynek, które wychowuję sama. Starsza z nich ma na imię Magda i to dla niej założyłam tę zbiórkę.

U Madzi 6 lat temu zdiagnozowano guza mózgu. Tego dnia nasz świat posypał się całkowicie. Podczas operacji okazało się, że guz umiejscowiony jest w czwartej komorze mózgu. Po inwazyjnym zabiegu usunięcia go, moja córeczka – wcześniej pełna energii, mądra, inteligentna, kochająca zwierzęta (w szczególności konie) – stała się roślinką. Lekarze przewidywali, że nie będzie ani chodziła, ani mówiła. Na szczęście mylili się. Moja iskierka tak ich zaskoczyła!

Rehabilitacja Madzi rozpoczęła się już w szpitalu. Była konieczna również ze względu na powikłania pooperacyjne: niedowład czterokończynowy oraz porażenie nerwów twarzowego i wzrokowego.

Magda cierpi na padaczkę objawową, przeszła zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, wznowę nowotworu, ma wszczepioną zastawkę komorowo-otrzewnową.

Wiem, że ciężko uwierzyć w to, że tyle nieszczęścia może spotkać jedną osobę. Sama zadaję sobie pytanie, jak to jest możliwe i gdzie jest granica ludzkiego cierpienia.

Przed moją córeczką szereg operacji. Teraz jednak skupiamy się na tym, by samodzielnie chodziła – to jej wielkie marzenie. Pomyśleć, że kiedyś było nim mieć własnego kucyka…

„Mamo, czemu ja nie chodzę jak moje koleżanki?” – pyta mnie często Madzia. Milczę z opuszczoną głową, bo nie potrafię jej odpowiedzieć.

Madzieńka jest rehabilitowana w domu. Urządziłyśmy jej pokój do ćwiczeń. Wytrwale trenuje też na basenie. Jest nieugięta i bardzo, bardzo mocna.

Godzina jej domowej rehabilitacji metodą PNF kosztuje 120 zł. Przy trzech godzinach w tygodniu jest to wydatek rzędu 360 zł. Gdyby udało się zebrać 100% założonej kwoty, samą rehabilitację domową miałybyśmy zabezpieczoną na prawie rok…

Serdecznie proszę o wsparcie celu, jakim jest rehabilitacja Magdusi. Magda chciałaby jeszcze wsiąść na rower i pojeździć z koleżankami po podwórku. Wasze wpłaty mogą pomóc temu marzeniu się spełnić.

Z serca dziękuję

Małgorzata

 

2 0% 15000
zakończono: 25.11.2019

Zakup pompy insulinowej oraz systemu CGM -...

dla: Sławomir Gwizdała
kategoria: Leczenie

Cześć!

Mam na imię Sławek. Byłem tu już przez jakiś czas, teraz wracam, ponieważ moja misja nie została zakończona 😊😎

Zbieram fundusze na nowoczesną pompę insulinową i system CGM. Przez ostatnie 3 miesiące udało się zgromadzić niemal połowę potrzebnej kwoty (Dziękuję!!!). Brakuje mi jeszcze trochę monet, ale wierzę, że tym razem się uda!

Cukrzyca typu 1 towarzyszy mi od 7. roku życia. Przeżyliśmy razem ponad 30 lat, ale muszę przyznać, że nie zawsze było łatwo. Od samego początku moich zmagań z tą chorobą największym problemem było ustabilizowanie poziomów cukru i uniknięcie hipoglikemii. Z każdym rokiem wahania poziomu cukru coraz mocniej wpływały na moje codzienne funkcjonowanie. Generowało to wiele niebezpiecznych dla mnie sytuacji i mnóstwo stresu dla moich najbliższych.

Po konsultacji z lekarzem prowadzącym stwierdziłem, że właśnie pompa insulinowa oraz system ciągłego monitorowania glikemii będą dla mnie szansą na normalne życie, a moim bliskim i współpracownikom zaoszczędzą dodatkowym zmartwień. Zdradzę Wam, że mam już nawet „upatrzony” model pompy insulinowej: MiniMed® 640G, która we współpracy z sensorem pozwala lepiej kontrolować zarówno poziom cukru, jak i ilość podawanej insuliny.

To dla mnie szansa na normalniejsze życie, poczucie bezpieczeństwa i robienie tego, co lubię najbardziej. Długie rowerowe wycieczki i wędrówki po lesie z żoną i naszymi dwoma psami Stefanem oraz Luną to jest to, co sprawia mi najwięcej radości. Kiedyś organizowaliśmy je znacznie częściej. Teraz jednak, ze względu na wahania glikemii, musiałem z nich zrezygnować. Mam wielką nadzieję, że powrócę do tych rytuałów 👩‍❤‍👨🚴‍♂🏕🐕

Będę Wam ogromnie wdzięczny za pomoc w realizacji mojego celu.

2494 20% 12000
zakończono: 20.11.2019

Odyseja rehabilitacyjna

dla: Arkadiusz Dorosz
kategoria: Leczenie

Pomóż mi znów stanąć na nogi!

Cześć wszystkim! Mam na imię Arek. Zawsze byłem aktywny, wszędzie było mnie pełno. Uwielbiałem podróże z plecakiem po Azji. W czerwcu 2019 straciłem dotychczasowe życie. Skoczyłem do wody, aby pomóc koledze, któremu zablokował się silnik w łódce. Złamałem kręgosłup i uszkodziłem rdzeń kręgowy. Konsekwencją jest porażenie czterokończynowe spastyczne, co oznacza całkowitą zależność od innych ludzi.

Mam problemy z termoregulacją i wydalaniem, przykurcze i duże skoki ciśnienia, które uszkadzają mój wzrok i mogą spowodować udar. Pojawiła się zakrzepica żył głębokich kończyn dolnych, często zapadam na różne infekcje.

Nie mogę się pogodzić z tym, co się stało, nie potrafię tak żyć...

Moim jedynym marzeniem jest powrót do samodzielności. W domu czekają na mnie żona i córka Weronika, której chciałem pokazać świat i tak wiele ją nauczyć.

Moją szansą jest nowoczesna terapia z wykorzystaniem japońskiej, innowacyjnej technologii HAL® 

Rehabilitacja polega na intensywnych ćwiczeniach w jedynym na świecie aktywnym egzoszkielecie. Urządzenie to jest aktywowane i sterowane bezpośrednio przez układ nerwowy. Powstające w mózgu polecenie ruchu przekazywane jest do mięśni w postaci impulsu nerwowego, przesyłanego rdzeniem kręgowym i nerwami obwodowymi. Po otrzymaniu takiego impulsu mięsień napręża się, wywołując ruch.

W moim przypadku wywołanie takiego sygnału i jego przepływ są znacząco ograniczone. Dzięki egzoszkieletowi istniejące szczątkowe sygnały nerwowe są odbierane przez czujniki, a następnie wzmacniane i przekazywane do robota. System rozpoznaje je i dostarcza niezbędne wsparcie siłowe, umożliwiając wykonanie żądanego, celowego ruchu. Wpływa to na maksymalną stymulację zjawiska zwanego neuroplastycznością.

Powstają nowe połączenia pomiędzy neuronami, polepsza się przepływ sygnału nerwowo-mięśniowego, co jeszcze efektywniej pobudza centralny układ nerwowy.

Koszt tej terapii przekracza moje możliwości finansowe. Proszę Was więc o wsparcie. Z zebranych środków mógłbym opłacić 1 miesiąc z 3 zalecanych w tej terapii.

Wiem, że nie wszystko jest stracone, że jeszcze mogę odzyskać dawne życie.

Będę bardzo, bardzo wdzięczny, jeśli mi w tym pomożecie.

3259 5% 60000
zakończono: 15.11.2019

Specjalistyczne leczenie i intensywna reha...

dla: Kinga Kierzkowska
kategoria: Leczenie

Witajcie!

Mam na imię Kinga. Zmagam się z postępującym, głębokim niedowładem kończyn dolnych. Nie znam przyczyny tego zaburzenia, ale na pewno mogę powiedzieć, że wiąże się z ogromnymi problemami w zakresie poruszania się.

Pomimo swojej znacznej niepełnosprawności staram się żyć aktywnie i dążyć do realizacji marzeń, potrzeb i celów. Jednym z moich marzeń jest podróż do stolicy Włoch. Jak to mówią: „Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu” – być może jedna z nich zaprowadzi do wiecznego miasta również mnie…?

Cele, jakie sobie wyznaczam (a jest ich wiele!) są pośrednio lub bezpośrednio związane z pomocą innym. Zawodowo zajmuję się, między innymi, przekazywaniem obywatelom informacji o przysługujących im w Polsce świadczeniach krótkoterminowych. Działam także w wolontariacie.

Jestem wolontariuszką Fundacji DKMS, gdzie zajmuję się rejestracją potencjalnych dawców szpiku. Choć sama nie mogę nim być, wierzę, że swoim działaniem przyczyniam się (choćby w najmniejszym stopniu) do odnalezienia „genetycznego bliźniaka” dla osoby potrzebującej przeszczepu i tym samym podarowania jej szansy na życie.

Jednakże, abym mogła dalej spełniać się, działając dla innych, potrzebuję specjalistycznego leczenia ortopedycznego i neurologicznego oraz codziennej, intensywnej rehabilitacji, która jak najdłużej pomoże mi zachować sprawność.

Serdecznie proszę o zasilenie mojej zbiórki i tym samym wsparcie mnie w codziennych zmaganiach z chorobą i walce o lepsze jutro – nie tylko dla siebie. Wasze wpłaty umożliwią mi nie tylko radzenie sobie z niedowładem, ale i dalsze angażowanie się na rzecz innych, co jest dla mnie przyjemnością i zaszczytem.

160 3% 5000
zakończono: 11.11.2019

Przyszły zoolog zbiera na rehabilitację

dla: Hubert Borowski
kategoria: Leczenie

Maluch ze zdjęcia to nasz synek Hubert.

Hubercik urodził się w czerwcu 2010 roku. Przyszedł na świat z poważnymi wadami kończyn górnych i dolnych, stopami końsko-szpotawymi, a także przepuklino oponowo-rdzeniową i wodogłowiem. Ma wrodzony brak kości śródręcza prawej rączki – jeden paluszek jest złożony tylko z chrząstek.

Chodzenie, chwytanie, poruszanie się – to nie jedyne obszary, które szwankują u Huberta. Nasz synek cierpi również z powodu refluksu pęcherzowo-moczowodowego, połączonego z pęcherzem neurogennym. Najprościej mówiąc, wydalany przez Huberta mocz samoistnie powraca do jego nerek, co jest bardzo niebezpieczne. Co 3-4 godziny, także w nocy, cewnikujemy Hubercika.

Mimo tych wszystkich problemów, nasz chłopczyk próbuje żyć jak jego rówieśnicy. Uwielbia czytać książki, pochłania je wręcz. Bardzo interesuje go przyroda, zwierzęta 🌿🐞🐻🐙🦅🌳 W przyszłości chciałby zostać zoologiem 🔍

By to marzenie miało szansę się spełnić, Hubert musi być w miarę sprawny. W tym celu odbywa bardzo intensywną i specjalistyczną rehabilitację oraz jest objęty wielospecjalistyczną opieką lekarską. Korzystamy też z dodatkowego sprzętu rehabilitacyjnego i ortopedycznego, środków pielęgnacyjnych i leków. Przy takim rodzaju niepełnosprawności, z jakim zmaga się Hubert, lista potrzeb praktycznie się nie kończy.

Jednak obecnie najważniejsza jest dla nas rehabilitacja i systematyczna praca nad sprawnością Hubercika. Nasz chłopczyk ćwiczy m.in. samoobsługę, samodzielność, grafomotorykę i chód, korzysta z kinesiotapingu, zajęć z integracji odruchów dynamicznych oraz zajęć z logopedą. 10 godzin tygodniowo to sama fizjoterapia. Każda jej godzina kosztuje 70 zł. Razem z dodatkowymi zajęciami rehabilitacja Huberta to wydatek rzędu 3080 zł miesięcznie, 36 960 zł rocznie.

Gdyby udało nam się zebrać 100% kwoty, którą założyliśmy jako cel finansowy, moglibyśmy odetchnąć na ponad trzy miesiące…

Zwracamy się z apelem do wszystkich ludzi wielkiego serca: wesprzyjcie tę zbiórkę. Systematyczna rehabilitacja ma znaczący wpływ na jakość życia naszego dziecka. Każda wpłata, nawet ta najdrobniejsza, będzie ogromnie cenna.

Prosimy o pomoc, aby na twarzy Hubercika w końcu zagościł uśmiech 🙆‍♂

20 0% 10500
zakończono: 09.11.2019

Nasze miejsce na ziemi

dla: Emilia Studnicka
kategoria: Marzenie

Mam na imię Emilia.

Stworzyłam tę zbiórkę, aby dać moim najbliższym szansę na lepsze jutro.

Opowiem Wam o sobie.

Ukończyłam studia prawnicze. Pracuję zgodnie z wykształceniem. Marzę o zrobieniu doktoratu. Od 13 lat choruję na stwardnienie rozsiane, a 4 lata temu usłyszałam diagnozę nowotworu złośliwego jajnika. Rokowania były bardzo złe, lekarze nie dawali mi szans.

Dzięki wielkiej determinacji mojej i moich najbliższych, udało się znaleźć skuteczne leczenie. Daje obiecujące efekty, jednak koszty lekarstw, badań i rehabilitacji przekraczają najśmielsze wyobrażenia.

Nie raz zastanawiałam się, jak jest cena ludzkiego życia i czy warto o nie walczyć. Były momenty, gdy chciałam odpuścić i postawić kropkę. Patrzyłam wtedy na moje dziecko i czułam, że nie mogę się poddać.

Na każdym kroku wspierała mnie moja rodzina, chociaż im samym nie jest łatwo. Moja mama choruje na SM i fibromialgię. Mimo to pozostała cudowną osobą, której życie polega na niesieniu pomocy innym – szczególnie dzieciom. Bardzo kocha swoją wnuczkę, a moją córkę.

Moja córeczka ma 6 lat. Jest bardzo ruchliwym dzieckiem. Nikt nie powiedziałby, że musiała być rehabilitowana. Mówi, choć kiedy miała 2 latka sugerowano, że nigdy nie będzie. Jak każde dziecko chce mieć mamę cały czas dla siebie, pojechać razem na wakacje. Pomaga mi jak umie.

Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jest moim motorem do działania, moim największym cudem. Kiedy tylko mogę, trenujemy razem karate albo jeździmy na gokartach. Obydwie kochamy zwierzaki.

Prawie 10 lat temu w naszym domu wybuchł pożar. Straciłyśmy wtedy coś bardzo ważnego: spokojną przystań, w której nabierałyśmy sił i energii do codziennych wyzwań.

Nie da się opisać uczucia, które pojawia się, gdy po powrocie do domu zastajesz zgliszcza. Świat rozpada się wtedy na kawałki… Od tamtego momentu szukamy swojego miejsca na ziemi. Przeprowadzki są stałym elementem naszego życia. Jesteśmy już zmęczone. Staram się nie myśleć o tym, co przyniesie jutro – boję się odpowiedzi.

Jednak codziennie rano wstaję z nadzieją, że będę mogła dać moim najbliższym nowe miejsce, gdzie będą czuć się bezpiecznie i u siebie. DOM.

Fundusze uzyskane ze zbiórki przeznaczę na malutkie mieszkanko. Wiem, że to astronomiczna kwota, ale wierzę, że wspólnym wysiłkiem uda się ją zebrać. Będę ogromnie wdzięczna za Wasze wsparcie. Już teraz dziękuję, że poświęciliście czas, by poznać moją historię.

Emilia

325 0% 110000
zakończono: 06.11.2019

Kudłaty przyjaciel

dla: Paweł Pawlak
kategoria: Marzenie

Mam na imię Paweł, mam 34 lata.

Jeszcze niedawno byłem zwyczajnym facetem – pracowałem, żyłem aktywnie, realizowałem swoje pasje. W marcu 2018 roku plany i marzenia, które miałem legły w gruzach. Spowodowała to diagnoza złośliwego guza mózgu.

Obecnie jestem rencistą o znacznym stopniu niepełnosprawności. Za mną są już dwie operacje, a aktualnie zmagam się ze wznową nowotworu. Choruję też na cukrzycę typu 2.

Mój organizm jest bardzo osłabiony, przez co coraz więcej czasu spędzam w domu – przeważnie sam, ponieważ moja partnerka pracuje. Pojawiła się potrzeba towarzystwa, a po niej myśl o kudłatym przyjacielu – psie. Psycholog poradził mi, by był to mały piesek o łagodnym charakterze. Ponieważ jestem alergikiem, musiałem szukać rasy z włosem zamiast sierści. Zasugerowano mi, bym – ze względów zdrowotnych – wziął psa z hodowli. I tak padło na maltańczyka 😊 Udało nam się znaleźć certyfikowaną hodowlę, która spełnia wszystkie standardy w zakresie opieki nad zwierzętami i w dodatku jest blisko naszego miejsca zamieszkania.

Ponoć to właśnie marzenia motywują nas do podejmowania codziennych zmagań i pomagają choć na chwilę zapomnieć o trudnościach. Towarzystwo zwierząt pozytywnie wpływa na jakość życia osób chorych: zmniejsza uczucie niepokoju, zwiększa natomiast aktywność społeczną. I o to właśnie chodzi: o poprawienie jakości życia i zmniejszenie poczucia zagubienia. Dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o pomoc w spełnieniu mojego marzenia.

Już teraz dziękuję bardzo za każde wsparcie.

Pozdrawiam

Paweł

620 24% 2500
zakończono: 05.11.2019

Wirtualne okno na świat

dla: Marek Łyskawiński
kategoria: Marzenie

Pozwólcie, że się przedstawię.

Mam na imię Marek. Pochodzę ze stolicy Kaszub – Wejherowa. W styczniu skończyłem 42 lata. Życie, jak to mówią, nigdy mnie nie rozpieszczało.

Wychowałem się w niepełnej rodzinie; mieszkaliśmy w kiepskich warunkach.

W szkole również nie było łatwo. Z powodu dysleksji miałem problemy z nauką języków obcych; niemieckiego nie uczyłem się w ramach protestu (mój dziadek został zastrzelony przez Niemców w czasie II wojny światowej). Za to od 4 roku życia chętnie rysowałem.

Gdy byłem w IV klasie technikum elektrycznego, urodziła się moja córeczka.

Los rzucał mnie kolejno do Bolszewa, Gdyni i Irlandii, skąd wróciłem w 2006 roku. Pracowałem, miedzy innymi, na ORP „Piorun”, w markecie OBI i firmie kamieniarskiej. Lata dużego wysiłku fizycznego pogłębiły problemy z kręgosłupem, które mam od dziecka. Mimo to samodzielnie przeprowadziłem kapitalny remont mieszkania, gdzie mieszkam z moją 94-letnią babcią.

Tata zmarł w 2001 roku. Moja córka jest już dorosła, a z żoną nie jesteśmy razem. Nie mam przyjaciół. Powiem wprost: dokucza mi samotność. Żyję w skromnych warunkach, utrzymując się z renty przyznanej przez MOPS – niecałe 800 zł.

Ze względu na poważne zwyrodnienie kręgosłupa oraz zdiagnozowaną schizofrenię trudno jest mi znaleźć pracę.

Jednak, jak każdy w Was, mam swoje zainteresowania i chciałbym pozostawać w kontakcie z innymi. Jestem pasjonatem fotografii, a wolny czas spędzam, eksplorując Internet. Od jakiegoś czasu prawie nie wychodzę z domu i komputer jest w zasadzie moim jedynym oknem na świat. Niestety, ten, z którego korzystam jest już stary i odmawia współpracy.

Moim marzeniem jest nowy komputer, który będzie mi służył przez kilka lat. Chciałbym swobodnie korzystać z możliwości, jakie daje sprawny sprzęt.

Proszę, wesprzyj tę zbiórkę i moje marzenie. Serdecznie dziękuję za każdą pomoc.

2 0% 4200
zakończono: 04.11.2019

Koniec z gipsem! Operacja w Wiedniu

dla: Karolina Wójtowicz
kategoria: Leczenie

Drodzy Przyjaciele!

Nasza córeczka – mądra, pracowita i kochająca życie 5,5-letnia Karolcia od urodzenia walczy z wadą stóp w postaci stóp końsko-szpotawych twardo-miękkich. Pierwsze 11 tygodni życia spędziła z zagipsowanymi nóżkami, w których podskórnie wydłużano ścięgna Achillesa. Korzystała z butów i szyny Mitchella, potem z szyny Dobbsa. Leczenie zakończyło się, gdy Karolinka miała 3,5 roku.

Na 5. urodziny, w „prezencie” od losu nasza dziewczynka dostała nawrót dolegliwości. Jej stópki się odkręciły, a ścięgna skróciły.

Od kwietnia tego roku Karolina była przygotowywana do operacji. Przez 7 tygodni nosiła gipsowe opatrunki. 7 długich, wiosennych tygodni, gdy inne dzieci jeździły na rowerach i biegały, Karolcia spędziła na wózku.

Gipsy miały na celu korekcję odwiedzenia stóp oraz rozciągnięcie ścięgien. Przyniosły jednak odwrotny efekt: ścięgno Karolinki skróciło się tak bardzo, że nie mogła nawet stać, nie mówiąc o chodzeniu. Miesiąc ciężkiej pracy, bólu, łez, wiele godzin rehabilitacji i zajęć na basenie – wszystko po to, by Karolcia znów mogła chodzić. I zrobiła to! Dała radę! Po 2 miesiącach była w stanie samodzielnie przejść 1 km. Miała swój cel: chciała nauczyć się jeździć na dwukołowym rowerze. Jesienią jej sprawność była już na takim poziomie, że Karola zaczęła jeździć na dwóch kółkach.

Nie zmieniło to jednak faktu, że jej nóżki nadal potrzebują interwencji chirurgicznej. W tej chwili stopy Karolinki zakręcają do środka, a ona sama chodzi na ich zewnętrznych krawędziach. Niestety, w Polsce nie wykonuje się takiego typu zabiegów, jakiego potrzebuje nasza córka. Robione są podobne operacje, ale – jak wiadomo – diabeł tkwi w szczegółach, a te akurat szczegóły są tak istotne, że nie możemy ich „odpuścić”.

W czerwcu trafiliśmy do wiedeńskiej kliniki medycyny sportowej, gdzie zaproponowano nam dokładnie takie leczenie, jakiego potrzebują nóżki Karolci. Zaczynamy lada moment! Na leczenie składają się kolejno założenie i zdjęcie trzech gipsów, operacja oraz ponowne kilkukrotne gipsowanie – wszystko w Wiedniu. Sama operacja odbędzie się w szpitalu ortopedycznym i będzie polegała na potrójnym, naprzemiennym nacięciu ścięgien Achillesa oraz przeniesieniu ścięgien z mięśni piszczelowych na trzecią kość klinowatą. Po zakończonym leczeniu Karolka będzie musiała „wskoczyć” w specjalistyczne buty z mechanizmem ADM, których teraz nie posiada.

Nie ukrywamy, że nawrót wady stóp Karolinki pojawił się w słabym dla nas okresie. To rok, w którym akurat nie mamy oszczędności, a naprawa błędów lekarskich pochłonęła naprawdę dużo pieniędzy. Terapia w Wiedniu będzie nas kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych, a nie możemy liczyć na refundację z NFZ. Część środków udało nam się zebrać, mimo ograniczonych możliwości, wynikających z konieczności opieki nad Karolcią.

Wiemy, że czasu jest niewiele, a kwota może przyprawić o zawrót głowy. Wierzymy jednak, że przy Waszym wsparciu uda się nam zebrać pieniądze na operację Karoliny.

Prosimy o pomoc w imieniu naszej wspaniałej i dzielnej córeczki 👧☀🚲

31660 126% 25000
zakończono: 30.10.2019

Cz. 3 zbiórki na leczenie metodą immunoter...

dla: Krzysztof Żurek
kategoria: Leczenie

Kochani! Dzięki Waszemu ogromnemu zaangażowaniu w kolejną, trzymiesięczną zbiórkę, którą prowadziliśmy na Helpuj.pl, udało nam się zebrać ponad 8 000 zł. Jesteście cudowni!!!

Bardzo, bardzo Wam dziękujemy. To ogromna kwota, która zbliża nas do osiągnięcia celu.

Meta tego wyścigu wciąż znajduje się jednak daleko przed nami – całkowity koszt terapii Krzyśka to kilkaset tysięcy złotych. Dlatego zbieramy dalej, wierząc, że się uda i Krzyś dostanie swoją szansę na powrót do zdrowia.

Poznajcie naszą historię.

Krzysiek jest moim starszym bratem. Połowę życia spędził na koszykarskim parkiecie, a ja zawsze byłam jego wiernym kibicem. Aktywny facet, żyjący w ciągłym biegu. Rzeczywistość, którą znaliśmy, przewróciła się do góry nogami, gdy u Krzysia stwierdzono guza mózgu. Szybka operacja, a potem diagnoza - glejak wielopostaciowy IV stopnia złośliwości i wyrok: do 12 miesięcy życia.

Krzysztof w sierpniu otrzyma ostatnią chemię i to niestety koniec możliwości leczenia w Polsce. Nie możemy bezczynnie czekać na kolejną wznowę nowotworu, która bez jakichkolwiek działań jest nieunikniona. Znaleźliśmy w Niemczech klinikę leczącą metodą immunoterapii. Pozytywne wyniki leczenia innych pacjentów dały nam nadzieję na "nowe życie " dla Krzyśka. Koszt terapii przekracza wielokrotnie możliwości naszej rodziny i znajomych. Dlatego bardzo proszę o wsparcie. Pomóżcie nam wspólnie pokonać glejaka.

Z góry serdecznie dziękuję - siostra najlepszego brata

6470 12% 50000
zakończono: 27.10.2019

Zostawić autyzm daleko w tyle - leczenie i...

dla: Jan Matyjasiak
kategoria: Leczenie

To Jaśko.

Jest mądrym i kochanym chłopcem z diagnozą autyzmu dziecięcego.

Postawiono ją wstępnie w sierpniu 2018 roku. Od tamtego czasu działamy, aby pomóc naszemu dziecku. Wykonaliśmy serię kosztownych badań, które wykazały pewne nieprawidłowości w funkcjonowaniu organizmu Janka.

Już w styczniu 2019 roku rozpoczęliśmy wielokierunkową terapię, włączyliśmy leki i suplementy. Obserwujemy postępy w rozwoju naszego synka. Zaczął otwierać się na ludzi, nie boi się dzieci, jest weselszy i pogodniejszy. Widzimy, że nasze starania przynoszą pozytywne rezultaty, co motywuje nas do dalszych wysiłków i poszukiwań.

Jasiek uwielbia zwierzęta – wszystkie! Najfajniejsze są dla niego te prawdziwe, ale bardzo interesują go też figurki i obrazki. Najukochańszy zwierzak Janka to krowa, ale fascynują go również ryby, ptaki, psy, konie, alpaki i… mrówki 🐄🐟🐓🐶🐎🐜

Wykorzystujemy tę pasję w rehabilitacji. Od ponad pół roku jeździmy na dogoterapię, ostatnio rozpoczęliśmy alpakoterapię, a w niedalekiej przyszłości planujemy spróbować hipoterapii.

Jaśko, oprócz zwierząt, kocha wodę. Cieszy go wszystko, co jest z nią związane. Kąpiele i zabawy w wodzie (ale też z wodą, np. przelewanie jej z naczynia do naczynia) to coś, co naprawdę lubi. Pobyty na basenie sprawiają, że nasz śliczny chłopczyk szaleje z radości 🏊‍♂ Warto żyć dla takich chwil 😃

W świecie Janka ważne miejsce zajmują książki – bardzo chętnie je czyta lub po prostu ogląda. Często zabiera książkę na spacer. Większość jego biblioteczki to książki o zwierzętach.

Od miesiąca uczymy się jeździć na rowerze, co sprawia Jaśkowi dużo frajdy 🚴‍♂

Janek jest wysokofunkcjonującym dzieckiem, jednak, choć ma prawie 4 lata, wciąż nie mówi. Śpiewa po swojemu, nuci ulubione piosenki i gaworzy. W ciągu ostatniego roku zrobił spore postępy, ale komunikacja werbalna jest wciąż utrudniona.

Nie poddajemy się, bo wierzymy, że będzie dobrze. Chcemy kontynuować rozpoczęte terapie i zajęcia, ponieważ przynoszą widoczne efekty. Koszty są duże, dlatego szukamy dodatkowego wsparcia finansowego.

Będziemy wdzięczni za każdą wpłatę na kontynuację leczenia i rehabilitacji Jasia.

2 0% 2500
zakończono: 18.10.2019

"Trzecie oko" Kuzi

dla: Katarzyna Głowacka
kategoria: Leczenie

Witajcie! 👋👋👋

👁 Chciałabym przedstawić Wam moją cudowną, jedyną siostrę cioteczną Kasię, nazywaną Kuzi. Katarzyna kocha życie i uwielbia ludzi. Jej wielkim marzeniem są podróże, w czasie których będzie doświadczać świata (prawie) wszystkimi zmysłami. Nie przywiezie ze swoich wypraw jedynie wspomnień pięknych widoków, ponieważ jej oczy dotknęło wiele schorzeń.

👁 Zanim stała się osobą silnie niedowidzącą, przez 30 lat była zatrudniona jako masażystka w szpitalu w Bytomiu. Jej fachowa wiedza pomogła wrócić do formy wielkiej liczbie osób. Nie może już pracować w swoim zawodzie, ale chce pozostać aktywna i niezależna. Dlatego też uparła się, skoczyła na głęboką wodę i… została tłumaczem profesjonalnych tekstów na język rosyjski. Wyobraźcie sobie, jakie trudności organizacyjne niesie za sobą silnie zaburzony zmysł wzroku, gdy wykonuje się taką pracę!

👁 Kuzi pragnie raźno maszerować przez życie, omijając pojawiające się przeszkody. Biała laska przeznaczona dla osób niewidomych i niedowidzących w jakimś stopniu jej w tym pomaga. Istnieje jednak wyjątkowa technologia, która w nieporównywalny sposób ułatwiłaby Kasi codzienne funkcjonowanie.

👁 Urządzenie OrCam MyEye bazuje na sztucznej inteligencji, a jego możliwości przyprawiają o zawrót głowy! Odczytywanie tekstów, rozpoznawanie twarzy, kolorów, identyfikacja produktów i nominałów banknotów… Niedostępny dla Kasi wizualny aspekt rzeczywistości byłby jej przekazywany dźwiękowo, dając mojej siostrze szansę na powrót do samodzielności i pełnej aktywności.

Nasza Kuzi marzy o takim „trzecim oku”, jednak koszt sprzętu w Polsce jest dla nas przytłaczający - wynosi bowiem 25 tysięcy złotych… Za pomocą tej zbiórki pragniemy zgromadzić chociaż część potrzebnej kwoty.

Będziemy ogromnie, ogromnie wdzięczni, jeśli do nas dołączycie i wesprzecie Katarzynę! 🤗

5300 40% 13000
zakończono: 17.10.2019

Mama na warsztacie rehabilitantów

dla: Ewa Stałęga-Machała
kategoria: Leczenie

Na imię mi Ewa.

W 2010 r. przeszłam udar krwotoczny, zwany potocznie wylewem. Miałam wtedy 31 lat. Pół roku przed tym wydarzeniem urodziłam dziecko. Niepełnosprawność była wtedy ostatnią rzeczą, która przyszłaby mi do głowy i której bym się spodziewała.

Udar spowodował głęboki niedowład i silną spastykę lewej strony mojego ciała. Wymagam stałej opieki i systematycznej rehabilitacji, ponieważ nie poruszam jedną ręką i ledwo chodzę. Ale nie poddaję się. Stale usprawniam swoje ciało. Chcę, by moja córka widziała, że robię postępy w leczeniu i była ze mnie dumna.

Kilka miesięcy temu zarezerwowałam dla siebie miejsce na turnusie rehabilitacyjnym w Chłopach koło Koszalina. Kwotę 4200 zł potrzebną na wyjazd zgromadziłam dzięki urodzinowej zbiórce w portalu społecznościowym (Wszystkim Darczyńcom jeszcze raz dziękuję!).

Życie jednak lubi zaskakiwać i robi to. Nieco ponad dwa tygodnie przed startem turnusu jego organizator zmienił cennik. Aktualny koszt mojego wyjazdu wynosi 4850 zł. Brakuje mi więc kilkuset złotych.

Przyznam, że jestem podłamana całą sytuacją. Nie posiadam w portfelu takiej "luźnej" kwoty. Na szczęście przypomniałam sobie o Helpuj.pl 😎

Jeśli masz chęć i możliwość wsparcia mojej potrzeby – proszę o to i zachęcam.

Zostało niewiele czasu – turnus rozpoczyna się 18 września. Tu jest potrzebny potężny rzut na taśmę 🏁

Już teraz dziękuję za każdą wpłaconą złotówkę!

 

Serdecznie zapraszam Cię na mój blog „Mamusia się zepsuła…” (www.ewasm.pl), który prowadzę z pomocą męża. Dokumentuję tam postępy w rehabilitacji oraz dzielę się różnymi spostrzeżeniami.

700 123% 565
zakończono: 05.10.2019

Radioembolizacja - moja szansa na życie

dla: Anna Rosińska-Zyśk
kategoria: Leczenie

Cześć!

Mam na imię Ania. Jestem 36-letnią mamą trójki dzieci. Najmłodsze z nich ma 3 latka. To ja w ogromnym skrócie. Tak chciałabym to zostawić. Muszę jednak dodać jeszcze jeden punkt: choroby, a w nim trójujemnego raka piersi z przerzutami do wątroby, kości i płuc. Rozpoznanie dostałam w lutym tego roku, po długiej i trudnej diagnostyce. Jest to jedyny typ raka, na który nie opracowano leku innego niż chemioterapia; w moim przypadku – do końca życia.

Pierwszą linię leczenia zniosłam bardzo źle, każdy wlew kończył się pobytem w szpitalu z powodu silnej neutropenii. Obecnie mam drugą linię leczenia – chemia raz w tygodniu. Czuję się na tyle dobrze, że mogę normalnie funkcjonować. Wyciskam więc, ile się da.

Niestety, moja wątroba zaczęła grać w drużynie przeciwnika. Jeden z guzów, które się na niej pojawiły, jest chemioodporny, nieoperowalny i rośnie w zastraszającym tempie. W ciągu 3 tygodni podwoił swoją objętość. Czas liczy się więc dla mnie jak nigdy przedtem.

Wiem, że istnieje ratunek, szansa na dłuższe życie. To radioembolizacja – selektywna radioterapia wewnętrzna; uderza w obszary zmienione chorobowo, nie uszkadzając zdrowych tkanek. Pomoc zaoferował mi profesor Maciej Pech, polski lekarz z Magdeburga. Jeden zabieg kosztuje 27 000 euro – w moim przypadku potrzebne są dwa. Razem to 54 000 euro, około 240 000 zł – zawrotna kwota. Dlatego proszę Was o pomoc.

Potrzebuję wsparcia w swojej walce. Jest to wsparcie finansowe, bez którego nie pójdę dalej. Chcę, by moje dzieci miały mamę jak najdłużej. Mam dla kogo bić się o siebie z chorobą. Nie odpuszczę, nie poddam się.

Proszę, dorzuć się do zbiórki i daj mi możliwość skorzystania z jedynej szansy na życie.

2942 1% 240000
zakończono: 03.10.2019

Dzielna i samodzielna na dostosowanym wózku

dla: Marzena Mierzwa
kategoria: Marzenie

Kochani!

Mam na imię Marzena. Jestem żoną świetnego mężczyzny i mamą uroczej dziewczynki. Są dla mnie niesamowitą podporą, a ja staram się być podporą dla nich. Choć w sytuacji, w jakiej się znalazłam jest to trudne, próbuję z całych sił.

Od 7 lat choruję na dystrofię twarzowo-łopatkowo-ramieniową (w zgrabnym skrócie FSDH). Jest to postępujący zanik mięśni warunkowany genetycznie. W związku z osłabieniem mięśni moje kończyny są bardziej narażone na złamania. Pod koniec sierpnia, w wyniku niefortunnego wypadku, złamałam kość w stopie.

Słabe ręce i nogi oraz niewystarczająco stabilizowany kręgosłup nie pozwalają mi poruszać się o kulach. Korzystam z wózka inwalidzkiego. Szpitalny model, który dostałam jest jednak zbyt ciężki i niewystarczająco zwrotny, bym mogła prowadzić go sama. Jest też zbyt duży, by swobodnie poruszać się na nim po mieszkaniu. Nie sprawdza się więc w codziennym użytkowaniu.

Postanowiłam założyć zbiórkę na nowy wózek, dostosowany do moich potrzeb. Środki z subkonta w Fundacji przeznaczam, między innymi, na rehabilitację. Natomiast one też się kończą. Marzę o aktywnym, lekkim, zwrotnym i niewielkim wózku, który bardzo pomógłby mi w rekonwalescencji po urazie stopy i umożliwił samodzielne i sprawne przemieszczanie się po domu.

Zależy mi na tym, by wykonywać zwykłe czynności bez ciągłej pomocy męża i innych bliskich mi osób. Nowy wózek towarzyszyłby mi podczas długich spacerów, na które nie jestem już w stanie chodzić, oraz wycieczek, które bardzo lubimy.

Mimo dofinansowania z NFZ, nie jestem w stanie sama sfinansować zakupu tego sprzętu. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o pomoc w zebraniu funduszy na mój cel. Będę bardzo wdzięczna każdemu, kto zechce mnie wesprzeć w miarę swoich możliwości.

Wózek nie zrekompensuje mi utraty samodzielności, ale umożliwi stosunkowo normalne funkcjonowanie. Z całego serca dziękuję za każdą przekazaną wpłatę.

4102 68% 6000
zakończono: 03.10.2019

Bezpieczna kuchenka dla dzielnej kobiety 🌹

dla: Anna Saj
kategoria: Marzenie

Cześć!

Nazywam się Anna Saj. Mieszkam w Sędziszowie Małopolskim. Jestem żoną, matką i babcią. Od wielu lat choruję na epilepsję. Z czasem zaczęły jej towarzyszyć inne choroby: cukrzyca i depresja.

Życie z epilepsją jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. Staram się funkcjonować najlepiej, jak potrafię. Jednak pewne czynności są dla mnie nie do przeskoczenia. Mój stan wpływa na życie tych, którzy są mi najbliżsi. 

Żelazko, suszarka do włosów i odkurzacz to przedmioty, z których nie mogę korzystać na co dzień. Lecz to nie jest tak dotkliwe, jak fakt, że nie jestem w stanie ugotować posiłku dla mojej rodziny na kuchence gazowej. Zdarzały się już ataki epilepsji i wiemy, że jest to bezpośrednie zagrożenie dla mnie i mojej rodziny. Nie mogę gotować na gazie, ponieważ jest to niebezpieczne. Bardzo bym chciała to zmienić.

Marzę o tym, żeby w miarę moich sił po prostu przygotować obiad dla swojej rodziny. Dla mnie, jak dla każdej żony i matki, jest to bardzo ważne. Do tego potrzebuję Waszej pomocy! Pomóżcie mi zebrać na nową kuchenkę indukcyjną, dzięki której będę mogła bez strachu gotować śniadania, obiady i kolacje dla swoich najbliższych. 

Bardzo bym chciała nie być dla nikogo ciężarem, a zwłaszcza dla nich. Zdecydowałam się założyć zbiórkę, ponieważ potrzebuję dokonać pewnej zmiany w moim życiu. Nie stać mnie na to, dlatego proszę Was o pomoc. Każda kwota ma dla mnie znaczenie, za każdą złotówkę będę bardzo wdzięczna. To dużo dla mnie znaczy.

Dziękuję <3

 

706 35% 2000
zakończono: 01.10.2019

Na czterech kołach po sprawność

dla: Franciszek Nowak
kategoria: Leczenie

Cześć wszystkim!

Mam na imię Franek. Urodziłem się 7 lat temu – i to od razu z towarzystwem. Niestety, nie był to brat ani siostra, ale choroba: zespół Arnolda-Chiariego typu I.

Polega ona na przemieszczeniu się móżdżka i pnia mózgu do kanału kręgowego. Oznacza to dla mnie obniżone napięcie mięśniowe, opóźniony rozwój koordynacji i równowagi oraz niską sprawność językową. Moje stawy są zbyt ruchome, przez co mięśnie, które je stabilizują, stają się coraz słabsze.

Moi rodzice dbają o to, bym możliwie jak najlepiej się rozwijał: dowożą mnie na zajęcia logopedyczne, rehabilitację z integracją sensoryczną, zajęcia grupowe prowadzone metodą Montessori i basen. Odwiedzam też osteopatę, bo często ulegam różnym kontuzjom. Jestem całkiem zapracowanym 7-latkiem 😉

Dzięki temu, że mam dużą motywację i ambicję, by nie zostać w tyle za kolegami i koleżankami, a do tego łatwo i chętnie nawiązuję relacje z terapeutami, mogę cieszyć się z systematycznych postępów. Nawet nie wiecie, jaką radość sprawia mi i mojej rodzinie poprawa mojego mówienia, poruszania się i funkcjonowania wśród rówieśników! 🗣🏃‍♂🙆‍♂

Abym mógł brać udział w zajęciach rehabilitacyjnych, rozwijać się i korzystać z rodzinnych wyjazdów, w czasie których ogromnie poszerzam swoje horyzonty i słownictwo, potrzebujemy auta. Nasze powoli odchodzi na zasłużoną emeryturę. Rodzice znaleźli mu zastępstwo: w pełni sprawną, choć używaną, rodzinną Skodę Octavię 🚗

Będzie mi bardzo miło, a mama i tata będą wdzięczni, jeśli wesprzesz moją zbiórkę na nowy samochód. Nie mogę się doczekać, kiedy gdzieś nim pojadę! 🏕

62 0% 10000
zakończono: 27.09.2019

Bijące, sprawne serce

dla: Ryszard Wójcik
kategoria: Leczenie

Szanowni Państwo,

chciałabym przedstawić Wam mojego tatę Ryszarda.

Tata zachorował nagle w listopadzie 2017 roku. Choroba na samym początku nie dawała praktycznie żadnych objawów. O jej istnieniu dowiedzieliśmy po wykonaniu podstawowych, rutynowych badań.

Na początku sytuacja nie wyglądała groźnie – EKG wykazało jedynie niewielkie zmiany. Los jednak okazał się przewrotny i okrutny: kiedy w kwietniu 2018 roku tata trafił do szpitala, był już w bardzo ciężkim stanie. Okazało się wówczas, że jego serce jest w znacznym stopniu uszkodzone, prawdopodobnie po infekcji wirusowej. Lekarze natychmiast wdrożyli leczenie, które uratowało tatę od nagłej śmierci.

We wrześniu tata przeszedł zabieg wszczepienia defibrylatora dwukomorowego. W tym roku miał zrobioną pełną diagnostykę kwalifikacyjną do przeszczepu serca. Równolegle zaproponowano mu nowoczesny program leczenia niewydolności serca za pomocą leku Entresto.

Preparat okazał się bardzo skuteczny. Być może uchroniłby tatę przed przeszczepem, który jest działaniem inwazyjnym i ryzykownym; wiąże się również z oczekiwaniem na dawcę.

Niestety, mimo swojego działania, lek ten nie jest refundowany w Polsce.

Miesięczny koszt leczenia preparatem Entresto oraz substancją wspomagającą przekracza 1000 zł. Tata już drugi rok nie pracuje, niebawem zostanie rencistą. Na powrót do większej aktywności zawodowej nie ma już szans, co jemu samemu trudno zaakceptować. Wiemy, że renta, którą ma uzyskać nie będzie wystarczająca, by pokryć wydatki związane z leczeniem i rehabilitacją kardiologiczną.

Zwracamy się więc do Was z gorącą i uprzejmą prośbą o wsparcie naszego celu. Zebrana kwota pozwoliłaby nam zabezpieczyć leczenie kardiologiczne na 4 miesiące. Jest to dla nas naprawdę ważne.

W imieniu taty już teraz dziękuję za wszelką pomoc.

5640 134% 4200
zakończono: 20.09.2019

Pomóż mi urosnąć

dla: Kasjan Kuczyński
kategoria: Leczenie

Poznajcie Kasjana.


Kasjan to radosny, ciekawy świata i energiczny 4-latek. Jest bardzo otwarty, uwielbia otaczać się ludźmi. Ma słabość do ciasteczek 🍪😋 i marzy o własnym rowerku.


Jego marzenia muszą jednak poczekać, ponieważ nie jest w stanie dosięgnąć kierownicy i pedałów. Kasjan od urodzenia choruje na achondroplazję, co potwierdziły badania genetyczne. Jest to schorzenie, które zaburza rozwój niektórych kości i objawia się tak zwaną karłowatością. Chłopiec, mimo szczerych chęci, nie nadąża za rówieśnikami, bardzo szybko się męczy, nie potrafi skakać, nie może sam się ubrać. Nie ma mowy, by niepostrzeżenie ściągnął ze stołu ciasteczko (co od czasu do czasu próbuje robić, licząc, że mama nie zauważy 😉).

Lekarze mówią, że Kasjan nie urośnie na więcej niż 140 cm. Ciężko pogodzić się z taką diagnozą. Istnieje zabieg, który mógłby „podarować” Kasjankowi dodatkowe 20 cm: to wydłużanie kości za pomocą gwoździ śródszpikowych sterowanych elektromagnetycznie. Dwa takie gwoździe kosztują ponad 114 500 zł. Synkowi potrzebne są minimum cztery.


Wiem, że kwota jest ogromna, dlatego zdecydowałam się prowadzić zbiórkę etapową. Mam nadzieję, że w ten sposób łatwiej będzie zgromadzić fundusze na operację.

Będę wdzięczna, jeśli dołączycie do walki o centymetry dla Kasjanka. Już teraz serdecznie dziękuję za każdą wpłatę na tak ważny dla nas cel 🤗

Ola, mama Kasjana

14436 28% 50000
zakończono: 19.09.2019

Ściepka na wózek Eio 🏎

dla: Oliver Brzeziński
kategoria: Leczenie

[werble] Przed Wami Oliver!

Urodził się 6 lat temu, o kilka tygodni za wcześnie. Zaważyło to na całym jego życiu. W piątej dobie od pojawienia się Olivera na świecie jego organizm zaatakowała sepsa, powodując spustoszenie w tym małym ciałku.

Uszkodziła nerki, układ krążenia, oddechowy i nerwowy. W rezultacie Olek jest głęboko upośledzony fizycznie i umysłowo. Nie chodzi, nie mówi, nie może samodzielnie siedzieć. Stała, intensywna rehabilitacja jest w jego przypadku absolutną podstawą.

Jednak, poza chorobą, a w zasadzie chorobami (MPD i epilepsja), Oli to zwyczajny chłopiec. Uwielbia spacery z rodzicami i braćmi. Jego ukochaną zabawką jest mały, grający samochodzik policyjny. Gdy Oliver jest niespokojny, tata włącza mu dziecięce piosenki – muzyka bardzo go wycisza.

Oli jest oczkiem w głowie całej rodziny. Wszyscy martwią się o jego zdrowie, ale jednocześnie niesłychanie cieszą z każdego, najmniejszego nawet postępu.

By ten kochany maluch mógł w miarę dobrze funkcjonować, potrzebuje specjalnego wózka dla dzieci niepełnosprawnych. Koszt takiego sprzętu znacznie przekracza możliwości finansowe rodziców Olivera.

Dlatego, jeśli będzie trzeba, staniemy na głowie, by zebrać fundusze na nową „furę” dla Olka. Wspólnymi siłami możemy pomóc małemu wojownikowi, który od pierwszych dni życia ma pod górkę.

Wyhelpujmy wózek dla dzielnego Maluszka!

477 19% 2500
zakończono: 18.09.2019

Sen o samodzielności

dla: Olga Alaba
kategoria: Marzenie

Hej!

W życiu doświadczamy różnych uczuć. Dobrych i złych. Wszystkie są potrzebne. Mając 11 lat, doświadczyłam takiego, którego nie życzę nikomu: uczucia, że wali się cały mój świat.

Moje mięśnie z dnia na dzień były coraz słabsze, aż w końcu zupełnie przestały wspierać moje ciało. Okazało się, że w moim organizmie zamieszkał nieproszony gość, który już nie opuści przyjęcia – dystrofia mięśniowa.

Dlaczego wybrał właśnie mnie?

Nie wiem. I – powiem Wam szczerze – już się nad tym nie zastanawiam. Niczego to nie zmieni, a będzie mnie tylko przytłaczało. A przecież chodzi o to, by szukać możliwości w ograniczeniach – nie ograniczeń w możliwościach.

Uwielbiam podróżować, odkrywać nowe miejsca, poznawać nowych ludzi i motywować innych do działania. Jestem typem społecznika, który często angażuje się w pomaganie innym. Nadszedł moment, kiedy to ja potrzebuję pomocy.

Niepełnosprawność wiele mi odebrała, ale też wiele dała. Doceniłam życie i zrozumiałam, że niepełnosprawny nie znaczy gorszy. To od nas zależy, jakimi będziemy ludźmi, jak będą nas odbierać i co osiągniemy. Staram się brać z życia tyle, ile się da.

Niestety, „potwór”, który zaatakował moje ciało skutecznie mi to utrudnia, nie dając szans nawet na odrobinę samodzielności.

Ostatnio pojawiła się jednak iskierka nadziei na odzyskanie pewnej niezależności. Wiąże się to jednak z wydatkiem zupełnie przekraczającym moje możliwości. Dlatego też postanowiłam poprosić Was o wsparcie.

Wierzę w ludzi, wierzę w siłę Internetu i w to, że dzięki Wam uda się zrealizować mój cel. Jest nim zakup elektrycznej dostawki do wózka, na którym się poruszam. Ułatwi mi ona codzienne funkcjonowanie i – co najważniejsze – umożliwi samodzielne wyjście z domu, niezależnie od czasu i pomocy innych.

Marzę o spacerze z córeczką, byciu wśród ludzi. Jest to dla mnie naprawdę ważne. Chcę żyć normalnie i pokazać swojej chorobie, że tak łatwo sobie ze mną nie poradzi. Chcę, aby w przyszłości moja córeczka była ze mnie dumna.

Będzie mi dużo łatwiej spełnić te marzenia, jeśli będę mogła sprawnie się przemieszczać. To ułatwienie kosztuje 10000 zł. Staram się o dofinansowanie do zakupu dostawki, ale nie mam pewności, czy się uda. Poinformowano mnie już, że nie byłaby to wielka kwota, ale liczy się naprawdę każdy grosz.

Bez Państwa pomocy nie uda mi się kupić tego sprzętu, a wraz z nim uzyskać samodzielności, za którą tak tęsknię. Mam szczerą nadzieję, że znajdą się tutaj Anioły, które będą w stanie weprzeć finansowo mój cel.

Dziękuję z całego serca za każdą wpłatę, udostępnienie i dobre słowo.

Pozdrawiam serdecznie

Olga

8880 111% 8000
zakończono: 16.09.2019

Bezpieczne dzieciństwo małego cukrzyka

dla: Nikodem Lenartowicz
kategoria: Leczenie

Oto Nikodem – nasz 2-letni synek.

Jest ciekawym świata chłopcem. Zanim zachorował na cukrzycę typu 1, był bardzo energiczny i pogodny. Teraz ma dużo mniej siły. Cukrzyca Nikiego jest insulinozależna, co oznacza, że nasz syn do końca życia będzie miał podawaną insulinę.

Być może rozwój medycyny przyniesie mniej inwazyjną metodę dostarczania tej substancji do organizmu, ale na razie Nikodem ma robione zastrzyki. Jego rączki są kłute kilkanaście razy na dobę.

Ogromną pomoc i zaoszczędzenie bólu Nikodemowi oferuje nam podłączenie do systemu CGM – ciągłego monitorowania glikemii. Jest on zintegrowany z pompą insulinową i pozwala na monitorowanie poziomu cukru we krwi w czasie rzeczywistym. Pokazuje również, czy trend jest spadkowy, czy wzrasta, dzięki czemu istnieje zabezpieczenie przed epizodami hipoglikemii, które mogą skutkować śpiączką, a nawet śmiercią.

Dla nas system CGM to spokój i względna pewność, że w organizmie naszego synka nic złego się nie dzieje, dla Nikosia - ograniczenie stresu, spowodowanego ciągłymi pomiarami i brak niepotrzebnego bólu. Do prawidłowego działania całego systemu niezbędne są sensory, które wymienia się co 6 dni. Koszt jednego sensora wynosi 180 zł, po refundacji – około 45 zł. Refundowane są cztery sensory na miesiąc. Kolejne wydatki wiążą się z zakupem środków do odkażania i pielęgnacji miejsc wkłucia, plastrów zabezpieczających oraz znieczulenia.

Nikosiem całodobowo opiekuje się jego mama: wykonuje pomiary glukozy, podaje synkowi insulinę, oblicza wartości posiłków. Pilnuje również, by nie dochodziło do niebezpiecznych spadków cukru. W związku z tym na razie nie może podjąć stałej pracy na pełny etat.

Założyliśmy tę zbiórkę, by zgromadzić fundusze na sensory, które ostatnio straciliśmy (musimy dokupić trzy sztuki w regularnej cenie), zbiorniczki na insulinę, niezbędne leki (w tym właśnie insulinę) oraz suplementy witaminowe.

Nikodem uwielbia motory, samochody i pociągi 🏍🚕🚉 Bardzo często bawi się ich miniaturkami i modelami. Spraw, by był wtedy bezpieczny i mógł w pełni cieszyć się swoim dzieciństwem.

Z całego serca dziękujemy za wsparcie.

280 18% 1500
zakończono: 13.09.2019

Kawałek ziemi pod własne niebo

dla: Anna Baranek-Jurkowska
kategoria: Marzenie

Cześć wszystkim! Z tej strony Ania 🙂

Pamiętacie popularne jakiś czas temu Ice Bucket Challenge? Wyzwanie to miało propagować wiedzę o stwardnieniu zanikowym bocznym, w zgrabnym skrócie: SLA. To nieuleczalna, postępująca choroba, która niszczy neurony ruchowe, prowadząc do zaniku kolejnych mięśni i, w konsekwencji, do śmierci. Z tą diagnozą żyję od paru lat.

Obecnie jestem osobą niezdolną do samodzielnej egzystencji, zależną od innych. Mam bardzo ograniczone możliwości ruchu, a w nocy oddycham przy pomocy respiratora.

W moim życiu nie brakuje jednak miłości i pięknych chwil. Kilka miesięcy przed otrzymaniem diagnozy urodziłam synka Jasia 😊💖 Moje pasje to malarstwo olejne na dużych formatach oraz gra na instrumentach - szczególnie na fortepianie i gitarze klasycznej. Uwielbiam pieśni religijne i kontakt z przyrodą. Kochałam chodzić po górach - czuć powiew wiatru i ciepło słońca, zwłaszcza w wyższych partiach wzniesień, obserwować niebo i kolory chmur. Wspaniałe jest poznawanie ciszy - zwłaszcza głęboką nocą - tak wiele można wtedy usłyszeć...

Ponieważ nie mogę już malować oraz grać, swoje refleksje i wrażenia przekazuję w wierszach. Wydałam dwa tomiki poezji.

Bycie mamą daje mi niewysłowioną radość. Choroba sprawia, że ta wielka radość jest jednak zabarwiona bólem. Boli mnie, że nie mogę mocno przytulić synka, zająć się nim i pomóc mu, gdy nie potrafi czegoś zrobić.

Ze względu na moje SLA wciąż mieszkam z rodzicami. Mając ponad 40 lat, marzę o czymś tak oczywistym dla wielu osób dużo młodszych ode mnie: własnej przestrzeni, gdzie mogłabym być gospodynią. Wspólne mieszkanie potrafi być uciążliwe dla obu stron - szczególnie, gdy jeden z członków rodziny ciężko choruje.

Razem z mężem pragniemy być "na swoim", mimo mojego poważnego stanu. Zbieramy fundusze na budowę własnego domu lub domku chociażby. To wielkie wyzwanie pod każdym względem i potrzebujemy pomocy. Pomyśleliśmy, że zaczniemy od początku, czyli od miejsca, gdzie mogłaby stanąć nasza przystań. Naszym celem, który przyświeca również tej zbiórce, jest więc zakup działki.

Będziemy głęboko wdzięczni, jeśli wesprzecie nas wpłatami (Każda jest dla nas na wagę złota!) i, jeśli czujecie, że możecie - krótką modlitwą w intencji odzyskania przeze mnie zdrowia.

Z góry dziękujemy za wszelką pomoc.

Pozdrawiam serdecznie 🤗

 

2656 26% 10000
zakończono: 03.09.2019

Wrócić do domu, wrócić do życia

dla: Urszula Działak
kategoria: Leczenie

Zatrzymaj się i poznaj moją historię.

Mam na imię Urszula. Od wielu lat zmagam się z bardzo uciążliwą, postępującą chorobą: zesztywniającym zapaleniem stawów kręgosłupa. Choroba ta wyeliminowała mnie z rynku pracy. Mimo to pozostałam osobą pogodną, towarzyską, lubianą przez przyjaciół i rodzinę.

Jeden dzień w grudniu 2018 roku zmienił moje życie. Wstałam jak co rano, by skorzystać z toalety. Wystarczył chwilowy zawrót głowy, utrata równowagi – upadłam tak nieszczęśliwie, że doszło do zmiażdżenia szóstego kręgu szyjnego oraz uszkodzenia rdzenia kręgowego.

Operacja trwała wiele godzin, w jej trakcie dwukrotnie mnie reanimowano. Po kilku tygodniach walki o moje życie lekarze stwierdzili porażenie czterokończynowe. Na szczęście nie doszło do niedotlenienia mózgu i nadal jestem osobą kontaktową. Doskonale zdaję sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znalazłam. Na razie jestem więźniem w swoim ciele. Przykuta do łóżka, będę potrzebowała wiele czasu, żeby odzyskać jakiś procent dawnej sprawności.

Są dni, gdy różne myśli kołaczą mi się w głowie. O niektórych wolę nie mówić moim bliskim, którzy od kilku miesięcy każdego dnia ofiarnie pomagają mi przy każdej czynności i starają się jak mogą, by podtrzymać mnie na duchu. Jednak, mimo ich wielkiego zaangażowania i ogromnego wsparcia, ciągle nachodzą mnie stany depresji i zwątpienia. Bo jak uniknąć depresji, kiedy w wieku 49 lat całkowicie traci się kontrolę nad własnym ciałem? Tak bardzo się boję, że jednak nie dam rady, że w końcu zabraknie mi motywacji do dalszej walki… Staram się pokochać moje bezwładne nogi, bezwładne stopy, bezwładne palce u nóg… Czasami nawet przemawiam do nich czule, bo mam nadzieję, że może drgną, poruszone siłą sugestii! Nie mogę jednak zaakceptować moich bezwładnych dłoni, szczególnie palców, które tak bardzo by mi się przydały! Marzę, żeby móc samodzielnie jeść, podrapać się po głowie, wziąć do ręki książkę i przewracać kartki…

Cztery miesiące intensywnej rehabilitacji nie dały oczekiwanych rezultatów. Wszyscy powtarzają: „Trzeba czasu, trzeba czekać, trzeba być cierpliwym…”. Nie stracić nadziei to niesamowicie trudne zadanie, kiedy każda próba samodzielnego siadania kończy się omdleniem. Nigdy nie sądziłam, że będę marzyła o tym, by jeździć wózkiem inwalidzkim!

Jestem jednak gotowa podjąć walkę o swoje zdrowie, a przede wszystkim pragnę być w domu z rodziną. Wciąż wierzę, że dzięki długotrwałej, intensywnej rehabilitacji mój stan się poprawi i odzyskam choć cząstkę tego, co miałam kiedyś.

W lutym tego roku zwróciliśmy się do Fundacji Avalon o pomoc w zbiórce pieniędzy na moje leczenie i rehabilitację. Dzięki wsparciu finansowemu wspaniałych ludzi dobrej woli udało się zgromadzić 7 tysięcy zł. Niewypowiedzianie się z tego cieszę!

Jednocześnie wciąż towarzyszy mi lęk, że nie podołamy finansowo wydatkom związanym z rehabilitacją i tym wynikającym z życia codziennego. Potrzebuję funduszy na opiekę pielęgniarską, fizjoterapię oraz środki do codziennej pielęgnacji.

Moim marzeniem jest powracać do zdrowia w domu, wśród bliskich. Już teraz z całego serca dziękuję tym, którzy poprzez wpłatę na mój cel będą mieli swój udział w jego spełnieniu.

1369 6% 20000
zakończono: 03.09.2019

Moje własne "M"

dla: Michał Gruszczyński
kategoria: Marzenie

Cześć! 🖐

Mam na imię Michał, lubię podróżować i oglądać filmy na YouTube. Co jeszcze...? Jestem 30-letnim "empedziakiem" ze znacznym upośledzeniem umysłowym. Urodziłem się z mózgowym porażeniem dziecięcym. Gdy przyszedłem na świat, nie mówiłem - i tak już zostało. Z bliskimi i przyjaciółmi komunikuję się za pomocą piktogramów oraz specjalnej aplikacji mobilnej.

Jestem już dorosły, a mimo to wymagam ciągłej opieki. Czuwają nade mną rodzice. Odwdzięczam się, jak mogę - będąc otwartą i pogodną osobą. Biorę też czynny udział w warsztatach terapii zajęciowej, gdzie uczę się samodzielnie funkcjonować. Prawda jest jednak okrutna: nigdy nie będę w stanie żyć zupełnie sam.

Chciałbym, mimo wszystko, zbliżyć się do tego najbardziej, jak to tylko możliwe. Mama i tata pomyśleli więc o mieszkaniu wspomaganym, w którym mógłbym zamieszkać z wykwalifikowanym opiekunem. Znaleźliśmy już nawet lokum. Nie jest duże - to pokój z kuchnią i łazienką. Na moje potrzeby wystarczy 😉 Wprowadziłbym się już teraz, ale mieszkanie wymaga wykończenia i urządzenia.

I tu będę potrzebował Waszej pomocy. Dzięki przekazanym przez Was funduszom moglibyśmy pomalować ściany, zagospodarować łazienkę, kupić sprzęt RTV i AGD.

Będę Wam bardzo wdzięczny za każdą wpłatę oraz udostępnienie informacji o mojej zbiórce.

Trzymajcie się! ❤

442 2% 20000
zakończono: 03.09.2019

Samodzielny w terenie

dla: Marcin Pudełko
kategoria: Marzenie

Dzień dobry wszystkim Helpującym!

Mam na imię Marcin i jestem pozytywnie nastawionym do życia 37-latkiem, od lat szczęśliwie żonatym z Edytą. Jedną z najważniejszych wartości jest dla nas nasza wiara – źródło miłości i siły, które staramy się przekazywać innym.

Wskutek dziecięcego porażenia mózgowego jestem osobą niepełnosprawną i poruszam się na wózku inwalidzkim. Dzięki wsparciu najbliższych nie było to przeszkodą w zdobyciu przeze mnie wykształcenia wyższego na kierunku socjologia i praca socjalna. Pasjonuję się informatyką, literaturą oraz kinem science fiction i fantasy. Uwielbiam serię „Star-Trek” i „Gwiezdne Wojny”.

Założyłem zbiórkę, ponieważ marzę o poprawieniu jakości wózka, z którego korzystam. Dzięki zeszłorocznym darowiznom i wpłatom z 1%, za które serdecznie wszystkim dziękuję, udało mi się kupić dodatkowe oprzyrządowanie do mojego wehikułu. Na dołączonych filmikach możecie zobaczyć moje pierwsze jazdy po mieście i jazdy terenowe.

Teraz przyszedł czas na koła – wzmocniony model do jazdy terenowej ułatwiłby mi stabilne pokonywanie krawężników i innych barier architektonicznych oraz usprawnił przemieszczanie się na zewnątrz. Założona kwota zbiórki uwzględnia koszt kół, elementów montażowych oraz zabezpieczeń na ciągi.

Będę wdzięczny za Wasze wsparcie, a mój wózek – za nowe koła ;)

Z pozdrowieniami

Marcin

380 25% 1498
zakończono: 27.08.2019

Intensywna rehabilitacja z okazji urodzin

dla: Julia Mikołajczak
kategoria: Leczenie

Julka to (prawie) 11-letnia wojowniczka uwielbiająca podróże.

Jest dziewczynką ciekawą świata, interesuje się kosmosem. Kocha konie, dużo czyta, a w jej głowie jest wiele planów i marzeń do zrealizowania. Jednak jej życie znacząco rożni się od życia dzieci w podobnym wieku.

Julia zmaga się na co dzień z bardzo trudnym i podstępnym przeciwnikiem: rdzeniowym zanikiem mięśni typu 1. To rzadka, uwarunkowana genetycznie choroba nerwowo-mięśniowa, przez którą Julka traci neurony ruchowe. Jej mięśnie są coraz słabsze, a ostatecznie zanikają. Na chwilę obecną nasza dziewczynka nie chodzi, oddycha dzięki respiratorowi, nie może mówić ani samodzielnie jeść. SMA zabrało Julii możliwość poruszania się i uczyniło jej życie zależnym od specjalistycznej aparatury medycznej.

Mimo to Julka się nie poddaje i każdego dnia podejmuje nierówną walkę z chorobą.

Udało się rozpocząć leczenie, które być może przywróci naszej małej bohaterce funkcje ruchowe, a przede wszystkim uratuje jej życie. Terapia wspierana jest intensywną rehabilitacją, której miesięczny koszt wynosi ok. 3 500 zł.

W związku z 11. Urodzinami Julki, wypadającymi 30 lipca, założona została ta zbiórka-prezent.

Zapraszamy Cię serdecznie do wzięcia udziału w inicjatywie. Jeśli możesz – dołóż się do wyjątkowego, urodzinowego prezentu i podaruj Julii miesięczną rehabilitację.

Dziękujemy.

1600 43% 3700
zakończono: 24.08.2019

Trzymiesięczna rehabilitacja dla małego elfa

dla: Adam Więcław
kategoria: Leczenie

Poznajcie Adasia – „elfie dziecko”.

Mimo młodziutkiego wieku (zaledwie 15 miesięcy) ma już swój zespół. Niestety, nie jest to grupa muzyczna, ale rzadki, uwarunkowany genetycznie zespół wad wrodzonych, nazywany zespołem Williamsa-Beurena.

Właśnie z tego złożonego schorzenia wynika charakterystyczny, nieco „elfi” wygląd naszego synka.

Mimo wielu problemów zdrowotnych (oprócz zespołu Williamsa, u Adasia zdiagnozowano m.in. opóźnienie rozwojowe oraz słabe napięcie mięśniowe), powtarzanych co jakiś czas wizyt u specjalistów (kardiologa, nefrologa, okulisty, endokrynologa, neurologa, osteopaty…) i czekającego go zabiegu kardiologicznego, nasz kochany chłopczyk jest łagodnym i niezwykle pogodnym dzieckiem.

Adaś kocha muzykę 🎼🥁🎧 Słuchanie ulubionych piosenek bardzo go relaksuje. Uwielbia też długie spacery i zabawy ze starszą siostrą 💕

Staramy się, by miał wszystko, czego potrzebuje i żył tak jak zdrowe dzieci w jego wieku. Jest to możliwe dzięki systematycznej rehabilitacji oraz pracy z logopedą. Miesięczny koszt połączonej terapii wynosi 2 000 zł. Bylibyśmy szczęśliwi, gdyby udało się zgromadzić założoną kwotę. Pozwoliłaby ona opłacić 3 miesiące zajęć z fizjoterapeutą i logopedą.

Jeśli możesz – dorzuć się do zbiórki i wesprzyj naszego elfa 💸

Dziękujemy w imieniu swoim i Adasia.

755 12% 6000
zakończono: 21.08.2019

Samochód z rampą

dla: Patryk Rudziński
kategoria: Marzenie

Cześć, Kochani!

Jestem Patryk i robię to wszystko, do czego, według lekarzy, miałem nigdy nie być zdolny: słyszę, widzę, odczuwam i rozumiem komunikaty napływające z zewnątrz. Mój umysł i moje zmysły pracują prawidłowo, porozumiewam się i wyrażam przy pomocy alternatywnych sposobów komunikowania.

Mimo porażenia mózgowego, z którym zmagam się od dzieciństwa, jestem szczęśliwą osobą z wielką chęcią do życia, zbierania doświadczeń, przekraczania barier i łamania stereotypów. Staram się być dobrym człowiekiem, który codziennie walczy o przyszłość pełną marzeń i sukcesów. Moi bliscy twierdzą, że jak nikt inny pokazuję, jak cieszyć się każdym dniem i daję siłę każdemu, kto potrzebuje wsparcia. Mnie bardzo wspiera moja mama 💕

Uwielbiam zwiedzać i wychodzić ze znajomymi. Po prostu kocham ludzi 😎 Jestem bardzo towarzyski, a wyjazdy pozwalają mi odpocząć i naładować baterie.

Swoimi działaniami pomagam osobom takim jak ja uwierzyć w siebie oraz zachęcam innych do większej otwartości na osoby niepełnosprawne.

Jednak ja sam też czasem potrzebuję pomocy. Zmagam się z przewlekłym bólem spowodowanym chorobą i wymagam stałej rehabilitacji. Jeżdżę na masaże, które pomagają mi utrzymać mój aparat ruchu w dobrej formie.

Marzę o samochodzie z rampą, dostosowanym do potrzeb osób niepełnosprawnych. Pomoże mi się usamodzielnić i poprawić komfort życia. Oprócz poradni rehabilitacyjnych odwiedzam również swoją uczelnię, gdzie zdaję egzaminy i załatwiam formalności.

W poprzedniej zbiórce zebraliśmy na ten cel aż 5106 zł, ale trochę jeszcze brakuje.

Razem udało się Nam uzbierać na koncert. Wierzę, że razem możemy wszystko, czuję Wasze wsparcie i mam nadzieję, że jesteście ze mną nadal. Wasze wsparcie finansowe niesamowicie by mi pomogło. Sukces jest już tak blisko, na wyciągnięcie ręki…

Już teraz dziękuję za każdą wpłaconą złotówkę!

Przybijam piątkę wszystkim, trzymajcie się!

 

A tutaj odpowiadam na ważne pytania: https://www.plusik-minusik.pl/o-nas/inspiracja/wywiad-dla-portalu-psychologia-przy-kawie 😉

250 3% 7894
zakończono: 18.08.2019

Zakup pompy insulinowej oraz systemu CGM

dla: Sławomir Gwizdała
kategoria: Leczenie

Cześć!

Nazywam się Sławek, a cukrzyca typu 1 towarzyszy mi od 7 roku życia. Przeżyliśmy razem ponad 30 lat, ale muszę przyznać, że nie zawsze było łatwo. Od samego początku moich zmagań z tą chorobą największym problemem było ustabilizowanie poziomów cukru i uniknięcie hipoglikemii.

Z każdym rokiem wahania poziomu cukru coraz mocniej wpływały na moje codzienne funkcjonowanie. Generowało to wiele niebezpiecznych dla mnie sytuacji i mnóstwo stresu dla moich najbliższych. Po konsultacji z lekarzem prowadzącym stwierdziłem, że właśnie pompa insulinowa oraz system ciągłego monitorowania glikemii będą dla mnie szansą na normalne życie, a moim bliskim i współpracownikom zaoszczędzą dodatkowym zmartwień.

Zdradzę Wam, że mam już nawet „upatrzony” model pompy insulinowej: MiniMed® 640G, która we współpracy z sensorem pozwala lepiej kontrolować zarówno poziom cukru, jak i ilość podawanej insuliny. To dla mnie szansa na normalniejsze życie i robienie tego, co lubię najbardziej. Długie rowerowe wycieczki i wędrówki po lesie z żoną i naszymi dwoma psami Stefanem oraz Luną to jest to, co sprawia mi najwięcej radości. Kiedyś organizowaliśmy je znacznie częściej. Teraz jednak, ze względu na wahania glikemii, musiałem z nich zrezygnować.

Mam wielką nadzieję, że powrócę do tych rytuałów. Będę Wam ogromnie wdzięczny za pomoc w realizacji mojego celu.

11400 45% 25000
zakończono: 18.08.2019

Rehabilitacja dla kucharza potrzebna od zaraz

dla: Mateusz Szymański
kategoria: Leczenie

Przedstawiamy Wam Mateusza.

To ambitny 22-latek z głową pełną marzeń. Emanuje życiową energią. Jest absolwentem szkoły gastronomicznej. Zaczął nawet realizować się w zawodzie kucharza - gotowanie to jego prawdziwa pasja 🍜🥘🥗🍰

Życie Mateusza, przez rodzinę i znajomych nazywanego Matim, kilka miesięcy temu diametralnie się zmieniło. Chłopak uległ wypadkowi, w czasie którego doznał poważnego urazu kręgosłupa w odcinku lędźwiowym. Nie może usiąść, wyprostować się, poruszyć samodzielnie nogami. Ma za sobą już kilka operacji, czekają go kolejne. Przed Mateuszem długa walka o powrót do zdrowia. Jednym z jej etapów - bardzo ważnym - jest intensywna rehabilitacja.

Sam Mati pisze o niej tak:

Hej! Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim za pomoc w postaci darowizn wpłaconych na moje subkonto w Fundacji Avalon. Dzięki Waszej pomocy przebywam obecnie na turnusie w szpitalu rehabilitacyjnym. Ćwiczę tam wytrwale z jednymi z najlepszych fizjoterapeutów. Pomagają mi powoli odzyskiwać to, co osoby sprawne mają na co dzień i czym ja sam cieszyłem się całkiem niedawno. To małe rzeczy. Można powiedzieć - podstawowe. Wcześniej nie zwracałem na nie uwagi. Teraz wywołują uśmiech na mojej twarzy. Na przykład dzisiaj, pierwszy raz od dwóch i pół miesiąca, udało mi się usiąść. Co prawda tylko na kilka minut, ale pierwsze koty za płoty 😎 Moje nogi jeszcze nie działają, ale mam nadzieję na lepsze jutro. Mam też swój cel, którym jest samodzielne chodzenie. Każdego dnia jestem odrobinę bliżej osiągnięcia go.

Praca w ośrodku, w którym obecnie przebywam, daje bardzo dobre efekty. Chciałbym ją kontynuować. Jeden dwutygodniowy turnus kosztuje ok. 6000 zł. Marzę o odbyciu czterech. Będę naprawdę wdzięczny, jeśli pomożecie mi spełnić to marzenie i wesprzecie finansowo mój cel. Może jak zakończę rehabilitację, ugotuję Wam coś pysznego... 😉

Pozdrawiam

Mateusz

4300 17% 24000
zakończono: 14.08.2019

Turnus rehabilitacyjny w sanatorium

dla: Kinga Denoch
kategoria: Leczenie

Mam na imię Kinga.

Choruję na ciężką postać zespołu Ehlersa-Danlosa (EDS). Jest to bardzo rzadka, postępująca choroba genetyczna tkanki łącznej. Na ten moment jest nieuleczalna. Objawia się wielonarządowymi dolegliwościami oraz niewyobrażalnym bólem i powoduje wiele ograniczeń. W związku z torbielą przysadki mózgowej zmagam się również z dużymi zaburzeniami hormonalnymi. Sporo problemów sprawia mi również układ pokarmowy, który próbuję „obłaskawiać” specjalną dietą wykluczająca wiele produktów. Do tego dochodzą też poważne niedogodności neurologiczne. Hipermobilny typ mojego głównego schorzenia (EDS) wiąże się z nadmierną ruchomością stawów, przez co dochodzi do ciągłych przeciążeń, zwichnięć, podwichnięć itd. Generuje to nieustanny ból związany z samym urazem, jaki i ciągłymi stanami zapalnymi. W tej chwili bez silnych środków przeciwbólowych nie jestem w stanie funkcjonować.

Niekończąca się walka z bólem powoduje, że dopada mnie silna depresja. Wkładam naprawdę dużo wysiłku w rehabilitację i codzienne ćwiczenia, dzięki czemu udaje mi się na razie zachować sprawność fizyczną, choć potrzebuję już stałej pomocy i wsparcia osób trzecich. Pragnę zawalczyć o powrót do samodzielności, a może i powrót do tańca - mojej wielkiej miłości, dającej mi niesamowitą radość.

Do tej pory korzystałam głównie z rehabilitacji stacjonarnej. Obecnie marzę o wyjeździe na intensywny, kompleksowy turnus rehabilitacyjny, którego koszt w części muszę pokryć samodzielnie. Z uwagi na moją obecną sytuację finansową i brak stałego źródła dochodu będzie to dla mnie bardzo trudne. Zmotywowało mnie to do założenia zbiórki z celem zebrania funduszy na turnus.

To wszystko, czym się z Wami podzieliłam sprawia, że mój legendarny uśmiech mocno zbladł, a nieustający optymizm zagubił się w ciągłej walce z bólem i przeciwnościami losu. Pomóżcie mi je odzyskać! Wierzę w Wasze dobre serca. Za każdą wpłaconą złotówkę, wsparcie, ciepłą myśl i udostępnienie mojej prośby – SERDECZNIE DZIĘKUJĘ!

 

Jeśli chcecie mnie bliżej poznać, zapraszam na blog: https://denochkinga.blogspot.com

1100 100% 1100
zakończono: 04.08.2019

Zbiórka na aparat do oddychania cz. 3

dla: Dagmara Gorczyńska
kategoria: Leczenie

Mam na imię Dagmara.

Choruję na bardzo rzadką chorobę: zespół Ehlersa-Danlosa. Związane z nią deficyty powodują, że niewydolne są wszystkie narządy, w których znajduje się kolagen typu 1, a niestety jest on wszędzie ─ to podstawowy budulec naszego ciała. Deficyty te powodują też, że ta odmiana EDS jest odmianą śmiertelną.

Problemy z oddychaniem towarzyszą mi od zawsze. Wynikają one z trzech rzeczy: obniżonego napięcia mięśniowego (związane z nim częste nocne bezdechy potrafią trwać nawet 6 godzin i więcej, co oznacza, że pewnego dnia mogę się po prostu nie wybudzić), znacznego skrzywienia kręgosłupa oraz faktu, ze mój mózg nie przekazuje mięśniom bodźców do oddychania. Samodzielne podtrzymywanie oddechu przez długi czas jest dla mnie fizycznie niemożliwe.

Do końca życia będę potrzebowała wsparcia aparatu do oddychania. W czasie jednej z wizyt u lekarza specjalisty okazało się, że przy bezdechach neurologicznych niezbędny jest aparat typu BiPAP. Do aparatu należy dokupić maskę oraz nawilżacz i ogrzewacz powietrza. Mam nadzieję, że uda mi się zamknąć w kwocie 10 tysięcy złotych.

Obecna zbiórka jest kontynuacją poprzednich, w czasie których udało się zgromadzić większość potrzebnych funduszy, za co ogromnie, ogromnie dziękuję.

Wierzę w Wasze wsparcie. Będę wdzięczna za każdą wpłatę przekazaną na mój cel ❤

2300 76% 3000
zakończono: 30.07.2019

Cd. zbiórki na leczenie metodą immunoterap...

dla: Krzysztof Żurek
kategoria: Leczenie

Kochani!

Wasze ogromne zaangażowanie i pomoc w trzymiesięczną zbiórkę, którą prowadziliśmy na Helpuj.pl przyniosły ponad 29 000 zł. Jesteście wspaniali!!! Bardzo, bardzo Wam dziękujemy.

To ogromna kwota, która zbliża nas do osiągnięcia celu. Jednak meta tego wyścigu wciąż znajduje się daleko przed nami – całkowity koszt terapii Krzyśka to kilkaset tysięcy złotych. Dlatego zbieramy dalej, wierząc, że się uda i Krzyś dostanie swoją szansę na powrót do zdrowia.

Poznajcie naszą historię.

Krzysiek jest moim starszym bratem. Połowę życia spędził na koszykarskim parkiecie, a ja zawsze byłam jego wiernym kibicem. Aktywny facet, żyjący w ciągłym biegu. Rzeczywistość, którą znaliśmy, przewróciła się do góry nogami, gdy u Krzysia stwierdzono guza mózgu. Szybka operacja, a potem diagnoza - glejak wielopostaciowy IV stopnia złośliwości i wyrok do 12 miesięcy życia. Krzysztof jest wciąż w trakcie chemioterapii. Niestety, przedłuża to tylko czas do kolejnej wznowy nowotworu. Nie możemy na to czekać. Znaleźliśmy w Niemczech klinikę leczącą metodą immunoterapii. Pozytywne wyniki leczenia innych pacjentów dały nam nadzieję na "nowe życie " dla Krzyśka. Koszt terapii przekracza wielokrotnie możliwości naszej rodziny i znajomych. Dlatego bardzo proszę o wsparcie. Pomóżcie nam wspólnie pokonać glejaka.

Z góry serdecznie dziękuję - siostra najlepszego brata

8706 17% 50000
zakończono: 29.07.2019

Turnus leczniczy i pulsoksymetr

dla: Julia Zygmunt-Szostak
kategoria: Leczenie

Mam na imię Julia i choruję na rzadką chorobę genetyczną — Zespół de Morsiera. Z tego powodu moje oczka widzą tylko światło, a organizm nie produkuje hormonów. Bez leków, które uzupełniają te niedobory hormonów, nie byłabym w stanie przeżyć jednego dnia. Mimo tego, że w czerwcu skończę już 6 lat, to jeszcze nie umiem rozmawiać, gryźć jedzonka i dopiero niedawno nauczyłam się chodzić, trzymając kogoś za rękę.

 

Julia w ciągu tygodnia uczestniczy w różnych zajęciach. Część z nich musi być opłacona z naszych środków. Pochodzą one głównie z 1%, czyli od Was :) Niestety nie jesteśmy w stanie finansowo pozwolić sobie chociażby na 7-dniowy turnus leczniczy nad morzem. Turnusy z zajęciami terapeutycznymi to duży wydatek, ponieważ oprócz samego pobytu i zajęć dla Julki trzeba opłacić również pobyt opiekuna.

Julia pilnie potrzebuje także pulsoksymetru. Takie urządzenie jest pomocne w momentach, gdy stan zdrowia się pogarsza. Pulsoksymetr pozwoli nam monitorować parametry życiowe Julii w trakcie choroby i zaalarmuje w krytycznym momencie, np. gdy pojawią się drgawki. Koniecznie musi to być zaawansowany sprzęt medyczny z wymiennymi końcówkami czujników, które można przylepić na stałe do palca.

Stąd gorąca prośba do Was o wsparcie zbiórki! Będziemy szczęśliwi, nawet jeśli uda nam się uzbierać tylko część kwoty. Pieniądze przekazywane są bezpośrednio na subkonto Julii w Fundacji Avalon, co oznacza, że zbiórka została zweryfikowana w oparciu o odpowiednią dokumentację.

Dziękujemy za każdą Waszą wpłatę <3

85 1% 6000
zakończono: 17.07.2019

Zakup komputera stacjonarnego

dla: Eryk Czarnota
kategoria: Marzenie

Na imię mam Eryk, mam 26 lat i od urodzenia choruję na rdzeniowy zanik mięśni (SMA). Życie niesie ze sobą sporo wyzwań, moim jest choroba, która uniemożliwia mi spełnianie się w swoich pasjach, normalne komunikowanie się z ludźmi, ze światem czy chociażby podjęcie pracy.

Nigdy nie prosiłem o pomoc, a już na pewno nie o finansową, ludzie mają sporo swoich problemów i wydatków, ale teraz nie mam wyjścia. Ostatnimi czasy pojawiła się możliwość podjęcia pracy zdalnej, a do tego potrzebny jest mi komputer o odpowiednich parametrach. Korzystałbym z niego również w ramach rozwijania swoich zainteresowań. Lubię grafikę komputerową, uczę się tworzyć strony internetowe, w przyszłości mam nadzieję stworzyć swoją aplikację. Jestem samoukiem, również ze względu na chorobę i miejsce zamieszkania.

Pech chciał, że wysłużony, wielokrotnie naprawiany laptop, z którego obecnie korzystam odmawia współpracy.

Kupno nowego sprzętu to żaden problem, ale warunkiem są tutaj pieniądze. Nie stać mnie na kupno komputera. Choć bardzo chcę i próbuję, to nie mogę na taki sprzęt odłożyć. Chciałbym w końcu podjąć pracę. Marzę o tym, żeby choć trochę się usamodzielnić, rozwijać się zawodowo, utrzymywać kontakty z ludźmi — chociażby siedząc przed monitorem, skoro z domu wyjść nie mogę, spełniać swoje pasje przede wszystkim.

Na większość rzeczy niestety nie mamy wpływu i, nie mając innego wyjścia, jestem zmuszony prosić was o pomoc.

Z góry bardzo dziękuję każdej osobie, która zdecyduje się mi pomóc. Każda wpłacona złotówka zbliża mnie do wymarzonej samodzielności.

1250 35% 3500
zakończono: 17.07.2019

Zwycięstwo w grze o zdrowie

dla: Alicja Pęszyńska
kategoria: Leczenie

Cześć!

Część z Was pewnie mnie kojarzy, pozostałym się przedstawię: mam na imię Alicja i jestem dość niezwykłą 14-latką. Urodziłam się z rzadkim zespołem genetycznym Smith-Magenis, mam zaburzenia ze spektrum autyzmu i jestem niepełnosprawna intelektualnie w stopniu umiarkowanym. Do moich schorzeń dochodzą bezdech senny (wymaga zakupu aparatu CPAP, do którego musimy dopłacić 2620 zł), nadciśnienie tętnicze, częstoskurcz serca i niedorozwój prawej nerki ze zwężeniem tętnic. Mam stany dysforii, więc na wizyty muszę dojeżdżać dzień wcześniej, żebym dała się zbadać. Gdy jestem zmęczona, to krzyczę, rzucam przedmiotami i nie poddaję się zabiegom leczniczym. Taka „uroda” mojego stanu.

Na 25 czerwca mam zaplanowane specjalistyczne badania w Klinice Nefrologii Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Po nich lekarze zadecydują, czy niewykształcona do końca nerka zostanie usunięta. 

Dzięki Waszemu wsparciu mogłam poddać się zabiegowi wstawienia neuromodulatora krzyżowego, który pobudził pracę mojego pęcherza. To ważny przystanek na mojej trasie do zdrowia.

Z racji licznych, poważnych schorzeń wciąż zbieram fundusze na leczenie. Jak dotąd rok upływa mi pod znakiem diagnostyki i hospitalizacji w ośrodkach rozsianych po całej Polsce. Wiem jednak, że celem tych wyczerpujących podróży jest łatwiejsze i lepsze życie. Mam nadzieję, że uda się zebrać założoną kwotę. Wiem, że mnie wspieracie. Bardzo Wam dziękuję! 💕

Pozdrawiam serdecznie

Ala🌼

15684 78% 20000
zakończono: 15.07.2019

Turnus rehabilitacyjny — zbieram dalej!

dla: Magdalena Komorowska
kategoria: Leczenie

Witajcie!

Nazywam się Magda i od urodzenia zmagam się z wieloma chorobami. Jedną z nich jest rzadko występująca ziarniniakowatość z zapaleniem naczyń. Jest to choroba nieuleczalna, dająca wiele ciężkich objawów. Ze względu na liczne schorzenia poruszam się na wózku inwalidzkim. Są momenty, kiedy czuję się lepiej – wtedy jestem w stanie przejść parę metrów o kulach – potrzebuję jednak asekuracji. Chciałabym bardzo, by było więcej takich chwil i samodzielnych kroków. Do tego niezbędna jest systematyczna rehabilitacja.

W miarę możliwości staram się korzystać z intensywnej rehabilitacji na turnusach. Właśnie na taki wyjazd zbieram obecnie fundusze. Na turnus muszę pojechać z opiekunem, ponieważ potrzebuję stałej pomocy drugiej osoby. W czasie takiego turnusu nie tylko skorzystam z leczenia farmakologicznego i ćwiczeń rehabilitacyjnych, ale również – co jest dla mnie bardzo ważne -  odpocznę psychicznie od rzeczywistości dnia codziennego, która często jest trudna oraz nabiorę sił do walki z chorobą.

Koszt wyjazdu to 3 800 zł. W pierwszej i drugiej zbiórce udało nam się zgromadzić część tej kwoty (1 400 zł). Wierzę, że uda się dozbierać resztę! Bez Waszej pomocy nie sfinansuję uczestnictwa w turnusie, ponieważ moje leczenie pochłania każdy nasz grosz.

Pokazaliście, że chcecie pomóc, za co jestem Wam bardzo wdzięczna. Jestem wdzięczna za każdą Waszą złotówkę i fakt, że nie jest Wam obojętny mój los. Bardzo dziękuję za okazaną mi pomoc!

0 0% 2400
zakończono: 13.07.2019

Pierś do przodu!

dla: Paulina Buczek
kategoria: Leczenie

Hej!

Mam na imię Paulina, w tym roku skończę 37 lat. Rok, w którym świętowałam 34. urodziny przyniósł mi „w prezencie” diagnozę inwazyjnego raka piersi; ryzyko: wysokie.

Po półrocznej czerwonej i białej chemii choroba pozbawiła mnie atrybutów, przez które wiele osób definiuje kobiecość. Poddano mnie mastektomii jednej piersi, a następnie adneksektomii, czyli usunięciu jajników i jajowodów. Metoda wykorzystana przy rekonstrukcji piersi, którą przeszłam w Centrum Onkologii, okazała się dla mnie nieodpowiednia, między innymi z powodu budowy mojego ciała – jestem bardzo szczupłą osobą. Proteza została umieszczona pod mięśniem piersiowym większym, przez co nie mam pełnej ruchomości w stawie barkowym. Każdorazowe użycie ręki np. przy otwieraniu drzwi, ale też odczucie zimna powodują ból, gdyż proteza się zniekształca i przemieszcza. Chirurg nie popełnił błędu, operacja została wykonana prawidłowo. Po prostu - jak przy każdym zabiegu operacyjnym – możliwe są powikłania, a ich lista jest długa. Wystąpiły w moim wypadku. Konsultowałam się z kilkoma chirurgami onkologami w całym kraju. Zostałam zakwalifikowana do konwersji innowacyjną metodą tzw. prepektoralną (proteza zostanie umiejscowiona na mięśniu piersiowym większym, oszczędzając go) i mastektomii drugiej piersi z jednoczesną rekonstrukcją metodą prepektoralną. Rekonstrukcja tą metodą wiąże się dla mnie z nadzieją na minimalne dolegliwości bólowe oraz możliwość powrotu do pełnej sprawności.

Jestem młoda i wiem, że jeszcze dużo przede mną. Rak mnie nie spowolnił, a wręcz przeciwnie. Motocykl, a zwłaszcza samotne podróże motocyklowe są nie tylko moją pasją od lat, ale też stały się odskocznią od raka, bólu i myśli o śmierci. Wszędzie doszukuję się piękna i dobra, a swoim uśmiechem zarażam innych. Jestem aktywna zawodowo, a praca jest moją radością.

Operacja, na którą uruchomiłam zbiórkę jest nierefundowana, a – niestety - bardzo kosztowna. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o dołożenie swojej cegiełki do kwoty potrzebnej na wykonanie zabiegu.

Jeżeli chcecie poznać mnie bliżej, zapraszam na blog: https://www.facebook.com/MarzeniaTrzebaSpelniac

Pozdrawiam wszystkich!

40535 101% 40000
zakończono: 01.07.2019

Włączmy klimę dla Mariusza

dla: Mariusz Stępień
kategoria: Marzenie

Cześć!

Mam na imię Mariusz i mieszkam z rodzicami w Łodzi. Mam 29 lat i wiem, że nie będę miał możliwości doświadczenia samodzielności. Od ponad 20 lat choruję na dystrofię Duchenne’a, czyli postępujący zanik mięśni.

Choroba sprawiła, że jestem osobą całkowicie uzależnioną od pomocy innych. Nie mogę bowiem wykonać samodzielnie żadnej czynności, przeważającą część dnia spędzam w pozycji leżącej i praktycznie całą dobę oddycham za pomocą respiratora.

Jestem jednak osobą pełną woli walki. Mam ogromną chęć samorealizacji, podążania za swoimi pasjami i podejmowania nowych wyzwań. Wszystko to sprawiło, że ukończyłem z wyróżnieniem dzienne studia prawnicze na Uniwersytecie Łódzkim, potocznie zwanym „Paragrafem”, i otrzymałem Medal „Za chlubne studia”.

Moi Drodzy, lato nadchodzi wielkimi krokami, a z nim coroczne upały, niezmiernie doskwierające takim osobom jak ja. Przy moich problemach oddechowych przetrwanie podczas upałów na kanapie czy w łóżku jest niczym sport ekstremalny ;-).

W związku z tym proszę Was o wsparcie mojego celu, jakim jest założenie w naszym mieszkaniu klimatyzacji i przeprowadzenie związanego z tym remontu. Da mi to szansę na oddech, gdy za oknem żar się leje z nieba.

W naszej rodzinie pracuje tylko tata, gdyż mama od przeszło 20 lat opiekuje się mną i z tego powodu musiała zrezygnować z rozwoju zawodowego.

Dziękuję za każdą wpłatę, która przybliży mnie do realizacji tego niezmiernie dla mnie ważnego celu.

5800 105% 5500
zakończono: 06.06.2019

Wyprawy z goglami i białą laską => 60!

dla: Radosław Sprawka
kategoria: Marzenie

Jak dotąd udało mi się odwiedzić 47 krajów i terytoriów zależnych. W ubiegłym roku chciałem osiągnąć poziom 50-u, ale z różnych powodów się nie udało, dlatego też w tym roku podniosłem sobie poprzeczkę i postawiłem sobie za cel 60 — jako liczbę odwiedzonych krajów do końca 2019.

Liczę, że z Waszą pomocą będzie to łatwiejsze i bardziej realne... Mimo, że pracuję, to jako osoba słabowidząca w podróży, szczególnie gdy to wyprawy samodzielne, za różne rzeczy muszę płacić dodatkowo. Niestety choć bardzo to lubię, to sam autostopem nie jestem w stanie się poruszać, a wręcz często jestem skazany korzystać z takich drogich środków lokomocji jak taksówki, riksze — a nawet (co miało miejsce w Etiopii) — konia i muła:)

Ponadto, jako osobie niedowidzącej, ciężko jest znaleźć naprawdę dobrze płatną pracę, a w podróżach niektóre rzeczy jak np. wstępy do parków narodowych czy niektórych zabytków kosztują naprawdę dużo... Dlatego postanowiłem zabiegać o społeczne wsparcie dla swoich planów podróżniczych. Wierzę, że znajdą się miłośnicy podróży, którzy zdecydują się mnie wesprzeć. W tym roku przede wszystkim chciałbym odwiedzić Amerykę Południową i Środkową, wrócić do Indii, by znów, po latach spotkać się z Dalajlamą i przy okazji zahaczyć może o sąsiadów, jak Nepal czy Sri Lanka, dokończyć zwiedzanie Europy, a kilka krajów mi jeszcze zostało (Finlandia, Irlandia, Islandia, Mołdawia, Słowenia, Ukraina, Luksemburg, Szwajcaria i te małe kraje jak Andora..) i wszędzie tam gdzie nie sięgają moje kiepskie oczy;)

Ile z tych planów uda się zrealizować? Cóż, wierzę, że zdecydowaną większość.

A z Waszą pomocą na pewno się uda :)

185 1% 10000
zakończono: 03.06.2019

Zbieramy na roczną rehabilitację po operac...

dla: Mikołaj Archacki
kategoria: Leczenie

Jesteśmy czteroosobową kochającą się rodziną. Tata Arek, mama Emi, Mikuś 9 lat i Antek 3 latka.

1 lutego 2018 roku zawalił nam się świat. U Mikołaja zdiagnozowano guza mózgu tylnej jamy czaszki. Nasz ukochany synek rozpoczął walkę o życie. Guz był bardzo duży (4,6x3,6x3,9 cm) — powodował obrzęk mózgu i dawał objawy w postaci bardzo silnych bóli głowy, wymiotów, zaburzeń równowagi. Z oddziału neurologii w Gdańsku zostaliśmy przetransportowani do szpitala w Szczecinie, aby tam można było przeprowadzić operację ratującą jego życie. Operacja trwała ok. 8 godzin. Po operacji wystąpiły powikłania neurologiczne w postaci oczopląsu, niedowładu prawej strony, które utrzymują się do dziś. Po tygodniu od zabiegu przyszła zła wiadomość. W badaniu histopatologicznym rozpoznano, że guz, który został wycięty to rdzeniak (medulloblastoma) z najwyższym IV stopniem złośliwości. Dodatkowo jego anaplastyczny typ lokuje Mikołaja w grupie podwyższonego ryzyka. W lutym zaczęliśmy protokół chemioterapii dla naszego guza na oddziale Chemioterapii Dziecięcej w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku.

Na przełomie maja i czerwca, dzięki darczyńcom, którzy wsparli naszą zbiórkę udało nam się pojechać na naświetlania protonami do Essen (Niemcy). Koszty leczenia (33 naświetlania + 33 narkozy) i pobytu były bardzo wysokie. Terapia trwała do końca lipca. Od sierpnia 2018 trwa chemioterapia podtrzymująca. Składa się na nią 8 cykli co ok. 6 tygodni. Mikołaj z cyklu na cykl coraz bardziej odczuwa skutki uboczne leczenia, ale staramy się, aby jego dzieciństwo, choć nieco przerwane przez chorobę, było pełne uśmiechu i radości. Rehabilitacja przywracająca Mikołajowi sprawność potrwa kilkanaście miesięcy.

Dziękujemy za każde wsparcie.

Rodzina Mikołaja Archackiego

2320 23% 10000
zakończono: 28.05.2019

Wciąż zbieram na potrzebny zabieg

dla: Alicja Pęszyńska
kategoria: Leczenie

Cześć!

Część z Was pewnie mnie kojarzy, pozostałym się przedstawię: mam na imię Alicja i jestem dość niezwykłą 14-latką. Urodziłam się z rzadkim zespołem genetycznym Smith-Magenis, mam zaburzenia ze spektrum autyzmu i jestem niepełnosprawna intelektualnie w stopniu umiarkowanym. Mam stany dysforii, więc na wizyty muszę dojeżdżać dzień wcześniej, żebym dała się zbadać. Gdy jestem zmęczona, to krzyczę, rzucam przedmiotami i nie poddaję się zabiegom leczniczym. Taka „uroda” mojego schorzenia.

Do ubiegłego roku nie wiedziałam co to cewnikowanie. Obecnie jestem cewnikowana co 3 godziny w ciągu dnia z przerwą nocną, bo mój pęcherz przestał pracować. Okazało się, że tylko jedna moja nerka jest zdrowa. Jak widzicie, nie jest dobrze... Mój pęcherz ma jeszcze szansę, by normalnie pracować. Pomóc może zabieg neuromodulacji krzyżowej wykonany przez zagranicznego specjalistę.

Całkowity koszt zabiegu to 46 000 zł. Dzięki Waszym wpłatom na poprzednią zbiórkę mam już za sobą jego pierwszy etap! Drugi etap zaplanowano na 31 maja. Ma on polegać na założeniu na stałe neuromodulatora, a kosztuje 31 000 zł. Oprócz samej operacji musimy opłacić także dojazd, pobyt i konsultację po zabiegu.

Jest to dla mnie ogromna szansa. Bardzo proszę Was o pomoc. Myślę sobie, że jakby 6 200 osób podarowało mi 5 zł lub 15 500 osób podarowało mi 2 zł, to miałabym szansę na wyleczenie. Ponieważ walczę z wieloma schorzeniami, w moim życiu nie ma miesiąca bez pobytu w szpitalu lub wizyty u specjalisty. Trzeba tak niewiele, abym utrzymała zdrową nerkę, a mój pęcherz pracował prawidłowo.

Pamiętaj, mam czas jedynie do 31 maja.

10289 32% 32000
zakończono: 28.05.2019

Leczenie i rehabilitacja Jasia — naszego w...

dla: Jan Kamiński
kategoria: Leczenie

Witamy Was na naszej zbiórce. Jesteśmy rodzicami Jasia.

Jaś — nasz mały wojownik urodził się w 25 tygodniu ciąży. Na świat przyszedł czwartego października 2018 roku, ważąc 850 gramów. Był wielkości ołówka. Niestety, kilka godzin po porodzie usłyszeliśmy, że jego stan jest krytyczny, a każda godzina decyduje o jego życiu. Nasz świat całkowicie runął. Mijały kolejne dni i godziny, a on pomimo maleńkiego, skrajnie niewykształconego organizmu walczył.

Pierwsze trzy miesiące swojego życia spędził podłączony do aparatury w szpitalu. Ostatniego dnia grudnia opuściliśmy mury szpitala, rozpoczynając wędrówki po specjalistach i niekończące się badania. Skrajne wcześniactwo i to co za sobą przyniosło: od poważnej wady wzroku, po niewykształcony słuch, problemy z tarczycą, słabe napięcie mięśniowe, asymetryczną budowę ciała … to wszystko wymaga odpowiedniego leczenia. Jaś przyjmuje obfite dawki lekarstw, a ich brak powoduje natychmiastowe osłabienie organizmu.

Kolejną trudnością, z którą zmierzył się nasz synek, była rozwojowa wada serca. Na szczęście, zauważamy, że serce Jaśka się rozwija, a wada cofa. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie jej szybkie wykrycie w pierwszych dniach jego życia.

Dzisiaj Jaś ma już skończone 5 miesięcy. Wyglądem i zachowaniem nie różni się niczym od swoich rówieśników. Stąd nasza prośba o wpłacenie na  rehabilitację i leczenie dla wojownika. Jaś każdego dnia walczy o swoje życie. Pomóż mu normalnie się rozwijać i wpłać na jego rehabilitację.

Za każdą pomoc bardzo dziękujemy!

Rodzice Jasia

425 8% 5000
zakończono: 27.05.2019

Karol Wstań - zbiórka na rehabilitację

dla: Karol Wiśniewski
kategoria: Leczenie

Karol ma 24 lata i wielkie plany na przyszłość. W piątek 08.08.2018 miał wypadek komunikacyjny, w którym doznał złamania złamania kręgów odcinka piersiowego kręgosłupa na wysokości Th9/Th10 z przemieszczeniem i porażeniem kończyn dolnych. Karol porusza się na wózku inwalidzkim.

Przed wypadkiem był bardzo aktywną osobą, spełniał się w swojej pasji, którą była siłownia. Przynosiła mu ona wielką przyjemność, wiązał z nią swoje marzenia. Pracował i uczył się jako elektryk. Teraz, kiedy jego marzenia o wysportowanej sylwetce, ułożonym życiu "legły w gruzach", pomóżmy mu znowu stanąć na nogi!

Karol, pomimo swojej niepełnosprawności, każdego dnia walczy o lepsze jutro. Obecnie przebywa na 6-tygodniowej rehabilitacji NFZ. Specjalistyczna rehabilitacja, której musi się podjąć, by znowu stanąć na nogi jest bardzo kosztowna. Ostatnie 6 tygodni rehabilitacji refundowanej już wykorzystuje, dlatego każda złotówka się liczy!

Karol dostał szanse leczenia się przy wykwalifikowanej kadrze fizjoterapeutów w prywatnym ośrodku rehabilitacyjnym. By móc się tam leczyć potrzebujemy Państwa wsparcia. Kwota 78 tys. wystarczy na ok. 6 miesięcy leczenia. Przy złamanym kręgosłupie potrzebna jest intensywna rehabilitacja, kilka godzin dziennie. Jesteśmy pewni, że pobyt w takim ośrodku, przy dobrze wyszkolonej kadrze poprawi stan zdrowia Karola.

Bardzo dziękujemy w imieniu swoim i Karola za każdą pomoc z Państwa strony. Dla nas, jako rodziny jest to bardzo ważne, by znowu zobaczyć na twarzy Karola uśmiech i radość z życia, które jest tylko jedno!

0 0% 78000
zakończono: 20.05.2019

Na dalszą rehabilitację i powrót do zdrowia

dla: Urszula Działak
kategoria: Leczenie

Ula –

1. Jak żyć, kiedy trzeba żyć?

2. Jak żyć, kiedy los dał jeszcze jedną szansę?

Ula już od wielu lat zmagała się z ciężką chorobą ZZSK, która zniekształciła jej szyjno-piersiowy odcinek kręgosłupa, całkowicie go usztywniając w pochyleniu do przodu około 30 stopni. Choroba wyeliminowała ją z rynku pracy. Mimo to zawsze była osobą pogodną, towarzyską, lubianą przez przyjaciół i rodzinę.

Tego dnia 22.12.2018 roku, wstała jak co dzień wcześnie rano, chcąc skorzystać z toalety. Lekki zawrót głowy i chwilowa utrata świadomości spowodowały niefortunny upadek, w czasie którego zmiażdżony został szósty krąg szyjny i uszkodzony rdzeń kręgowy. Natychmiastowe przewiezienie jej helikopterem do szpitala w Piekarach Śląskich, wielogodzinna operacja kręgosłupa, dwukrotna reanimacja utrzymały ją przy życiu, ale nie przywróciły zdrowia. Po kilku tygodniach walki o życie okazało się, że nastąpiło porażenie czterokończynowe. Na szczęście nie doszło do niedotlenienia mózgu i Ula nadal jest osobą kontaktową, doskonale zdaje sobie sprawę z sytuacji w jakiej się znalazła, jest gotowa podjąć walkę o swoje zdrowie, a przede wszystkim pragnie być w domu z rodziną.

Ula straciła samodzielność, ale nie wpływ na swoje życie. Na razie jest więźniem w swoim ciele, przykuta do łóżka będzie potrzebowała wiele czasu, żeby odzyskać jakiś procent dawnej sprawności. Każdy ma jakieś marzenia. Jej marzeniem jest ruszyć choćby jedną ręką, poczuć dotyk syna i męża, a może w przyszłości przesiąść się na wózek inwalidzki.

Te marzenia mogą być zrealizowane tylko poprzez nieustanną rehabilitacje i pomoc ludzi dobrej woli. Rodzina chce zabrać Ulę do domu, zapewnić jej opiekę pielęgniarską, medyczną, rehabilitację, walczyć małymi kroczkami o kolejne cele. Dajmy jej szanse uczestniczenia w życiu rodziny, dajmy szanse bycia z synem, który po tych wszystkich wydarzeniach sam potrzebuje wsparcia psychicznego.

7000 58% 12000
zakończono: 16.05.2019

Leczenie i rehabilitacja Zuzi

dla: Zuzanna Nagelska
kategoria: Leczenie

Mam na imię Zuzia, urodziłam się 06.05.2016 roku. Po porodzie spędziłam dwa tygodnie w szpitalu przyjmując silny antybiotyk, po wyjściu miałam wizytę u kardiologa. Mam wadę nerek, atopie i wiele innych wad rozwojowych.

Jestem pod opieką wielu specjalistów. Znajduję się pod stałą kontrolą kardiologa, alergologa, endokrynologa, nefrologa, poradni rehabilitacyjnej, okulisty, genetyka, psychologa, gastrologa...  

Wychowuje mnie i moje rodzeństwo mama, która jest sama. Ciężko nam jest ponieważ bardzo często choruję. Podczas biegania kolanka same mi się uginają i upadam. Nawet jak stoję to spadam do tyłu i upadam na główkę. Noce mam nieprzespane, przepłakane bo dretwieją mi nóżki i wtedy masuje mi je mama.

Potrzebuję stałej rehabilitacji, która pomoże mi w codziennym funkcjonowaniu. Moje choroby wymagają stałej opieki lekarskiej, rehabilitacji i farmakologii. To wszystko kosztuje. Czekam na szczepionkę, która będzie moją pierwszą szczepionką, a dostanę ją jak skończę 3 latka. Czekam też na wizytę u Pani doktor, na którą czekam od roku. Może ona powie co mi dolega. Mama bardzo się martwi o moje zdrowie.

Kolejki do lekarzy na NFZ są bardzo długie, a prywatne bardzo kosztowne. Bardzo proszę o wsparcie mojej zbiórki, abym mogła walczyć ze wszystkimi przeciwnościami. Nie poddaje się, będę walczyć o swoją sprawność i wierzę, że są ludzie o bardzo dobrych sercach, którzy mi pomogą dojść do lepszej sprawności.

Dziękuję wszystkim z całego serca.

50 0% 7000
zakończono: 09.05.2019

Zbieram na potrzebny zabieg

dla: Alicja Pęszyńska
kategoria: Leczenie

ZBIÓRKA ZOSTAŁA ZAKOŃCZONA NA PROŚBĘ INICJUJĄCEGO. ALA KONTYNUUJE POZYSKIWANIE ŚRODKÓW NA ZABIEG W RAMACH NOWEJ ZBIÓRKI: https://helpuj.pl/cele/372-wciaz-zbieram-na-potrzebny-zabieg

 

Cześć! Jestem Alicja Pęszyńska i mam 14 lat. Urodziłam się z rzadkim zespołem genetycznym Smith-Magenis, mam spectrum autyzmu i jestem niepełnosprawna intelektualnie w stopniu umiarkowanym.

Do ubiegłego roku nie wiedziałam co to cewnikowanie. Obecnie jestem cewnikowana co 3 godziny w ciągu dnia z przerwą nocną, bo mój pęcherz przestał pracować. Okazało się, że mam jedną zdrową nerkę. Jak widzicie nie jest dobrze... Mam szansę na powrót do normalnej pracy pęcherza, poprzez zabieg neuromodulacji krzyżowej, którą zaplanowano w Polsce na 8 maja w Krakowie. Dowiedziałam się o tym 12 marca.

Koszt całego zabiegu to 46 000 zł. Pierwszy etap zaplanowany na 8 maja będzie kosztował 15 000 zł. Drugi etap przewidywany jest po 3 tygodniach i ma polegać na założeniu na stałe neuromodulatora − koszt to 31 000 zł.

Jest to wielka szansa dla mnie, bo zabieg ten nie jest refundowany przez NFZ, a wykonywany za granicą kosztuje jeszcze więcej. Musimy opłacić także pobyt, dojazd i konsultację po zabiegu. Mam stany dysforii, więc na wizyty muszę dojeżdżać dzień wcześniej, żebym dała się zbadać. Gdy jestem zmęczona, to krzyczę, rzucam przedmiotami i nie poddaję się zabiegom leczniczym. Taka uroda mojego zespołu genetycznego.

Bardzo proszę o pomoc. Mam takie marzenie jakby 9 200 osób podarowało mi 5 zł lub 23 000 osób podarowało mi 2 zł, to mam szansę na wyleczenie. Bardzo Cię proszę: pomóż mi wyzdrowieć. Ponieważ walczę z wieloma schorzeniami, w moim życiu nie ma miesiąca bez pobytu w szpitalu lub wizyty u specjalisty. Trzeba tak niewiele, abym utrzymała zdrową nerkę, a mój pęcherz pracował prawidłowo. Pamiętaj, mam czas jedynie do 8 maja.

Alicja

14641 91% 16000
zakończono: 06.05.2019

Zbiórka na aparat do oddychania cd.

dla: Dagmara Gorczyńska
kategoria: Leczenie

Mam na imię Dagmara. Choruję na ultrarzadką chorobę Zespół Ehlersa-Danlosa. Związane z nią deficyty powodują, że niewydolne są wszystkie narządy, w których znajduje się kolagen typu 1, a niestety jest on wszędzie ─ to podstawowy budulec naszego ciała. Deficyty te powodują też, że ta odmiana EDS jest odmianą śmiertelną. 

Problemy z oddychaniem towarzyszą mi od zawsze. Wynika to z hipotonii mięśniowej i dużej kifoskoliozy. Aparat do oddychania będzie mi potrzebny do końca życia.

Mój problem z oddychaniem polega na tym, że mózg nie podaje mięśniom sygnału do oddychania, muszę więc samodzielnie podtrzymywać oddech. Robienie tego stale, także we śnie, jest fizycznie niemożliwe. Sytuację utrudnia hipotonia, która sprawia, że jestem zbyt słaba, żeby podtrzymywać oddech przez kilka godzin, a bezdech potrafi trwać 6 godzin i więcej. Najczęściej zdarza się w nocy, co oznacza, że któregoś ranka mogę się po prostu nie wybudzić (tym bardziej, że biorę leki nasenne). Oprócz aparatu potrzebuję też co najmniej 2 wizyt u neurologa ─ jednej, żeby wybrać typ aparatu, drugiej ─ żeby neurolog ustawił nastawy. Potrzebuję Waszej pomocy!

Jest to ciąg dalszy poprzedniej zbiórki, na której dzięki Wam udało się uzbierać ok. 5 tys zł. Niestety, po kolejnej wizycie u neurologa okazało się, że przy tego typu neurologicznych bezdechach niezbędny jest aparat BiPAP, a ten jest znacznie droższy niż ten, który wtedy braliśmy pod uwagę. Dodatkowo niezbędna jest maska dokupowana oddzielnie oraz dodatki - nawilżacz i ogrzewacz powietrza. Czekam na odpowiedź firmy mającej mi przedstawić aparaty do wyboru, więc na razie nie znam jeszcze dokładnej ceny aparatu, ale mam nadzieję, że cena zamknie się w ok. 10 tys zł. Jeśli nie, będę zmuszona kontynuować zbiórkę, ponieważ nie mogę użyć środków z 1% - są przeznaczone na podstawowe leki.

Potrzebuję Waszej pomocy! Proszę!

Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej, zapraszam na mojego bloga: http://ehlers-danlos6.blogspot.com/2013/04/manifestacje-niepoetyckie.html

 

3755 62% 6000
zakończono: 04.05.2019

Turnus rehabilitacyjny — zbieram dalej!

dla: Magdalena Komorowska
kategoria: Leczenie

Nazywam się Magda i od urodzenia choruję na wiele chorób. Lista jest bardzo długa, jedną z nich jest martwicze zapalenie naczyń — Ziarniniak Wegenera i jest to choroba, na którą nie ma leku, można jedynie przedłużać życie chemioterapią i sterydami.

Przez moje schorzenia najsłabsze mam nogi i poruszam się na wózku inwalidzkim. W momentach gdy czuję się lepiej, jestem w stanie przejść parę metrów o kulach z asekuracją innej osoby. Abym mogła dalej poruszać się w ten sposób konieczne są rehabilitacje, niestety nie należą one do najtańszych. Dlatego proszę o pomoc w zbiórce na dwutygodniowy turnus rehabilitacyjny razem z kosztem dojazdu i dopłatą do dodatkowych zabiegów.

Koszt to 3800 zł. W pierwszej zbiórce udało nam się uzbierać część tej kwoty, wierzę, że uda się dozbierać resztę! Na turnus muszę pojechać z opiekunem, ponieważ potrzebuję stałej pomocy drugiej osoby. Turnus pomoże połączyć leczenie farmakologiczne z rehabilitacją, ale też — co jest dla mnie bardzo ważne — odpocząć psychicznie od codziennej rzeczywistości, zarówno mi, jak i opiekunowi.

Na turnusie rehabilitacyjnym mogę nabrać sił do dalszej walki z chorobą o każdy kolejny dzień. Bez waszej pomocy wyjazd jest niemożliwy ponieważ moje leczenie pochłania każdy nasz grosz. Dziękuję za każdą przekazaną złotówkę.

Po raz drugi próbuję zebrać pieniążki na turnus. Pokazaliście, że chcecie pomóc, za co jestem Wam bardzo wdzięczna — udało się nam zebrać 180 zł — może uda się i więcej! Jestem wdzięczna za każdą Waszą złotówkę i fakt, że nie jest Wam obojetny mój los. 

Bardzo dziękuję za okazaną mi pomoc!

1220 33% 3620
zakończono: 03.05.2019

Ratowanie ręki! Zakup lekkiego wózka

dla: Adam Podsiad
kategoria: Leczenie

Miałem 6 lat. Poważny wypadek w rolnictwie prawie pozbawił mnie życia. Lekarze nie dawali mi żadnych szans na przeżycie. Cudem, udało się! Przeżyłem. Niestety straciłem całkowicie prawą rękę, a w wyniku urazów wielonarządowych — w tym kręgosłupa — do końca życia poruszał się będę na wózku inwalidzkim.

Nie poddałem się! Mam tylko jedną rękę, ale staram się być samodzielny i żyć optymistycznie. Staram się być aktywny społecznie i zawodowo. Pomimo wielu trudności  — uzyskałem prawo jazdy, co uważam za największy mój sukces :) Zwiększona mobilność dała mi wolność.

Każdy dzień to walka o zdrowie. Utrzymanie ręki w sprawności jest dla mnie priorytetem, co wiąże się ze specjalistyczną rehabilitacją. Dodatkowo konieczny jest zakup bardzo lekkiego wózka inwalidzkiego, który znacznie odciąży jedyną rękę. Wasza pomoc pozwoli mi być dłużej samodzielnym i czerpać radość z aktywnego życia mimo wszystko!

Ręka cały czas poddawana jest obciążeniom, które w normalnym przypadku rozkładają się na dwie ręce. Może to z czasem doprowadzić do tego, że ręka odmówi posłuszeństwa, co będzie dla mnie największą tragedią — a tyle już osiągnąłem. Nie mogę na to pozwolić! Dlatego zbieram na zakup specjalnego, lekkiego wózka z napędem na jedną rękę, który pozwoli odciążyć rękę i jak najdłużej utrzymać ją w sprawności.

Koszt wózka jest wysoki — wynosi 30 000 zł. Na koszt składa się indywidualna produkcja, użycie najlżejszych stopów metali oraz przystosowanie do napędzania go jedna ręka, co jest konieczne. Już teraz dziękuję wszystkim za udostępnienie informacji o zbiórce w mediach społecznościowych i wśród znajomych. Z osobna bardzo dziękuję tym, którzy wesprą mój cel o nawet 1 zł.

Pomóż mi żyć aktywnie i cieszyć się życiem!

56 0% 30000
zakończono: 01.05.2019

Zbieram na intensywną rehabilitację

dla: Magdalena Kilarska
kategoria: Leczenie

Jestem Madzia, mam 11 lat i bardzo chcę chodzić o własnych siłach. Ale niestety będę miała do was ogromną prośbę, abyście mi troszkę w tym marzeniu pomogli wpłacając na rehabilitację dla mnie.

Córka Madzia zachorowała bardzo ciężko na GUZA MÓZGU. Pierwsza operacja, którą przeszła była pod znakiem zapytania: czy przeżyje? A jednak cud — przeżyła, moja kochana iskierka. Niestety skutki pooperacyjne stały się tragiczne.

Madzia ma niedowład czterokoniczynowy oraz uszkodzony nerw wzrokowy. Czyli nie chodzi, musi intensywnie ćwiczyć, żeby przez wyćwiczone wzorce ruchowe osiągnęła jakąkolwiek samodzielność. Niestety, po drodze przyplątała się progresja guza. Guz odrósł i znowu kolejna operacja, kolejna chemioterapia. Teraz, po tych ciężkich przeżyciach została nam tylko ciężka, długotrwała rehabilitacja, długa, bardzo długa. Ale przede wszystkim bardzo droga, na którą mnie nie stać, ponieważ Madzię i młodszą córkę wychowuję sama.

Musimy walczyć same. Jedna godzina to koszt 140 zł z dojazdem. Liczy się każdy dzień i godzina. Dlatego proszę o wpłatę dla Madzi na rehabilitację, aby mogła wrócić do szkoły do swoich przyjaciół, ponieważ choroba zabrała jej najpiękniejsze chwile z dzieciństwa. Madzia bardzo prosi Państwa o jakakolwiek wpłatę, ponieważ jest to droga do tego, aby mogła funkcjonować, bardzo brakuje jej kontaktu z dziećmi.

Dziękujemy Państwu bardzo za każdą złotówkę, to dla nas znaczy bardzo dużo!

33 0% 30000
zakończono: 23.04.2019

Wymarzony turnus rehabilitacyjny Mateuszka

dla: Mateusz Mackiewicz
kategoria: Leczenie

Nasz synek Mateusz skończy niedługo 10 lat. Od września jest uczniem klasy pierwszej w szkole specjalnej. Jest chłopcem niesamowicie pogodnym, codziennie walczy o swoją sprawność.

Mateusz ma opóźnienie rozwoju, upośledzenie umysłowe w stopniu umiarkowanym, opóźnienie rozwoju mowy – Mati nie mówi, korzysta z różnych form komunikacji alternatywnej w tym z Mówika, ma wadę wzroku i zaburzenia napięcia mięśniowego. Naszym marzeniem był wyjazd na turnus rehabilitacyjny do Zabajki.

Udało się! Jesteśmy na liście na turnus nr. 16 w terminie przewidzianym od 20 sierpnia do 2 września 2019r. Koszt takiego wyjazdu to 6250 zł – pakiet z ćwiczeniami w wodzie (6100 zł - wskazany w piśmie to pakiet podstawowy). Mateusz codziennie prócz zajęć w szkole także, tych specjalistycznych, jest rehabilitowany i ma różnego rodzaju zajęcia – zajęcia z neurologopedą, zajęcia SI, zajęcia terapii ręki, zajęcia na basenie metodą halliwick’a.

Poniżej umieszczam link do ośrodka Zabajka w, którym organizowane są dwutygodniowe turnusy rehabilitacyjne dla dzieci takich jak Mati. http://www.zabajka.home.pl/?pl_pakiet-z-cwiczeniami-w-wodzie,295

Mam świadomość tego, iż kwota jaką chciałabym zebrać jest bardzo duża wierzę jednak, że dzięki Państwa pomocy to się uda.

To wielka szansa dla Mateuszka!!!

Dziękujemy!

Mati i rodzice

6250 100% 6250
zakończono: 12.04.2019

Kwartalny turnus rehabilitacji neurologicznej

dla: Karol Zwolan
kategoria: Leczenie

Witam. Mam na imię Karol. Mam 32 lata. W czasie kiedy urodził mi się drugi synek w 2017 r. uległem wypadkowi, który wywołał "wybuchowe" złamanie kręgosłupa w odcinku szyjnym. Doznałem porażenie czterokończynowego, przez co zostałem przykuty do łóżka.

Niestety przez wypadek nie dane mi było uczestniczyć w odkrywaniu świata przez moich dzieci. Od wypadku minęło już prawie 2 lata. Jestem po dwóch rehabilitacjach. Po roku od wypadku dostałem infekcji, nastąpił obrzęku mózgu i mój stan był krytyczny. Cała praca poszła na marne, a rehabilitację musiałem zacząć od początku. Teraz powoli, powoli zaczynają wracać mięśnie.

Dzięki drugiej rehabilitacji odzyskałem częściowo sprawność na tyle, że mogę zabezpieczony pasami siedzieć na wózku. Mam dwójkę małych dzieci i to dla nich bardzo bym chciał odzyskać sprawność na tyle, by móc samodzielnie poruszać się na wózku i mieć możliwości uczestniczenia w spacerach i zabawach z moimi synkami. Wierzę, że to osiągnę tylko dzięki rehabilitacji, która jest bardzo kosztowna.

Sam nie dam rady, ale dzięki Wam i wsparciu finansowym będę mógł dalej się usprawniać. Każdy Wasz grosz, każda Wasza złotówka przybliży mnie do osiągnięcia tego celu. Bardzo Was proszę o wsparcie finansowe. Potrzebna jest jeszcze długa droga do odzyskania sprawności. Kocham moje dzieci ponad wszystko i próbuję wszystkiego, aby osiągnąć wymarzony cel. Proszę, pomóż mi czerpać razem z dziećmi radość z życia.

0 0% 15597
zakończono: 11.04.2019

Zbieram na turnus rehabilitacyjny

dla: Rafał Kuźniarski
kategoria: Leczenie

Dzień dobry. Mam na imię Rafał i mam 11 lat. Gdy się urodziłem doszło do niedotlenienia mózgu i obustronnego zapalenia płuc. Jako niemowlak przeszedłem ciężką walkę o zdrowie i życie, wiele razy byłem respirowany, pod tlenem.

Gdy byłem malutki, to przechodziłem intensywną rehabilitację z powodu wzmożonego napięcia mięśniowego i tylko dzięki temu chodzę. Niestety, nadal mam problemy z napięciem mięśniowym i nie radzę sobie z wieloma rzeczami: plastelina, farby, przysiady, podskakiwanie, ubieranie się, jedzenie — to wszystko nie sprawia mi radości, a wręcz prowadzi do frustracji i rozczarowania, gdyż zazwyczaj nie wychodzą tak, jak bym tego chciał.

Opóźnienie w rozwoju spowodowało u mnie duże problemy z nauką i koncentracją. Ostatnie badanie EEG głowy wykazało nieprawidłowości w lewej półkuli mózgu. Niestety, w 2017 roku zdiagnozowano u mnie celiakię. Jestem na diecie bezglutenowej i bezmlecznej. Dieta jest bardzo droga.

Co tydzień jeżdżę na terapię integracji sensorycznej. Jest to terapia dla dzieci, które są mało aktywne, mają trudności z koncentracją, z czytaniem, pisaniem, liczeniem, ich rozwój ruchowy jest osłabiony, mają zaburzenia równowagi, koordynacji, cierpią na problemy emocjonalne i społeczne, ale też na niską samoocenę.  

Bardzo lubię czytać książki przygodowe, rozwiązywać testy i quizy. Lubię też jeździć na rowerze. Wychowuje mnie moja mama, która swój czas dzieli dla mnie i mojego chorego braciszka. Razem z mamą bardzo proszę o pomoc w sfinansowaniu pobytu na turnusie rehabilitacyjnym. Tam będę miał rehabilitację, o jakiej teraz mogę tylko marzyć.

Bez Państwa pomocy nie pojadę… dlatego dziękuję za każdą złotówkę od Państwa, to ma dla mnie ogromne znaczenie!

0 0% 2500
zakończono: 09.04.2019

Zbieram na aparat fotograficzny

dla: Magdalena Sabicka
kategoria: Marzenie

Cześć :) Jestem Magda i mam 35 lat. 13 lat temu zachorowałam na Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa.

Codzienne zmagania ze Zesztywniającym zapaleniem stawów kręgosłupa i towarzyszącymi mu innymi schorzeniami, nie dają mi zapomnieć o tym, że potrzebuję stałego leczenia i rehabilitacji. Nie wiem ile jeszcze przy tej chorobie będę w stanie chodzić na własnych nogach... wiem tylko, że moja choroba prowadzi do trwałego inwalidztwa — póki mogę chodzić, łapię każdą chwilę. Dlatego postanowiłam w tym roku — to moje też noworoczne postanowienie — zadbać o siebie. Dotychczas dbałam o marzenia innych... bałam się wypowiedzieć i prosić ludzi o to, co tak na prawdę kocham — o lustrzankę, o której marzę, abym mogła się rozwinąć... i na chwilę zapomnieć o chorobie i bólu... a przede wszystkim, abym mogła zacząć zarabiać dzięki temu na chleb.

Gdy przyszła choroba zamiast rozpaczać, zajęłam się fotografią. Fotografia sprawiła, iż mimo bólu, zaczęłam wychodzić z domu i szybko okazało się, że robienie zdjęć zarówno ludzi, jak i przyrody, przynosi mi wiele przyjemności, jest źródłem satysfakcji i niegasnących inspiracji.

Niestety aparat, który służył mi przez lata, nie jest wieczny i jego czas powoli dobiega końca. Bardzo bym chciała pomimo choroby móc pomagać innym wykonując sesje zdjęciowe. Marzę, aby w przyszłości wydać swój własny album przyrodniczy.

Dla mnie narzędzie jakim jest aparat jest furtką do spełnienia mojego marzenia, którym jest praca na własny rachunek jako fotografka. Jestem artystyczną duszą, śpiewam, gram, robię zdjęcia, kocham sztukę, przyrodę, zwierzęta, ludzi i bardzo lubię pomagać innym. Jeśli uważasz, że mogę być szczęśliwa dzięki Twojej pomocy — proszę wrzuć złotówkę do koszyka i dołóż się do mojego aparatu.

Moim marzeniem jest Sony Alpha 77 II — ponieważ mam obiektywy od poprzedniego aparatu mogłabym dokupić tylko samo body i... zacząć pracę.

Czy pomożesz mi spełnić moje marzenie?

160 3% 5200
zakończono: 27.03.2019

Zbieram na spłatę kredytu mieszkaniowego

dla: Piotr Zdunek
kategoria: Marzenie

Piotr to jeden z nas − korpoludek. Handlowiec w dużej firmie w stolicy. Wyjadacz targetów jakich mało. Pewnego dnia rozbolała go glowa (a że akurat był po aktywnym weekendzie) stwierdził, że to raczej objawy poprzedniego wieczoru ;) Kolejnego dnia głowa bolała dalej. Piotr udał się do lekarza pierwszego kontaktu i otrzymał silniejsze proszki na ból głowy.

Trzeciego dnia obudził się już z inny. Okazało się, że w głowie ma tykającą bombę. Piotr jest po operacji tętniaka mózgu, w wyniku której nastąpił prawostronny niedowład i utrata mowy. Piotr ma 50 lat. Jego życie − nie muszę Wam mówić − jak się zmieniło.

To może dotknąć każdego z nas. W każdym momencie. Ilu z Was profilaktycznie robi rezonans głowy? No właśnie... tak myślałam. On też nie robił. Z 45-letniego wyjadacza targetów w kilka dni stał się osobą uzależnioną od pomocy rodziny i bliskich. Daje radę... optymizm 200%, ale potrzebna mu Wasza pomoc. Marzeniem Piotra jest całkowita spłata kredytu hipotecznego i pewność, że nie straci wymarzonego własnego mieszkania.

Także korpoludy do roboty... Pokażcie, że umiemy i potrafimy sobie pomagać. Korporacje uczą różnych rzeczy − i dobrych, i złych, ale każdy z nas wie jak jest ciężko z dedlajnami, asapami itd. To teraz pomyślcie, jak ciężko musi być aktualnie Piotrowi.

Justyna Szawłowska − siostra Piotra, Redaktor Naczelna "Korpo Voice", uciekinierka z korpo przy Domaniewskiej

140 0% 20000
zakończono: 20.03.2019

Pilne zakończenie remontu

dla: Ewa Owsiak
kategoria: Marzenie

Jestem podopieczną Fundacji Avalon. Bardzo proszę Was o wsparcie w dokończeniu remontu. Obecne mieszkanie to dla mnie jedyna szansa na wyjście z bezdomności. Został mi zaledwie miesiąc, abym mogła wywiązać się z umowy z gminą Brzeg, która udostępniła mi lokal. Dzięki Waszej pomocy już niewiele zostało do zrobienia. Dziękuję znajomym, którzy zadłużają się, aby pomóc mi godnie mieszkać.

Wcześniej przez cztery lata mieszkałam w starym, opuszczonym browarze – bez prądu, bieżącej wody oraz ogrzewania. Choruję na padaczkę z częstymi napadami i zapalenie wątroby. Mam także oczopląs i hiponatremię.

Potrzebuję usunąć wszystkie zęby ze względu na stan zapalny korzeni, który może prowadzić do sepsy. Usunęłam już 23 zęby. Z powodu padaczki cierpię na stany lękowe oraz silne zawroty głowy. Orzeczono u mnie niepełnosprawność. Przyjmuję wiele leków, stale przebywam w szpitalach i przychodniach. Jestem w trudnej sytuacji materialnej. Otrzymuję stałe świadczenie z MOPS-u w wysokości 645 zł. Brakuje mi na podstawowe rzeczy – żywność czy lekarstwa. Chciałabym żyć godnie. Najważniejsze dla mnie w tej chwili jest ukończenie remontu mieszkania.

Wierzę w Wasze dobre serca. Już nieraz je okazaliście. Bardzo Wam dziękuję.

Kochani, każda złotówka to krok do przodu – pomóżcie mi go uczynić.

 

 

  

Sytuacja bytowa Pani Ewy została poświadczona dokumentacją.

145 12% 1200
zakończono: 19.03.2019

Zbieram na wakacje nad morzem

dla: Kamila Kowalczyk
kategoria: Marzenie

Kamila ma 36 lat i urodziła się jako dziecko w pełni zdrowe. Mając 5 miesięcy, zachorowała na zapalenie płuc, potem pojawiły się ropnie skóry na głowie. 

Po dwóch tygodniach dostała pierwszych drgawek, ze względu na które często przebywała w szpitalu. Rozwój córki był prawidłowy, ale ciągle nawracające drgawki ją osłabiały i trzeba było dobrać leki. Po dwóch tygodniach pobytu w klinice moja córka znalazła się w izolatce. Miała uszkodzony mózg, nie widziała, nie było z nią kontaktu. Leżała tam jeszcze 3 miesiące. 

W domu Kamilka zaczęła siedzieć, ale dopiero mając 5 lat zaczęła chodzić. Wystąpiła u niej autoagresja. Na stałe orzeczono u niej znaczny stopień niepełnosprawności. 

Nigdy nie prosiłam o pomoc, ale teraz jest mi coraz trudniej, bo przy córce muszę wszystko zrobić. Kamilka bardzo choruje na nerki, dolegliwości kobiece. Nie śpi czasami cały tydzień i mało je. Wcześniej ważyła 50 kg, teraz – 36. Córka nie mówi, dlatego kontakt z nią jest bardzo ograniczony. Na turnusie rehabilitacyjnym byliśmy dopiero dwa razy. 

Potrzeb przybywa, a my nie jesteśmy w stanie im sprostać. 
Dlatego proszę w imieniu Kamili o pomoc. Wyjazd Kamilki wiąże się z wypoczynkiem, wyjazdem z miasta. Kamila uwielbia wycieczki. By mogła wyjechać, musi mieć dwóch opiekunów, a że najbardziej przyzwyczajona jest do rodziców, więc musimy jechać wszyscy. 
Córka po prostu tęskni i nie może spać.

210 7% 3000
zakończono: 10.03.2019

Zbieram na aparaty słuchowe

dla: Judyta Kanarek
kategoria: Leczenie

Nazywam się Judyta Kanarek. Mam 32 lata. Mieszkam w miejscowości Mogilno (woj. kujawsko – pomorskie). Pracuję w Bydgoszczy, codziennie dojeżdżam 65 km z miejsca zamieszkania do zakładu pracy. W wieku 5 lat stwierdzono u mnie obustronny głęboki niedosłuch, niedługo potem pojawiły się problemy ze wzorkiem, czego następstwem jest zwężenie pola wzrokowego.

Nie dawano mi szansy, abym mogła żyć w społeczeństwie słyszących. Dzięki mojej silnej woli i pomocy rodziny udowodniłam, że mogę nauczyć się słyszeć poprzez noszenie aparatów słuchowych. Jako siedmiolatka zaczęłam również poprawnie mówić. Ukończyłam szkołę podstawową i gimnazjum w szkole państwowej oraz liceum dla słabosłyszących na profilu informatycznym. Po szkole średniej zrealizowałam studia licencjackie (pedagogika ze specjalnością opieka i wychowanie z profilaktyką uzależnień), studia magisterskie (pedagogika ze specjalnością doradztwo zawodowe i poradnictwo karier) oraz studia podyplomowe z zakresu rachunkowość i zarządzania finansami.

Od dziecka noszę dwa aparaty słuchowe i dzięki nim słyszę oraz mogę uczestniczyć aktywnie w życiu społecznym. Jak dotąd miałam pomoc w postaci refundacji z NFZ, lecz z racji przekroczenia progu wiekowego skończyła się możliwość dofinansowania zakupu aparatów słuchowych w takim zakresie jak wcześniej. Niestety aparaty słuchowe dla osoby z głębokim ubytkiem słuchowym są kosztowne, a należy je zmieniać, ponieważ zużywają się bardzo szybko. Oba aparaty są mi niezbędne do samodzielnego funkcjonowania w życiu.

Proszę pomóżcie mi i przekażcie wpłatę na zbiórkę, abym mogła dalej uczestniczyć aktywnie wśród ludzi słyszących.

0 0% 10000
zakończono: 08.03.2019

Rehabilitacja serduszkowego Synka!

dla: Szymon Łabiszak
kategoria: Leczenie

Mój synek urodził się z mnogimi wadami wrodzonymi. Najpoważniejsze z nich to wada serca pod postacią ubytku w przegrodzie komór oraz anomalii łuku aorty pod postacią nieprawidłowego odejścia lewej tętnicy podobojczykowej.

Gdy Szymuś miał miesiąc przeszedł pierwszą operację kardiochirurgiczną w Łodzi. Nie było nam łatwo się po niej pozbierać, więc w domku byliśmy dopiero po prawie 3 miesiącach od narodzin.

Będąc w domu myśleliśmy, że będzie już jak ze zdrowym dzieckiem... niestety tak nie było. Wyszliśmy do domu pod opieką hospicjum dla dzieci, z sondą w nosku do karmienia Szymka i wskazaniem intensywnej rehabilitacji.

Od razu zaczęliśmy działać. Z pomocą neurologopedy uczyliśmy się jeść. Zaczęliśmy uczęszczać na fizjoterapię metodą Vojtyi metodą NDT bobath.

Oprócz tego liczne konsultacje z neurologiem, gastroenterologiem, nefrologiem, ortopedą, kardiologami... A od niedawna zaczęliśmy nowa metodę rehabilitacji, czaszkowo-krzyżową. Mamy nadzieję, że dzięki niej uda się wyprostować główkę Szymusia, która teraz opada na jedna stronę. Na szczęście dzięki uporowi Szymka i pracy specjalistów idziemy do przodu, mały je sam — co prawda tylko papki — ale od niedawna potrafi nawet samodzielnie pić; siedzi, chodzi, a dobrze wiemy, że mogło być różnie.

Czekamy na wyznaczenie terminu kolejnej operacji, byc moze ostatniej. Niestety wszystko to kosztuje, a jak wiadomo im więcej rehabilitacji tym lepiej, dlatego jeśli możesz pomóż. Każda złotówka przybliża nas do pełnej sprawności.

Dziękujemy!

Rodzice Szymonka

535 21% 2500
zakończono: 28.02.2019

Zbieram aby wrócić pod wodę… na kolejną nu...

dla: Izabela Kawczyńska
kategoria: Marzenie

O czym marzysz? Masz swoje wielkie marzenie? Tak naprawdę chyba każdy z nas je ma. Czasem są one małe, całkiem przyziemne, a czasem marzymy o czymś wiedząc, że jego spełnienie jest raczej mało realne.

Podobno już za dzieciaka, mając jakieś z 10 lat przyznałam się mamie, że moim największym marzeniem jest nurkowanie. Jako dziecko miałam wiele szalonych pomysłów, w których w ogóle nie brałam pod uwagę swojej niepełnosprawności. Rodzice niejednokrotnie musieli „sprowadzać mnie na ziemię”. Tak było i tym razem. Przy mojej atetozie i problemach oddechowych uważali, że nurkowanie w moim wydaniu jest nierealne. Z czasem przyznałam im rację, jednak to marzenie zostało w moje głowie na zawsze.

Pewnego dnia spotkałam ludzi, którzy powiedzieli "TAK" moim marzeniom, którzy powiedzieli "TAK - możesz", którzy powiedzieli "TAK bierzemy Cię" i wzięli… To właśnie dzięki nim znalazłam swój nowy, życiowy cel, odnalazłam swoją pasję. Dla mnie nurkowanie jest doskonałą formą aktywności, a także rehabilitacji.

Osobie posiadającej ograniczenia fizyczne, swobodne poruszanie się w toni wodnej daje poczucie niezależności, pomaga odkryć nieznane dotąd możliwości ruchowe własnego ciała, uwierzyć we własne siły i przekroczyć barierę fizycznej niepełnosprawności. Dlatego dziś zbieram na kolejną nurkową wyprawę, by wrócić tam gdzie czuję wolność jaką Ty masz na co dzień…

Za każdą złotówkę serdecznie dziękuję!! :) Jeśli chciałbyś lepiej mnie poznać zapraszam na mojego bloga https://myslizmojejglowy.blogspot.com

50 1% 4000
zakończono: 20.02.2019

Zbieram na dużą trampolinę i huśtawkę ogro...

dla: Zuzanna Szeszko
kategoria: Marzenie

Zuzia ma 4 lata, Zespół Downa i głęboki niedosłuch zmysłowo-nerwowy. Jest przy tym dzieckiem szalenie energicznym i ruchliwym. Jednak są w jej życiu bariery, które musi pokonać. Ćwiczenia na trampolinie byłyby dla Niej świetną rehabilitacją i ogromną pomocą w  przełamaniu barier ruchowych.

Pomimo, że Zuzia jest energiczna, boi się bujać na huśtawce. Posiadanie własnej pomogłoby przełamać Jej strach z codziennym obcowaniem z tym przedmiotem. Głuchota naszej córki sprawia, że w swoim życiu napotyka na wiele trudnych sytuacji. Mimo wszczepionego implantu ślimakowego w lewym uchu, Zuzia słyszy niewiele. 

Jej mowa w ogóle sie na dzień dzisiejszy nie rozwinęła. Zuzia jest od urodzenia skazana na stałą opiekę z naszej strony. Nie może pozostać sama na dłuższą chwilę, bo ma różne pomysły i nie rozumie, że niektóre sytuacje zagrażają Jej zdrowiu i życiu. Obie choroby Naszej córki są nieuleczalne i będą Jej "towarzyszyć" do końca.

Oprócz Zuzi mamy jeszcze trzy zdrowe córki, które wspierają siostrę w Jej trudnym życiu. Z uwagi na stałe wyjazdy do przedszkola, oddalonego od nas o ponad 35 km, lekarzy w DSK i w IFiPS w Kajetanach i rehabilitacje w Suwałkach oraz wydatki na leki — nie stać nas na taki zakup. Liczymy na Wasze wsparcie i dziękujemy za każdą wpłatę. Wierzymy w powodzenie zbiórki i że wiosną Zuzia będzie mogła rehabilitować się na podwórku dzięki Waszym dobrym serduszkom.

Życie na samym wstępie rzuciło Naszej córce kłody pod nogi ale dzięki stałej rehabilitacji chodzi samodzielne. Z Jej ust jeszcze nie padły tak mocno wyczekiwane słowa: *mama*, *tata*, *siostra*. Wiem, że nie każde marzenie można spełnić.... ale są takie, które można, i dlatego proszę o pomoc w zrealizowaniu naszego marzenia.

Nie ma nic piękniejszego od uśmiechu dziecka. Będziemy Wam relacjonować o postępach w rozwoju naszego skarba. Każdy z nas chciałby aby Jego dziecko było zdrowe i samodzielne. My wiemy, że w przypadku Zuzi to jest niemożliwe. Kochamy ją równie mocno jak jej starsze siostry.

Dziękujemy <3 

250 6% 3999
zakończono: 11.02.2019

Codzienna rehabilitacja

dla: Mikołaj Kaszczyński
kategoria: Leczenie

Mikołaj to nasze oczko w głowie. Jest radosny, zawsze uśmiechnięty. Jego oczy są pełne nadziei.

Mikołaj w wyniku ciężkiego niedotlenienia w czasie porodu choruje na mózgowe porażenie dziecięce (co wiąże się z nieprawidłowym napięciem mięśniowym, opóźnionym rozwojem psychomotorycznym, opóźnionym rozwojem mowy, zaburzeniami przetwarzania sensorycznego, niedowładami).

Kolejne miesiące życia Mikołaja zaczęły przynosić kolejne diagnozy. Pojawiły się problemy ze wzrokiem, pojawiła się padaczka lekooporna, z czasem nieprawidłowe napięcie doprowadziło do skoliozy.

Codzienna, intensywna rehabilitacja pozwoliła na postępy w rozwoju. Już ponad 5 lat walczymy!

Mikołaj pokazał swoją siłę i to, że warto wierzyć. Dzięki wieloletniej rehabilitacji dzisiaj Mikołaj stara się mówić i chodzić! Jednak nadal czeka go wiele ciężkiej pracy podczas rehabilitacji.

Walczymy o sprawne życie Mikołaja. Synek musi być cały czas intensywnie rehabilitowany, nie możemy przerwać terapii. Dzięki Waszej pomocy przez poprzednie lata nie musieliśmy martwić się o koszty rehabilitacji, a synek zrobił spore postępy - samodzielnie potrafi przejść coraz dłuższy dystans!

Niestety, aby dążyć do celu, ze względu na epilepsję Mikołaj musi wkładać podwójny wysiłek. Mikołaj potrzebuje wielospecjalistycznej rehabilitacji tj. rehabilitacji ruchowej, zajęć z terapeutą SI, ćwiczeń z neurologopedą, zajęć z psychologiem dziecięcym i pedagogiem.

Zwracamy się do Państwa o pomoc. Aby utrzymać postępy w rozwoju potrzebna jest dalsza intensywna rehabilitacja, terapie oraz wyjazdy na turnusy rehabilitacyjne.

126 1% 10000
zakończono: 16.01.2019

Kwartalny zapas suplementów

dla: Magdalena Szczurek
kategoria: Leczenie
Witam :) Jakiś czas temu umieściłam w Internecie wierszyk opisujący mój "problem":

"Nazywam się Magda Melasowa, 4 rok problem ma moja Głowa. (...) Przygodę z szpitalem przeżywam niesympatyczną, odkąd chorobę mam genetyczną. Spłatały mi Państwo Mitochondria figla i była w mych żyłach niejedna igła. Nie spełniają swej roli te małe szuje, energii nie dają tyle, ile mózg potrzebuje. W Dzień Walentego święto moje przypada, bo doświadczenie mam w padaczki napadach. Również wzrokowe miałam halucynacje, ale niejedne są w zdrowiu moim sensacje. Raz dźwięków w głowie przyniósł mi wiele, lecz zespół ten nie jest moim przyjacielem. Dziennie stos leków biorę i suplementy, by stabilnie żyć i spokój mieć święty. Oto czas bajki tej minął, chcesz dalej iść z chorą dziewczyną?"

Niedawno znalazłam się w gronie podopiecznych Fundacji AVALON. Choruję od 2014 roku.

Moja choroba – zespół MELAS (Encefalomiopatia mitochondrialna z kwasicą mleczanową i epizodami udaropodobnymi (ang. Mitochondrial Encephalopathy-Lactic Acidosis-Stroke-like Episodes) należy do bardzo rzadkich (a co za tym idzie - mało znanych) chorób genetycznych. Dotyczy głównie układu nerwowego i mięśni. Ujawianie się objawów za każdym razem jest różne, ich nasilanie lub osłabianie, regresja lub progresja zmian w mózgu oraz cały jej przebieg.

Widnieje dotychczas jako nieuleczalna. Nie ma lekarstwa, można jedynie stosować liczne i kosztowne suplementy oraz leki zapobiegające objawom, takim jak padaczka czy migrena.

Uczciwie i otwarcie przyznaję: Aktualnie posiadam orzeczenie o niepełnosprawności, a koszty leczenia przekraczają moje możliwości finansowe.

Dlatego zwracam się dzisiaj z prośbą o pomoc :-) Każdy Twój datek — zarówno mały, jak i duży — będzie się liczyć. Przyda się każdy grosz. Dziękuję za wsparcie.

W galerii dodaję na dowód screen kosztów trzymiesięcznych na suplementy (nie wliczając kosztów leków).
2895 208% 1388
zakończono: 23.12.2018

Rehabilitacja i leczenie Immanuelka

dla: Immanuel Sobczyk
kategoria: Leczenie
Immuś pragnie chodzić i mówić! Wychowuje go babcia i dziadek. Jak żyć ma dziecko, które nie płacze, nie ma łez, nie mówi, nie woła, kiedy ma atak padaczki i leży sine, bezsilne? Jak żyć, jak się tylko leży? Jak żyć, kiedy nie można przełykać, smakować, jak jest się karmionym strzykawkami do brzuszka?

Pomimo tego cierpienia Immanuel obejmuje rączkami twarz babci i głaszcze mnie po włosach z miłością, patrzy uśmiechniętymi oczkami.

Od urodzenia chłopiec nie miał głosu, nie płakał, miał padaczkę lekooporną, niedowład czterokończynowy i wodogłowie. Z czasem Immuś stał się kontaktowy i ciekawy świata, zabawek, polubił terapeutów, rehabilitantów, swojego kota. Pragnie żyć i walczy o życie każdego dnia. Jestem babcią Immusia. Sąd przyznał mi opiekę nad nim i uczynił mnie prawną rodziną zastępczą spokrewnioną.

Obserwuję, jak coraz bardziej staje się kontaktowy, przewraca się na boczki i wspaniale się rozwija.To prawdziwy cud, że żyje! Pomimo że jest karmiony rurką prosto do żołądka i za pomocą strzykawek, jest bardzo pogodnym dzieckiem.

Obecnie uczy się przełykać, dlatego potrzebna jest niezmiernie rehabilitacja neurologopedy, która jest niestety bardzo kosztowna. Immanuel potrzebuje także ciągłej rehabilitacji ruchowej, wyjazdów na turnusy rehabilitacyjne, które są również niestety bardzo drogie.

Te wszystkie wydatki związane z zakupem leków, opłaceniem rehabilitacji, prywatnych wizyt lekarskich przekraczają moje możliwości, dlatego pragnę zwrócić się do Państwa z prośbą o pomoc w zebraniu funduszy na turnusy rehabilitacyjne dla mojego wnusia, bo dostrzegam, jak cudownie rehabilitacja wpływa na jego powrót do zdrowia.

Marzę i wierzę, że Immanuel kiedyś stanie na nóżki, będzie biegał i mówił. I że powie: ,,Kocham cię Babciu”!
4130 18% 22000
zakończono: 19.12.2018

Urodzinowa zbiórka na rehabilitację Precla

dla: Szymon Bończak
kategoria: Leczenie
Szymon zwany Preclem jest chory na rdzeniowy zanik mięśni typu 1 (SMA1). SMA to wredna choroba genetyczna, która powoduje postępujący zanik mięśni, a typ 1 jest jej najbardziej agresywną postacią.

Chorzy na SMA typ 1, również Szymon, bardzo szybko tracą możliwość całkowitego poruszania się, samodzielnego oddychania i połykania (do tego też są potrzebne mięśnie!)

Kiedy diagnozowano Precla, miał zaledwie 4 miesiące. Nie poddaliśmy się. Nie poddał się też Precel i walczył z potworem, jakim jest SMA, całą swoją radosną mocą. Tą walką zawsze była i jest intensywna i codzienna rehabilitacja powstrzymująca zanik mięśni. Od 1,5 roku Precel w swojej walce ma wielkiego sprzymierzeńca, czyli pierwszą na świecie terapię na SMA, w której ma niebywałe szczęście uczestniczyć. Szymon dalej potrzebuje rehabilitacji, aby jak najwięcej odzyskać z tego, co do tej pory zabrała mu choroba.

Ze względu na swój stan (Szymon oddycha przy pomocy respiratora) taka rehabilitacja musi odbywać się u nas w domu, a każda domowa wizyta fizjoterapeuty kosztuje około 100 złotych.

30 Października 2018 roku Precel skończy 13 lat!

Jeśli chcecie zrobić Preclowi prezent na urodziny, dodajcie swoją cegiełkę do jego codziennej rehabilitacji poprzez uczestnictwo w tej zbiórce. Bardzo byśmy chcieli zebrać na jego urodziny tyle, aby zapewnić mu 3 miesiące frajdy i jednocześnie walki o mięśnie z naszymi nieocenionymi fizjoterapeutami. Każda złotówka się liczy!

Więcej o Preclu na: www.facebook.com/PreclowaStrona

Dziękujemy

Rodzice Precla
6311 84% 7500
zakończono: 17.12.2018

Wyjazd Kamili na wakacje w 2019 roku

dla: Kamila Kowalczyk
kategoria: Marzenie
Kamila ma 36 lat i urodziła się jako dziecko w pełni zdrowe. Mając 5 miesięcy, zachorowała na zapalenie płuc, potem pojawiły się ropnie skóry na głowie.

Po dwóch tygodniach dostała pierwszych drgawek, ze względu na które często przebywała w szpitalu. Rozwój córki był prawidłowy, ale ciągle nawracające drgawki ją osłabiały i trzeba było dobrać leki. Po dwóch tygodniach pobytu w klinice moja córka znalazła się w izolatce. Miała uszkodzony mózg, nie widziała, nie było z nią kontaktu. Leżała tam jeszcze 3 miesiące.

W domu Kamilka zaczęła siedzieć, ale dopiero mając 5 lat zaczęła chodzić. Wystąpiła u niej autoagresja. Na stałe orzeczono u niej znaczny stopień niepełnosprawności.

Nigdy nie prosiłam o pomoc, ale teraz jest mi coraz trudniej, bo przy córce muszę wszystko zrobić. Kamilka bardzo choruje na nerki, dolegliwości kobiece. Nie śpi czasami cały tydzień i mało je. Wcześniej ważyła 50 kg, teraz – 36. Córka nie mówi, dlatego kontakt z nią jest bardzo ograniczony. Na turnusie rehabilitacyjnym byliśmy dopiero dwa razy.

Potrzeb przybywa, a my nie jesteśmy w stanie im sprostać. Dlatego proszę w imieniu Kamili o pomoc. Wyjazd Kamilki wiąże się z wypoczynkiem, wyjazdem z miasta. Kamila uwielbia wycieczki. By mogła wyjechać, musi mieć dwóch opiekunów, a że najbardziej przyzwyczajona jest do rodziców, więc musimy jechać wszyscy. Córka po prostu tęskni i nie może spać.
60 1% 3122
zakończono: 07.12.2018

Kontynuacja terapii preparatem MSC − jedy...

dla: Antoni Tomicki
kategoria: Leczenie
Antoś urodził się w marcu 2014 roku w Toruniu. Dla nas jest wszystkim, czekaliśmy ponad 10 lat.

Dzieckiem, które beztrosko patrzy na świat i nie wie, że to, co dzieje się z jego ciałem, jest wynikiem śmiertelnej choroby. Antoś nie zna życia bez upadku, bez braku siły w dłoniach, bez senności, która potrafi przyjść wtedy, gdy on się bawi w najlepsze. Niestety wtedy wygrywa choroba. Są dni, kiedy wspólnie pokonamy 16 stopni schodów, a są też takie, w których Antoś upada co kilka kroków. On jest dzielny. Po każdym upadku, a jest ich sporo, wspina się po sobie i oznajmia: nic się nie stało.

Antoś bardzo szybko został zdiagnozowany. W chwili pobierania materiału genetycznego nie miał ani jednego objawu choroby. Miał wtedy kilkanaście miesięcy. Badanie miało być tylko rutynowym badaniem, gdyż u jego taty (z zawodu fizjoterapeuty, który całe swoje zawodowe życie poświęcił rehabilitacji dzieci z dystrofią Duchenne' a) niespodziewanie w 2016 roku zdiagnozowano chorobę genetyczną - Dystrofię miotoniczną typu 1, a że choroba ta jest chorobą genetyczną, postępującą, mającą w każdym następnym pokoleniu silniejszy przebieg i szybsze występowanie objawów, były podstawy do przeprowadzenia tych badań także u synka.

Patrząc na Antka i jego normalny rozwój, nie myśleliśmy, że on mógłby być chory. Tak naprawdę to jeszcze nie zdążyliśmy oswoić się z diagnozą Tomka − taty Antosia, a już wiemy, że Antoś odziedziczył wadliwy gen po swoim tacie.

Rok 2016 nie miał dla nas litości. Postawił przed nami dwie diagnozy i oczekuje walki z przeciwnościami losu. Dziś nie możemy powiedzieć o prawidłowym rozwoju Antosia, bo on taki nie jest, nie możemy mówić że będzie lepiej, bo rokowania są złe, nie możemy nic nie robić i czekać na lek, którego dotychczas nikt nie wynalazł. Nie możemy patrzeć jak choroba odbiera Antosiowi życie, wiedząc że można poddać się terapii mezenchymalnymi komórkami macierzystymi (MSC).

Nie pozwólmy, by Antoś stał się nieobecny!
4655 9% 50000
zakończono: 06.12.2018

Pomóż nam wybudować dom, który jest naszym...

dla: Jarosław Różanowski
kategoria: Marzenie
Cześć, jesteśmy czwórką rodzeństwa, razem mamy 123 lata (Marzena, Jarek, Waldek i Natalia Różanowscy). Troje z nas choruje na zanik mięśni.

Dokładnie nie wiemy, jaki to rodzaj zaniku, ponieważ w badaniach genetycznych wykryto bardzo dużo zmian i ciężko jest określić tę jedną nieprawidłowość, która powoduje naszą chorobę. Od mniej więcej 8 roku życia poruszamy się na wózku, a od niedawna nasz oddech w nocy wymaga wsparcia nieinwazyjnego respiratora.

Pomimo dość ciężkiej choroby, staramy się czerpać z życia jak najwięcej. Pracujemy przez Internet. Waldek zajmuje się obsługą klienta. Marzena tworzy bazy danych substancji medycznych. Ja (Jarek) zajmuję się administracją stron. Natalia studiuje księgowość, a w czasie wolnym dużo nam pomaga.

Naszym marzeniem, które realizujemy, jest wybudowanie własnego domu. Do tej pory udało nam się kupić działkę, projekt domu oraz odłożyć 80 tys. zł na budowę. Jak na nasze możliwości to bardzo dużo. Naszym celem na przyszły rok jest rozpoczęcie budowy i wybudowanie domu do stanu surowego otwartego.

By udało nam się zrealizować ten cel brakuje nam około 50 tys. zł. Dlatego będziemy bardzo wdzięczni za wsparcie.

Marzymy o wybudowaniu domu, ponieważ w obecnym, gdzie mieszkamy razem z rodzicami, brakuje przestrzeni. Nasza czwórka ma do dyspozycji dwa pokoje, a w naszym wieku przydałoby się trochę prywatności. Poza tym nasi rodzice są coraz starsi i dlatego również potrzebujemy więcej przestrzeni, by móc zatrudnić osobę która będzie z nami mieszkać i nam pomagać w czynnościach życia codziennego. W przeciwnym razie boimy się, że w przyszłości musielibyśmy trafić do DPS-u.
985 1% 50000
zakończono: 04.12.2018

Kontynuacja leczenia i terapii

dla: Maksymilian Królikowski
kategoria: Leczenie
Nazywam się Maksio i od trzech lat zmagam się z diagnozą autyzmu wczesnodziecięcego oraz licznymi problemami zdrowotnymi: wtórnym brakiem odporności, przewlekłym stanem zapalnym jelit, nawracającym infekcjami bakteryjnymi oraz wirusowymi, alergiami, nietolerancjami pokarmowymi, atopowym zapaleniem skóry, przesuszoną skórą ze względu na niedobór witaminy A.

Trzy lata temu nie reagowałem, nie mówiłem, każdy dźwięk, bodziec wzrokowy czy dotykowy bolał okropnie, moje jelita były zaś w opłakanym stanie, co skutkowało comiesięczną przewlekłą infekcją górnych i dolnych dróg oddechowych.

Podczas trzech lat od postawienia właściwej diagnozy i włączenia stosownego leczenia, ścisłej diety FODMAP oraz 3 x bez i terapii prawie powróciłem do świata, potrzebuję jednak kontynuacji leczenia biomedycznego, żeby iść dalej, nie cofając się.

Kluczem do sukcesu w autyzmie jest zarówno terapja, jak i leczenie z dietą. Odbudowanie odporności i całkowite wyleczenie jelit, to od trzech lat priorytet, który osiągnę tylko i wyłącznie przy pomocy diety oraz kontynuacji leczenia.

Dlatego niezbędne są leki zalecone przez Panią Doktor w styczniu, niezrealizowane ze względu na wysoki koszt. Rerum, GcMAF to ratunek dla mojego słabego stanu immunologicznego, koszt jednej fiolki to 2390 zł. Potrzebne są 3 fiolki.

Pozostałe leki to: Ultra B Complex 3 opakowania to lekarstwo dla mojego układu nerwowego, Truflora (enzymy trawienne) 3 opakowania to wsparcie dla mojego układu pokarmowego oraz Puregenomics multi 3 opakowania.

Koszt leków szacuje się na około 8423 zł. Z drugiej strony pojawiła się szansa uczestnictwa w treningu słuchowym TOMATIS, który wspomoże moją mowę jeszcze bardziej, rozwinie mnie społecznie. Koszt jednej sesji to 300 zł.

Walka w pojedynkę jest ciężka, ale w grupie jest raźniej. To tak wiele dla mnie, dlatego zwracam się z prośbą o pomoc. Nie chcę się cofać, chcę iść dalej, jednak bez Twojej pomocy będzie ciężko. Dlatego będę wdzięczny za każdą pomoc.
1865 14% 13023
zakończono: 05.11.2018

W ramach naszego serwisu używamy plików COOKIES. Możesz ustawić cookies w swojej przeglądarce. Więcej szczegółów w Polityce prywatności

x